Właśnie obejrzałam genialny film opowiadający o dwójce najlepszych przyjaciół, którzy tak naprawdę przez całe życie byli w sobie zakochani. Ehh...szkoda, że to tylko film. Z drugiej strony nic dziwnego, że ludzie nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. Sama zaczęłam w nią wątpić po obejrzeniu tego. A może inni mają rację i coś takiego, taki twór nie istnieje? Dobrze wiem o tym czego chciałby Maniek, tak naprawdę. Nie mogę teraz stwierdzić czy jest we mnie zakochany, wydaję mi się, że nie, bo powtarzałam Mu tak wiele razy, że z tego nic nie będzie, iż po prostu nie ma najmniejszych nadziei na to. Za to jestem pewna tego, iz gdybym sama wyskoczyła z pomysłem abyśmy jednak spróbowali czegoś więcej to On by się na to zgodził, bo wgłębi serca cały czas na to liczy. Wiem, że to brzmi jakbym była próżna, czasami, tak jak teraz wydaję mi się, że jestem. Przynajmniej w niektórych aspektach. Wiem, że Maniek chciałby być ze mną, gdybym i ja tego chciała, tak samo wiem, iż Łukasz też by tego chciał. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś dogłębniej wcześniej, ale obejrzenie tego filmu sprawiło, iż doszłam do takich konkluzji.
Kiedy byliśmy na tej imprezie z Jego znajomymi, a On wypił trochę za dużo widziałam jak reagował, kiedy mówiłam Mu o tym, że Jego koleżanka usiłuje Nas zeswatać, jak również jaką miał minę, kiedy ja opowiadałam Mu o Matim. Wiem, że nie powinnam była tego robić. To było okrutne z mojej strony, ale prawda jest taka, iż z nikim innym nie mogę pogadać na ten temat. Lubię Doris, ale z tego co zauważyłam Ona bardzoej traktuje mnie jak swojego słuchacza. Nie pozwala mi dojść do głosu. Kiedy usiłowałam Jej powiedzieć cokolwiek o moich rozsterkkach od razu mi przerywała i zaczynała mówić o sobie, więc szybko się poddałam.
Ale wracając do Łukasza. Wiedziałam co robię, ale zważywszy na to, iż nie chcę by sobie pomyślał coś więcej, ponieważ wiem, że tego nie odwzajemnie wolałam Go skutecznie do tego zniechęcić. W sumie to wydaję mi się, iż się udało. Ale przed samą sobą nie mogę udawać, że nie widziałam jak na mnie patrzył i co potem mówił. Widziałam jak liczył na to, że zaprzeczę, że coś powiem, Cokolwiek, aby Go jakoś pocieszyć, a ja nic nie powiedziałam. Odjęło mi mowę. Nie chciałam by to zabrzmiało sztucznie, a nic odpowiedniego nie przychodziło mi do głowy, więc milczałam. A po moim ciągłym paplaniu na temat Matiego skutecznie Go zniechęciłam do kontynuowania poprzedniej rozmowy. W sumie taki był tego cel, ale i tak mam jednak małe wyrzuty sumienia, kiedy o tym pomyślę. Nie zasłużył na to. W każdym razie następnym razem będę odpowiednio przygotowana ta tego typu rozmowy. Nie zabraknie mi słów tak jak ostatnio i tym razem powiem Mu coś co jakoś podniesie Go na duchu. Powiem Mu, że kiedyś spotka kogoś odpowiedniego. Czyli dokładnie to samo w co sama usiłuje wierzyć, choć jest to coraz trudniejsze.
Teraz kiedy jestem zafascynowana Matim, wiem, że nie będę brała nikogo innego na poważnie, ani w ogóle pod uwagę. Sesja skończy się dopiero za 2 miesiące, oby pomyślnie, a i tak szansa na to spotkanie jest tak minimalna. Zupełnie tak jak by nie mogło do mnie dotrzeć to, iż Jemu na tym nie zależy, w ogóle. Ma mnie za zwyczajna koleżankę, której owszem usprawiedliwia się z nieodzywania, ale to wszystko. Kiedy ja myślę o Nim tak często, piszę, wyobrażam sobie różne rzeczy, a nawet starałam się napisać piosenkę On ma to gdzieś. Nie zdaje sobie sprawy z moich uczuć, a ja i tak Mu o tym nigdy nie powiem wiedząc, iż ich nie odwzajemnia.
Wiedziałam, byłam pewna, iż kiedyś nadejdzie taki moment, że to ja się zaangażuje bez odwzajemniania, w ramach kary za to jak wielu chłopców sama zraniłam i jak okropnie Ich traktowałam, jak się wywyższałam, nadal to robię. Być może to ma być dla mnie jakaś nauczka? Jeśli nawet to wciąż nie dotarła i nic nie dała.
Jedyny plus jest taki, iż wiem, że potrafię się zaangażować. Przez bardzo długi czas moje serce było całkowicie zamknięte, a Jemu udało się do mnie dotrzeć w sposób jaki jeszcze nikomu się to nie udało. A nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Śmieszne. Jak tak o tym teraz myślę to wróciłam do punktu wyjścia. Mam 21 lat a zachowuje się dokładnie tak samo kiedy bujałam się w Kubie mając 11 lat. Czyż to nie jest żałosne? Czy to nie jest szczyt żenady?
A nawet gdybym chciała się komuś wygadać to mogę jedynie to zapisać tutaj, bądź w pamiętniku. Nie chcę tym dłużej obarczać Łukasza, a jak powiem Mańkowi t potem znów będę sobie wyrzucać, iż przez to, że Mu powiedziałam nic z tego nie wyszło. Chociaż spójrzmy prawdzie o oczy. I tak nie wyjdzie. Z resztą kiedyś już Mu o Nim mówiłam. Pamiętam. To było w wakacje nad Wisłą. Pamiętam do dziś co mówił. Próbował mi Go wybić z głowy. Powiedział, że to nie ma sensu i pomimo tego, iż miał rację to nieprzyjemnie się tego słuchało. Z resztą zawsze powtarza mi, iż życzy mi abym poznała kogoś z kim będę szczęśliwa, a jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż wcale mi tego nie życzy, Tak tylko mówi, ponieważ to ładnie brzmi. Może gdyby udało mi się w końcu napisać piosenkę i przelać w nią wszystkie swoje uczucia zapieczętowałabym je na kartce papieru tak jak to zrobiłam z Michałem? Warto spróbować. Z tym, że to nie jest takie proste!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A jakie jest Twoje zdanie?