Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 grudnia 2018

Cały świat przeciwko mnie

Jak to jest, że właśnie rzeczy na których najbardziej Nam zależy nigdy nie wychodzą. Tyle starań, energii, czasu na marne. I co z tym zrobić?

Niektórzy powiedzą: nie przejmować się. Tak, to dobra metoda. Ale nie u wszystkich się sprawdza. Ja np. nie potrafię tak niczym się nie przejmować. Wszystko olać i założyć, że później będzie lepiej. To domena optymistów. Z tym, że ja nigdy nie należałam do Ich grona.
Aby nie myśleć o tym co nie wyszło, najlepiej jest zająć głowę czymś innym. Bardziej, lub mniej istotnym, to już bez znaczenia. Ważne, byś poświęcił tej czynności całą swoją uwagę.

Druga metoda: złościć się. Tak, wiem jak to brzmi, ale nawet niektórzy psycholodzy twierdzą, że czasami złość pomaga w uporaniu się z niektórymi problemami. Nie na dłuższą metę, ale trzymanie emocji w sobie nie jest zdrowe. Zwłaszcza, gdy są one negatywne.
Istnieją różne metody na wyładowanie wyżej opisywanych emocji np. sport, dzięki, któremu ie dość, że możemy się w pewien sposób wyżyć to jeszcze zazwyczaj na jakiś czas poświęcamy sporo naszej uwagi konkretnemu ćwiczeniu. Skupiamy się na tym, aby nasze ustawienie było prawidłowe, tempo współmierne do oddechu, uważamy na to, aby utrzymać koordynację.

A które z tych metod najlepiej sprawdzają się u Was? 

piątek, 16 października 2015

Im Nas więcej,tym weselej?

Cześć, mam szczerą nadzieję,że tak jest,bo na zaj.teatr. na które chodzę zrobiło się całkiem tłoczno ;). Miało Nas być góra 10. Na początku była to grupa 8-osoba, a teraz jet chyba z jakieś 14 osób i podobno jeszcze ma Ktoś dołączyć. Z jednej strony to fajnie bo będzie jeszcze bardziej zabawnie, a po za tym sztuki jakie mielibyśmy rozegrać też powinny wyjść lepiej. Z drugiej jednak strony wychodzi na to,że na każdych kolejnych zaj. poznajemy Kogoś nowego, a ja z jednej strony czuje się z tym dobrze, a z 2 nie jestem już tak zrelaksowana, jak dawniej. Tym bardziej,że ostatnio Marlena daje nam niezły wycisk fizyczny( w życiu się tak nie męczyłam na żadnym szkolnym w-fie), a po za tym martwi mnie to,że z ćwiczeń na dykcje i dosłownie-krzyczenie, nie idzie mi najlepiej :(. Na dodatek jako jedynej. Cały czas brzmi to tak, jakbym połknęła żabę( jak Ona to mówi), a ja się na serio staram i nie mam pojęci czemu mi nie wychodzi. W domu jakoś wszystko jest ok i czysto, to chyba jednak wina tremy, której nie miałam przy 4 osobach, a teraz się obudziła, by mnie męczyć. Nie chce być czarną owcą w tej grupie ( tak jak i nigdzie innej), ale zwłaszcza tam. Sądziłam,że to moje miejsce na świecie. Przez pierwsze 2 zaj. czułam się naprawdę swobodnie, a teraz już tak nie jest. Podoba mi się to, więc nie chcę tak łatwo rezygnować, ale kiedy usłyszałam o prawie codziennych próbach do późna do spektaklu, nerwach, złych emocjach, braku czasu na cokolwiek innego, to przyznaję,że nie jest to zbyt kusząca perspektywa. Chodzę do szkoły i muszę się uczyć, nie ma zmiłuj. Nie mogę i nie mam zamiaru zaniedbać edukacji z powodu zaj,które sama sobie wymyśliłam. Owszem będę się na nich starać jak tylko mogę,ale nie kosztem obecnej szkoły.

czwartek, 8 października 2015

Zaczynają się trudności :/

Byłam wczoraj na zaj. teatr. Dołączyło na Nas wczoraj aż 3 nowe osoby, muszę jednak przyznać,że im więcej Nas jest, tym mniej pewnie ja się czuję. Na początku, kiedy była Nas zaledwie garstka to dawałam sobie radę bez żadnych przeszkód. Byłam sobą i nawet byłam z tego powodu dumna i zadowolona. Myślałam,że będę traktować te zajęcia jako rozrywkę po szkole, miejsce z ludźmi, którzy interesują się tym samym co ja, nie sądziłam,że może być tak ciężko :/. Wiem bardzo dobrze o tym,że mam słabą kondycje, ale to co robiliśmy w pon. przechodzi ludzkie pojęcie. Wcielenie się w role generała i to takiego typowego-kosę nie było proste,gdy wszyscy w około się z ciebie śmiali haha :D, ale dla mnie najtrudniejszą rolą była rola żołnierza. To nawet nie z tego powodu,że nie potrafiłam być poważna i wczuć się. Niestety to co kazał Nam robić generał było istnym koszmarem dla moich mięśni. Jest czwartek, a ja nadal jestem tak obolała,ze ledwo daję radę chodzić i to dosłownie. Gdyby chociaż na tym się skończyło,ale to jeszcze nie wszystko. Widzicie zawsze wydawało mi się,że okazywanie emocji dla mnie byłoby bardzo proste. Okazało się jednak wczoraj,że wcale tak nie jest. Zdecydowanie będę musiała popracować nad emocjami. Problemem jest dla mnie wściec się na zawołanie i tak naprawdę,żeby przekonać o tym publiczność. Wczoraj stałam na środku, wszyscy na mnie patrzyli, a ja czułam się totalnie skołowana, bo choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to nie chciało mi to wychodzić. Jeszcze rozumiem gdybyśmy mieli z tą furią powiedzieć coś w stylu "spadaj" lub "przestań", ale przedstawić się? To może tak prosto brzmieć,ale możesz dawać z siebie wszystko, a to i tak nie będzie wystarczające. Opiekunka jest mega wymagająca. Wiem,że to strasznie pyszne, ale wyobrażałam sobie,że będę w tym dobra, nawet jedna z najlepszych,a okazuję się,że to nie jest jakaś" kaszka z mleczkiem ", tak jak sądziłam na początku. Nie mam oczywiście zamiaru rezygnować, bo po pierwsze prawdopodobnie już za to zapłaciłam,a po 2 na prawdę mi się to podoba. Będę musiała więcej z siebie dawać i myślę,że z czasem może lepiej by mi to wyszło, a przynajmniej mam taką nadzieję.