Tak, to jest pytanie, które zadaje sobie od wczoraj. Otóż byłam z M w zoo,nareszcie ;). Przekładaliśmy to parę razy,ale w końcu się udało. Porobiliśmy parę zdjęć zwierzakom, haha udało mi się nawet jedno zdjęcie zrobić Jemu, to pierwsze, które Mu zrobiłam, więc mimo,że nie jest idealne(ponieważ aparat mi się spóźnił i nie złapał Jego pięknego uśmiechu) to i tak jest wyjątkowe. Nie wiem, dlaczego (mam nadzieję,że nie jednorazowo ;) ), ale poczułam,że ten lęk, który wcześniej odczuwałam w Jego towarzystwie jakoś zniknął. Zaczęliśmy się zachowywać w sumie jak prawdziwa para. Po raz pierwszy trzymaliśmy się za ręce i udawało mi się utrzymywać kontakt wzrokowy, rany On ma takie ładne oczy, ale wracając do tematu hehe to biorąc pod uwagę fakt,że przez 32 przystanki leżałam na Jego ramieniu, tak sobie drzemiąc, to ludzie w autobusie na pewno wzięli Nas za parę. Nawet słyszałam parę komentarzy,ale jak przez mgłę. Przed wyjazdem wypiłam wodę mineralną, którą kupiłam w sklepiku koło zoo, na serio zastanawiam się, czy czegoś do niej nie dodali ;) ponieważ byłam tak senna, jak po aviomarinie, no chyba,że to jego ramię, tak na mnie działało heh. Ale tak na poważnie to jeszcze na niczyim ramieniu nie leżało mi się tak wygodnie, jak na Jego. Otóż mój ex to była straszna chudzinka i miał wystające kości, no seryjnie zawsze, gdy się tak opierałam o jego ramię to Jego obojczyk wbijał mi się z głowę ;/. Od wczoraj po za Jego sms pt. "słodkich snów", nie rozmawialiśmy, więc właśnie nie wiem, czy jesteśmy już oficjalnie razem, czy nie? Myślicie,że pasuje mi zapytać Go o to wprost? Teraz w niedziele jedzie to Ustki z rodziną, ale obiecał,że zadzwoni. Cóż nie ukrywam,że wolałabym,żeby miał mnie za swoją dziewczynę, gdyby tak miał poznać kogoś na tym wyjeździe ;). Haha nie no mam nadzieje,że nie, po za tym przynajmniej nie wydaję mi się,żeby był jednym z tych, co flirtują z każdą napotkaną dziewczyną, lecz wiecie jak to mówią? Pozory mylą (czasami...chyba). Ale mam zamiar być dobrej myśli. Teoretycznie no to nawet pocałowaliśmy się na pożegnanie, co prawda nie był to nasz pierwszy pocałunek, gdyż tak się składa,że już po pierwszej randce Go pocałowałam, lecz ten pocałunek był jakiś inny, tylko nie wiem właśnie czy się różnił, być może faktem,że zarówno On, jak i ja tego chcieliśmy, a także oboje o tym wiedzieliśmy. Nie był on tak namiętny i bez zapamiętania, jakbym chciała, ale kto wie? Może to wszystko jeszcze przed Nami? Mam jednak mały dylemat, co do tego,jak mam się z Nim przywitać na przyszłość. Podejrzewam,że na pewno Go przytulę,gdyż nie będziemy się widzieli przez tydzień z powodu Jego wyjazdu, ale czy mam Go pocałować na przywitanie, czy przywitać się tak jak zawsze, czyli cmoknąć Go w policzek. Jak na razie, przynajmniej muszę przyznać,że nie czuję tego,żeby On miał być tym jedynym na całe życie, ale być może to się zmieni, zobaczymy. Z jednej strony cieszy mnie fakt,że przestałam szaleć na Jego punkcie, no przynajmniej mogę zachowywać się bardziej naturalnie, kiedy się nie denerwuje i to jest dobre,lecz zastanawiam się, czy to dlatego,że przyzwyczaiłam się do Jego towarzystwa, czy też dlatego,że nie czuję do Niego togo co przedtem. Serce nie waliło mi jak młotem,ani kiedy leżałam na Jego ramieniu, ani wtedy, kiedy się przytulaliśmy. Ciekawa jestem czy będzie za mną tęsknił, a ja za Nim i czy jeśli nawet będzie to czy się do tego przyzna, czy będę zmuszona wyciągnąć to z Niego siłą hehe ;). Dobrze chociaż,że Monia wraca 10 i obiecała mi,że się spotkamy. Dobrze,że przynajmniej jedno z moich przyjaciół wraca, bo obawiałam się togo,że wszyscy wyjadą w tym samym terminie. Biedna Monia, podobno teraz nie będą się widzieli z Adamem przez 4 miesiące, a trzeba przyznać,że w tym wieku, co my jesteśmy to długo. Ja i M znamy się tyle i teraz wydaje mi się to, no kawałek czasu. Jako dobra przyjaciółko postaram się Ją wspierać i być przy Niej, jako takie małe zastępstwo ;) Wiadomo,że ukochanego Jej nie zastąpię, ale sądzę,że w towarzystwie przyjaciółki takie rzeczy znosi się łatwiej, a Ona chyba po za mną, Tysią i Gosią nie ma żadnej innej przyjaciółki, a przecież Ona wyjeżdżają. Ale jakoś damy sobie radę we 2, w końcu w gim. byłyśmy bardzo zżyte.
Wczoraj gadałam z M(p), wyobraźnie sobie,że zrobić mi wyrzuty za to,że się nie odzywałam, podczas, gdy On sam ani razy nie zadzwonił, czy napisał. Mówiąc szczerze to nawet nie dawno o Nim myślałam, zastanawiałam się nad tym, czy dalej chce się ze mną przyjaźnić. To do Niego nie podobne,żeby tak długo się nie odzywać. Możliwe,że ma jakieś problemy i ma potrzebę się wygadać,więc umówiliśmy się na przyszły tydzień. Właśnie uświadomiłam sobie,że wczoraj przy M czułam się tak samo,że tak powiem "na luzie", jak przy M(p). To świetnie :D. Dobrze na razie kończę, bye :*