czwartek, 24 grudnia 2015

Wigilia < 3

Dzisiaj Wigilia, ciekawa jestem jak Wy ją spędzacie. U mnie wygląda to tak, że mama pracuje, więc to my się wszystkim zajmujemy. Młody ubrał choinkę, ja obrałam jabłuszka na szarlotkę i buraczki na barszcz czerwony (to dobrze, że w tym roku będzie prawdziwy barszcz z prawdziwymi burakami, bo w zeszłym roku był jakiś taki z kartonu i nie za bardzo nam smakował ;/.). W końcu w zeszłym roku w tym świątecznym okresie my tak naprawdę od niedawna tutaj mieszkaliśmy, więc nic dziwnego, że święta były trochę do luftu. Już wczoraj z Rafem posprzątaliśmy cały dom więc na dzisiaj zostało tego mniej.  Po południu będziemy z mamą piekły ciasta: 2 z jabłkami i torcik makowy. Planowałam jeszcze upiec milk waya, ale postanowiłam zrobić to jednak po świętach, bo i tak jest sporo do roboty. Wieczerzę Wigilijną mamy zamiar spędzić w rodzinnym, ale małym gronie, tylko nasza czwórka. Jeżeli chodzi o 1 i 2 dzień świąt, to będą one wyglądały, jak co roku. 25 moi rodzice mają rocznicę ślubu, z resztą już 20, więc na pewno będą woleli zostać w domu, natomiast na 26 już zapowiedzieli się babcia z dziadkiem. może i druga babcia też przyjdzie. Jeśli natomiast chodzi o sylwka no to cóż, nie planuję niczego szczególnego. Dostałam zaproszenie od Moni, aby pójść  Nią i Adamem, oraz Jego kolegą na jakąś imprezę, ale niestety zmuszona jestem zrezygnować. Zeszłego sylwestra spędziłam z Tysią, ale w tym każda spędza go ze swoim chłopakiem i nic dziwnego, a że ja go nie mam to chyba spędzę go z przyjacielem. W końcu to też jest jakaś alternatywa :).Jeszcze duużo obowiązków przede mną, także żegnam się.

A Wam życzę wszystkiego najlepszego,
spełnienia marzeń i udanego Sylwestra!!! <3 :*
Całuję Was mocno i mam nadzieję, że się spotkamy w nowym roku :D.

sobota, 19 grudnia 2015

Hiszpańskie piosenki

Część Kochani, zauważyłam, że ostatnio jakoś zaczęły mi się podobać, właśnie piosenki hiszpańskie nawet bardziej niż angielskie, które również po prostu uwielbiam. Ogólnie jestem w jakimś takim romantycznym nastroju, wszędzie widzę miłość. Może to dlatego, że nadchodzą święta, a ja niedawno obejrzałam "Listy do M" i tak jakoś mi się teraz kojarzą święta. Albo może to też mieć związek w tym, że w końcu "pozwoliłam sobie", na rozpoczęcie czytania 6 części mojej ukochanej serii książek "Dary Anioła", o czym jednak doskonale wiecie, bo już nie jeden raz pisałam na ten temat ;). Jeżeli ciekawi Was co to takiego to zapraszam na moje konto na chomikuj, tak zamieszczam wszystkie książki, które czytam, gdyż sądzę, że są warte polecenia innym. Nie za bardzo lubię się powtarzać, więc jeśli jesteście ciekawi to wysyłam Was do notki http://mysecretdiarymd.blogspot.com/2015/12/do-czytelnikow.html . Tam wyjaśniłam w jaki sposób mogę Wam pomóc pobrać te dzieła ;).
 Ostatnio tak jakoś też mnie naszło, aby wrócić do serii "Szeptem". Przeczytałam wszystkie jakiś rok, albo 2 lata temu, lubię ją, ale mam wrażenie, że nie udało mi się zagłębić wystarczająco w tą historię, dlatego też zdecydowałam się na drugie podejście. Czytałam ją, gdy byłam chora, pamiętam, że pierwszą część "wchłonęłam" bardzo szybko, drugą nawet też w miarę, ale już bez takiego entuzjazmu. Natomiast do przeczytania 3 i 4 praktycznie się zmusiłam ze względu na zakończenie, a po za tym nie chciałam porzucać tej serii tak po prostu. Jak już zaczęłam to chciałam skończyć i dopiero wtedy wydać werdykt. Jeśli jednak chodzi o serię "Dom Nocy" to sama muszę przyznać,że mało prawdopodobnie, że przeczytam resztę części, a skończyłam chyba na 7, albo 8, a jest 10 albo 12 coś takiego, nie jestem pewna. Jednak Paula powiedziała mi zakończenie, a ja nawet nie specjalnie byłam zainteresowania słuchaniem go. Hehe :D właśnie spojrzałam na tytuł posta i zdałam sobie sprawę z tego, że pisze kompletnie nie na temat, heh rozważałam nawet zmianę tytuły, ale cóż, ja po prostu tak już mam, że przeważnie rozpisuję się na tematy inne niż początkowo miały zostać poruszone ;).
Wracając jednak to pierwotnego tematu, jestem ciekawa waszej opinii na temat tej piosenki, którą za chwilkę zamieszczę. W hiszpańskich i włoskich piosenkach podoba mi się to, że słuchając ich tak jakby nie wiem jak to określić słyszę emocję i uczucia, które dany artysta próbuje przekazać. Oni zawsze tak bardzo się wczuwają w każdą piosenkę, tak jakby "śpiewają sercem", a to bardzo mnie porusza i dzięki temu jakoś bardziej do mnie dociera (oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu tłumaczenia ;), mój hiszpański nie jest jeszcze na tyle biegły, abym potrafiła zrozumieć tekst samodzielnie). Mam nadzieję, że Wam także się spodoba, jeśli nie "przemówi" do Was za pierwszym razem to dajcie jej szansę, tak jak ja książką ;), bo może mile Was zaskoczyć :*.


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Do czytelników :)

Cześć, zauważyłam, że ostatnio z mojego profilu na chomikuj jest pobieranych więcej rzeczy, bardzo mnie to cieszy, gdyż jest to wszystko dla Was ^_^. Nie mam pewności co do tego czy to Wy (moi czytelnicy) zainteresowaliście się fantastyką, tak jak ja (a nie jestem w stanie tego sprawdzić), ale w każdym bądź razie, chciałam Wam jedynie powiedzieć, że jeśli będziecie mieli jakieś specjalne prośby, aby coś pobrać to dajcie mi znać na privie, lub w komentarzach. Zwłaszcza jeśli to będą rzeczy, które znajdowały się na moim profilu, a potem zostały usunięte. (niestety,niektóre pliki usuwają administratorzy :/, sama nie bardzo wiem dlaczego) Postaram się wtedy jak najszybciej z powrotem wrzucić je na stronkę (chociaż chwilowo) albo przesłać w innym sposób jak np. drogą e-mailową czy coś w ten deseń, hehe :D no w każdym razie coś wymyślę ;-).

sobota, 28 listopada 2015

Impreza andrzejkowa !!! :D

Tak,tak dobrze słyszeliście, w reszcie Komuś udało się mnie do niego wyciągnąć ;). A tą osobą jest Kto inny jak nie Monia :). Mamy iść we 4 Ona, taka Patrycja,której nie znam za dobrze, ale widziałam się z Nią parę razy, więc nie jest mi zupełnie obca, ( ponoć też idzie pierwszy raz, więc sama nie wiem, ale jakoś tak mi trochę lepiej z tą informacją ;)) dziewczyna której żadna z Nas nie zna (prócz Moni) no i oczywiście ja :P. Zastanawiam się nad tym jak będzie, a szczerze mówiąc to wydaję mi się, że myślę o tym zdecydowanie za dużo. Ale jakoś tak, jestem podekscytowana tą imprezą i nie mogę skupić się na niczym innym. Ciekawa jestem praktycznie wszystkiego, jaka będzie muzyka, atmosfera, specjalnie andrzejkowe niespodzianki itd. Mówi się, że najważniejsze jest towarzystwo, prawda? Wtedy, kiedy idzie się z fajnymi ludźmi to człowiek z reguły dobrze się bawi. Dlatego cieszę się, że przeżyję "inicjację klubową" idąc z przyjaciółką. Jasne, że równie dobrze by było gdybyśmy poszły naszą paczką, ale to niestety niemożliwe, no a przynajmniej nie tym razem, może innym razem wyjdzie ;), i hope so.

Mój kochany przyjaciel niestety ma przez to focha, ehhh nie za bardzo potrafi zrozumieć, że to ma być babski wypad. Nie może zrozumieć, że sobie nie  życzę, aby robił za mojego ochroniarza. Owszem słyszałam bardzo dobrze co mówił, ale jakoś nie specjalnie chce mi się wierzyć w to, że poszedłby z jakąś inną laską zostawiając mnie samą, lub tym bardziej "pozwolił" mi zatańczyć z jakimś innym gościem. Jest milusi z natury, ale wygląda dosyć strasznie dla osób, które Go nie znają ;). Taki duuuuży się wydaję, gdy stanie przed tobą, hehe w sumie idealna ochrona przed natrętami ;)., ale przed jakimiś fajnymi kolesiami także.Ale za to wymusił na mnie obietnicę, że kiedyś razem pójdziemy.

Dzisiaj na szczęście Monia także zgodziła się ze mną pojechać po buty. Bo naprawdę nienawidzę robić zakupów sama, jakoś tak potrzebuję towarzystwa ;).  W zeszłym tygodniu byłam w galerii krk i bonarce i wyobraźcie sobie, że albo nie ma fasonu, a jeśli już jest to nie ma rozmiaru .No i tak to właśnie wygląda. A już zaczęły się przymrozki, a za niedługo będzie prawdziwa zima,  nie mogę zostać bez butów. Dlatego nie za bardzo wiem, co zrobię, jeśli tam nie kupię. Tym bardziej, że nie mamy dużo czasu, gdyż już o 19.30 jesteśmy umówione, że pojedziemy po tą Jej koleżankę. No dobrze to ja kończę, trzymajcie kciuki, aby wszystko pięknie wyszło i żebym miała Wam do opowiedzenia relacje z imprezy w jak najlepszym humorku ;) Pozdrawiam :*

czwartek, 19 listopada 2015

Shadowhunters


Hej :) pewnie już wiecie jak bardzo uwielbiam serię książek "Dom Nocy" oraz co myślę o filmie na ich podstawie ;), wyobraźcie, więc sobie moje zdumienie,gdy dowiedziałam się o tym,że powstanie serial na ich podstawie. Czytałam plotki na ten temat już od jakiegoś czasu, jednak dopiero niedawno przekonałam się o tym,że to prawda. Serial startuje 12 stycznia 2016r. ( w Stanach oczywiście), więc w sumie nie wiem,kiedy spodziewać się serialu po polsku. Już nawet nie mówię o lektorze, bo podejrzewam,że jeśli się pojawi to dopiero za jakieś 2,3 lata, a ja...cóż nie mam tyle cierpliwości ;p. Liczę,więc na to,że Ktoś szybciutko przetłumaczy odc i wrzuci na neta. A tutaj wrzucam Wam zwiastuniki. 





Ciekawa jestem czy Wy tak jak i ja już nie możecie się doczekać,by go obejrzeć. Dajcie znać w komentarzach, a i jeśli dowiecie się kiedy bd w Polsce to też mi napiszcie plis :*

sobota, 14 listopada 2015

Powrót do przeszłości :D

Cześć w poprzedniej notce napisałam Wam o mojej pierwszej bff i że postaram się odnaleźć ten post,no cóż o to on, życzę miłej lektury ;).

Hej 
:-) ,  znacie to uczucie, kiedy zdarzy się w waszym życiu coś, co sprawia, że wraca Wam tyle wspomnień? Hehe ja właśnie teraz tak się czuję, ponieważ dzisiaj tak z głupia weszłam na fb i zobaczyłam taką koleżankę z podst., wczoraj młody dodaj mnie do znajomych hehe ( przypomniał sobie o siostrze ;-) ) , no i wyświetlili mi się Jego znajomi, weszłam na profil takiej jednej dziewczyny, która chodziła z Nim do podstawówki i instynkt  mi podpowiedział żebym weszła na Jej znajomych, więc tak zrobiłam.Zgadnijcie Kogo znalazłam? Może zacznę od początku, kiedy chodziłam jeszcze do podst. poznałam jedną dziewczynę z klasy mojego brata, miała na imię Dominika ( z reszta wydaje mi się, że kiedyś już o Niej tu pisałam ), mimo, że była ode mnie młodsza o 2 lata, jakoś szybko znalazłyśmy wspólny kontakt, szybko okazało się, że mieszkamy w tym samym bloku, dzieliły Nas  klatki haha i nie raz nawet przechodziłyśmy przez strych, żeby nie marznąć na polu ;-) . Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, jakoś zawsze traktowałam Ją jak młodszą siostrę, haha gdybym miała zacząć opowiadań przez co przeszłyśmy, to musiałabym wyczerpać limit pojemności tego bloga ;-) . W każdym bądź razie, potem wyjechała z mamą do Londynu, na początku utrzymywałyśmy kontakt za pomocą gg i nk, raz nawet przejechała do Polski i udało Nam się zobaczyć, ale potem wróciła :-( . Muszę przyznać, że bardzo to przeżyłam, jednak to była moja pierwsza przyjaciółka, wiec nostalgiczne uczucie zawsze pozostanie ;-) . Zawsze jednak pocieszała mnie myśl, że i tak miałam wielkie szczęście zaprzyjaźnić się w tak młodym wieku, bo nie każdy ma to szczęście. Zawsze wiedziałam, że nigdy o Niej nie zapomnę, teraz także to wiem :-) . Wspomnienia pozostaną za zawsze. W każdym bądź razie kontynuując, po tym jak wróciła do Londynu, pisałyśmy na gg, lecz kontakt dosyć szybko się urwał i tak trwało do dzisiejszego dnia. Szczerze mówiąc to już pogodziłam się z tym, że nigdy się nie zobaczymy, ani możliwe, że nawet nie popiszemy, ale bardzo cieszy mnie fakt, że byłam w błędzie. Cieszę się, że mogłam usłyszeć, że u Niej jest wszystko w porządku ( często się nad tym zastanawiałam co u Niej słychać ) , już dawno pogodziłam się z faktem, że do Polski nie wróci ( bo proszę Was, Kto by wrócił, gdyby miał szansę zostania gdzie indziej ? ) , ciekawa jestem, czy jeszcze kiedyś uda Nam się zobaczyć, w końcu za niedługo Ona również tak jak i Ja będzie już pełnoletnia i sądzę, że to od Nas zależy, czy kiedyś uda Nam się spotkać :-)  . Z resztą jak na razie to po prostu się ciesze, że bd mogły pogadać od czasu do czasu ;-) . Haha właśnie mi się coś przypomniało, pamiętam,że kiedyś obiecałam Jej, że wezmę sobie ma 3 Dominika i właśnie dotarło do mnie, że tak zrobiłam haha XD. Obie zawsze interesowałyśmy się muzyką i kochałyśmy śpiewać XD, ale byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi, więc wiadomo, że planowania zostania piosenkarkami itd , spalił na panewce ;-)

Nowa przyjaciółka :D

Właśnie wróciłam ze spotkania z Sarą i jestem w tak wielkiej euforii,że postanowiłam się z Wami tym podzielić. No ale od początku. Sarę poznałam z jakieś nie całe 2 miesiące temu,ale jakoś tak wyjątkowo złapałyśmy kontakt od samego początku. Była pierwszą osobą jaką poznałam w grupie teatralnej i najbardziej Ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy jakoś specjalnie dużo,ale już po chyba z jakiś 2 spotkaniach dowiedziałam się,że mamy podobne wspomnienia i w ogóle jesteśmy podobne. W sumie tak dłużej pogadać udało Nam się przed zajęciami,kiedy to próba dla młodszej grupy się przeciągała. Wydaję mi się,że chyba tego samego dnia po zajęciach zaproponowała,że mnie podwiezie,gdy dowiedziała się,że mieszkami blisko siebie.Od tego dnia zaczęłam jeździć z Nią i Jej rodzicami oraz jeszcze jedną koleżanką,która też mieszka nieopodal. Ja tak z głupia zapytałam czy byśmy się nie spotkały w któryś weekend,żeby pogadać, pochodzić po sklepach itd, no wiecie takie typowe "dziewczyńskie" rzeczy. A Ona powiedziała,że to dobry pomysł i że kiedyś się umówimy. W sumie to już kiedyś miałyśmy się spotkać w weekend,ale tak się złożył,że ja akurat nie dałam rady i nic z tego nie wyszło. Parę dni temu dowiedziałam się,że nie będę mogła dłużej uczestniczyć w zajęciach teatr., a tak się złożyło,że Sara poprosiła mnie żebym dała Jej znać co będzie się działo na zaj. podczas Jej nieobecności. Bo tak się złożyła,że Ona razem z Karoliną (koleżanką z zaj.teatr.) pojechały na coś w rodzaju zielonej szkoły, a chciała wiedzieć, co wymyśli dla Nas Marlena. Napisałam Jej wszystko na fb,ale także powiedziałam,że niestety to jest pożegnanie,gdyż musiałam zrezygnować,ale napisałam także szczerze,że Ją polubiłam i nie chce stracić z Nią kontaktu, a Ona powiedziała,że także tego nie chce, więc umówiłyśmy się na dzisiaj. Kiedy wreszcie doszło do spotkania, to przyznaję,że trochę się na początku martwiłam, a może nie martwiłam,ale miałam pewne obawy,co do tego czy będziemy miały o czym gadać. Okazało się jednak,że nie było z tym najmniejszego problemu. Praktycznie buzie Nam się nie zamykały, tematy się mnożyły i mnożyły.Z czasem szybko wyszło na jaw,że lubimy to samo, bawi Nas to samo, mamy takie same zainteresowania i w ogóle jakoś tak świetnie się czujemy w swoim towarzystwie. Haha :D normalnie nie wierzę w takie rzeczy jak bratnie duszę czy coś,ale my jesteśmy jak siostry, no seryjnie. Już dzisiaj postanowiłyśmy zacząć się przyjaźnić.Sara przypomina mi Domi, nie mam pewności,czy już Wam o Niej opowiadałam (przyjaciółka w Anglii,a może powinnam powiedzieć ex-bff),bo jestem pewna,że pisałam już o Niej kiedyś,tyle,że nie mam pewności czy to było na tym blogu,czy na poprzednim,chyba jednak poprzednim, jeśli mi się uda to postaram się dokopać do tej notki.Wracając, nie wiem jak to ubrać w słowa. Chodzi mi o to,że dogaduję się z Nią tak dobrze jak z Domi,pomimo tego,że są zupełnie inne. Sara jest zabawna i taka wesoła i pełna życia, Dusia też była wesoła,ale jakoś tak w inny sposób.Oczywiście na pewno ma to związek z tym,że Domi miała wtedy 8,9 lat. W każdym bądź razie mogę powiedzieć wprost,że to jest chyba właśnie to czego potrzebuję w swoim życiu. Rozrywki i zabawy, kogoś Kto widzi świat w kolorowych barwach. Możecie być pewni,że to nie jest ostatnia notka o Niej, bo coś czuję,że będziemy się naprawdę dobrze bawić, zwłaszcza,że być może właśnie Ona poszłaby z Nami do klubu. Myślę,że dogadałyby się z moimi przyjaciółkami bez problemu. A przynajmniej mam taką nadzieję. przyjaźń to jest wspaniała rzecz i warto ją przeżyć i dbać o nią ;).

Nowa ja ;)

Cześć,nie wiem czy pamiętacie,ale jeszcze całkiem nie dawno temu pisałam o tym,że mam wrażenie,że ostatnimi czasy nie jestem sobą. Nie wiem,czy to zasługa zmiany image, czy coś innego,ale wydaję mi się,że jak na razie chyba mi przeszło ;). To było zupełnie tak jakbym uważała,że "prawdziwa ja" jest tą częścią mnie, za którą mówiąc szczerze nie przepadam. Na szczęście Monia chyba dość skutecznie mi to wyperswadowała za co jestem Jej wdzięczna. Zmieniłam się owszem,ale czy nie jest tak,że wszyscy się zmieniamy? Przynajmniej w jakimś stopniu. Przecież dojrzewamy,zmieniamy poglądy, szkołę,pracę,środowisko. To wszystko ma wpływ na to kim jesteśmy i na to kim będziemy, prawda? Po za tym sama nie wiem dlaczego postanowiłam zgłębić ten temat. Planowałam napisać tę notkę już od jakiegoś czasu i tak jakoś wyszło,że dzisiaj mam na to chwilkę czasu. 

To może zacznijmy od tego,że w końcu udało mi się spotkać z przyjaciółkami. Z Tysią byłam w macu, a z Monią i Gosiakiem na rynku. Pogadałyśmy trochę, pospacerowałyśmy oraz wydeptałyśmy nowe ścieżki na rynku ;). Spotkałyśmy Adriana, chłopaka Gosi,ponieważ miał jakąś uroczystość, dostał awans czy co w tym rodzaju, mówił mi nawet na jakie stanowisko,no ale niestety zapomniałam ;p. W każdym bądź razie zobaczenie Go w mundurze spowodowało,że przypomniało mi się liceum. Później chciałyśmy pójść do pijalni,ale niestety zabrakło wolnych miejsc. Kiedy już wracałyśmy Gosia pojechała pierwsza,a Monie i mnie wzięła ochota na gorącą czekoladę. W rzeczywistości właściwie poszłyśmy na kompromis, gdyż kupiłyśmy kakao z pianką,ale jakie było pyszne...mniam, bo za tym studenci,którzy je sprzedawali też byli niczego sobie ;), więc na pewno tam wrócimy. 

A to mój nowy image, jak myślicie zmiana jest na lepsze,czy nie koniecznie ;). Szczerze? Odpowiedzcie w komentarzach. Całuje Was i do napisania w kolejnym poście :*.  





niedziela, 8 listopada 2015

W poszukiwaniu innych blogowiczów ;-)

Cześć Kochani  :). Sądząc po tym,że Nikt nie odpowiedział na pytanie w poprzednim poście wnioskuję,że nie tylko ja nie znam na nie pytanie ;-).
Miałem w planach trochę się zjednoczyć z innymi blogowiczami,ale mi nie wyszło :(. Trudno jest znaleźć kolejnego bloga jakiejś nastolatki lub nastolatka.. Za to przekonałam się o tym jak wiele mam piszę bloga, o swoich dzieciach chociażby.To jednak jest temat,który jak na razie mnie nie dotyczy ;) Znalazłam też kilka takich na których były wiersze, niektóre całkiem ciekawe, spodobały mi się.

Oczywiście niedziela będzie się kończyć za parę godzin, a ja tak jak i soboty, tak i dzisiaj nie wykorzystałam jej potencjału. Jutro mam kolokwium , z Zk (zagadnienia kliniczne), a zamiast się uczyć, co ja robię? Piszę posty i czytam, słucham słucham muzyki, czyli jakby to powiedziała moja mama mitręrze czas. Nic jednak nie poradzę na to,że mam ostatnio takiego lenia,że nie mogę. Fascynacja nową szkołą już mi przeszła, nawet nie jestem przekonana co do tego,czy chce się tym zajmować w przyszłości.

Są również i dobre wieści. Gadałam z Tyśką i nawet umówiłyśmy się na wtorek po szkole. Wpadła na genialny pomysł,który bardzo mi się podoba i żałuję,że wcześniej żadna z Nas na to nie wpadła. Otóż założyła grupę na fb tylko dla naszej 4, czyli przyjaciółek z gimnazjum ( z wyjątkiem Julki, która nie chodziła z Nami do gim.). Dzięki niej komunikacja między Nami jakby się poprawiła. Cieszy mnie to,bo to jest odpowiedź na moje pytanie ;). Oczywiście nie to powyższe,ale inne również z poprzedniego posta. To oznacza,że nie tylko mi zależy na naszej przyjaźni, ale Im również. A obawiałam się tego,że wszystko się posypię i wkrótce nie będzie śladu po naszej znajomości.

A teraz patrząc na godz. chyba faktycznie chociaż zajrzę do tych notatek,żeby potem nie było ;-). Pozdrawiam wszystkich i do przeczytania :*

niedziela, 1 listopada 2015

Jak zrobić z chłopaka - przyjaciela? Oto jest pytanie ;-)

Cześć, dzisiaj trochę głębiej przyjrzę się relacjom międzyludzkim. Jeśli jesteś dziewczyną/ chłopakiem, w której/którym jest zadurzona/y przyjaciel/przyjaciółka to myślę,że dobrze trafiliście. Może razem uda Nam się rozwikłać ten problem ;-). Z M przyjaźnie się już chyba z jakieś 2 lata około. Jeśli można nazwać przyjaźnią relację w której jedna strona jest bardziej zaangażowana niż druga. Nasz znajomość jeste trochę bardziej skomplikowana,ponieważ zaczęliśmy się spotykać na innej stopie towarzyskiej w momencie poznawania. Nigdy nie byliśmy prawdziwą parą, ja bym to bardziej nazwała imitacją związku. Jak by nie patrzeć to zachowywaliśmy się jak para, no może nie taka tradycyjna,ale jednak. Muszę przyznać,że to był dla mnie wyjątkowo trudny okres w życiu ( rodzice prawie się rozwiedli, szkoła dawała mi w kość, nie tak dawno rozstałam się z chłopakiem,a na dodatek przyjaciele nie mieli czasu), dlatego też miło było mieć przy sobie kogoś bliskiego na kogo mogłam liczyć. Zdaję sobię sprawę z tego,że było to egoistyczne,ale wtedy nie potrafiłam inaczej, nie myślałam w ten sposób. Kiedy sytuacja w domu trochę się uspokoiła i wszystko zaczęło powoli wracać do normy uświadomiłam sobie co zrobiłam. Było mi bardzo źle z tego powodu, dlatego też jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z Nim na ten temat i wyjaśnić całą sprawę. Dałam Mu delikatnie do zrozumienia,że nie będzie Nas łączyło nic więcej po za przyjaźnią, oczywiście nie był tym pomysłem zachwycony. Wiedziałam o tym dlatego powiedziałam Mu,że jeśli nie chce być moim przyjacielem to to zrozumiem i że po prostu musimy się rozstać,każde pójść w swoją stronę. On zaprzeczył, powiedział,że nie chce stracić tej znajomości i że z czasem może coś więcej z Nami wyjdzie, a jeśli nie to po prostu nasze ralacje pozostaną takie jakie były. Czas mijał a M bardzo często wracał do tematu. Starałam się delikatnie wybić Mu ten pomysł z głowy,ale nie było to skuteczne,więc nie jeden raz kończyło się to kłótniami. Kiedy uświadomiłam sobie,że Jego sposób patrzenia na mnie chyba się nie zmieni,zdecydowałam,że lepiej będzie zakończyć tę znajomość. Nie chciałam,aby dłużej się męczył i cierpiał prze ze mnie więc, zachowałam się jak dziecko i przestałam się do Niego odzywać. Nie odpowiadałam na telefony,sms czy też wiadomości na fb. Po jakiś 2 dniach napisałam Mu jedynie,że lepiej będzie jeśli już nie będziemy się przyjaźnić,że jest mi przykro,ale nie mogę postąpić inaczej i że dziękuje Mu za wszystko. Oczywieście na nic się to nie zdało, gdyż ani wiadomości,ani telefony się nie skończyły. W dniu w którym moja wola była słabsza niż zazwyczaj,postanowiłam odebrać. Pamiętam,że gadaliśmy wtedy ponad godzinę. Opowiedział mi o tym,że poznał jakąś dziewczynę i zaczął się z Nią spotykać. Nie było to nic poważnego,bo nie znali się długo,ale randkowali. Po wysłuchaniu tego nadzieja odżyła we mnie na nowo. Pomyślałam „ co jeśli na serio Mu przeszło? Jeśli zainteresował się inną dziewczyną i widzi we mnie jedynie przyjaciółkę?” Upierał się,że rozumie i akceptuje moje uczucia wspominając,że może kiedyś coś będzie,ale nie będzie naciskał, oraz wspomniał,że każde z Nas pójdzie w swoją stronę i zacznie umawiać się z innymi,a my pozostaniemy przyjaciółmi. Wtedy właśnie gadanie o naszym „przyszłym związku” nazwałam tematem tabu, do którego miał więcej nie wracać. Ewentualnie wrócimy do niego,kiedy ja kiedyś tak zdecyduję. Rzecz jasna ja już wtedy wiedziałam,że nigdy do niego nie wrócę. Miałam nadzieję,że poszedł na przód i niewygodne rozmowy mamy już za sobą. Z ową dziewczyną nie spotykał się jednak zbyt długo. Dosyć szybko zaczął wracać do tematu tabu,a ja starałam się jakoś to znosić i puszczać mimo uszu bądź zmieniać temat. Obudziłam w sobie nawet moje elter-ego, (które uwierzcie mi nie zawsze jest miłe ;-)) , aby jakoś Go do siebie zniechęcić. Jak na złość metoda ta kompletnie się nie sprawdziła (może też z tego względu,że nie potafię być naprawdę wredna, to po prostu nie w moim stylu), zamiast tego zaczął dostrzegać rzeczy,które Nas łączą np. oglądanie filmów, gotowanie,słuchanie muzyki itd. W praktycznie we wszystkim co Mu powiedziałam dostrzegał z Nas bratnie dusze. Miesiące mijały,każde z Nas miało swoje życie, a biorąc pod uwagę fakt,że mieszkamy kawałek od siebie to nasze relacje zaczęły się zmieniać,powoli zanikać. Po jakiś paru miesiącach,kiedy znów odzyskaliśmy kontakt oboje byliśmy już na innym etapie. Tzn, zarówno On, jak i ja się z kimś spotykaliśmy. Nie były to wtedy jeszcze związki,ale randkowanie, w obydwu przypadkach. Również w obu przypadkach znajomości te wyglądały dosyć specyficznie,ponieważ Jej były wciąż nie dawał Jej spokoju, narzucał się, wydzwaniał,a czasami nawet śledził, a więc nie chciała się wiązać, jakoś tak poważnie. Cały czas powtarzała Mu,że potrzebuje czasu,że nie chce go stracić i potrzebuje kogoś bliskiego,a On był cierpliwy i czekał,aż zmieni zdanie. W moim przypadku natomiast było tak,że chłopak z którym zaczęłam się spotykać wciąż miał złamane serce przez jakąś zołzę ( nigdy jej nie poznałam,ale nie wyobrażam sobie co takiego Mu zrobiła,że zostawiła Go w takim kiepskim stanie psychicznym). Od ich rozstania minął już rok,ale wciąż ją rozpamiętywał (sądzę nawet,że nadal to robi). Nie jestem pewna czemu,ale czułam jakąś taką wewnętrzną potrzebę,aby Mu pomóc. Być lekiem na Jego złamane serce. No wiecie wyobrażałam sobie,że będzie jak na filmach.Ona pomagając Mu zakochuję się w Nim, a z czasem On również zaczyna kochać Ją, bo zauważa,że na serio Jej na Nim zależy itd. Naiwne nie? No w każdym bądź razie oczywiście ni było, tak ja ja sobie to wymarzyłam. Zamiast tego mój nowy chłopak zaczął porównywać mnie do swojej ex oraz próbować mnie w nią zmienić. Nie było to miłe,ale przez jakiś czas to znosiłam. Dosyć szybko okazało się jednak,że miałam być tylko kimś w zastępstwie,by miał kogoś bliskiego, a tak naprawdę to chyba nigdy Mu na mnie nie zależało. Naprawdę życzę Mu tego,żeby poznał dziewczynę,której uda się jakoś poskładać serce, no ja nie podołałam temu zadaniu,ale patrząc na to z tej perspektywy to nigdy tak naprawdę do siebie nie pasowaliśmy. Może z jakiś tydzień po rozstaniu odezwał się do mnie M. Pamiętam,że było już późno i właśnie miałam kłaść się spać kiedy zadzwonił. Chciał się mnie poradzić,co powinien zrobić ze swoją wybranką,która wciąż trzymała Go na dystans. Niby byli razem,ale nie oficjalnie (pomimo tego,że wszyscy od dawno o Nich wiedzieli ;-)). Ciągle powtarzała,że boi się przedstawić Go rodzicom jako swojego oficjalnego chłopaka, pomimi tego,że M przyjeżdżał do Niej do domu co weekend, czasem w tygodniu również. Nie dość,że Jej rodzice Go znali to jeszcze uwielbiali. Jako dziewczyna wiedziałam,że Ona w ten sposób odwleka wszystko w czasie. Uświadomiłam sobie również,że sama postępowałam całkiem podobnie w stosunku do Niego i nie poprawiło to rzecz jasna mojej samo oceny, wręcz przeciwnie czułam się jeszcze gorzej. Po paru tego typu rozmowach poleciłam Mu,aby pogadał z Nią szczerze i kazał się zdecydować. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób. Dawał Jej czas. Muszę przyznać,że ten facet ma naprawdę mnóstwo cierpliwości. Koniec końców z jakieś 2 tygodnie temu z Nią zerwał. Kazał się Jej zdecydować, naprawdę zdecydować, kiedy tego nie zrobiła powiedział,że między Nimi koniec. Znowu jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił,że zostaliśmy singlami w prawie tym samym czasie i najwyraźniej uznał,że to chyba jakiś znak,gdyż kontynuował temat tabu. Muszę przyznać,że już nie tak natarczywie,ale wciąż. Zaprasza mnie do kina,co dla mnie jest przyjacielskim wypadem,a dla Niego prawdopodobnie randką. Kiedy pisaliśmy sms to nazwał mnie parę razy kochanie. Kiedy zwróciłam Mu uwagę wytłumaczył,że to taka pomyłka, bo tak mu zostało z pisanie ze swoją byłą. Udałam,że w to wierzę i tak jest do tej pory. Wiem ( na całe szczęście), że On mnie nie kocha,ani nic w ten sposób,dlatego też przyjaźń ze mną nie rani Go tak bardzo jak na początku myślałam. On po prostu uważa,że jestem jedyną normalną dziewczyną jaką zna i dlatego wciąż się łudzi,że się ugnę. Ostatnio stwierdził,że nie potrafi być sam i potrzebuje kogoś bliskiego. To jest powód dla którego jestem obiektem Jego westchnień. Ja nie mam nic przeciwko temu,żebyśmy byli takimi prawdziwymi przyjaciółmi, no wiecie takimi co są na serio blisko i przytulają się od czasu do czasu,mogą na siebie liczyć itd. Boję się jednak o to, czy takiego każdo razowego gestu nie interpretowałby w zły sposób. Poprosiłam Go nawet dzisiaj,żeby postarał się widzieć we mnie kogoś w rodzaju kuzynki,bądź młodszej siostry. Nie wiem na ile ta metoda się sprawdzi. Oprócz tego poprosił mnie abym go zeswatała z jakąś koleżanką. Pech chce,że akurat w tym momencie nie mam Nikogo takiego. Moje przyjaciółki są zajęte, koleżanka z nowej szkoły również, większość w sumie to już ma nawet narzeczonych. Mam jedną nową przyjaciółkę,która wiem,że jest wolna no i może nawet podam Jej Jego numer, Tak chociaż,żeby popisali trochę i się lepiej poznali. Wiem,że nic na siłę,ale może jednak zaiskrzy między Nimi?  ;-) 
Wczoraj po z jakiejś miesięcznej przerwie widziałam się z Monią. Byłyśmy na rynku, pospacerowałyśmy, pogadałyśmy i się pośmiałyśmy tak jak zawsze :D. Dobrze się bawiłam, a brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jednak nie ma to jak Monia na serio, zawsze świetnie się dogadywałyśmy, byłyśmy naprawdę sobą w swoim towarzystwie, a i zawsze miałyśmy o czym gadać. Bardzo się cieszę razem z Nią, ponieważ po 3-miesięcznej rozłące Jej chłopak Adam przyjeżdża jutro z Francji, na dodatek na stałe,więc rzecz jasna jest bardzo podekscytowana. Dawno Jej takiej nie widziała, uśmiech od ucha do ucha, oczy się świeciły jak choinka na Boże Narodzenie ;-). Nic dziwnego, to była długa rozłąka. Na dodatek od przyszłego roku On planuje się przeprowadzić do Krakowa,więc mieliby jeszcze lepiej. Haha mam tylko nadzieję,że od czasu do czasu dla mnie też go trochę znajdzie ;-). Ale w tej kwestii staram się myśleć pozytywnie, bo Ona po prostu nie jest taka,nigdy nie była. Po za tym,wiem,że tak jak mi zależy na przyjaźni z Nią,jej zależy na przyjaźnieniu się ze mną 
J.  A mam teraz jakiś taki czas,że na serio potrzebuje przyjaciółki, wyrwać się z domu,zabawić itd. Może też dlatego,że nie dogaduję się z Martą tak dobrze jak mi się wydawało,że będziemy. Jednak jesteśmy bardziej różne niż myślałam na początku, a inna koleżanka studiuje na AWF i prawie wcale Jej nie widuję w szkole.  Z tego też względu chciałabym pójść do klubu. Nigdy nie byłam,a jestem ciekawa tego nocnego,studenckiego życia. Monia była parę razy,bo w tej nowej szkole poznała taką dziewczyną typową imprezowiczke,która ciągle Ją gdzieś wyciąga. Monia powiedziła,że tańczyła z ponad 10 chłopcami w ciągu jednej nocy haha :D niezły wynik,nie? Nie wiem,czy w moim przypadku byłoby tak samo,ale nie zaszkodzi spróbować. Nie wiem czy udałoby mi się poznać kogoś fajnego na imprezie,ale do flirtu, tańczenia i zabawy nocny klub wydaję się wręcz idealny,prawda? ;-) Zawsze powtarzałam,że to nie jest dla mnie itd,ale tak na serio to skoro nie byłam, to nie mam prawa się wypowiadać,nie? ;-). Może zechcielibyście podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tego typu imprez w komentarzach? Chętnie poczytam. A jeśli wiecie,jak zrobić z chłopka,przyjaciela to też dajcie znać. Na razie pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję do zobaczenia w następnym poście :-*. 

poniedziałek, 26 października 2015

Przestać szukać miłości na siłę !!!

To jest postanowienie, którego próbuje dotrzymywać już od dłuższego czasu,ale mi się nie udaję :(. Zdaję sobie sprawę z tego jakie to głupie i bezsensowne, ale nie mogę nic poradzić na to uczucie,że coś ważnego mi umyka. Że coś tracę, jakieś cenne doświadczenie. Dobra jestem jeszcze młoda,ale nie jedna osoba w moim wieku może powiedzieć,że albo była, albo jest w poważnym związku. Zwrot "poważny związek" wcale nie znaczy dla mnie to samo co "ten na całe życie", tylko ktoś kogo się kocha i kto kocha ciebie. Aby poczuć, dowiedzieć się co to za uczucie. Wiem,że pewnie brzmię na zdesperowaną,ale w sumie piszę to tylko po to,żeby się wygadać, w formie terapii ;). Przeważnie mi to pomaga, co prawda tylko na jakiś czas,ale dobre i to. Nie wiem czy to dzisiaj mam taki dzień i już. Bo mam wyjątkowego doła. Aleogólnie to mój problem polega na tym,że cały czas myślę o związku i poznaniu chłopaka i to naprawdę nie jest zależne ode mnie. Staram się przestać,ale nie potrafię. Grr...to jest takie głupie, wręcz idiotyczne, ale moja głupia podświadomość najwyraźniej nie ma zamiaru mnie słuchać. Mam na myśli to,że gdziekolwiek bym nie poszła to jedna z pierwszych myśli która pojawia się w mojej głowie to to czy kogoś poznam? Czy to nie jest kretyńskie? Owszem, znam odpowiedź. Ale prawdę mówiąc to chciałabym poznać odpowiedź na pytanie"jak przestać?". Ni chce myśleć o tym,że może znajdę kogoś w szkole lub na zaj.teatralnych albo nie wiem na dyskotece, gdziekolwiek. To jest coś co nie daję mi spokoju. Czasami naprawdę myślę,że jestem jakaś wybrakowana, pechowa lub,że nie zasłużyłam na przeżycie takiego uczucia jak miłość. A może sęk w tym,że i tak bym się zawiodła? Czytając książki, oglądając seriale ciągle napotykam się na miłość i to nie byle jaką. Wiem o tym, lub przynajmniej wydaję mi się,że wiem iż to w prawdziwym życiu nie wygląda w ten sposób i wcale nie jest tak kolorowo, a przynajmniej nie przez cały czas,ale mimo wszystko chciałabym tego doświadczyć. Od jakiegoś czasu marzę o tym,aby poznać kogoś z kim będę się poznawać stopniowo i zakochiwać stopniowo, ja w Nim, a On we mnie, potem razem zamieszkamy i ogólnie będziemy razem dojrzewać,zmieniać się razem itd. Nie chciałabym sytuacji w której jestem w takim wieku,że pasuje już wychodzić za mąż i zakładać rodzinę. Mam wrażenie,że stoję w miejscu i nie potrafię ruszyć na przód. Nigdy w życiu nie byłam zakochana ( tak naprawdę z wzajemnością) i nie mówię już nawet o tym,że wszystkie moje przyjaciółki są w szczęśliwych związkach bo to przecież nie o to chodzi. Nie chcę z Nimi w żaden sposób rywalizować,ani z nikim innym również. Chce iść swoim tempem,ale faktycznie iść. To jest w sumie chyba pierwszy raz,kiedy żaden dosłownie żaden chłopak mi się nie podoba, ani w szkole ani nigdzie indziej. Cieszy mnie to, bo bez sensu jest się w kimś podkochiwać z odległości bez wzajemności,gdy obiekt twoich westchnień ledwie wie o twoim istnieniu. Z resztą staram się,aby taki stan rzeczy pozostał,gdyż zauważyłam,że tak już u mnie jest,że gdy zaczynam za dużo myśleć o jakimś chłopaku to nagle mnie TO dopada, a potem już nie ma zmiłuj. Wzdycham do najczęściej jakiegoś kompletnego kretyna ( i nie mówię tak o nich ze względu na to,że nie odwzajemnili moich uczuć, ale ze względu na to,że poważnie było z Nimi coś nie tak,lecz wtedy ja tego nie widziałam), który ledwo zwraca na mnie uwagę. Dlatego teraz staram się stopować tego typu niepotrzebne myśli. Jak na razie z powodzeniem ;). Wszyscy ciągle powtarzają,że miłość cie znajdzie,gdy przestaniesz jej szukać. Dlatego też ja chcę przestać,ale na serio przestać,a nie tylko tak sobie wmawiać, jak dotychczas.Próbuję,więc myśleć o sobie i robić wszystko dla siebie. Ciągle czymś się zajmować,ale jak tak dalej pójdzie to znienawidzę wszystkich romansów z jakimi mam do czynienia w literaturze ze względu na swoją sytuację (pomimo tego,że serio je uwielbiam).
Myślę,że jakiś związek może mieć z tym to,że ostatnio wszystko się sypie. Mam 5 kolokwium w tym tygodniu,a nie mogę się skupić na nauce, w sumie to na dosłownie niczym nie mogę się skupić, tak jakby wszystko mnie nudzi i mnie dołuje. Jeśli chodzi o to co do tej pory było pewną trwałą w moim życiu też się sypię. Zawsze wiedziałam,że utrzymywanie przyjaźni na całe życie nie należy do prostych rzeczy,ale do tej pory się udawało, pomimo tego,że byłyśmy w różnych szkołach,miałyśmy nowych znajomych i nowe zajęcia,ale teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Zaczynam się zastanawiać czy tak naprawdę my kiedykolwiek na serio się przyjaźniłyśmy? A może tylko to sobie wmawiałyśmy, bo tak było wygodnie? Wiem,że każda z Nas ma swoje życie, swojego chłopaka, szkołę,zajęcia, szkołę,nowych znajomych itd. tak jak i ja,ale do tej pory udawało Nam się być ponad to,a teraz jest jakoś tak dziwnie. Zastanawiam się,czy tylko ja to odczuwam,że nasze stosunki się ochłodziły i jest jakoś tak sztywno. Czy wszystkie zmieniłyśmy się tak bardzo,że nie dostrzegamy niczego po za czubkiem własnego nosa ? W takim sytuacjach nigdy nie miałam oporów by po prostu zadzwonić lub napisać i to naprawić,ale teraz, sama nie wiem czy to jest dobry pomysł, czy One tego chcą? A może lepiej byłoby odpuścić, nie trzymać się siebie na siłę? Tylko,że ja z 2 strony już wolę żebyśmy :trzymały się na siłę" pod warunkiem,że nie jestem jedyną osobą,która tak myśli. A mam nadzieję,że nie jestem. Nie wiem czy którakolwiek z Nich to przeczyta,ale jeśli tak to odpowiedzcie na moje pytanie. Szczerze, czy chcecie abyśmy dalej trzymały się razem,paczką,przyjaźniły się,czy nie? Sama zadałabym Wam to pytanie wprost,ale jakoś tak mi głupio i w sumie sama nie wiem czemu.
Natomiast jeśli chodzi o zaj, teatr. to muszę przyznać,że jest zupełnie inaczej niż wydawało mi się na początku. Znowu odnoszę wrażenie,że jestem jakaś felerna " czarna owca", która o dziwo ciągle jest spięta ( pomimo,że wydaję mi się,że tak nie jest), która nie potrafi okazywać tak prawdziwie emocji, oddychać przeponą itd. Zaczynam się zastanawiać,czy teatr faktycznie jest dla mnie? Może to może być tylko coś w rodzaju rozrywki,ale to chyba jednak nie jest moje miejsce. Staram się jak mogę,a i tak mi nie wychodzi o wkurzam się z tego powodu,że tylko ja jestem upominana,że ciągle robię coś źle. Mam tego dość. Jak jakaś głupia i naiwna miałam w sobie na tyle pychy iż myślałam,że będę jedna z najlepszych,a może,że nawet będę najlepsza, haha ,że będę jakąś cholerną "gwiazdą", która poradzi sobie zarówno z tremą, jak i wszystkimi innymi przeszkodami. Pewnie to dlatego dostałam nauczkę.
Przepraszam,że dzisiaj cała notka jest taka depresyjna,ale jakoś tak mnie naszło ;).

piątek, 16 października 2015

Im Nas więcej,tym weselej?

Cześć, mam szczerą nadzieję,że tak jest,bo na zaj.teatr. na które chodzę zrobiło się całkiem tłoczno ;). Miało Nas być góra 10. Na początku była to grupa 8-osoba, a teraz jet chyba z jakieś 14 osób i podobno jeszcze ma Ktoś dołączyć. Z jednej strony to fajnie bo będzie jeszcze bardziej zabawnie, a po za tym sztuki jakie mielibyśmy rozegrać też powinny wyjść lepiej. Z drugiej jednak strony wychodzi na to,że na każdych kolejnych zaj. poznajemy Kogoś nowego, a ja z jednej strony czuje się z tym dobrze, a z 2 nie jestem już tak zrelaksowana, jak dawniej. Tym bardziej,że ostatnio Marlena daje nam niezły wycisk fizyczny( w życiu się tak nie męczyłam na żadnym szkolnym w-fie), a po za tym martwi mnie to,że z ćwiczeń na dykcje i dosłownie-krzyczenie, nie idzie mi najlepiej :(. Na dodatek jako jedynej. Cały czas brzmi to tak, jakbym połknęła żabę( jak Ona to mówi), a ja się na serio staram i nie mam pojęci czemu mi nie wychodzi. W domu jakoś wszystko jest ok i czysto, to chyba jednak wina tremy, której nie miałam przy 4 osobach, a teraz się obudziła, by mnie męczyć. Nie chce być czarną owcą w tej grupie ( tak jak i nigdzie innej), ale zwłaszcza tam. Sądziłam,że to moje miejsce na świecie. Przez pierwsze 2 zaj. czułam się naprawdę swobodnie, a teraz już tak nie jest. Podoba mi się to, więc nie chcę tak łatwo rezygnować, ale kiedy usłyszałam o prawie codziennych próbach do późna do spektaklu, nerwach, złych emocjach, braku czasu na cokolwiek innego, to przyznaję,że nie jest to zbyt kusząca perspektywa. Chodzę do szkoły i muszę się uczyć, nie ma zmiłuj. Nie mogę i nie mam zamiaru zaniedbać edukacji z powodu zaj,które sama sobie wymyśliłam. Owszem będę się na nich starać jak tylko mogę,ale nie kosztem obecnej szkoły.

czwartek, 8 października 2015

Zaczynają się trudności :/

Byłam wczoraj na zaj. teatr. Dołączyło na Nas wczoraj aż 3 nowe osoby, muszę jednak przyznać,że im więcej Nas jest, tym mniej pewnie ja się czuję. Na początku, kiedy była Nas zaledwie garstka to dawałam sobie radę bez żadnych przeszkód. Byłam sobą i nawet byłam z tego powodu dumna i zadowolona. Myślałam,że będę traktować te zajęcia jako rozrywkę po szkole, miejsce z ludźmi, którzy interesują się tym samym co ja, nie sądziłam,że może być tak ciężko :/. Wiem bardzo dobrze o tym,że mam słabą kondycje, ale to co robiliśmy w pon. przechodzi ludzkie pojęcie. Wcielenie się w role generała i to takiego typowego-kosę nie było proste,gdy wszyscy w około się z ciebie śmiali haha :D, ale dla mnie najtrudniejszą rolą była rola żołnierza. To nawet nie z tego powodu,że nie potrafiłam być poważna i wczuć się. Niestety to co kazał Nam robić generał było istnym koszmarem dla moich mięśni. Jest czwartek, a ja nadal jestem tak obolała,ze ledwo daję radę chodzić i to dosłownie. Gdyby chociaż na tym się skończyło,ale to jeszcze nie wszystko. Widzicie zawsze wydawało mi się,że okazywanie emocji dla mnie byłoby bardzo proste. Okazało się jednak wczoraj,że wcale tak nie jest. Zdecydowanie będę musiała popracować nad emocjami. Problemem jest dla mnie wściec się na zawołanie i tak naprawdę,żeby przekonać o tym publiczność. Wczoraj stałam na środku, wszyscy na mnie patrzyli, a ja czułam się totalnie skołowana, bo choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to nie chciało mi to wychodzić. Jeszcze rozumiem gdybyśmy mieli z tą furią powiedzieć coś w stylu "spadaj" lub "przestań", ale przedstawić się? To może tak prosto brzmieć,ale możesz dawać z siebie wszystko, a to i tak nie będzie wystarczające. Opiekunka jest mega wymagająca. Wiem,że to strasznie pyszne, ale wyobrażałam sobie,że będę w tym dobra, nawet jedna z najlepszych,a okazuję się,że to nie jest jakaś" kaszka z mleczkiem ", tak jak sądziłam na początku. Nie mam oczywiście zamiaru rezygnować, bo po pierwsze prawdopodobnie już za to zapłaciłam,a po 2 na prawdę mi się to podoba. Będę musiała więcej z siebie dawać i myślę,że z czasem może lepiej by mi to wyszło, a przynajmniej mam taką nadzieję.

czwartek, 1 października 2015

Moja pasja

Niedawno zapisałam się na zajęcia teatralne. Na początku miały to być zajęcia muzyczne, ze śpiewu. Niestety w tej placówce nie prowadzą takich zajęć grupowych, tylko indywidualne. A jaki ens jest siedzenie z jednym nauczycielem nawet jeśli chodzi o śpiew? No dla mnie to nie jest spełnienie marzeń,więc wybrałam zaj, teatr.z tego powodu,że tam będziemy grupą. Poznałam już parę ludzi,którzy są ze mną w grupie. Sarę, Karolinę, które nie pierwszy rok uczestniczą w zajęciach, Ole, która tydzień temu była p raz pierwszy, jest początkująca, jak i ja, Asię, z którą nie rozmawiałam na tyle długo,żeby dowiedzieć się, jak długo bierze udział w tym przedsięwzięciu,oraz Michała, tego co jak na razie zauważyłam, jedyny chłopak w grupie. Sara, Karolina i Michał są ode mnie młodsi o rok, więc,że tak powiem granica nie jest na szczęście tak duża żeby się zacierać Po za tym jakoś tak w głębi duszy sama tego nie rozumiem,ale czuję,że to jest moje miejsce na świecie. Scena itd. czuję jak bym znała tych ludzi całe życie, a nie widziała Ich 2 razy w życiu. Całkowicie się przed Nimi otworzyłam i jestem sobą. . Żałuje tego,że akurat teraz musiałam zachorować i straciłam już 2 zaj. nie licząc oczywiście prawie tygodniowej nieobecności w szkole :(. W poniedziałek na dodatek miałam mieć kolokwium z praktyk masażu i mnie to ominęło ( oczywiście nie na zawsze ;) ), problem w tym,że osoby zdające wtedy miały na tyle ulgi,że nie dość, że mogły sobie wybrać osobę do masowania to jeszcze wybierały sobie jaką część ciała będą masować,a to było bardzo wygodne. 
W sobotę byłam z mamą u wujka G. Miałyśmy zająć się dziećmi podczas,gdy Oni pojadą gdzieś z okazji rocznicy ślubu. Jak na złość niestety ciocia się rozchorowała, więc koniec końców nigdzie nie pojechali. Co prawda to moja mama miała robić za nianię,ale to ja bawiłam się z dzieciakami. Wow, ile te dzieci mają energii, sama bym tak chciała ;). Przynajmniej miałam okazję zobaczyć kuzynostwo. Natka bardzo się zmieniła,urosła i w ogóle, ale to Stasia nie widziałam z jakieś 1,5 roku ok. Wiem,że mi nie wypada, bo to moja rodzina, haha ale jest naprawdę ślicznym dzieckiem. Ma oliwkową karnację, jak na razie to takie ciemny bląd włoski i do tego jeszcze te ciemno brązowe ciekawe świata oczka. Po prostu cute <3. Zamieściłabym nawet parę zdjęć tych dzieciaków,ale niestety wujek ma można powiedzieć nie zbyt pochlebne zdanie o dodawaniu Ich zdjęć w necie. Po raz pierwszy od lat jednak udało mi się normalnie pogadać z wujaszkiem. Co prawda ma teraz małego bzika na punkcie jagi ( kryzys wieku średniego, jak sam to ujął), ale zrobił się taki bardziej towarzyski bym powiedziała. Cieszy mnie to, bo w końcu jest moim chrzestnym, a miałam wrażenie, jakbyśmy mieli kosę os wielu lat. Możliwe,że byłam za młoda, by tak normalnie z Nim pogadać,a teraz przez to,że jestem no powiedzmy dorosła, granica trochę się zatarła? Z resztą to nie ma znaczenia, ważnie jest to,ze teraz jest między Nami ok :D.
Ostatnio mam hopla z przerzutką na punkcie pewnej serii książek " Dary Anioła" , nie wiem czy kojarzycie, ale jak najbardziej polecam, ponieważ są no po prostu świetne. Aktualnie jestem przy 5, a jest ich 6.Ostatnia jeszcze nie zostałam jednak przekonwertowana na pdf, więc zastanawiam się czy nie poczekać,aż to zrobią. O ile oczywiście miałabym na tyle cierpliwości ;P.Obejrzałam także film do pierwszej części.Przed zobaczeniem go zastanawiałam się dlaczego ma tak kiepskie opinie, ale teraz zrozumiałam. W porównaniu do książki charakterystyka postaci została zminimalizowana niemal do zera.Kiedy czytamy książkę wczuwamy się z emocje i uczucia postaci (przynajmniej ja tak mam). Film został natomiast tak spłycony, wyssany z wszelkich emocji. Tak naprawdę jedyne co im wyszło to scena pocałunku i to by było na tyle,poważnie.To moja opinia i niektórzy mogą się z nią nie zgodzić oczywiście,ale sądzę,że nie jestem odosobniona w tej opinii. A szkoda, na serio wielka bo gdyby 1 część nie okazała się totalnym niewypałem to może nakręciliby inne części. Czytałam na necie,że podobno mają na podstawie książek nakręcić serial i bardzo podoba mi się ten pomysł. Czekam na niego z niecierpliwością,jednak nie mam pojęcia czy to tylko plotki. Chętnie zobaczyłabym jak to "wygląda". W serialu przynajmniej nie musieli by tak lecieć z akcją jak w filmie. Zdaję sobie sprawę,że książka jest długa i trudno jest uchwycić wszystkie momenty w filmie,który trwa z jakieś 2 godz ok. To na prawdę trudne zadanie, któremu reżyser nie podołał. Wycięli mnóstwo scen, a na dodatek dodali własne, przyznaję scena z bramą całkiem mi się podobała, ale wielu innych mi zabrakło, na dodatek tak pozmieniali kolejność,że niektóre rzeczy kompletnie straciły sens. Mam wielką nadzieję,ze serial powstanie i że nad nim więcej popracują, bo jak by na to nie patrzeć serial, gdyby był dobra to na 100 miałby wielu widzów. A to piosenka, która ostatnio nie "daje mi spokoju " po obejrzeniu filmu. Sama nie wiem czemu ale bardzo do mnie przemawia, z resztą posłuchajcie sami :) 





A tą piosenką znalazłam wczoraj i też mi się bardzo podoba. Wykonanie jest genialne, moim zdaniem nawet lepsze od oryginału, z resztą posłuchajcie sami.



piątek, 25 września 2015

Serce w całości < 3

Po raz kolejny udało mi się uniknąć złamanego serca. W tym momencie cieszę się z tego, bo podejrzewam,że nie jest to nic przyjemnego. Z M nam nie wyszło,więc postanowiliśmy się rozstać. Tym razem jednak na szczęście było trochę inaczej niż zazwyczaj. Oboje doszliśmy do tego samego wniosku, praktycznie w tym samym czasie. Z tego co zdążyłam zauważyć to zarówno On jak i ja nie czuliśmy się tak jakbyśmy byli w związku. On oglądał się za innymi dziewczynami, a ja wciąż byłam zainteresowana innymi chłopcami. Uniknęliśmy na szczęście kłótni i głupiej sprzeczki,która tylko by popsuła wszystkich humor Zastanawiam się nad tym czy to dlatego,że pomimo iż sądze,że jestem gotowa na związek to czy o jest prawda? Wiem o tym,że nie ma co na siłę szukać sobie chłopaka, bo to jest wyjątkowo żałosne i dłużej bym się jeszcze nad tym porozwodziła,ale za chwilę muszę wychodzić do szkoły ;).Ja na serio nie chce patrzeć na męską część społeczeństwa (oczywiście nie całą ;p) jak na jakiś cel,który mam sobie obrać. Myślę,że to ma związek z tym,że praktycznie wszyscy z mojej otoczenia połączyli się już w pary. Niektóre to już nawet takie poważne całe życie. Pod tym względem mam rażenie jakbym próbowała ich dogonić,ale nie potrafię. Na serio chciałabym móc się zatrzymać i żeby przestało mi na tym zależeć,ale nie mogę.Wiem,że przeważnie miłość. taka prawdziwa, przychodzi wtedy,gdy nikt się jej nie spodziewa. A jak ma,że tak powiem "odnaleźć" mnie? Jeśli ja gdziekolwiek bym nie poszła to już układam sobie w głowie to jak mogłoby być. A później oczywiście wyobrażenia znacznie przerasta rzeczywistość, a ja jestem zawiedziona. Dałam już sobie spokój z szukaniem "miłości" w necie. Stwierdziłam,że to chyba jednak nie dla mnie.Może i innym to odpowiada, ale mnie jakoś nie specjalnie. Na każdym takim spotkaniu strasznie się denerwuję i nie jestem sobą. Wolałabym więc po prostu kogoś poznać gdzieś tak normalnie naturalnie w realu. Spotykać się z tą osobą przypadkowo przez jakiś czas. Po prostu,żeby nasz znajomość zakwitłą naturalnie, a nie na siłę.

środa, 16 września 2015

Magiczne miejsce :)

Dzisiaj znowu (ponieważ ostatnio dość często mi się zdarza ;)) miałam awarie tramwaju, kiedy jechałam do szkoły. Byłam spóźniona na pierwsze zajęcia i to całkiem sporo, więc postanowiłam trochę pozwiedzać. Rzadko mam okazje,by pospacerować uliczkami Krakowa, więc postanowiłam wykorzystać tę szansę. Zależało mi na tym,aby znaleźć park. Bardzo lubię to,że są tam i kwiaty i przeważnie uśmiechnięci ludzie, pieski sobie biegają po trawce itd. Musiałam przejść spory kawałek,ale w końcu udało mi się znaleźć miejsce,które mi odpowiadało. Nie wiem czy to dlatego,że rzadko mam okazję je oglądać, ale bardzo spodobał mi się ten w którym dzisiaj byłam. Chyba czytam ostatnio za dużo fantastyki ;), bo jak słowo daję czułam w tym miejscu magię haha :D. Promienie słońca delikatnie opadały na zbiornik wodny, a woda miała tak wiele kolorów. Na środku było coś w rodzaju wysepki, na której rosło drzewo. Słońce nie raziło mnie w oczy, ponieważ drzewa rzucały lekki cień. Ogólnie z tego wglądu,że pogoda była ładna, to widok był niesamowity, aż zapierał dech w piersiach. Usiadłam nad wodą i przyglądałam się.Z dołu słyszałam kwakanie głodnych kaczek, udało mi się je trochę nakarmić drożdżówką,którą kupiłam wcześniej. Potem sama nie wiem co mnie naszło,ale znalazłam w torebce grosik.Po czym wrzuciłam go do wody, wypowiadając życzenie. Nie mogę powiedzieć jakie, bo w tego na pewno się nie spełni ;), ale podejrzewam,że stali czytelnicy mogą się domyślić o co chodziło. W każdym bądź razie, myślę,że jeszcze tam wrócę.To miejsce w jakiś dziwny sposób mnie przyciąga, więc jeśli będę w pobliżu na pewno jeszcze tam zajrzę.

poniedziałek, 7 września 2015

Jednak w jednej klasie :D

Cześć, przed chwilą dowiedziałam się,że dzwonili ze szkoły do Marty i powiedzieli Jej,że została przepisana do mojej klasy, mało tego do mojej grupy, więc już dzisiaj jedziemy razem na 11:30 i mamy zaj. praktyczne. Bardzo się cieszę, bo w sumie to już zaczynałam przestawać w to wierzyć,że uda się Ją do mnie przepisać. Teraz postaram się jakoś zapoznać Martę z Ewą i zrobić wszystko byśmy siedziały razem, mam nadzieję,że mi się to uda, bo nie chce żadnej zostawić na lodzie. Na serio polubiłam Ewę, od początku zaczęłyśmy się trzymać razem i podejrzewa,że teraz mogłaby mieć problem z wpasowaniem się do jakiejś innej podgrupki. Po za tym chciałabym dalej się z Nią zadawać. Mam nadzieję,że dziewczyny się dogadają i od teraz będziemy się trzymać we 3. Byłoby super, gdyby udało mi się zrealizować ten plan, a więc postaram się. Sama dobrze wiem, co to znaczy "zostać na lodzie", więc nie chcę zrobić tego nikomu innemu.

niedziela, 6 września 2015

Gwiazd naszych wina

Hej :), być może znacie ten tytuł. To film,który obejrzałam dzisiaj z M. Muszę przyznać,że się wzruszyłam,ale i tak myślałam,że będę bardziej płakać, sądząc po komentarzach. Nie będę opowiadała filmu, bo to by było bez sensu. Jego zakończenie jednak jest inne niż przewidywałam. To był pierwszy raz,kiedy zaprosiłam M do siebie do domu. Nie poznał mojej rodziny,ponieważ uznałam,że to za wcześnie i poprosiłam,by się nie pokazywali. Na szczęście mnie posłuchali ;). Na początku byłam spięta, jak zawsze przy Nim,ale potem mnie przytulił i przestałam się denerwować. W Jego ramionach było mi tak dobrze i ciepło. Mieliśmy nawet moment, w którym zrobiło się naprawdę gorąco ;). Tak bardzo,że musiałam ściągnąć bluzę zaraz po Jego wyjściu.
Jutro zaczyna się 2 tydzień mojej nowej szkoły. Niestety Marta i ja raczej nie będziemy w jednej klasie i to jest strasznie nie fair :(. Byłyśmy już parę razy u sekretarki,ale Ona cały czas mówiła tylko,że to nic pewnego itd. Moja klasa również już ułożyła się w grupki bądź pary. Zawsze tak jest. Miałam jednak nadzieję,że to nie liceum i zasady będą inne, byłam naiwna i myliłam się. Mam jednak nadzieję,że w ciągu września niektóre osoby zrezygnują (tak wiem,że to nie zbyt miłe z mojej strony,ale przecież zawsze tak jest) i dzięki temu w mojej klasie zrobi się miejsce właśnie dla Marty. Jaki sens jest chodzenia do tej samej szkoły,jeśli nie jesteśmy w jednej klasie? Kontakt w końcu się zerwie i to będzie na tyle. Zajęć praktycznych również nie możemy mieć razem. Dlaczego nauczyciele tak utrudniają? Przecież nawet gdyby klasy były nieparzyste to co o za problem wymieniać się po parę minut? Tak, aby każdy skorzystał, Ja tam nie widzę problemów, więc czemu Oni tak?
Jeśli chodzi o stan zdrowia dziadziusia ma się coś zmienić dopiero we wtorek, gdyż mają jakąś wizytę u lekarza. Niestety jak na razie najlepiej to nie wygląda. Wypuścili Go ze szpitala z arytmią ( czyż nie debile?) i za wysokim ciśnieniem,które po lekach spadło aż za bardzo. Bardzo się o Niego martwię. To mój jedyny dziadek od zawsze. Wiele wspomnień z dzieciństwa (tych najlepszych) zawdzięczam właśnie Jemu.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Spotkanie po 2-tygodniowej rozłące :D

Wczoraj Tyśka z Matim wrócili, więc postanowiłyśmy się dzisiaj spotkać. Muszę przyznać,że tęskniłam za Nią ;), po za tym pogadałyśmy jak to mamy w zwyczaju i porobiłyśmy parę fotek haha :D szkoda tylko,że praktycznie żadna nie nadaje się do publikacji :P. To zdecydowanie nie był dzień sweet foci. Potem oglądałyśmy horror "Lustra", nie udało Nam się obejrzeć do końca, więc dokończymy następnym razem ;). Monia Nam go polecała, więc warto będzie go dokończyć. Sama nie wiem, czy to z tego powodu,że ostatnimi czasy oglądam ich sporo, ale jakoś całkowicie przestałam się ich bać, haha :D, a z reguły siedziałam w pozycji embrionalnej i wzdrygałam co chwilę. Nawet jam byłam z M w kinie na " Naznaczonym rozdział 3" to bardziej się bałam. A przed to,że On ogląda ich dużo i to te najstraszniejsze to śmiał się ze mnie przez prawie cały seans.
Jutro rozpoczęcie roku szkolnego w nowej szkole. Nie mam tego strachu, co zazwyczaj, bo po raz pierwszy idę z koleżanką, jednak i tak chciałabym, aby udało mi się tam z kimś zaprzyjaźnić. Przyjaciół nigdy za wiele ;) , albo przynajmniej dogadywać się jakoś w miarę.
Aha no tak miałam opowiedzieć Wam jeszcze jak to było,że M i ja jesteśmy razem. Raz zapytał mnie oto, czy zostanę jego dziewczyną przez sms( tym bardziej,że mój ex poprosił mnie na fb :/, zero romantyzmu ;))  ale powiedziałam Mu szczerze,że wolę usłyszeć to na żywo, dlatego też, kiedy już się źegnaliśmy to mnie o to zapytał. Wtedy zgasło światło i zrobiło się romantycznie. Ja odpowiedziałam,a potem padliśmy sobie w ramiona i się pocałowaliśmy, haha :D zupełnie jak na filmach .










sobota, 29 sierpnia 2015

Prawdziwy związek :D

Cześć Wam, właśnie dzisiaj jest ten dzień w którym M poprosił,abym została Jego dziewczyną, a ja się oczywiście zgodziłam ;). Bardzo dłuuugo na to czekałam. Osoby,które śledzą mojego bloga bardzo dobrze o tym wiedzą ;p. Ten post  nie będzie długi bo zostało 2 min do północy, więc po prostu chciałam napisać o tym w dniu w którym zostałam poproszona o chodzenie. Jutro napiszę więcej szczegółów bo dziś jestem zmęczona bye ;*

środa, 26 sierpnia 2015

Wakacje się kończą :(

Cześć, mówiąc szczerze to ostatnio nie mam za bardzo o tym pisać, Z M się nie widziałam,bo jest przeziębiony. \jutro widzę się z Monią,a być może w piątek udałoby się z Gosiakiem. Dzisiaj babcia i dziadziuś pojechali na wieś do rodziny,więc ja zajmowałam się Sarką. Tak bardzo Im się tam spodobało,że chcą sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się na wieś. Haha :D mama przed chwilą przyszła,wiec zaczęły rozmawiać. Temat zszedł na "nawiedzony dom",który podobno jest tam na wsi. Przed chwilą zaczęli coś opowiadać o tym,że mnóstwo osób tam umarło. Aż trudno uwierzyć w tak niewiarygodną historie. Osobiście uważam,że to jakiś felerny zbieg okoliczności.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Warto spróbować?

Hej :) wakacje się kończą,niestety :/, został ostatni tydzień. Ale to nie o tym chciałam napisać. Ogólnie to ten post tyczy mojego znajomego M. Pisałam już o Nim nie jeden raz,więc jeśli czytacie mojego bloga to wiecie kim jest ;). Jednak dla jasności przypomnę. On i ja znamy się ze 4 miesiące około. Na początku kiedy Go poznałam to strasznie się w Niego wkręciła. Byłam zauroczona,wszystko mi się w Nim podobało.Mówiąc prosto wszystko idealizowałam,widziałam przez różowe okulary. Jednak był taki czas,kiedy sądziłam,że nic z tego nie wyjdzie,gdyż nie wiedziałam co On o mnie myślał. Jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji pogadać na ten temat. Teraz postanowiliśmy,że jesteśmy dla siebie kimś więcej,niż zwyczajnymi znajomymi. Byliśmy nawet na pierwszej "prawdziwej" randce. Dużo rozmawialiśmy na ten temat,za kogo się uważamy i czy warto by było spróbować zostać parą. Dzisiaj natomiast M poprosił mnie o chodzenie, tzn. może nie do końca poprosił. Powiedział jednak,żebyśmy spróbowali być razem. Powiedział także,że jeśli Nam nie wyjdzie to trudno,ale,że w sumie nie mamy nic do stracenia. Czyli doszedł do tych samych wniosków,co ja wcześniej. Mam jednak wątpliwości co do tego,czy to wyjdzie i jak mamy się zachowywać w stosunku do siebie. Czy dzięki temu On stanie się odważniejszy i pewniejszy siebie w stosunku do mnie? Właśnie tego ni wiem. Planuję się zgodzić i faktycznie zobaczyć jak będzie.Chciałabym się w Nim naprawdę zakochać,ale chyba już nie potrafię. Nie chciałabym,żeby któregokolwiek z Nas się zawiodło lub miało złamane serce. A Wy co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach,chętnie przeczytam Wasze opinie :). Może mieliście podobną sytuacje, a nawet jeśli nie, to chciałabym poznać Wasze zdanie ;)

wtorek, 11 sierpnia 2015

I miss you ♥♡

Hej Wam, tytuł mówi sam za siebie nieprawdaż?  Moja bff właśnie wyjeżdża ze swoim chłopakiem na pierwsze wspólne wakacje. Pisałam już o tym w jakimś poście, ale pewnie nie każdy go czytał,  więc powtórzę. Tysia i Mati jadą nad morze do Władysławowa. Na 2 tygodnie bodajże. Dawno Jej nie widziałam, więc trochę za Nią tęsknie. Tym bardziej, że od naszego ostatniego spotkania sporo się zmieniło, głównie jeśli chodzi o M. Ale jaki sens jest w tym?  Skoro nie można nawet pogadać na ten temat z najlepszą przyjaciółką :/. Tym bardziej, że możliwe, że w ogóle nie zobaczymy się przed Jej wyjazdem, bo wyjeżdża w piątek albo sobotę tego tygodnia. Wyjazd z chłopakiem na wakacje to poważna sprawa, ja nigdy jeszcze nie byłam na takim wyjeździe, gdyż nie miałam ku temu okazji, ale podejrzewam, że będzie to dla Niej niezapomniany wyjazd. Na dodatek M również wyjechał w tym tygodniu  ze swoją rodziną, również nad morze. W Krk jest straszna duchota, więc muszę przyznać, że trochę Im zazdroszczę tego pluskania się w morzu, leżenia plackiem na plaży i opalania się. Mam jednak nadzieję, że obydwoje będą zadowoleni po powrocie i wypoczna. Mam nadzieje, że Wy również dobrze spędzacie wakacje ;).

piątek, 7 sierpnia 2015

Oficjalny chłopak ?

Tak, to jest pytanie, które zadaje sobie od wczoraj. Otóż byłam z M w zoo,nareszcie ;). Przekładaliśmy to parę razy,ale w końcu się udało. Porobiliśmy parę zdjęć zwierzakom, haha udało mi się nawet jedno zdjęcie zrobić Jemu, to pierwsze, które Mu zrobiłam, więc mimo,że nie jest idealne(ponieważ aparat mi się spóźnił i nie złapał Jego pięknego uśmiechu) to i tak jest wyjątkowe. Nie wiem, dlaczego (mam nadzieję,że nie jednorazowo ;) ), ale poczułam,że ten lęk, który wcześniej odczuwałam w Jego towarzystwie jakoś zniknął. Zaczęliśmy się zachowywać w sumie jak prawdziwa para. Po raz pierwszy trzymaliśmy się za ręce i udawało mi się utrzymywać kontakt wzrokowy, rany On ma takie ładne oczy, ale wracając do tematu hehe to biorąc pod uwagę fakt,że przez 32 przystanki leżałam na Jego ramieniu, tak sobie drzemiąc, to ludzie w autobusie na pewno wzięli Nas za parę. Nawet słyszałam parę komentarzy,ale jak przez mgłę. Przed wyjazdem wypiłam wodę mineralną, którą kupiłam w sklepiku koło zoo, na serio zastanawiam się, czy czegoś do niej nie dodali ;) ponieważ byłam tak senna, jak po aviomarinie, no chyba,że to jego ramię, tak na mnie działało heh. Ale tak na poważnie to jeszcze na niczyim ramieniu nie leżało mi się tak wygodnie, jak na Jego. Otóż mój ex to była straszna chudzinka i miał wystające kości, no seryjnie zawsze, gdy się tak opierałam o jego ramię to Jego obojczyk wbijał mi się z głowę ;/. Od wczoraj po za Jego sms pt. "słodkich snów", nie rozmawialiśmy, więc właśnie nie wiem, czy jesteśmy już oficjalnie razem, czy nie? Myślicie,że pasuje mi zapytać Go o to wprost? Teraz w niedziele jedzie to Ustki z rodziną, ale obiecał,że zadzwoni. Cóż nie ukrywam,że wolałabym,żeby miał mnie za swoją dziewczynę, gdyby tak miał poznać kogoś na tym wyjeździe ;). Haha nie no mam nadzieje,że nie, po za tym przynajmniej nie wydaję mi się,żeby był jednym z tych, co flirtują z każdą napotkaną dziewczyną, lecz wiecie jak to mówią? Pozory mylą (czasami...chyba). Ale mam zamiar być dobrej myśli. Teoretycznie no to nawet pocałowaliśmy się na pożegnanie, co prawda nie był to nasz pierwszy pocałunek, gdyż tak się składa,że już po pierwszej randce Go pocałowałam, lecz ten pocałunek był jakiś inny, tylko nie wiem właśnie czy się różnił, być może faktem,że zarówno On, jak i ja tego chcieliśmy, a także oboje o tym wiedzieliśmy. Nie był on tak namiętny i bez zapamiętania, jakbym chciała, ale kto wie? Może to wszystko jeszcze przed Nami? Mam jednak mały dylemat, co do tego,jak mam się z Nim przywitać na przyszłość. Podejrzewam,że na pewno Go przytulę,gdyż nie będziemy się widzieli przez tydzień z powodu Jego wyjazdu, ale czy mam Go pocałować na przywitanie, czy przywitać się tak jak zawsze, czyli cmoknąć Go w policzek. Jak na razie, przynajmniej muszę przyznać,że nie czuję tego,żeby On miał być tym jedynym na całe życie, ale być może to się zmieni, zobaczymy. Z jednej strony cieszy mnie fakt,że przestałam szaleć na Jego punkcie, no przynajmniej mogę zachowywać się bardziej naturalnie, kiedy się nie denerwuje i to jest dobre,lecz zastanawiam się, czy to dlatego,że przyzwyczaiłam się do Jego towarzystwa, czy też dlatego,że nie czuję do Niego togo co przedtem. Serce nie waliło mi jak młotem,ani kiedy leżałam na Jego ramieniu, ani wtedy, kiedy się przytulaliśmy. Ciekawa jestem czy będzie za mną tęsknił, a ja za Nim i czy jeśli nawet będzie to czy się do tego przyzna, czy będę zmuszona wyciągnąć to z Niego siłą hehe ;). Dobrze chociaż,że Monia wraca 10 i obiecała mi,że się spotkamy. Dobrze,że przynajmniej jedno z moich przyjaciół wraca, bo obawiałam się togo,że wszyscy wyjadą w tym samym terminie. Biedna Monia, podobno teraz nie będą się widzieli z Adamem przez 4 miesiące, a trzeba przyznać,że w tym wieku, co my jesteśmy to długo. Ja i M znamy się tyle i teraz wydaje mi się to, no kawałek czasu. Jako dobra przyjaciółko postaram się Ją wspierać i być przy Niej, jako takie małe zastępstwo ;) Wiadomo,że ukochanego Jej nie zastąpię, ale sądzę,że w towarzystwie przyjaciółki takie rzeczy znosi się łatwiej, a Ona chyba po za mną, Tysią i Gosią nie ma żadnej innej przyjaciółki, a przecież Ona wyjeżdżają. Ale jakoś damy sobie radę we 2, w końcu w gim. byłyśmy bardzo zżyte.
Wczoraj gadałam z M(p), wyobraźnie sobie,że zrobić mi wyrzuty za to,że się nie odzywałam, podczas, gdy On sam ani razy nie zadzwonił, czy napisał. Mówiąc szczerze to nawet nie dawno o Nim myślałam, zastanawiałam się nad tym, czy dalej chce się ze mną przyjaźnić. To do Niego nie podobne,żeby tak długo się nie odzywać. Możliwe,że ma jakieś problemy i ma potrzebę się wygadać,więc umówiliśmy się na przyszły tydzień. Właśnie uświadomiłam sobie,że wczoraj przy M czułam się tak samo,że tak powiem "na luzie", jak przy M(p). To świetnie :D. Dobrze na razie kończę, bye :*

czwartek, 30 lipca 2015

Wspomnienia z wakacji ;)

Hej :), niedawno mówiłam,że chciałabym zamieścić parę zdjęć z pobytu, tak żebyście mogli zobaczyć, jak to wygląda, o ile oczywiście jesteście zainteresowani :D. Muszę przyznać,że bywałam już w lepszych miejscach, zwykły drewniany domek w stylu typowo góralskim. Widoki rzeczywiście zapierające dech w piersiach i do tego czyste powietrze,a i pogodę mieliśmy w miarę udaną, więc nie ma co narzekać ;), nie żałuje tego,że pojechałam. 













Zacznijmy może od okolicy, zrobiłam parę zdjęć :D.



Tutaj pasą się krówki :P 




Tak wygląda domek z zewnątrz





A to domek sąsiada, trzeba przyznać,że ładny jest ;).






To był mój pokój, nie obeszło się niestety bez skór biednych zwierzaków na ścianie ;(

Schodki prowadzące do ogrodu


Tu kiedyś podobno był basen ;)


Altanka z grillem

Tartak, podobno tam się bogacą właśnie na drzewach ;p

Stół bilardowy, ehh.. oczywiście tata wygrał ze mną i mamą ;)


Tak wygląda salon na dole



                                                                  A tak aneks kuchenny

Haha wiem,że to nie jest 5-gwiazdkowy hotel ;), ale i tak było fajnie.
Pamiętajcie,że nie ważne gdzie jesteście, ale ważne z kim ;).
Pozdrawiam :*