piątek, 14 grudnia 2018

Cały świat przeciwko mnie

Jak to jest, że właśnie rzeczy na których najbardziej Nam zależy nigdy nie wychodzą. Tyle starań, energii, czasu na marne. I co z tym zrobić?

Niektórzy powiedzą: nie przejmować się. Tak, to dobra metoda. Ale nie u wszystkich się sprawdza. Ja np. nie potrafię tak niczym się nie przejmować. Wszystko olać i założyć, że później będzie lepiej. To domena optymistów. Z tym, że ja nigdy nie należałam do Ich grona.
Aby nie myśleć o tym co nie wyszło, najlepiej jest zająć głowę czymś innym. Bardziej, lub mniej istotnym, to już bez znaczenia. Ważne, byś poświęcił tej czynności całą swoją uwagę.

Druga metoda: złościć się. Tak, wiem jak to brzmi, ale nawet niektórzy psycholodzy twierdzą, że czasami złość pomaga w uporaniu się z niektórymi problemami. Nie na dłuższą metę, ale trzymanie emocji w sobie nie jest zdrowe. Zwłaszcza, gdy są one negatywne.
Istnieją różne metody na wyładowanie wyżej opisywanych emocji np. sport, dzięki, któremu ie dość, że możemy się w pewien sposób wyżyć to jeszcze zazwyczaj na jakiś czas poświęcamy sporo naszej uwagi konkretnemu ćwiczeniu. Skupiamy się na tym, aby nasze ustawienie było prawidłowe, tempo współmierne do oddechu, uważamy na to, aby utrzymać koordynację.

A które z tych metod najlepiej sprawdzają się u Was? 

poniedziałek, 19 listopada 2018

Głęboka pewność siebie

Wczoraj właściwie przez czysty przepadek trafiłam na materiał video dotyczący pewności siebie. Już wcześniej kilka razy zetknęłam się z prowadzącym chociażby na yt. obejrzałam kilka Jego filmików i nawet mi się spodobały ze względu na to, że zawsze interesował mnie ten temat.

Po obejrzeniu zaledwie jednego filmiki wczoraj uświadomiłam sobie kilka rzeczy, które do tej pory gdzieś mi umykały, albo wręcz przeciwnie, nigdy nie podejrzewałabym, iż w rzeczywistości faktycznie tak to wygląda..

Dla przykładu. Od zawsze myślałam, że pewność siebie to coś z czym człowiek się rodzi. Niektórzy ją posiadają, a niektórzy nie. Kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe?

Okazało się jednak, że jest to coś co podobno każdy może wypracować. Na ten moment ciężko jest mi sobie to wyobrazić, ale dam Wam znać jakie zmiany zaszły w moim zachowaniu po kursie.

Drugą oczywistością (przynajmniej do wczoraj) było dla mnie celowe emanowanie pewnością siebie. Sądziłam, że Ci ludzie robią to specjalnie, pokazując jak pewni siebie, a czasem wręcz aroganccy Oni nie są.

Co ciekawe, okazuje się, iż ludzie naprawdę pewni siebie nie potrzebują aprobaty, an akceptacji ze strony otoczenia. Nie obchodzi Ich co inni pomyślą sobie na Ich temat dlatego są wolni i szczęśliwi. Oni nie muszą celowo pokazywać swojej pewności siebie innym, ponieważ nie obchodzi ich zdanie pozostałych na ich temat.

To jest właśnie ten paradoks, ponieważ dzięki temu, że są wolni i mogę być naprawdę sobą w każdej sytuacji sprawiają wrażenie osób pełnych charyzmy za którymi najczęściej chcemy podążać.

Takie całkowite wyzbycie się pragnienia aprobaty i akceptacji bez względu na sytuację na ten moment wydaję mi się  niemożliwa. Bo kiedy próbuje sobie wyimaginować jaką sytuację w której przypuśćmy dostaję kosza od chłopaka to nie ma możliwości, aby mnie to nie ruszyło.

Nie twierdzę, ze od razy bym się załamała i zamknęła na innych ludzi,  ale z pewnością miałabym doła przez jakiś czas. Byłoby mi głupio, wstyd i czułabym się niekomfortowo,.

Tym razem intuicja podpowiedziała mi, abym kupiła ten kurs, a, że ona bardzo rzadko się myli, prawie nigdy to jej posłuchałam. Jakie będą rezultaty zobaczymy po jakimś czasie. 

piątek, 16 listopada 2018

Jednak nie wszystko stracone

Od kiedy zaczęłam pracować w hotelu każdego dnia czekają na mnie nowe wyzwania. To daje człowiekowi satysfakcję z tego co robi i sprawia, że podchodzę do tego z większym entuzjazmem.

Bo czy nie jest tak? Kiedy zajmujemy się czymś co sprawia Nam przyjemność, przestajemy traktować to jako przykry obowiązek. Nie twierdzę, że tak jest w tym przypadku. Hotelarstwo raczej nie jest moją pasją, czymś czym chciałabym już zawsze się zajmować. Lecz potrafi być niezłą alternatywą, aby zarobić pieniądze na opłacenie studiów i inne drobne wydatki.

Pracuje tutaj od jakiś nie całych 4 miesięcy. W trakcie trwania mojej "kariery" zawodowej zdarzyło mi się popełnić nie jeden błąd. Jedne mniej, drugie bardziej poważne. ale z powodu problemów w życiu osobistym ostatnio chyba pobiłam jakiś rekord w ich popełnianiu :/.

Dzisiaj jechałam do pracy z sercem w gardle. O wczorajszym błędzie myślałam cały wczorajszy oraz dzisiejszy dzień. Byłam niemal pewna, że zostanę za to wyrzucona i to z krzykiem.

Okazało się, że nie narobiono z tego powodu jakiegoś większego rabanu, tzn chyba nie. Przynajmniej koleżanka przekazująca mi zmianę nic o tym nie wspominała. Mało tego powiedziała mi, że sama popełniła dokładnie ten sam błąd co ja dzisiaj i żebym się tym aż tak bardzo nie przejmowała. A z kierowniczką zobaczę się dopiero za kilka dni, więc pewnie wtedy coś o tym wspomni.

Jeśli chodzi o studia to nastąpiły pewne komplikacje, nad którymi cały czas pracuje. Jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem to może przeniosłabym się na inną uczelnię od drugiego semestru.

Trochę obawiam się te decyzji. Zaczynać wszystko od nowa, w zupełnie nowym środowisku, w nieznanej uczelni, wśród nieznajomych, którzy mieli pół tora roku na to, aby poznać się zanim Ty dołączyłeś do "imprezy". Czy będę potrafiła się tam odnaleźć? Studiowanie jest zacznie przyjemniejsze kiedy masz kogoś do kodo możesz otworzyć usta, z resztą, gdzie tak  nie jest?

Justyna jakiś czas wróciła z Austrii. Obiecała, że wtedy się ze mną skontaktuje i się spotkamy. Muszę przyznać, że trochę Jej to zajęło, ponieważ wrócili z około miesiąca temu, ale wstępnie umówiłyśmy się na wtorek.

Będąc ostatnio na zakupach natknęłam się również na Paulę. Od tego czasu zaczęłyśmy znowu ze sobą pisać. Nawet chwilę temu.

Niezmiernie mnie również cieszy fakt, że Mikey ma być w mieście za niedługo. Zazwyczaj nie odczuwam czegoś takiego jak tęsknota, ponieważ nie mam ku temu powodów. Widuje się z większością znajomych w miarę regularnie. Zbyt często, aby zatęsknić, lecz Mike'a nie widziałam już ponad rok czasu. Najwyraźniej taka długość jej wystarczająca, abym nawet ja mogła powiedzieć- "tęskniłam za Tobą".


Tak wiele może się zmienić.

To niewiarygodne ile rzeczy może się wydarzyć w żuciu Twoich bliskich, kiedy nie masz z Nimi kontaktu. Moja (chyba nadal) przyjaciółka i ja miałyśmy nazwijmy to problemy z komunikacją przez prawie rok czasu. Wiadomo, że każda zajęła się swoimi sprawami, własnym życiem.

Na początku bardzo mi Jej brakowało, ale to jednak prawda co mówią o tym, że do nieobecności bliskich można się przyzwyczaić. A już zwłaszcza wtedy kiedy samemu ma się mnóstwo rzeczy na głowie i nie ma nawet czasu by zatęsknić. 

piątek, 27 kwietnia 2018

Mój sposób na pozbycie się nadmiaru emocji

Któregoś razu, kiedy rozmyślałam na temat pana x skomponowałam piosenkę. Tak dzieje się zawsze wtedy, kiedy długo myślę na jakiś temat. Myślę, że w ten sposób pozbywam się części emocji, które mnie przytłaczają. Piosenka ta jest całkowicie amatorska, ale jeśli możecie, dajcie znać co sądzicie na jej temat.

"Daj mi szansę"

Jak ma powiedzieć Tobie,że naprawdę lubię Cię
kiedy Ty wciąż unikasz mnie?
Jak mam nakazać sobie, by zapomnieć o kimś kto
tak ważny dla mnie jest?

Teraz kiedy stoję tu, staram się nie patrzeć wstecz.
Tak jedna myśl wciąż gnębi mnie
co by było gdybyśmy spotkali się?
Oczami wyobraźni widzę jak
przytulasz i całujesz mnie,
a moje serce krzyczy- tak! Nareszcie ktoś otworzył mnie.

Ref: Chce żebyś dał mi szanse, nie pożałujesz tego.
Potrafię sprawić żebyś się bawił na całego.
Zbierz się na odwagę, powiedz mi co myślisz.
Czy to możliwe żebym była tą o której śnisz?

Ty zajęty jesteś wciąż. To studia, praca, dom.
Tak ciężko złapać Cię.
Lecz, ja nie poddaje się, ponieważ wierzę, że
to może udać się.

Teraz kiedy stoję tu, staram się nie patrzeć wstecz.
Tak jedna myśl wciąż gnębi mnie
co by było gdybyśmy spotkali się?
Oczami wyobraźni widzę jak
przytulasz i całujesz mnie,
a moje serce krzyczy- tak! Nareszcie ktoś otworzył mnie.

Ref: Chce żebyś dał mi szanse, nie pożałujesz tego.
Potrafię sprawić żebyś się bawił na całego.
Zbierz się na odwagę, powiedz mi co myślisz.
Czy to możliwe żebym była tą o której śnisz?

Jak zapewne zauważyliście ona nie jest jeszcze skończona. Stwierdziłam, że kontynuacje napisze moje życie.



czwartek, 26 kwietnia 2018

Czekając na NIEMOŻLIWE

Znacie definicje szaleństwa? To robić cały czas to samo, oczekując innego efektu. Co sprawia, że zaczynam zastanawiać się czy z moją głową na pewno jest wszystko w porządku.

Piszę z Nim od ponad roku czasu. Z początku było to bardzo sporadyczne i praktycznie o niczym. Nasze rozmowy polegały na ty, iż ja zadawałam pytania, a On odpowiadał na nie. Czasem również o coś zapytał, ale o nic znaczącego, coś w stylu " Co u Ciebie słychać?" wtedy, kiedy nie gadaliśmy przez dłuższy okres czasu.

Zastanawiałam się nad tym czemu w ogóle ze mną pisał. Pierwsza rzecz, która przychodziła mi do głowy to fakt, że jest po prostu kulturalny i ułożony, nie potrafi mnie delikatnie spławić, więc odpisuje rzadko licząc na to, iż w końcu załapię aluzję.

Lecz, jeśli w ogóle nie chciałby utrzymywać ze mną kontaktu to przecież nie wysyłałby snappów. Tak sądziłam. Dlatego byłam uparta i konsekwencje odzywałam się do Niego od czasu do czasu, tak tylko, aby podtrzymać znajomość. Najczęściej odnosiłam się do zdjęć, które mi wysysał, wtedy jak głupia sądząc, iż robi to specjalnie. Nie ma odwagi pierwszy napisać, lecz zostawia mi pewną furtkę, dzięki czemu mam pretekst, aby się odezwać.

Po jakimś czasie i to złudzenie odeszło w zapomnienie, kiedy parę razy odwołałam się do tego co mi wysłał, a w odpowiedzi zwrotnej usłyszałam, że nawet nie pamiętał o tym, iż mi to wysłał i najczęściej nie wiedział nawet o co mi chodzi.

Kiedy w wakacje odważyłam się zaproponować spotkanie (po pół roku "znajomości") z początku się na nie zgodził, po czym stwierdził, że jednak nie da rady, ponieważ zadzwonili do Niego z pracy. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Go nie znam, lecz nie wydaje mi się, aby był etatowym kłamcą. Rozumienie, po prostu intuicja podpowiada mi, że nie jest takim typem człowieka. Do tej pory, gdy jej słuchałam, nigdy tego nie żałowałam, więc postanowiłam trzymać się tej tezy.

Skoro wyjaśnił mi tą sytuacje, a ja czy naiwnie czy nie uwierzyłam Mu sprawa ze spotkaniem dosyć szybko odeszła w zapomnienie. Wróciłam do punktu wyjścia, w którym to ja musiałam ZAWSZE odezwać się pierwsza, aby wyciągnąć od Niego cokolwiek.

Nadeszły ciężkie dla mnie chwile. Pod koniec wakacji miałam wrażenie, że całe moje życie rozpada się, niczym domek z kart, a ja stoją na krawędzi przepaści patrząc w nicość, kiedy wystarczy delikatny podmuch, bym spadła na dno. Choć wiem, iż brzmi to bardzo dramatycznie to wbrew temu co mogła pomyśleć sobie większość z Was nie miałam myśli samobójczych.

Od czasów gimnazjalnych stałam się bardziej ambitna, niż do tamtego czasu, więc pójście na studia po ukończeniu liceum było dość oczywistym wyborem. Kiedy po maturze dowiedziałam się, iż mogę nie dostać się na tą uczelnię o której marzyłam przez lata byłam załamana, tym bardziej, iż nie miałam żadnego planu B.

Mało tego nie miałam wtedy najlepszych relacji z przyjaciółmi. To nie tak, że się pokłóciliśmy czy coś. Po prostu każdy zajął się swoim życiem. Oni w przeciwieństwie do mnie mieli się czym zająć. Na domiar złego były moje urodziny, a pan x, o którym jest ten post nie złożył mi nawet głupich życzeń urodzinowych. Oczywiście ta racjonalna część mojego mózgu zdawała sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie nawet o nich nie wiedział. Przecież nigdy nie gadaliśmy na ten temat, a na fb , gdzie pojawiło się powiadomienie mogło Go nie być tego dnia. Lecz wtedy to nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Taka błahostka przechyliła czarę, a ja postanowiłam napisać panu niedostępnemu co sądzę na temat Jego zachowania.

Po wysłaniu rzecz jasna nie zbyt miłego sms'a, w którym zawarłam całą swoją gorycz i żal nie otrzymałam odpowiedzi zwrotnej, prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi. Nie pamiętam dokładnych słów, ale sens wiadomości owszem. Napisałam Mu, że takie pisanie raz na tydzień nie ma sensu oraz, że jeśli będzie miał czas i ochotę się spotkać i pogadać twarzą w twarz to jestem chętna. Wiem, trochę to pokrętne. Z jednej strony kazałam Mu spadać, a z drugiej proponuje spotkanie. Nawet nie chcę wiedzieć co pomyślał, kiedy to przeczytał.

Od tamtego momentu myślałam o Nim od czasu do czasu, ale coraz rzadziej się to zdarzało i był nawet moment w którym sądziłam, iż mi przeszło. Byłam pewna, iż zamknęłam ten rozdział, lecz kiedy przeczytałam któregoś dnia informacje o Jego urodzinach postanowiłam wysłać życzenia. Jasne, że w głębi serca miałam cichą nadzieję na to, iż odpisze cokolwiek i tak też się stało.

Z tym, że odnosiłam wrażenie, że nasze rozmowy od tamtego czasu wyglądały inaczej. Nie polegały dłużej na tym, że ja zadaję pytanie, a On odpowiada. To znacznie bardziej przypominało normalną konwersację, tym bardziej, iż parę razy udało mi się zastać Go dostępnego na fb i zamieniliśmy kilka zdań w przeciągu kilku minut. Nie musiałam znów czego całego dnia lub nawet dłużej, aż łaskawie mi odpisze, co było wygodne. Tym bardziej, że odnosiłam wrażenie, iż ja się zmieniłam. Od tamtej pory pisałam dokładnie to co myślałam, bez ciągłego zastanawiania się nad tym czy wypada, czy nie. Sądzę, że to miało związek z tym, że również tak samo jak On zostałam studentkom. I choć to może wydawać się głupie czułam, że od teraz jestem na Jego poziomie. Co sprawiło, że trochę się wyluzowałam i z tego co mi się wydaję On również.

W każdym razie od tamtego momentu pisaliśmy częściej, niż dotychczas, choć zdarzały się "ciche dni" nie jeden raz. Wiele razy powtarzałam sobie, że tym razem koniec. Nie mam zamiaru nadal tego ciągnąć. Mam tego dosyć. Chcę wreszcie ruszyć naprzód, bo od ponad roku czasu żyję w impasie. Rozmawiałam z kilkoma osobami na ten temat i wszyscy sądzili, iż powinnam być bardziej szczera zarówno z samą sobą jak i Nim. Nie powinnam dłużej czekać na to, aż On zaproponuje spotkanie, tylko po raz kolejny wyjść z inicjatywą. I najlepiej pogodzić się z myślą, że jeśli będę chciała mieć z Nim jakiekolwiek relacje to powinnam przywyknąć do tego, że tak będzie zawsze. Za Ich namową po raz kolejny zaproponowałam spotkanie. Tym razem byłam bardziej bezpośrednia, a On się zgodził.

Rzecz jasna kiedy to przeczytałam mało co nie posiadałam się z radości. Spytał kiedy mi pasuje, więc zaproponowałam dość bliski termin twierdząc, że i tak czekałam na to już tak długi czas, że najlepiej będzie jeśli załatwię to jak najszybciej i chociaż ma to być radosne wydarzenie zaczęłam go traktować zupełnie jak wizytę u dentysty. "Im szybciej, tym lepiej" Aby mieć to już za sobą, bo nie ukrywam faktu, że na samą myśl strasznie się denerwuje. Obawiam się przede wszystkim tego czy podczas takiego spotkania na żywo będą potrafiła być sobą? Normalnie z Nim rozmawiać, a nie zachowywać się niezręcznie, jak to mam w zwyczaju, gdy polubię płeć przeciwną,.

Zdaję sobie sprawę z tego, że z całej tej notki wyniki, iż zależy mi na Nim bardziej, niż na zwykłym koledze i w pewnym sensie tak jest, ale nie do końca. Bo w rzeczywistości ja Go nie znam. Pragnę tego spotkania właśnie po to, aby móc Go poznać. Dowiedzieć się czy ta wyimaginowana prze ze mnie osoba jest choć po części podobna do tej prawdziwej. Tak to się już dzieje, gdy przez długi czas o kimś myślimy. Zaczynamy sobie wyobrażać jak mogłyby wyglądać nasze konwersacje, co dana osoba odpowiedziałaby na nasze pytanie i w pewien sposób zaczynamy wierzyć w prawdziwość odpowiedzi jaką sami sobie udzieliliśmy.

Podczas trwania całej tej "znajomości" odbierałam różnie sygnały dotyczące Jego osoby. Aktualnie odnoszę wrażenie, iż jest trochę pogubiony i jeśli tylko by mi na to pozwolił z chęcią wskazałabym Mu drogę. Wbrew temu co zapewne sądzicie droga ta nie koniecznie musiałaby być związana ze mną. Zaczynam zastanawiać się czy W jego przypadku nie jest tak samo jak było w przypadku mojego ex. Z początku, gdy jedynie z Nim pisałam wydawał mi się być wręcz idealny. Facet z poczuciem humoru, z którym mogłam rozmawiać przez godziny i nigdy mi się to nie nudziło. To również była zwyczajna rozmowa, a nie flirtowanie. Grał wtedy przede mną całkowitego optymistę, a ja złapałam się na tę pozę. Kiedy zaproponował spotkanie, też nie byłam z początku pewna tego czy to była czy nie była randka. Dopiero po jakimś czasie napisał mi w sms. że Mu się podobam, ale nie powiedział mi tego wprost.

Ale jak zwykle odbiegam od tematu, więc najlepiej od razu przejdę do meritum. Otóż mam na myśli to, że na początku miałam Go za zupełnie innego człowieka. Dopiero kiedy poprosiłam Go by przestał przede mną udawać. Upewniłam, że przy mnie może być w 100% sobą zorientowałam się jak bardzo ten człowiek był zraniony, zagubiony i zakompleksiony. I pomimo tego, że na początku byłam Nim wręcz oczarowana, w tym momencie cała magia zniknęła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Co prawda pojawiły się jeszcze inne kwestie, które z czasem zdecydowały o naszym rozstaniu, ale pominę to.

Pewnie już wiecie do czego zmierzam. Chodzi mi o to, że ja pana x jak na razie widzę tak ja chcę widzieć. Równie dobrze może okazać się zupełnie innym człowiekiem, niż mi się wydaje i wtedy ta chemia, którą do tej pory czułam przerodzi się bardziej w chęć pomocy drugiej osobie. Po tym jak kiedyś mi się zwierzył, że nie ma zaufania do ludzi, ponieważ w którymś momencie życia wszyscy Go opuścili ja nie chcę być kolejną taką osobą, nie potrafiłabym nią być, nie po tym czego się dowiedziałam. Po za tym uważam, że to nie byłoby w porządku z mojej strony nakłonić Go do tego, aby mi zaufał, po czym gdy On to zrobi odwrócić się od Niego tak jak kiedyś inni. Nie chcę w tym momencie przeceniać swojej roli w być może przyszłej relacji, ale wydaje mi się, iż jeśli On faktycznie z czasem nabrałby do mnie zaufania to gdybym zostawiła Go tak jak pozostali mogłoby być Mu ciężko podnieść się po takim ciosie.

Tu sprawa się komplikuje jeszcze bardziej. Zakładając, że kiedykolwiek dojdzie do naszego prawdziwego spotkania, a z czasem posiadanie jakichkolwiek relacji. Ja widzę dwa scenariusze. Pierwszy to ten mało prawdopodobny, bo ze szczęśliwym zakończeniem dla Nas obojga- poznajemy się na początku na stopie koleżeńskiej, ale jednak z czasem dostrzegamy, że jest między nami chemia i nić porozumienia. Z czasem On nabiera do mnie zaufania, a w międzyczasie uświadamia sobie, że zaczęło Mu na Mnie zależeć bardziej, niż na zwykłej koleżance. Moje uczucia względem Niego potęgują się podczas coraz lepszego poznawania Go i zaczynamy się ze sobą spotykać. Co byłoby dalej o tym nawet nie śmiałam marzyć, więc zostawiłabym to, aby toczyło się własnym rytmem.

Drugi scenariusz, ten łzawy, w którym Nika po spełnieniu swojej roli nie jest dłużej potrzebna, pomimo tego, że Jej uczucia wzrosły to nie zostały odwzajemnione, więc kończy ze złamanym sercem i rozterkami moralnymi. Otóż, zanim się zorientowała przesadziła ze swoją "przyjacielską" stroną i wylądowała we friendzone. Pan x zaczął widzieć w Niej genialną przyjaciółkę, lecz nikogo więcej, w międzyczasie zaczął oglądać się za inną dziewczyną, prosząc biedaczkę o porady w kwestii spraw sercowych nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak to na Nią wpływa. Ona nie potrafiąc Mu wyznać co czuje bojąc się odrzucenia i kompromitacji udaje, że wszystko jest w porządku, pomaga Mu cierpiąc w milczeniu. Z czasem Jej rady zaczynają skutkować. On zaczyna spotykać się z tą inną dziewczyną, a Ona się temu przygląda z pewnej odległości. Nie potrafi ruszyć na przód ze swoim życiem, bo to znów oznaczałoby zostawienie kogoś, kto przecież nabrał do Niej zaufania, a w końcu nie mogłaby podać Mu prawdziwych powodów dla których chce, a raczej potrzebuje zakończyć tę znajomość.

No to są właśnie rozterki młodej studentki. Zamiast skupić się na egzaminach i zbliżającej się sesji ona zapisuje wszystko na blogu licząc, że choć trochę Jej dzięki temu ulży i przestanie o tym w kółko myśleć i się zastanawiać co powinna zrobić.

Bo tym razem okazuje się, że może coś zrobić. Przechodzę do punktu kulminacyjnego, czyli właściwie sedna sprawy oraz powodu dla którego ta kolejna epopeja w ogóle się tu pojawiła.

Byliśmy umówieni na wczoraj po południu. Po tym jak poprzednim razem olał moją wiadomość z propozycją daty spotkania ( akapit 15) wysłał mi przeprosiny. Powiedział, że miał bardzo ciężki okres w życiu i nie miał ochoty się z nikim widzieć. Oczywiście jak to ja nie zapytałam czemu nie oznajmił mi tego wcześniej, zbyt uradowana tym, iż jednak nie wystawił mnie z premedytacją. Po za tym sama nie tak dawno miałam niezłego doła, więc potrafię wczuć się w Jego sytuację i w pewien sposób to zrozumieć. Po za tym mało tego, że odezwał się pierwszy to jeszcze sam wyszedł z inicjatywą spotkania i zaproponował wczorajsze po południe. Stwierdził też, że dokładniejszą godzinę ustalimy później. Często to robię, gdy się z kimś umawiam, więc nie miałam nic przeciwko.

Od czasu tamtej wiadomości pozostaliśmy w dość bliskim kontakcie. Cały dzień w pracy myślałam o tym, jak i następny (wczorajszy) dzień od kiedy tylko otworzyłam oczy. Czekałam aż napiszę mi miejsce i godzinę spotkania. Miejsce ustaliliśmy, lecz godziny nie, a On znowu był niedostępny przez kilka godzin.

Nie potrafiłam się skupić na nauce anatomii (zupełnie tak ja dzisiaj), więc słuchałam muzyki i przygotowywałam się do wyjścia nie mogąc przestać o tym myśleć. Postanowiłam ubrać się ładnie i schludnie, ale tak jak na co dzień. Mój wygląd miał świadczyć o tym, że traktuje to jako normalne spotkanie zapoznawcze, czym po części miało być. W życiu przecież nie ubrałabym sukienki czy spódniczki, co jednak w pewien sposób mogłoby świadczyć o randce.

Kiedy straciłam cierpliwość czekając, aż się odezwie zapytałam na, którą godzinę się ustawiamy, po czym czekałam. Po kilku godzinach bezsensownych prób skupienia się na czymkolwiek innym, nastało późne po południe, a On odpisał, że sprząta z tatą samochód, bo mają zamiar go sprzedać. W weekend idzie na koncert, więc nie będzie miał kiedy tego zrobić. Że na ten moment jest to "priorytet" i że nie wie czy się wyrobi. A jeśli nie to być może możemy spotkać się w piątek, jeśli mi pasuje, bo CHYBA będzie miał wolne, ale jeszcze da znać.

W tym momencie miałam ochotę rzucić telefonem, kazać Mu spadać i dać Mu jasno do zrozumienia, że spieprzył mi kolejny dzień i że jeśli się z kimś człowiek umawia to powinien wziąć pod uwagę takie rzeczy i uprzedzić wcześniej, a nie!

Kiedy nieco się uspokoiłam rozważałam napisanie OK. Nie bacząc na to czy odbierze to jako zapewnienie, że będę czekać, aż odezwie się co do piątku, czy zwyczaje przyjecie do wiadomości tego co napisał. Ostatecznie nie odpisałam nic i zastanawiam się czy On jeszcze napisze cokolwiek apropo tego piątku czy nie.

A ja zachodzę w głowie jak wiele razy muszę jeszcze dostać po głowie, aby uświadomić sobie, że podczas, gdy ja poświęcam Mu tak wiele myśli, czasu i energii, On wciąż ma mnie za zwyczajną znajomą, z którą może, ale nie musi się spotkać i nawet nie pomyśli o tym, że może tej znajomej rozwalić cały dzień z powodu swojego niezdecydowania oraz braku przewidywalności. Za pewne sądzi, że podchodzę do całej tej sprawy tak samo lekko jak On, o ile w ogóle zadał sobie trud by zastanowić się choć przez chwilę na tym co ja myślę, w co wątpię.

Intuicja podpowiada mi, że sprawa ze sprzątaniem samochodu nie jest głupią wymówką, aby wykręcić się ze spotkania i jak to ja potrafię zrozumieć, że skoro mają zamiar go sprzedać jest to ważna sprawa, którą musiał się zając, bo być może Jego tata wkrótce wyjedzie  z powrotem do Wawy i nie może zrobić tego w innym terminie. To co mnie wkurza to fakt, że mi o tym nie powiedział, ale najzwyczajniej w świecie nie czuł się zobligowany, by poinformować mnie o zmianach planów. Albo sądził, że się wyrobią, kto Go tam wie.

Ciekawi mnie czy traktuje w ten sam sposób wszystkich swoich znajomych czy tylko ja mam to "szczęście". Czy najzwyczajniej w świecie jest takim typem człowieka, który nawet nie wpadnie na pomysł, aby pomyśleć jak widzą to inni? Jest tak cholernie nieodpowiedzialny, pomimo tego, że ja mam Go za dojrzałego? W innych okolicznościach. Kiedy bylibyśmy już znajomymi, którzy widują się od czasu do czasu, bez względu na to ja jakiej stopie nie omieszkałabym Mu powiedzieć co tak naprawdę myślę na ten temat. Ale na ten moment wciąż za bardzo obawiam się tego co sobie pomyśli, gdy w ten sposób na Niego naskoczę. Może się zorientować, że mam Go za kogoś więcej, niż kolegę (przynajmniej tak to widzę na ten moment) przez co będę spalona już na starcie. Bo może mnie wtedy uznać za idiotkę, która od czasów podst. nie nauczyła się niczego i znów wzdycha do chłopaka, który ledwie wie o jej istnieniu, którą jestem. Ale On nie musi o tym wiedzieć. Lecz jeśli kiedyś będziemy kolegami, to na pewno Mu o tym powiem. Sądzę, że takie rzeczy lepiej jest załatwiać osobiście, niż za pomocą wiadomości tekstowych.

Próbuje dowiedzieć się kiedy skończy się mój limit ciągłego usprawiedliwiania Go. Czy nadejdzie taki dzień w którym wkurzy mnie tak bardzo, że wszystko cokolwiek bym do Niego nie czuła wyparuje? Gdzie jest moja granica? Muszę przyznać, że to byłoby wyjątkowo wygodne. Wyleczyć się z tej chorej fascynacji poprzez gniew. Uświadomić sobie, że jest egoistom, który nie myśli o uczuciach innych i dać sobie z Nim spokój, DEFINITYWNIE. Ehh...ja wiele razy ja to sobie powtarzałam. Jak wiele razy postanawiałam, iż więcej się do Niego nie odezwę. Zawsze pękałam i odzywałam się jako pierwsza, ale nie teraz. Nie ostatnimi czasy, co sprawia, że jestem z siebie odrobinę dumna. A byłabym jeszcze bardziej, gdybym teraz nie wahała się nad tym czy coś Mu napisać, czy czekać aż sam się odezwie.

Ale biorąc pod uwagę to, że telefon leży jakieś 10 cm. odległości od mojej ręki, a mimo to jeszcze do niego nie sięgnęłam, mam mój mały sukces. Nie wiem czy On planuje się w końce ze mną spotkać w piątek czy też nie, ani czy choć przez ułamek sekundy przemknie Mu to przez myśl.

Cały czas wmawiam sobie, że teraz traktuje mnie w ten sposób, bo faktycznie jestem jedynie zwyczajną znajomą z internetu, nikim więcej. Ale, że gdybyśmy się spotkali i pogadali tak normalnie to mam szansę awansować. Jeśli mnie pozna to mnie polubi i przestanie traktować w taki sposób. Taką mam nadzieję.

Gosia i Maniek twierdzą, że do mnie można nabrać zaufania i mnie polubić, kiedy bliżej się mnie pozna. A On mało tego, że myśli w ten sposób uważa również, że jeśli się mi zaufa, to jak On to określił? Już się wpadło po uszy w tą znajomość i nie będzie się chciało jej kończyć. Co sprawia, że zastanawiam się czy w przypadku pana x byłoby podobnie. W końcu nie tylko Maniek tak twierdzi. Serek i Michael też z czasem nabrali do mnie zaufania i wcale tego nie żałują, bo jestem go godna.

Mało tego Maniek twierdzi, że żaden facet w tym wieku nie pisze z dziewczyną, jeśli chce się z Nią jedynie przyjaźnić. Ale pan niedostępny zachowuje się właśnie tak, jak by nie oczekiwał niczego innego, przez co mam mętlik w głowie. To się nie skleja. Jedna rzecz, którą myślę, że wiem nie pasuje do drugiej, co sprawia, że koniec końców dochodzę do wniosku, że nie wiem absolutnie nic.

Po tym jak zostałam przez Niego wystawiona ZNOWU, postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, na którą zawsze mogę liczyć- do Mańka. I choć zawsze uważałam dziewczyny, które pocieszają się towarzystwem innego faceta, ponieważ zostały zranione przez tego pierwszego za idiotki. To postąpiłam w ten sam sposób. Z tym, że ja oczywiście nie rzuciłam się mojemu przyjacielowi na szyję i nie zaczęłam Go namiętnie całować tylko po to, aby pocieszyć się po kolejnym upokorzeniu. Potrzebowałam pobyć z osobą, dla której wiem, że jestem ważna, której na mnie zależy. Nawet jeśli w bratersko- siostrzany sposób. Dzięki temu przekonałam się, że to nie ze mną jest coś nie tak. Przecież są na świecie ludzie, którzy mnie lubią i akceptują taką jaką jestem, a co za tym idzie. Nie mogę być znowu taka najgorsza. A jeśli ten palant tego nie widzi, i nie ma zamiaru dostrzec to Jego strata.

I choć bardzo chciałabym nazwać Go palantem i odpuścić to już pogodziłam się z tym, że tego nie zrobię. Przeszłam tak wiele i czekałam tak długo, że zasłużyłam na to jedno, cholerne spotkanie, po którym sądzę, że dowiem się wszystkiego co nie daje mi spokoju. Czuje, że po tych wszystkich zakrętasach jestem na ostatniej prostej i biegnę do mety. Rzecz jasna to może być jedynie moje odczucie, mogę się mylić. Ale jeśli nie, to wytrwam choćby nie wiem co.

Na jutro jestem umówiona na 12 z Justyną na piknik, ale jeśli będzie lało, tak samo jak dzisiaj to nic z tego nie wyjdzie. Biorąc jednak pod uwagę to jak długo się nie widziałyśmy i chęci naszej dwójki, aby się spotkać to zapewne wymyślimy z tej sytuacji co innego (szkoda, że nie z każdym sytuacja wygląda tak prosto). A jeśli pan niedostępny jednak będzie chciał się jutro spotkać to i tak nie wiem ile zajmie Nam opowiedzenie sobie nawzajem z Tyską wydarzeń z całego roku. A przecież nie wystawię przyjaciółki (o ile nadal Nią jest) dla faceta, który już dwa razy wystawił mnie. Mowy nie ma!

Po za tym równie dobrze, jeśli ja nie napisze nawet głupiego ok On uzna, że piątek jest nieaktualny i nic nie napisze, a ja jedynie po raz kolejny utwierdzę się w przekonaniu jak bardzo obojętna Mu jestem. 

środa, 25 kwietnia 2018

Lepsza bloggerka?

Wczoraj przeczytałam kilka swoich starych postów. Wtedy sądziłam, że jestem niezła w pisaniu, ale teraz czytając te gnioty nie mogę uwierzyć w to, że sama je napisałam xd. Nic dziwnego, że nikt nie komentował mojego bloga :D na miejscu czytelników postąpiłabym tak samo ;P.

Mogę jedynie liczyć na to, że mój styl pisania poprawił się od tamtego czasu, chociażby dzięki pisaniu różnego rodzaju opowiadań oraz faktu, że tym razem moje notki będą znacznie krótsze od poprzednich. 

wtorek, 24 kwietnia 2018

Telepatia

Właśnie wczoraj kiedy myślałam o tym co słychać o Justyny wpadłam na Nią i Jej siostrę w pracy. Chwilę pogadałyśmy we 3, co nie bardzo spodobało się mojej szefowej. Ale ile to razy widziałam jak to One przyjmowały "gości". Uznałam, że skoro Im wolno przyjmować koleżanki to ja również mam do tego prawo.
Po powrocie do domu przeczytałam wiadomość od Justyny. Napisała, że brakowało Jej naszych rozmów i zaproponowała spotkanie. Ja do tej pory się do Niej nie odzywałam, bo prawdę mówiąc przywykłam już do tego, że teraz tak będą wyglądały nasze relacje. Zrzuciłam to na fakt, że obie bardzo się zmieniłyśmy. Czułam, iż powstał między Nami mur, którego nie dało się w żaden sposób zburzyć. Tym bardziej, że nie miałam pewności czy Ona woli go zostawić czy się go pozbyć.

Pamiętam jak bardzo na samym początku brakowało mi naszej przyjaźni. Odczuwałam to niemal jak utratę jakiejś części siebie, bo wtedy byłyśmy naprawdę ze sobą zżyte. Zaczęłam nawet pisać piosenkę, w której planowałam zawrzeć wszystkie emocje, ale ostatecznie z powodu braku czasu jej nie dokończyłam. Myślę, że w końcu dojrzałam do myśli, że przyjaźń to nie ciągłe spotykanie się ze sobą i gadanie o wszystkim i o niczym. To nie robienie sesji zdjęciowych i chodzenie na zakup. Ten etap dla Nas już się skończył. Trochę mi tego szkoda, no, ale cóż. Teraz zawsze można spotkać się w macu na jakiejś kawie czy też pójść na piwo.

Nie jestem pewna czy będziemy potrafiły gadać ze sobą tak normalnie tak jak kiedyś, to się dopiero okaże. Umówiłyśmy się na piknik. Jeśli pogoda dopisze to zrobimy kanapki i muffiny. Kupimy jakieś przekąski i będziemy wylegiwały się na słońcu cały czas gadając xd.

Nie wiem jak to się ułoży, ale na ten moment wiem tylko jedno. Choć to przykre to nie możemy dłużej nazywać siebie "przyjaciółkami", bo już od dawna nimi nie jesteśmy. Bo co to za przyjaciółki, które nie wiedzą co się dzieje w życiu tej drugiej i przez niemal rok czasu nie próbuje tego zmienić?

Kto wie? Wiem, że nie będzie tak jak kiedyś, ale może uda Nam się znaleźć sposób na utrzymywanie kontaktu bez tak częstych spotkań? 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Uff...wszystko się ułożyło

Byłam dziś w klinice, w której odbywałam praktyki. Muszę przyznać, że obawiałam się tego spotkania. Tego co mój do niedawna jeszcze opiekun będzie chciał mi powiedzieć. Na całe szczęście powstrzymał się od zbędnych komentarzy. Zaliczył mi 50 godzin praktyk, które odbyłam, także zostaje mi do zrobienia jeszcze 30 :D. Ciekawa jestem czy zmienił zdanie, czy po prostu uświadomił sobie, iż jednak miałam trochę racji. 

Sposoby na poprawę nastroju :D

Jak to dobrze, że niektórzy ludzie nie odpowiedzą Ci " dobra, zadzwonię później", gdy powiesz Im, że masz doła. Ja wczoraj byłam w takiej sytuacji. Na szczęście Maniek mój przyjaciel nie uznał mojego kiepskiego humoru jako usprawiedliwienie do wykręcenia się ze spotkania.
Jedyne na co miałam wtedy ochotę to położyć się na łóżku i zatracić się w jakiejś książce albo filmie. Ale teraz już wiem, że gdybym tak zrobiła to popełniłabym błąd.
Już nie wspominając o tym, że nawet do głowy nie przyszłoby mi co bym wtedy straciła. To był naprawdę udany dzień właśnie dzięki Niemu :).

Najpierw poszliśmy na gokarty, co planowaliśmy już od naprawdę długiego czasu, ale nigdy się na to nie składało. W sumie to był to powód dla którego pozwoliłam się wyciągnąć ze swojej "skorupki". Cóż po 8- minutowej jeździe zrozumiałam dlaczego faceci nazywają kobiety piratami drogowymi xd (przynajmniej, niektóre z Nich). To naprawdę jest znacznie trudniejsze, niż na to wygląda. Wystarczy, że che się strzepnąć włosy, które Ci lecą na oczy i lekko popuścisz kierownicę a już zaczyna Tobą rzucać to w lewo, to w prawo. Co prawda później było coraz to lepiej, ale przyznaję, że poddałam w wątpliwość to czy nadaje się na kierowce xd. Chłopcy, którzy tam pracowali musieli mieć niezły ubaw :D.

Potem pojechaliśmy nad jezioro. Przypominało mi Bagry, z tym, że było nieco mniejsze, ale za to posiadało plaże. Od zawsze marzyłam o tym, aby mieszkać nad morzem właśnie z powodu możliwości kąpania się w piękną pogodę bez konieczności płacenia, jak i opalania się. Nie leżeliśmy jakoś długo na kocu, ponieważ Maniek stwierdził, że koniecznie chce mi coś pokazać. A poza tym zdążyliśmy już zgłodnieć.

Najpierw pokazał mi niedawno wybudowany most, przez, który przejeżdżają pociągi. Widok na rzekę i niezaludnione pola robiły wrażenie, zwłaszcza, że był akurat zachód słońca. Po zrobieniu kilku zdjęć pojechaliśmy na kebab do zaprzyjaźnionego lokalu.

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki był wypad nad Wisłę. Rozstawili wesołe miasteczko, o czym nie miałam zielonego pojęcia, w przeciwieństwie oczywiście do mojego towarzysza. Wybraliśmy atrakcję na której od zawsze chciałam się przejechać. A mianowicie "diabelski młyn". Widoki z tak wysokiego punktu zapierały dech w piersiach, tym bardziej, iż słońce właśnie chowało się za horyzontem .Zdjęcia wyszły świetne, a my mieliśmy kupę radochy :D.

Teraz już wiem, że nie zawsze kiedy masz ochotę zostać w domu powinieneś to zrobić. Czasem można tego później żałować. Gdy sobie pomyślę, że wdrożyłabym pierwotny plan w życie i nie przeżyła tego wszystkiego to tym bardziej cieszy mnie fakt, że mój przyjaciel jest uparty. 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Życie ciągle rzuca Nam kłody pod nogi :/

Dlaczego kiedy psuje się jedna rzecz to od razu za jej przykładem idą pozostałe? Później okazuje się, że z jednego problemu tworzy się całe domino kłopotów, które ciągną za sobą coraz to nowe. A człowiek zastanawia się od czego zacząć, aby wszystko naprawić. Ale od początku.
Jestem na pierwszym roku studiów fizjoterapii i od niedawna zaczęłam chodzić na praktyki. Wiecie, sądziłam, że poza teorią, którą obrzucają Nas wykładowcy ze wszystkich stron zdobędę trochę doświadczenia w zawodzie. Zobaczę na własne oczy jak wyglądają zabiegi fizjoterapeutyczne, jak bardzo są skuteczne i w ogóle jak się je stosuje i w jakich schorzeniach.
Zaczęło się bardzo ciekawie. Byłam pełna entuzjazmu, każdego dnia dowiadywałam się czegoś nowego i coraz bardziej mi się to podobało. Kiedy usłyszałam od koleżanki z roku, iż również rozpoczęła swoje praktyki i już od pierwszego dnia wykonywała zabiegi nie mogłam się doczekać kiedy nadejdzie moja kolej. Czekałam, więc cierpliwie chłonąc jak najwięcej z obserwacji starszych kolegów, pomagałam Im w takim zakresie jakim byłam w stanie.
Jednak kiedy usłyszałam jak mój opiekun praktyk rozmawiał ze swoją pacjentką w mojej obecności jak to kształcenie się w moim zawodzie jest bezsensowne to mój entuzjazm nieco zmalał. Jasne, że to było przyjemnie tego słuchać, lecz sądziłam wtedy, iż być może On mnie w ten sposób sprawdza? Chce sprawdzić czy faktycznie się nadaje do tego zawodu, czy tak łatwo się nie poddam? Oczywiście nie dałam na wygraną. Postanowiłam, że nie dam się zniechęcić, ani przez Niego, ani nikogo innego.
Jednak im dłużej tam chodziłam zaczęłam dostrzegać, iż mój opiekun w ogólnie nie ma zamiaru dopuścić mnie do pacjentów. Za każdym razem, gdy proponowałam wykonanie jakiegoś zabiegu wymyślał jakiś powód dla którego "musiał" zrobić to On.
Wkrótce nadszedł ten dzień w którym straciłam cierpliwość. Zapewne domyślacie się jak się to dla mnie skończyło. Teraz muszę znaleźć inne miejsce w którym dokończę praktyki. Najgorsze jest to, iż nie rozstaliśmy się w przyjaźni, a ten facet bywa strasznie mściwy. Obawiam się o to, czy w ogóle zaliczy mi te godziny, które odbyłam. 

wtorek, 17 kwietnia 2018

Start over !

Ciężko uwierzyć w to ile może zmienić obejrzenie jednego serialu. To właśnie serial "Awkward" , a dokładniej jego główna bohaterka ciągle opisująca swoje rozsterki na blogu. Z tego wszystkiego jakoś zaczęło mi tego brakować.

Zmiana wyglądu o adresu to jedynie początek. Wcześniej zapisywałam posty w formie pamiętnika. Myślę, że teraz będzie wyglądało to podobnie z tym, że będę wyraźniej zaznaczać swoje stanowisko w przemyśleniach. Koniec z "bezpiecznym" pisaniem jak i zachowaniem. Takim, które sprawi, że nikomu się nie narazimy. To nie skutkuje. Próbowałam w ten sposób radzić sobie z własnym życiem to nie skończyło się to najlepiej. Znów zabrakło mi odwagi, aby pozostać sobą.

Okazuje się, że wbrew temu co sądziłam studia są takie same jak liceum, tylko książki są droższe, zaliczenia trudniejsze, a nauki jest dużo więcej. Sądziłam, iż dorośli ludzie nie zachowują się jak dzieciaki. Nie obgadują pozostałych. Nie wyśmiewają ich. Widocznie się pomyliłam.

Liczę na to, że szczerość tutaj pozwoli mi nauczyć się jak postępować tak samo w rzeczywistości. 

piątek, 12 stycznia 2018

Love, Rosie

Właśnie obejrzałam genialny film opowiadający o dwójce najlepszych przyjaciół, którzy tak naprawdę przez całe życie byli w sobie zakochani. Ehh...szkoda, że to tylko film. Z drugiej strony nic dziwnego, że ludzie nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. Sama zaczęłam w nią wątpić po obejrzeniu tego. A może inni mają rację i coś takiego, taki twór nie istnieje? Dobrze wiem o tym czego chciałby Maniek, tak naprawdę. Nie mogę teraz stwierdzić czy jest we mnie zakochany, wydaję mi się, że nie, bo powtarzałam Mu tak wiele razy, że z tego nic nie będzie, iż po prostu nie ma najmniejszych nadziei na to. Za to jestem pewna tego, iz gdybym sama wyskoczyła z pomysłem abyśmy jednak spróbowali czegoś więcej to On by się na to zgodził, bo wgłębi serca cały czas na to liczy. Wiem, że to brzmi jakbym była próżna, czasami, tak jak teraz wydaję mi się, że jestem. Przynajmniej w niektórych aspektach. Wiem, że Maniek chciałby być ze mną, gdybym i ja tego chciała, tak samo wiem, iż Łukasz też by tego chciał. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś dogłębniej wcześniej, ale obejrzenie tego filmu sprawiło, iż doszłam do takich konkluzji.
Kiedy byliśmy na tej imprezie z Jego znajomymi, a On wypił trochę za dużo widziałam jak reagował, kiedy mówiłam Mu o tym, że Jego koleżanka usiłuje Nas zeswatać, jak również jaką miał minę, kiedy ja opowiadałam Mu o Matim. Wiem, że nie powinnam była tego robić. To było okrutne z mojej strony, ale prawda jest taka, iż z nikim innym nie mogę pogadać na ten temat. Lubię Doris, ale z tego co zauważyłam Ona bardzoej traktuje mnie jak swojego słuchacza. Nie pozwala mi dojść do głosu. Kiedy usiłowałam Jej powiedzieć cokolwiek o moich rozsterkkach od razu mi przerywała i zaczynała mówić o sobie, więc szybko się poddałam.
Ale wracając do Łukasza. Wiedziałam co robię, ale zważywszy na to, iż nie chcę by sobie pomyślał coś więcej, ponieważ wiem, że tego nie odwzajemnie wolałam Go skutecznie do tego zniechęcić. W sumie to wydaję mi się, iż się udało. Ale przed samą sobą nie mogę udawać, że nie widziałam jak na mnie patrzył i co potem mówił. Widziałam jak liczył na to, że zaprzeczę, że coś powiem, Cokolwiek, aby Go jakoś pocieszyć, a ja nic nie powiedziałam. Odjęło mi mowę. Nie chciałam by to zabrzmiało sztucznie, a nic odpowiedniego nie przychodziło mi do głowy, więc milczałam. A po moim ciągłym paplaniu na temat Matiego skutecznie Go zniechęciłam do kontynuowania poprzedniej rozmowy. W sumie taki był tego cel, ale i tak mam jednak małe wyrzuty sumienia, kiedy o tym pomyślę. Nie zasłużył na to. W każdym razie następnym razem będę odpowiednio przygotowana ta tego typu rozmowy. Nie zabraknie mi słów tak jak ostatnio i tym razem powiem Mu coś co jakoś podniesie Go na duchu. Powiem Mu, że kiedyś spotka kogoś odpowiedniego. Czyli dokładnie to samo w co sama usiłuje wierzyć, choć jest to coraz trudniejsze.
Teraz kiedy jestem zafascynowana Matim, wiem, że nie będę brała nikogo innego na poważnie, ani w ogóle pod uwagę. Sesja skończy się dopiero za 2 miesiące, oby pomyślnie, a i tak szansa na to spotkanie jest tak minimalna. Zupełnie tak jak by nie mogło do mnie dotrzeć to, iż Jemu na tym nie zależy, w ogóle. Ma mnie za zwyczajna koleżankę, której owszem usprawiedliwia się z nieodzywania, ale to wszystko. Kiedy ja myślę o Nim tak często, piszę, wyobrażam sobie różne rzeczy, a nawet starałam się napisać piosenkę On ma to gdzieś. Nie zdaje sobie sprawy z moich uczuć, a ja i tak Mu o tym nigdy nie powiem wiedząc, iż ich nie odwzajemnia.
Wiedziałam, byłam pewna, iż kiedyś nadejdzie taki moment, że to ja się zaangażuje bez odwzajemniania, w ramach kary za to jak wielu chłopców sama zraniłam i jak okropnie Ich traktowałam, jak się wywyższałam, nadal to robię. Być może to ma być dla mnie jakaś nauczka? Jeśli nawet to wciąż nie dotarła i nic nie dała.
Jedyny plus jest taki, iż wiem, że potrafię się zaangażować. Przez bardzo długi czas moje serce było całkowicie zamknięte, a Jemu udało się do mnie dotrzeć w sposób jaki jeszcze nikomu się to nie udało. A nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Śmieszne. Jak tak o tym teraz myślę to wróciłam do punktu wyjścia. Mam 21 lat a zachowuje się dokładnie tak samo kiedy bujałam się w Kubie mając 11 lat. Czyż to nie jest żałosne? Czy to nie jest szczyt żenady?
A nawet gdybym chciała się komuś wygadać to mogę jedynie to zapisać tutaj, bądź w pamiętniku. Nie chcę tym dłużej obarczać Łukasza, a jak powiem Mańkowi t potem znów będę sobie wyrzucać, iż przez to, że Mu powiedziałam nic z tego nie wyszło. Chociaż spójrzmy prawdzie o oczy. I tak nie wyjdzie. Z resztą kiedyś już Mu o Nim mówiłam. Pamiętam. To było w wakacje nad Wisłą. Pamiętam do dziś co mówił. Próbował mi Go wybić z głowy. Powiedział, że to nie ma sensu i pomimo tego, iż miał rację to nieprzyjemnie się tego słuchało. Z resztą zawsze powtarza mi, iż życzy mi abym poznała kogoś z kim będę szczęśliwa, a jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż wcale mi tego nie życzy, Tak tylko mówi, ponieważ to ładnie brzmi. Może gdyby udało mi się w końcu napisać piosenkę i przelać w nią wszystkie swoje uczucia zapieczętowałabym je na kartce papieru tak jak to zrobiłam z Michałem? Warto spróbować. Z tym, że to nie jest takie proste!

Komedie romantyczne

Uwielbiam je oglądać, ale zawsze mnie przygnębiają. Co jeśli ja nigdy nie przeżyję czegoś podobnego? Co jeśli PRAWDZIWA miłość po prostu nie istnieje? Jest tylko albo udawana, albo nieodwzajemniona czego miłością nazwać nie można. Na filmach, w książkach to wszystko jest tak banalnie proste. Dwoje ludzi rozumie się doskonale, lubi spędzać ze sobą czas, chociażby tylko rozmawiając, gdyż te rozmowy są interesujące. A w prawdziwym nawet jeśli już poznasz kogoś kim się zainteresujesz to On nie będzie odpisywał, albo będzie się wykręcał tym, że jest zajęty i ciągle pracuje, aby się z Tobą nie spotkać. Grr...z jednej strony chce wybić Go sobie z głowy, a z drugiej od czasu do czasu wciąż mam tą głupią nadzieje. Po za tym ta "fascynacja" jest mi na rękę z jednego powodu. Dzięki temu nie oglądam się za innymi chłopcami, nawet o Nich nie myślę. Jest więc, znikoma szansa na to, że znowu zadurzę się w jakimś kretynie chociażby na studiach i zrobię z siebie idiotkę, znowu. Ale zdecydowanie zbyt często o Nim myślę. W pracy, w domu, jak jestem z Mańkiem, czy Łukaszem. Och dlaczego och dlaczego nie możemy chociaż raz się spotkać? Czy naprawdę proszę o tak wiele? Jedno, głupie, pierniczone spotkanie dzięki któremu przekonam się na własnej skórze, że z tego nic nie będzie. Że osoba, którą sobie wymyśliłam tak naprawdę nie istnieje. Ja powinnam się o tym dowiedzieć, dzięki czemu sądzę, iż mogłabym ruszyć naprzód. Już wiem, ponieważ się zorientowałam. W sumie to nie było trudno, że On jest typem nieśmiałęgo faceta. To jest powód dla którego to ja ZAWSZE muszę zaczynać rozmowę pierwsza. A także ja musiałam zaproponować spotkanie pół roku temu, jak i teraz, a i tak pewnie wyjdą z tego nici. Ale nawet, gdy jest się nieśmiałym, a chce się z kimś gadać, czy spotkać to człowiek jest w stanie się przemóc. No chyba, że On tak naprawdę nie chce i znów odwleka to w czasie, abym zapomniała i dała Mu spokój? Teraz znowu nie wiem czy ja powinnam napisać czy czekać, aż jednak sam coś odpiszę na moją jakże mądrą wiadomość. Szlag mnie trafia na miejscu w takich sytuacjach. Tym bardziej, że o ile chociażby czasami o mnie myśli to zapewne jak o koleżance albo zwyczajnej znajomej z wirtualnego  świata. Dobra. Mam ciekawsze rzeczy do roboty, no może nie ciekawsze, ale dużo ważniejsze, niż opisywanie swoich przeżyć związanych z tchórzem. Tak dokładnie tak. Od teraz tak właśnie zamierzam Go nazywać. Wiem, że to nie jest miłe i nawet nie jest sprawiedliwe, bo nie powinnam mieć do Niego pretensji. W końcu NIC mi nie obiecywał, a to, że się wkręciłam w tą relacje również nie jest Jego winą. A mimo to, mimo, że wiem, iż nie mam do tego prawda czuję do Niego żal. Bo sądzę, że na jednym pieprzonym spotkaniu nic by nie stracił. A może by i zyskał, chociażby "sprzymierzeńca"? Chociaż z drugiej strony teraz, gdy ja już się tak bardzo wkręciłam, a okazałoby się, iż miałby mnie co najwyżej za przyjaciółkę to trudno byłoby mi się z tego potem wykręcić nie łamiąc danego słowa, że może mi zaufać, które na pewno bym Mu dała.