Znacie definicje szaleństwa? To robić cały czas to samo, oczekując innego efektu. Co sprawia, że zaczynam zastanawiać się czy z moją głową na pewno jest wszystko w porządku.
Piszę z Nim od ponad roku czasu. Z początku było to bardzo sporadyczne i praktycznie o niczym. Nasze rozmowy polegały na ty, iż ja zadawałam pytania, a On odpowiadał na nie. Czasem również o coś zapytał, ale o nic znaczącego, coś w stylu " Co u Ciebie słychać?" wtedy, kiedy nie gadaliśmy przez dłuższy okres czasu.
Zastanawiałam się nad tym czemu w ogóle ze mną pisał. Pierwsza rzecz, która przychodziła mi do głowy to fakt, że jest po prostu kulturalny i ułożony, nie potrafi mnie delikatnie spławić, więc odpisuje rzadko licząc na to, iż w końcu załapię aluzję.
Lecz, jeśli w ogóle nie chciałby utrzymywać ze mną kontaktu to przecież nie wysyłałby snappów. Tak sądziłam. Dlatego byłam uparta i konsekwencje odzywałam się do Niego od czasu do czasu, tak tylko, aby podtrzymać znajomość. Najczęściej odnosiłam się do zdjęć, które mi wysysał, wtedy jak głupia sądząc, iż robi to specjalnie. Nie ma odwagi pierwszy napisać, lecz zostawia mi pewną furtkę, dzięki czemu mam pretekst, aby się odezwać.
Po jakimś czasie i to złudzenie odeszło w zapomnienie, kiedy parę razy odwołałam się do tego co mi wysłał, a w odpowiedzi zwrotnej usłyszałam, że nawet nie pamiętał o tym, iż mi to wysłał i najczęściej nie wiedział nawet o co mi chodzi.
Kiedy w wakacje odważyłam się zaproponować spotkanie (po pół roku "znajomości") z początku się na nie zgodził, po czym stwierdził, że jednak nie da rady, ponieważ zadzwonili do Niego z pracy. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Go nie znam, lecz nie wydaje mi się, aby był etatowym kłamcą. Rozumienie, po prostu intuicja podpowiada mi, że nie jest takim typem człowieka. Do tej pory, gdy jej słuchałam, nigdy tego nie żałowałam, więc postanowiłam trzymać się tej tezy.
Skoro wyjaśnił mi tą sytuacje, a ja czy naiwnie czy nie uwierzyłam Mu sprawa ze spotkaniem dosyć szybko odeszła w zapomnienie. Wróciłam do punktu wyjścia, w którym to ja musiałam ZAWSZE odezwać się pierwsza, aby wyciągnąć od Niego cokolwiek.
Nadeszły ciężkie dla mnie chwile. Pod koniec wakacji miałam wrażenie, że całe moje życie rozpada się, niczym domek z kart, a ja stoją na krawędzi przepaści patrząc w nicość, kiedy wystarczy delikatny podmuch, bym spadła na dno. Choć wiem, iż brzmi to bardzo dramatycznie to wbrew temu co mogła pomyśleć sobie większość z Was nie miałam myśli samobójczych.
Od czasów gimnazjalnych stałam się bardziej ambitna, niż do tamtego czasu, więc pójście na studia po ukończeniu liceum było dość oczywistym wyborem. Kiedy po maturze dowiedziałam się, iż mogę nie dostać się na tą uczelnię o której marzyłam przez lata byłam załamana, tym bardziej, iż nie miałam żadnego planu B.
Mało tego nie miałam wtedy najlepszych relacji z przyjaciółmi. To nie tak, że się pokłóciliśmy czy coś. Po prostu każdy zajął się swoim życiem. Oni w przeciwieństwie do mnie mieli się czym zająć. Na domiar złego były moje urodziny, a pan x, o którym jest ten post nie złożył mi nawet głupich życzeń urodzinowych. Oczywiście ta racjonalna część mojego mózgu zdawała sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie nawet o nich nie wiedział. Przecież nigdy nie gadaliśmy na ten temat, a na fb , gdzie pojawiło się powiadomienie mogło Go nie być tego dnia. Lecz wtedy to nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Taka błahostka przechyliła czarę, a ja postanowiłam napisać panu niedostępnemu co sądzę na temat Jego zachowania.
Po wysłaniu rzecz jasna nie zbyt miłego sms'a, w którym zawarłam całą swoją gorycz i żal nie otrzymałam odpowiedzi zwrotnej, prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi. Nie pamiętam dokładnych słów, ale sens wiadomości owszem. Napisałam Mu, że takie pisanie raz na tydzień nie ma sensu oraz, że jeśli będzie miał czas i ochotę się spotkać i pogadać twarzą w twarz to jestem chętna. Wiem, trochę to pokrętne. Z jednej strony kazałam Mu spadać, a z drugiej proponuje spotkanie. Nawet nie chcę wiedzieć co pomyślał, kiedy to przeczytał.
Od tamtego momentu myślałam o Nim od czasu do czasu, ale coraz rzadziej się to zdarzało i był nawet moment w którym sądziłam, iż mi przeszło. Byłam pewna, iż zamknęłam ten rozdział, lecz kiedy przeczytałam któregoś dnia informacje o Jego urodzinach postanowiłam wysłać życzenia. Jasne, że w głębi serca miałam cichą nadzieję na to, iż odpisze cokolwiek i tak też się stało.
Z tym, że odnosiłam wrażenie, że nasze rozmowy od tamtego czasu wyglądały inaczej. Nie polegały dłużej na tym, że ja zadaję pytanie, a On odpowiada. To znacznie bardziej przypominało normalną konwersację, tym bardziej, iż parę razy udało mi się zastać Go dostępnego na fb i zamieniliśmy kilka zdań w przeciągu kilku minut. Nie musiałam znów czego całego dnia lub nawet dłużej, aż łaskawie mi odpisze, co było wygodne. Tym bardziej, że odnosiłam wrażenie, iż ja się zmieniłam. Od tamtej pory pisałam dokładnie to co myślałam, bez ciągłego zastanawiania się nad tym czy wypada, czy nie. Sądzę, że to miało związek z tym, że również tak samo jak On zostałam studentkom. I choć to może wydawać się głupie czułam, że od teraz jestem na Jego poziomie. Co sprawiło, że trochę się wyluzowałam i z tego co mi się wydaję On również.
W każdym razie od tamtego momentu pisaliśmy częściej, niż dotychczas, choć zdarzały się "ciche dni" nie jeden raz. Wiele razy powtarzałam sobie, że tym razem koniec. Nie mam zamiaru nadal tego ciągnąć. Mam tego dosyć. Chcę wreszcie ruszyć naprzód, bo od ponad roku czasu żyję w impasie. Rozmawiałam z kilkoma osobami na ten temat i wszyscy sądzili, iż powinnam być bardziej szczera zarówno z samą sobą jak i Nim. Nie powinnam dłużej czekać na to, aż On zaproponuje spotkanie, tylko po raz kolejny wyjść z inicjatywą. I najlepiej pogodzić się z myślą, że jeśli będę chciała mieć z Nim jakiekolwiek relacje to powinnam przywyknąć do tego, że tak będzie zawsze. Za Ich namową po raz kolejny zaproponowałam spotkanie. Tym razem byłam bardziej bezpośrednia, a On się zgodził.
Rzecz jasna kiedy to przeczytałam mało co nie posiadałam się z radości. Spytał kiedy mi pasuje, więc zaproponowałam dość bliski termin twierdząc, że i tak czekałam na to już tak długi czas, że najlepiej będzie jeśli załatwię to jak najszybciej i chociaż ma to być radosne wydarzenie zaczęłam go traktować zupełnie jak wizytę u dentysty. "Im szybciej, tym lepiej" Aby mieć to już za sobą, bo nie ukrywam faktu, że na samą myśl strasznie się denerwuje. Obawiam się przede wszystkim tego czy podczas takiego spotkania na żywo będą potrafiła być sobą? Normalnie z Nim rozmawiać, a nie zachowywać się niezręcznie, jak to mam w zwyczaju, gdy polubię płeć przeciwną,.
Zdaję sobie sprawę z tego, że z całej tej notki wyniki, iż zależy mi na Nim bardziej, niż na zwykłym koledze i w pewnym sensie tak jest, ale nie do końca. Bo w rzeczywistości ja Go nie znam. Pragnę tego spotkania właśnie po to, aby móc Go poznać. Dowiedzieć się czy ta wyimaginowana prze ze mnie osoba jest choć po części podobna do tej prawdziwej. Tak to się już dzieje, gdy przez długi czas o kimś myślimy. Zaczynamy sobie wyobrażać jak mogłyby wyglądać nasze konwersacje, co dana osoba odpowiedziałaby na nasze pytanie i w pewien sposób zaczynamy wierzyć w prawdziwość odpowiedzi jaką sami sobie udzieliliśmy.
Podczas trwania całej tej "znajomości" odbierałam różnie sygnały dotyczące Jego osoby. Aktualnie odnoszę wrażenie, iż jest trochę pogubiony i jeśli tylko by mi na to pozwolił z chęcią wskazałabym Mu drogę. Wbrew temu co zapewne sądzicie droga ta nie koniecznie musiałaby być związana ze mną. Zaczynam zastanawiać się czy W jego przypadku nie jest tak samo jak było w przypadku mojego ex. Z początku, gdy jedynie z Nim pisałam wydawał mi się być wręcz idealny. Facet z poczuciem humoru, z którym mogłam rozmawiać przez godziny i nigdy mi się to nie nudziło. To również była zwyczajna rozmowa, a nie flirtowanie. Grał wtedy przede mną całkowitego optymistę, a ja złapałam się na tę pozę. Kiedy zaproponował spotkanie, też nie byłam z początku pewna tego czy to była czy nie była randka. Dopiero po jakimś czasie napisał mi w sms. że Mu się podobam, ale nie powiedział mi tego wprost.
Ale jak zwykle odbiegam od tematu, więc najlepiej od razu przejdę do meritum. Otóż mam na myśli to, że na początku miałam Go za zupełnie innego człowieka. Dopiero kiedy poprosiłam Go by przestał przede mną udawać. Upewniłam, że przy mnie może być w 100% sobą zorientowałam się jak bardzo ten człowiek był zraniony, zagubiony i zakompleksiony. I pomimo tego, że na początku byłam Nim wręcz oczarowana, w tym momencie cała magia zniknęła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Co prawda pojawiły się jeszcze inne kwestie, które z czasem zdecydowały o naszym rozstaniu, ale pominę to.
Pewnie już wiecie do czego zmierzam. Chodzi mi o to, że ja pana x jak na razie widzę tak ja chcę widzieć. Równie dobrze może okazać się zupełnie innym człowiekiem, niż mi się wydaje i wtedy ta chemia, którą do tej pory czułam przerodzi się bardziej w chęć pomocy drugiej osobie. Po tym jak kiedyś mi się zwierzył, że nie ma zaufania do ludzi, ponieważ w którymś momencie życia wszyscy Go opuścili ja nie chcę być kolejną taką osobą, nie potrafiłabym nią być, nie po tym czego się dowiedziałam. Po za tym uważam, że to nie byłoby w porządku z mojej strony nakłonić Go do tego, aby mi zaufał, po czym gdy On to zrobi odwrócić się od Niego tak jak kiedyś inni. Nie chcę w tym momencie przeceniać swojej roli w być może przyszłej relacji, ale wydaje mi się, iż jeśli On faktycznie z czasem nabrałby do mnie zaufania to gdybym zostawiła Go tak jak pozostali mogłoby być Mu ciężko podnieść się po takim ciosie.
Tu sprawa się komplikuje jeszcze bardziej. Zakładając, że kiedykolwiek dojdzie do naszego prawdziwego spotkania, a z czasem posiadanie jakichkolwiek relacji. Ja widzę dwa scenariusze. Pierwszy to ten mało prawdopodobny, bo ze szczęśliwym zakończeniem dla Nas obojga- poznajemy się na początku na stopie koleżeńskiej, ale jednak z czasem dostrzegamy, że jest między nami chemia i nić porozumienia. Z czasem On nabiera do mnie zaufania, a w międzyczasie uświadamia sobie, że zaczęło Mu na Mnie zależeć bardziej, niż na zwykłej koleżance. Moje uczucia względem Niego potęgują się podczas coraz lepszego poznawania Go i zaczynamy się ze sobą spotykać. Co byłoby dalej o tym nawet nie śmiałam marzyć, więc zostawiłabym to, aby toczyło się własnym rytmem.
Drugi scenariusz, ten łzawy, w którym Nika po spełnieniu swojej roli nie jest dłużej potrzebna, pomimo tego, że Jej uczucia wzrosły to nie zostały odwzajemnione, więc kończy ze złamanym sercem i rozterkami moralnymi. Otóż, zanim się zorientowała przesadziła ze swoją "przyjacielską" stroną i wylądowała we friendzone. Pan x zaczął widzieć w Niej genialną przyjaciółkę, lecz nikogo więcej, w międzyczasie zaczął oglądać się za inną dziewczyną, prosząc biedaczkę o porady w kwestii spraw sercowych nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak to na Nią wpływa. Ona nie potrafiąc Mu wyznać co czuje bojąc się odrzucenia i kompromitacji udaje, że wszystko jest w porządku, pomaga Mu cierpiąc w milczeniu. Z czasem Jej rady zaczynają skutkować. On zaczyna spotykać się z tą inną dziewczyną, a Ona się temu przygląda z pewnej odległości. Nie potrafi ruszyć na przód ze swoim życiem, bo to znów oznaczałoby zostawienie kogoś, kto przecież nabrał do Niej zaufania, a w końcu nie mogłaby podać Mu prawdziwych powodów dla których chce, a raczej potrzebuje zakończyć tę znajomość.
No to są właśnie rozterki młodej studentki. Zamiast skupić się na egzaminach i zbliżającej się sesji ona zapisuje wszystko na blogu licząc, że choć trochę Jej dzięki temu ulży i przestanie o tym w kółko myśleć i się zastanawiać co powinna zrobić.
Bo tym razem okazuje się, że może coś zrobić. Przechodzę do punktu kulminacyjnego, czyli właściwie sedna sprawy oraz powodu dla którego ta kolejna epopeja w ogóle się tu pojawiła.
Byliśmy umówieni na wczoraj po południu. Po tym jak poprzednim razem olał moją wiadomość z propozycją daty spotkania ( akapit 15) wysłał mi przeprosiny. Powiedział, że miał bardzo ciężki okres w życiu i nie miał ochoty się z nikim widzieć. Oczywiście jak to ja nie zapytałam czemu nie oznajmił mi tego wcześniej, zbyt uradowana tym, iż jednak nie wystawił mnie z premedytacją. Po za tym sama nie tak dawno miałam niezłego doła, więc potrafię wczuć się w Jego sytuację i w pewien sposób to zrozumieć. Po za tym mało tego, że odezwał się pierwszy to jeszcze sam wyszedł z inicjatywą spotkania i zaproponował wczorajsze po południe. Stwierdził też, że dokładniejszą godzinę ustalimy później. Często to robię, gdy się z kimś umawiam, więc nie miałam nic przeciwko.
Od czasu tamtej wiadomości pozostaliśmy w dość bliskim kontakcie. Cały dzień w pracy myślałam o tym, jak i następny (wczorajszy) dzień od kiedy tylko otworzyłam oczy. Czekałam aż napiszę mi miejsce i godzinę spotkania. Miejsce ustaliliśmy, lecz godziny nie, a On znowu był niedostępny przez kilka godzin.
Nie potrafiłam się skupić na nauce anatomii (zupełnie tak ja dzisiaj), więc słuchałam muzyki i przygotowywałam się do wyjścia nie mogąc przestać o tym myśleć. Postanowiłam ubrać się ładnie i schludnie, ale tak jak na co dzień. Mój wygląd miał świadczyć o tym, że traktuje to jako normalne spotkanie zapoznawcze, czym po części miało być. W życiu przecież nie ubrałabym sukienki czy spódniczki, co jednak w pewien sposób mogłoby świadczyć o randce.
Kiedy straciłam cierpliwość czekając, aż się odezwie zapytałam na, którą godzinę się ustawiamy, po czym czekałam. Po kilku godzinach bezsensownych prób skupienia się na czymkolwiek innym, nastało późne po południe, a On odpisał, że sprząta z tatą samochód, bo mają zamiar go sprzedać. W weekend idzie na koncert, więc nie będzie miał kiedy tego zrobić. Że na ten moment jest to "priorytet" i że nie wie czy się wyrobi. A jeśli nie to być może możemy spotkać się w piątek, jeśli mi pasuje, bo CHYBA będzie miał wolne, ale jeszcze da znać.
W tym momencie miałam ochotę rzucić telefonem, kazać Mu spadać i dać Mu jasno do zrozumienia, że spieprzył mi kolejny dzień i że jeśli się z kimś człowiek umawia to powinien wziąć pod uwagę takie rzeczy i uprzedzić wcześniej, a nie!
Kiedy nieco się uspokoiłam rozważałam napisanie OK. Nie bacząc na to czy odbierze to jako zapewnienie, że będę czekać, aż odezwie się co do piątku, czy zwyczaje przyjecie do wiadomości tego co napisał. Ostatecznie nie odpisałam nic i zastanawiam się czy On jeszcze napisze cokolwiek apropo tego piątku czy nie.
A ja zachodzę w głowie jak wiele razy muszę jeszcze dostać po głowie, aby uświadomić sobie, że podczas, gdy ja poświęcam Mu tak wiele myśli, czasu i energii, On wciąż ma mnie za zwyczajną znajomą, z którą może, ale nie musi się spotkać i nawet nie pomyśli o tym, że może tej znajomej rozwalić cały dzień z powodu swojego niezdecydowania oraz braku przewidywalności. Za pewne sądzi, że podchodzę do całej tej sprawy tak samo lekko jak On, o ile w ogóle zadał sobie trud by zastanowić się choć przez chwilę na tym co ja myślę, w co wątpię.
Intuicja podpowiada mi, że sprawa ze sprzątaniem samochodu nie jest głupią wymówką, aby wykręcić się ze spotkania i jak to ja potrafię zrozumieć, że skoro mają zamiar go sprzedać jest to ważna sprawa, którą musiał się zając, bo być może Jego tata wkrótce wyjedzie z powrotem do Wawy i nie może zrobić tego w innym terminie. To co mnie wkurza to fakt, że mi o tym nie powiedział, ale najzwyczajniej w świecie nie czuł się zobligowany, by poinformować mnie o zmianach planów. Albo sądził, że się wyrobią, kto Go tam wie.
Ciekawi mnie czy traktuje w ten sam sposób wszystkich swoich znajomych czy tylko ja mam to "szczęście". Czy najzwyczajniej w świecie jest takim typem człowieka, który nawet nie wpadnie na pomysł, aby pomyśleć jak widzą to inni? Jest tak cholernie nieodpowiedzialny, pomimo tego, że ja mam Go za dojrzałego? W innych okolicznościach. Kiedy bylibyśmy już znajomymi, którzy widują się od czasu do czasu, bez względu na to ja jakiej stopie nie omieszkałabym Mu powiedzieć co tak naprawdę myślę na ten temat. Ale na ten moment wciąż za bardzo obawiam się tego co sobie pomyśli, gdy w ten sposób na Niego naskoczę. Może się zorientować, że mam Go za kogoś więcej, niż kolegę (przynajmniej tak to widzę na ten moment) przez co będę spalona już na starcie. Bo może mnie wtedy uznać za idiotkę, która od czasów podst. nie nauczyła się niczego i znów wzdycha do chłopaka, który ledwie wie o jej istnieniu, którą jestem. Ale On nie musi o tym wiedzieć. Lecz jeśli kiedyś będziemy kolegami, to na pewno Mu o tym powiem. Sądzę, że takie rzeczy lepiej jest załatwiać osobiście, niż za pomocą wiadomości tekstowych.
Próbuje dowiedzieć się kiedy skończy się mój limit ciągłego usprawiedliwiania Go. Czy nadejdzie taki dzień w którym wkurzy mnie tak bardzo, że wszystko cokolwiek bym do Niego nie czuła wyparuje? Gdzie jest moja granica? Muszę przyznać, że to byłoby wyjątkowo wygodne. Wyleczyć się z tej chorej fascynacji poprzez gniew. Uświadomić sobie, że jest egoistom, który nie myśli o uczuciach innych i dać sobie z Nim spokój, DEFINITYWNIE. Ehh...ja wiele razy ja to sobie powtarzałam. Jak wiele razy postanawiałam, iż więcej się do Niego nie odezwę. Zawsze pękałam i odzywałam się jako pierwsza, ale nie teraz. Nie ostatnimi czasy, co sprawia, że jestem z siebie odrobinę dumna. A byłabym jeszcze bardziej, gdybym teraz nie wahała się nad tym czy coś Mu napisać, czy czekać aż sam się odezwie.
Ale biorąc pod uwagę to, że telefon leży jakieś 10 cm. odległości od mojej ręki, a mimo to jeszcze do niego nie sięgnęłam, mam mój mały sukces. Nie wiem czy On planuje się w końce ze mną spotkać w piątek czy też nie, ani czy choć przez ułamek sekundy przemknie Mu to przez myśl.
Cały czas wmawiam sobie, że teraz traktuje mnie w ten sposób, bo faktycznie jestem jedynie zwyczajną znajomą z internetu, nikim więcej. Ale, że gdybyśmy się spotkali i pogadali tak normalnie to mam szansę awansować. Jeśli mnie pozna to mnie polubi i przestanie traktować w taki sposób. Taką mam nadzieję.
Gosia i Maniek twierdzą, że do mnie można nabrać zaufania i mnie polubić, kiedy bliżej się mnie pozna. A On mało tego, że myśli w ten sposób uważa również, że jeśli się mi zaufa, to jak On to określił? Już się wpadło po uszy w tą znajomość i nie będzie się chciało jej kończyć. Co sprawia, że zastanawiam się czy w przypadku pana x byłoby podobnie. W końcu nie tylko Maniek tak twierdzi. Serek i Michael też z czasem nabrali do mnie zaufania i wcale tego nie żałują, bo jestem go godna.
Mało tego Maniek twierdzi, że żaden facet w tym wieku nie pisze z dziewczyną, jeśli chce się z Nią jedynie przyjaźnić. Ale pan niedostępny zachowuje się właśnie tak, jak by nie oczekiwał niczego innego, przez co mam mętlik w głowie. To się nie skleja. Jedna rzecz, którą myślę, że wiem nie pasuje do drugiej, co sprawia, że koniec końców dochodzę do wniosku, że nie wiem absolutnie nic.
Po tym jak zostałam przez Niego wystawiona ZNOWU, postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, na którą zawsze mogę liczyć- do Mańka. I choć zawsze uważałam dziewczyny, które pocieszają się towarzystwem innego faceta, ponieważ zostały zranione przez tego pierwszego za idiotki. To postąpiłam w ten sam sposób. Z tym, że ja oczywiście nie rzuciłam się mojemu przyjacielowi na szyję i nie zaczęłam Go namiętnie całować tylko po to, aby pocieszyć się po kolejnym upokorzeniu. Potrzebowałam pobyć z osobą, dla której wiem, że jestem ważna, której na mnie zależy. Nawet jeśli w bratersko- siostrzany sposób. Dzięki temu przekonałam się, że to nie ze mną jest coś nie tak. Przecież są na świecie ludzie, którzy mnie lubią i akceptują taką jaką jestem, a co za tym idzie. Nie mogę być znowu taka najgorsza. A jeśli ten palant tego nie widzi, i nie ma zamiaru dostrzec to Jego strata.
I choć bardzo chciałabym nazwać Go palantem i odpuścić to już pogodziłam się z tym, że tego nie zrobię. Przeszłam tak wiele i czekałam tak długo, że zasłużyłam na to jedno, cholerne spotkanie, po którym sądzę, że dowiem się wszystkiego co nie daje mi spokoju. Czuje, że po tych wszystkich zakrętasach jestem na ostatniej prostej i biegnę do mety. Rzecz jasna to może być jedynie moje odczucie, mogę się mylić. Ale jeśli nie, to wytrwam choćby nie wiem co.
Na jutro jestem umówiona na 12 z Justyną na piknik, ale jeśli będzie lało, tak samo jak dzisiaj to nic z tego nie wyjdzie. Biorąc jednak pod uwagę to jak długo się nie widziałyśmy i chęci naszej dwójki, aby się spotkać to zapewne wymyślimy z tej sytuacji co innego (szkoda, że nie z każdym sytuacja wygląda tak prosto). A jeśli pan niedostępny jednak będzie chciał się jutro spotkać to i tak nie wiem ile zajmie Nam opowiedzenie sobie nawzajem z Tyską wydarzeń z całego roku. A przecież nie wystawię przyjaciółki (o ile nadal Nią jest) dla faceta, który już dwa razy wystawił mnie. Mowy nie ma!
Po za tym równie dobrze, jeśli ja nie napisze nawet głupiego ok On uzna, że piątek jest nieaktualny i nic nie napisze, a ja jedynie po raz kolejny utwierdzę się w przekonaniu jak bardzo obojętna Mu jestem.