Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania z przyjaciółmi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania z przyjaciółmi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2018

Telepatia

Właśnie wczoraj kiedy myślałam o tym co słychać o Justyny wpadłam na Nią i Jej siostrę w pracy. Chwilę pogadałyśmy we 3, co nie bardzo spodobało się mojej szefowej. Ale ile to razy widziałam jak to One przyjmowały "gości". Uznałam, że skoro Im wolno przyjmować koleżanki to ja również mam do tego prawo.
Po powrocie do domu przeczytałam wiadomość od Justyny. Napisała, że brakowało Jej naszych rozmów i zaproponowała spotkanie. Ja do tej pory się do Niej nie odzywałam, bo prawdę mówiąc przywykłam już do tego, że teraz tak będą wyglądały nasze relacje. Zrzuciłam to na fakt, że obie bardzo się zmieniłyśmy. Czułam, iż powstał między Nami mur, którego nie dało się w żaden sposób zburzyć. Tym bardziej, że nie miałam pewności czy Ona woli go zostawić czy się go pozbyć.

Pamiętam jak bardzo na samym początku brakowało mi naszej przyjaźni. Odczuwałam to niemal jak utratę jakiejś części siebie, bo wtedy byłyśmy naprawdę ze sobą zżyte. Zaczęłam nawet pisać piosenkę, w której planowałam zawrzeć wszystkie emocje, ale ostatecznie z powodu braku czasu jej nie dokończyłam. Myślę, że w końcu dojrzałam do myśli, że przyjaźń to nie ciągłe spotykanie się ze sobą i gadanie o wszystkim i o niczym. To nie robienie sesji zdjęciowych i chodzenie na zakup. Ten etap dla Nas już się skończył. Trochę mi tego szkoda, no, ale cóż. Teraz zawsze można spotkać się w macu na jakiejś kawie czy też pójść na piwo.

Nie jestem pewna czy będziemy potrafiły gadać ze sobą tak normalnie tak jak kiedyś, to się dopiero okaże. Umówiłyśmy się na piknik. Jeśli pogoda dopisze to zrobimy kanapki i muffiny. Kupimy jakieś przekąski i będziemy wylegiwały się na słońcu cały czas gadając xd.

Nie wiem jak to się ułoży, ale na ten moment wiem tylko jedno. Choć to przykre to nie możemy dłużej nazywać siebie "przyjaciółkami", bo już od dawna nimi nie jesteśmy. Bo co to za przyjaciółki, które nie wiedzą co się dzieje w życiu tej drugiej i przez niemal rok czasu nie próbuje tego zmienić?

Kto wie? Wiem, że nie będzie tak jak kiedyś, ale może uda Nam się znaleźć sposób na utrzymywanie kontaktu bez tak częstych spotkań? 

niedziela, 28 lutego 2016

20 Tyśki :D

Muszę przyznać, że trochę obawiałam się tej imprezy. Wszystkie nie widziałyśmy, tak długo czas, iż myślałam, że w ogóle nie będziemy miały o czym gadać. Na szczęście moje obawy zniknęły bardzo szybko, gdyż było tak jakbyśmy nigdy się nie rozdzieliły, czyli tak jak zawsze to co tak kocham w tej grupie, naszej grupie. To nie ma najmniejszego znaczenia czy nie widziałyśmy się i nie gadałyśmy przez miesiące, kiedy przyjdzie do spotkania żadna już o tym nie pamięta, a upływ czasu sprawia, że mamy mnóstwo tematów do rozmowy. Po za naszą 4, tym razem była także Kami, która także rozkręcała całe towarzystwo. Ogólnie porobiłyśmy masę zdjęć, może nawet wrzucę kilka tutaj. Piłyśmy całkiem sporo, ale wydaje mi się, że żadna nie odczuwa dzisiaj przykrych konsekwencji tego ;)










Trochę szkoda, że moje kuzynostwo było chore, więc mama swoje urodziny przeniosła właśnie na wczoraj. Natka jednak przyszła i trochę głupio mi z tego powodu, że Ją zawiodłam. W sumie to chciałam się z Nią spotkać, co prawda robienie za nianię, zwłaszcza przy tym dziecku jest dosyć wyczerpującą pracą, ale od czasu do czasu mogę obie na to pozwolić Podczas mojej nieobecności zrobiła mi niezłe przemeblowanie w pokoju, podobno nawet przymierzała moje ciuchy hehe już wyobrażam sobie, jak moja bluzka musiała wyglądać na 7-letniej dziewczynce.

Wiadomość z ostatniej chwili, w sumie to nie tak ostatniej ;), ale że od dłuższego czasu jakoś w ogóle nie miałam ochoty nic pisać (taki czas) to nie powiedziałam Wam o tym, że w końcu dostałam mój wymarzony keyboard. Co prawda jeszcze nie udało mi się niczego skomponować, na razie uczę się nut, zamierzam zabrać się do tego trochę bardziej profesjonalnie i naprawdę nauczyć się grać, tak bym mogła zagrać wszystko, a nie tylko parę melodii ze słuchu, bądź z pamięci. Jak na razie potrafię zagrać "Happy birthsday", które zagrałam mamie na urodziny, "Hallelujah", " My heart will go on", pewną melodię z "Darów Anioła- Miasto Kości" (jakoś tak mi się spodobała) oraz melodię z "Piraci z karaibów", ale jeszcze nie do końca. Byłoby tego więcej może, ale Młody odkrył pasję muzyczną zaraz po przywiezieniu instrumentu i w ogóle nie chciał mnie do niego dopuścić. Teraz znalazł pracę, więc nie ma tyle czasu, aby brzdąkać, więc ja mogłam się tym zająć wczoraj.






piątek, 29 stycznia 2016

Małe podsumowanie ;)

Cześć :), do końca ferii został już zaledwie weekend, a ja mówiąc szczerze, że zrobiłam nawet połowy z zaplanowanych wcześniej rzeczy. Przynajmniej co do książek nie jest tak źle, bo udało mi się skończyć "Dary anioła", a teraz jestem z 3 cz. "Szeptem", czyli "Cisza". Miałam rację, co do tego, że poprzednio nie do końca udało mi się, że tak powiem zgłębić tę serię, ale jak na razie jestem dobrej myśli, gdyż całkiem mnie zaciekawiła, okazało się, że sporo rzeczy zdążyłam już pozapominać. Zastanawiałam się nad tym, czy nie zacząć umieszczać tu najlepszych cytatów z książek, co Wy na to? Ja czasem lubię sobie takie teksty przeczytać i poprzypominać kto i w jakiej sytuacji co mówił. 




Przynajmniej jest jeden punkt który udało mi się zrealizować ;), spotkałyśmy się z Sarą, byłam u Niej w domu. Co prawda miałyśmy się uczyć do matury, a skończyło się na pogaduchach, ale muszę przyznać, że dawno już z Nikim nie gadało mi się tak dobrze jak z Nią. To dało mi do myślenia i uświadomiłam sobie, że brakuję mi babskiego towarzystwa. Ostatnio jedyny przyjaciel z którym się widuję to Maniek. Tak, tak chyba od dzisiaj zacznę Go tak nazywać, jakby nie patrzeć uwielbiam używać ksywek ( co z resztą sami już z pewnością zauważyliście ;)). A skoro reszta znajomych, tak właśnie się do Niego zwraca, to może i ja zacznę. Ale wracając do Sarki to wiem, że to może głupio zabrzmieć, gdyż "bratnie dusze" używa się w zupełnie innym przypadku ;p, ale tak jak kiedyś z Domi, łączy Nas pewna więź porozumienia, nie bardzo potrafię to wyjaśnić, ponieważ sama jak na razie tego nie rozumiem. Wcale nie chodzi o to, że lubimy podobne rzeczy, bo jak się okazało na naszym ostatnim spotkaniu owszem mamy sporo wspólnych zainteresowań, ale także sporo rzeczy Nas dzieli.Mimo to żadna nie narzuca niczego drugiej i chyba właśnie o to w tym chodzi. Tak jak jest w miłości, tak też w przyjaźnie, przecież nie chodzi o to, żeby na siłę się dopasowywać ;). W końcu każdy jet inny, unikalny i dzięki temu wyjątkowy, prawda?


fota z przyjacielem :).

Dzisiaj po raz pierwszy chyba od możliwe nawet, że 5 lat udało mi się zalogować na twitterze. W sumie to tak przez przypadek, okazało się, że jednak nie zapomniałam hasła ;). Po za tym muszę też przyznać, że jakoś nie bardzo rozumiem idei tej strony. Wiem, że działa na bardzo podobnej zasadzie co fb, tyle, że można się tam natknąć na większą liczbę osób których wypowiedzi są po angielsku.Powiedzcie mi co jest takiego ekscytującego w dzieleniu się z Innymi swoimi przeżyciami? ( hehe :D ups, właśnie sobie uświadomiłam, że ja robię tu to samo )) Ale prowadzenie bloga jednak różni się od kilku krótkich tekstów opisujących ulubiony, niedawno obejrzany film, czy też wyjście na miasto ze znajomymi. Po pierwsze te krótki posty czyta znacznie więcej osób, a nie tylko takie powiedzmy bardziej zaufane, lub stali bywalcy. Czasami jednak z powodu tych mich wypocin mam wrażenie, że Wy jako moi czytelnicy znacie mnie znacznie lepiej, niż większość ludzi z klasy, w jakiejkolwiek ze szkół które ukończyłam. Zastanawiałam się kiedyś nawet jak by to było poznać się w realu. Czy okazałoby się, że mamy sporo wspólnych tematów czy zainteresowań? Jeśli sami także piszecie bloga to możecie podać mi linki, czy w w komentarzu, czy w wiadomości prywatnej chętnie bym poczytała :).

Pamiętacie jak Wam ostatnio wspomniałam, że mam kompletnego świra na punkcie hiszpańskich piosenek? Ostatnio właśnie udało mi się wyczaić kolejną, którą Wam zamieszczę. Przez przypadek przeglądając yt natknęłam się także na inną angielską piosenkę, ale jest świetna. Nie wiem czy to tylko na mnie działa w ten sposób, ale słuchając jej odnoszę wrażenie, że mogę wszystko . no prawie ;). Może i na Was także będzie miała taki wpływ, kto wie? Co prawda jest to piosenka z jakiegoś filmu dla dzieci i młodzieży, ale wokalistką jest Lucy Hale, nie wiem czy Ją kojarzycie, ale ja owszem, gdyż gra w jednym z moich ulubionych amerykańskich seriali " Pretty Little Liars", ale sądzę, że już kiedyś Wam o nim wspominałam.


klip z " Trzech metrów nad Niebem" Swoją drogą ciekawe czy będzie 3 cz, a jeśli tak to kiedy?







sobota, 14 listopada 2015

Powrót do przeszłości :D

Cześć w poprzedniej notce napisałam Wam o mojej pierwszej bff i że postaram się odnaleźć ten post,no cóż o to on, życzę miłej lektury ;).

Hej 
:-) ,  znacie to uczucie, kiedy zdarzy się w waszym życiu coś, co sprawia, że wraca Wam tyle wspomnień? Hehe ja właśnie teraz tak się czuję, ponieważ dzisiaj tak z głupia weszłam na fb i zobaczyłam taką koleżankę z podst., wczoraj młody dodaj mnie do znajomych hehe ( przypomniał sobie o siostrze ;-) ) , no i wyświetlili mi się Jego znajomi, weszłam na profil takiej jednej dziewczyny, która chodziła z Nim do podstawówki i instynkt  mi podpowiedział żebym weszła na Jej znajomych, więc tak zrobiłam.Zgadnijcie Kogo znalazłam? Może zacznę od początku, kiedy chodziłam jeszcze do podst. poznałam jedną dziewczynę z klasy mojego brata, miała na imię Dominika ( z reszta wydaje mi się, że kiedyś już o Niej tu pisałam ), mimo, że była ode mnie młodsza o 2 lata, jakoś szybko znalazłyśmy wspólny kontakt, szybko okazało się, że mieszkamy w tym samym bloku, dzieliły Nas  klatki haha i nie raz nawet przechodziłyśmy przez strych, żeby nie marznąć na polu ;-) . Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, jakoś zawsze traktowałam Ją jak młodszą siostrę, haha gdybym miała zacząć opowiadań przez co przeszłyśmy, to musiałabym wyczerpać limit pojemności tego bloga ;-) . W każdym bądź razie, potem wyjechała z mamą do Londynu, na początku utrzymywałyśmy kontakt za pomocą gg i nk, raz nawet przejechała do Polski i udało Nam się zobaczyć, ale potem wróciła :-( . Muszę przyznać, że bardzo to przeżyłam, jednak to była moja pierwsza przyjaciółka, wiec nostalgiczne uczucie zawsze pozostanie ;-) . Zawsze jednak pocieszała mnie myśl, że i tak miałam wielkie szczęście zaprzyjaźnić się w tak młodym wieku, bo nie każdy ma to szczęście. Zawsze wiedziałam, że nigdy o Niej nie zapomnę, teraz także to wiem :-) . Wspomnienia pozostaną za zawsze. W każdym bądź razie kontynuując, po tym jak wróciła do Londynu, pisałyśmy na gg, lecz kontakt dosyć szybko się urwał i tak trwało do dzisiejszego dnia. Szczerze mówiąc to już pogodziłam się z tym, że nigdy się nie zobaczymy, ani możliwe, że nawet nie popiszemy, ale bardzo cieszy mnie fakt, że byłam w błędzie. Cieszę się, że mogłam usłyszeć, że u Niej jest wszystko w porządku ( często się nad tym zastanawiałam co u Niej słychać ) , już dawno pogodziłam się z faktem, że do Polski nie wróci ( bo proszę Was, Kto by wrócił, gdyby miał szansę zostania gdzie indziej ? ) , ciekawa jestem, czy jeszcze kiedyś uda Nam się zobaczyć, w końcu za niedługo Ona również tak jak i Ja będzie już pełnoletnia i sądzę, że to od Nas zależy, czy kiedyś uda Nam się spotkać :-)  . Z resztą jak na razie to po prostu się ciesze, że bd mogły pogadać od czasu do czasu ;-) . Haha właśnie mi się coś przypomniało, pamiętam,że kiedyś obiecałam Jej, że wezmę sobie ma 3 Dominika i właśnie dotarło do mnie, że tak zrobiłam haha XD. Obie zawsze interesowałyśmy się muzyką i kochałyśmy śpiewać XD, ale byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi, więc wiadomo, że planowania zostania piosenkarkami itd , spalił na panewce ;-)

Nowa przyjaciółka :D

Właśnie wróciłam ze spotkania z Sarą i jestem w tak wielkiej euforii,że postanowiłam się z Wami tym podzielić. No ale od początku. Sarę poznałam z jakieś nie całe 2 miesiące temu,ale jakoś tak wyjątkowo złapałyśmy kontakt od samego początku. Była pierwszą osobą jaką poznałam w grupie teatralnej i najbardziej Ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy jakoś specjalnie dużo,ale już po chyba z jakiś 2 spotkaniach dowiedziałam się,że mamy podobne wspomnienia i w ogóle jesteśmy podobne. W sumie tak dłużej pogadać udało Nam się przed zajęciami,kiedy to próba dla młodszej grupy się przeciągała. Wydaję mi się,że chyba tego samego dnia po zajęciach zaproponowała,że mnie podwiezie,gdy dowiedziała się,że mieszkami blisko siebie.Od tego dnia zaczęłam jeździć z Nią i Jej rodzicami oraz jeszcze jedną koleżanką,która też mieszka nieopodal. Ja tak z głupia zapytałam czy byśmy się nie spotkały w któryś weekend,żeby pogadać, pochodzić po sklepach itd, no wiecie takie typowe "dziewczyńskie" rzeczy. A Ona powiedziała,że to dobry pomysł i że kiedyś się umówimy. W sumie to już kiedyś miałyśmy się spotkać w weekend,ale tak się złożył,że ja akurat nie dałam rady i nic z tego nie wyszło. Parę dni temu dowiedziałam się,że nie będę mogła dłużej uczestniczyć w zajęciach teatr., a tak się złożyło,że Sara poprosiła mnie żebym dała Jej znać co będzie się działo na zaj. podczas Jej nieobecności. Bo tak się złożyła,że Ona razem z Karoliną (koleżanką z zaj.teatr.) pojechały na coś w rodzaju zielonej szkoły, a chciała wiedzieć, co wymyśli dla Nas Marlena. Napisałam Jej wszystko na fb,ale także powiedziałam,że niestety to jest pożegnanie,gdyż musiałam zrezygnować,ale napisałam także szczerze,że Ją polubiłam i nie chce stracić z Nią kontaktu, a Ona powiedziała,że także tego nie chce, więc umówiłyśmy się na dzisiaj. Kiedy wreszcie doszło do spotkania, to przyznaję,że trochę się na początku martwiłam, a może nie martwiłam,ale miałam pewne obawy,co do tego czy będziemy miały o czym gadać. Okazało się jednak,że nie było z tym najmniejszego problemu. Praktycznie buzie Nam się nie zamykały, tematy się mnożyły i mnożyły.Z czasem szybko wyszło na jaw,że lubimy to samo, bawi Nas to samo, mamy takie same zainteresowania i w ogóle jakoś tak świetnie się czujemy w swoim towarzystwie. Haha :D normalnie nie wierzę w takie rzeczy jak bratnie duszę czy coś,ale my jesteśmy jak siostry, no seryjnie. Już dzisiaj postanowiłyśmy zacząć się przyjaźnić.Sara przypomina mi Domi, nie mam pewności,czy już Wam o Niej opowiadałam (przyjaciółka w Anglii,a może powinnam powiedzieć ex-bff),bo jestem pewna,że pisałam już o Niej kiedyś,tyle,że nie mam pewności czy to było na tym blogu,czy na poprzednim,chyba jednak poprzednim, jeśli mi się uda to postaram się dokopać do tej notki.Wracając, nie wiem jak to ubrać w słowa. Chodzi mi o to,że dogaduję się z Nią tak dobrze jak z Domi,pomimo tego,że są zupełnie inne. Sara jest zabawna i taka wesoła i pełna życia, Dusia też była wesoła,ale jakoś tak w inny sposób.Oczywiście na pewno ma to związek z tym,że Domi miała wtedy 8,9 lat. W każdym bądź razie mogę powiedzieć wprost,że to jest chyba właśnie to czego potrzebuję w swoim życiu. Rozrywki i zabawy, kogoś Kto widzi świat w kolorowych barwach. Możecie być pewni,że to nie jest ostatnia notka o Niej, bo coś czuję,że będziemy się naprawdę dobrze bawić, zwłaszcza,że być może właśnie Ona poszłaby z Nami do klubu. Myślę,że dogadałyby się z moimi przyjaciółkami bez problemu. A przynajmniej mam taką nadzieję. przyjaźń to jest wspaniała rzecz i warto ją przeżyć i dbać o nią ;).

Nowa ja ;)

Cześć,nie wiem czy pamiętacie,ale jeszcze całkiem nie dawno temu pisałam o tym,że mam wrażenie,że ostatnimi czasy nie jestem sobą. Nie wiem,czy to zasługa zmiany image, czy coś innego,ale wydaję mi się,że jak na razie chyba mi przeszło ;). To było zupełnie tak jakbym uważała,że "prawdziwa ja" jest tą częścią mnie, za którą mówiąc szczerze nie przepadam. Na szczęście Monia chyba dość skutecznie mi to wyperswadowała za co jestem Jej wdzięczna. Zmieniłam się owszem,ale czy nie jest tak,że wszyscy się zmieniamy? Przynajmniej w jakimś stopniu. Przecież dojrzewamy,zmieniamy poglądy, szkołę,pracę,środowisko. To wszystko ma wpływ na to kim jesteśmy i na to kim będziemy, prawda? Po za tym sama nie wiem dlaczego postanowiłam zgłębić ten temat. Planowałam napisać tę notkę już od jakiegoś czasu i tak jakoś wyszło,że dzisiaj mam na to chwilkę czasu. 

To może zacznijmy od tego,że w końcu udało mi się spotkać z przyjaciółkami. Z Tysią byłam w macu, a z Monią i Gosiakiem na rynku. Pogadałyśmy trochę, pospacerowałyśmy oraz wydeptałyśmy nowe ścieżki na rynku ;). Spotkałyśmy Adriana, chłopaka Gosi,ponieważ miał jakąś uroczystość, dostał awans czy co w tym rodzaju, mówił mi nawet na jakie stanowisko,no ale niestety zapomniałam ;p. W każdym bądź razie zobaczenie Go w mundurze spowodowało,że przypomniało mi się liceum. Później chciałyśmy pójść do pijalni,ale niestety zabrakło wolnych miejsc. Kiedy już wracałyśmy Gosia pojechała pierwsza,a Monie i mnie wzięła ochota na gorącą czekoladę. W rzeczywistości właściwie poszłyśmy na kompromis, gdyż kupiłyśmy kakao z pianką,ale jakie było pyszne...mniam, bo za tym studenci,którzy je sprzedawali też byli niczego sobie ;), więc na pewno tam wrócimy. 

A to mój nowy image, jak myślicie zmiana jest na lepsze,czy nie koniecznie ;). Szczerze? Odpowiedzcie w komentarzach. Całuje Was i do napisania w kolejnym poście :*.  





niedziela, 8 listopada 2015

W poszukiwaniu innych blogowiczów ;-)

Cześć Kochani  :). Sądząc po tym,że Nikt nie odpowiedział na pytanie w poprzednim poście wnioskuję,że nie tylko ja nie znam na nie pytanie ;-).
Miałem w planach trochę się zjednoczyć z innymi blogowiczami,ale mi nie wyszło :(. Trudno jest znaleźć kolejnego bloga jakiejś nastolatki lub nastolatka.. Za to przekonałam się o tym jak wiele mam piszę bloga, o swoich dzieciach chociażby.To jednak jest temat,który jak na razie mnie nie dotyczy ;) Znalazłam też kilka takich na których były wiersze, niektóre całkiem ciekawe, spodobały mi się.

Oczywiście niedziela będzie się kończyć za parę godzin, a ja tak jak i soboty, tak i dzisiaj nie wykorzystałam jej potencjału. Jutro mam kolokwium , z Zk (zagadnienia kliniczne), a zamiast się uczyć, co ja robię? Piszę posty i czytam, słucham słucham muzyki, czyli jakby to powiedziała moja mama mitręrze czas. Nic jednak nie poradzę na to,że mam ostatnio takiego lenia,że nie mogę. Fascynacja nową szkołą już mi przeszła, nawet nie jestem przekonana co do tego,czy chce się tym zajmować w przyszłości.

Są również i dobre wieści. Gadałam z Tyśką i nawet umówiłyśmy się na wtorek po szkole. Wpadła na genialny pomysł,który bardzo mi się podoba i żałuję,że wcześniej żadna z Nas na to nie wpadła. Otóż założyła grupę na fb tylko dla naszej 4, czyli przyjaciółek z gimnazjum ( z wyjątkiem Julki, która nie chodziła z Nami do gim.). Dzięki niej komunikacja między Nami jakby się poprawiła. Cieszy mnie to,bo to jest odpowiedź na moje pytanie ;). Oczywiście nie to powyższe,ale inne również z poprzedniego posta. To oznacza,że nie tylko mi zależy na naszej przyjaźni, ale Im również. A obawiałam się tego,że wszystko się posypię i wkrótce nie będzie śladu po naszej znajomości.

A teraz patrząc na godz. chyba faktycznie chociaż zajrzę do tych notatek,żeby potem nie było ;-). Pozdrawiam wszystkich i do przeczytania :*

niedziela, 19 lipca 2015

Jest nadzieja :)

Wracam z pokoju Młodego,  miałam rację wystarczyło poczekać na lepszy moment ;). W kwestii wyjazdu, klamka zapadła. Zostaje w domu z bratem. Naprawdę chciałam pojechać, ale niestety żadnymi siłami nie udało mi się Go przekonać. Nie jest jeszcze pełnoletni, więc nie może sam zostać w domu, rodzice powiedzieli jasno i wyraźnie, że wyłączą internet i na tym się skończy. Jedyną możliwością, aby mógł zostać, było przekonanie mnie abym zrezygnowała z wyjazdu. Zawarliśmy więc umowę, ja zostanę z Nim w domu, oczywiście będę gotować, sprzątać itd, w zamian za to On w ciągu tego tygodnia złoży mi komputer. Muszę przyznać, że siedzenie przez parę godzin na niewygodnym krześle, by coś obejrzeć ( w sensie z napisami, niestety nie zawsze potrafię nadążyć i muszę zatrzymywać,aby zdążyć przeczytać), ale postaram się coś wykombinować np. zmienić położenie klawiatury itd.Aha właśnie uświadomiłam sobie,że będę musiała jeszcze dokupić myszkę, bo niestety w stacjonarnym nie ma tak dobrze, jak w laptopie. A szkoda, bo ja wolę korzystać z takiej "myszki",jest to dla mnie jakieś wygodniejsze. Przyzwyczaiłam się.
Jest jeszcze 1 plus tego, że zostaję w domu. Rozmawiałam z mamą i pozwoliła mi zrobić piżama party. Tym razem mogłabym zaprosić więcej niż 1 osobę. Biorąc jednak pod uwagę fakt,że nie mam materaca, a na moim łóżku zmieścimy się najwyżej we 3 to musiałabym zrezygnować z jednej osoby, a przecież to byłoby okropne z mojej strony nie zaprosić jednej z Nich, mimo, że z resztą bym się bawiła. Nie, no tak nie mogę zrobić, nie jestem taka, a to byłoby podłe. Jesz w sumie jeszcze jedna możliwość. 2 z Nas spałyby w pokoju rodziców. Najprawdopodobniej byłabym to ja i Ktoś jeszcze. No to byłoby rozwiązanie. Właśnie też z tego względu chciałabym,żeby Młody złożył mi ten komputer jak najszybciej. Wtedy mogłybyśmy sobie obejrzeć jakiś film, może horror bez zacinania, a na laptopie nie jest to możliwe. Pytałam dziewczyn, czy nie mogłyby zabrać swojego, ale Tyśka automatycznie odpowiedziała,że rodzice się nie zgodzą, a Gosia,że musiałaby zapytać. Co do Moni, to nic nie powiedziała,więc pewnie nie jest to możliwe. Do tej pory tylko 1 urządziłam taką imprezę, wtedy byłyśmy we 2 z Tyśką. Nie wiem jaj Jej, ale mi się podobało. zawsze marzyłam o organizowaniu czegoś takiego, lecz przez bardzo długi czas nie miałam własnego pokoju, więc nie było to możliwe. A teraz jak raz zaprosiłam Justynę, to rodzice mówili,że nie czuli się zbyt komfortowo z związku z tym,że Ktoś u mnie był. Biorąc pod uwagę fakt,że teraz Ich nie będzie, to świetna okazja. Nie wiem, tylko co Młody na to. Ale teoretycznie Go o pozwolenie nie muszę prosić. Zobaczymy, czy to wyjdzie, jak na razie to skupię się na złożeniu komputera. 

sobota, 18 lipca 2015

Wreszcie się udało ;)

Spotkanie we 4 w końcu się udało. Siedzimy w macu, gadamy i śmiejemy się,  tak jak nie było już od lat. Mówiąc szczerze to ostatnim razem udało Nam się spotkać w tym komplecie ponad rok temu na moich urodzinach. Wtedy jednak atmosfera była zupełnie inna. W sumie to przynajmniej z połowę urodzin przegadalam z moim chłopakiem ( obecnie moim ex) i taką koleżanką z podstawówki- Klaudią. Przyznaje że jednak trochę inaczej niż  sobie to wyobrażalam, miałam nadzieję że wyjdziemy w plener i porobimy zdjęcia na pamiątkę, jakby nie patrzeć to było dosyć duże wydarzenie (przynajmniej dla mnie ) i miałam nadzieję na przynajmniej jedno pamiątkowe zdjęcie. Skończyło się jednak na tym,że przesiedzialysmy parę godzin w macu i tyle. Przyznaje że tego dnia było wyjątkowo gorąco, a nawet duszno, nic więc dziwnego że w nocy padało. Ale to nie ważne spotkanie uważam za udane. Na dodatek miałyśmy okazję poznać chłopaka Gosi, jak dla mnie wygląda na sympatycznego i wesołego, w sensie taki śmieszek trochę, ale najważniejsze że Gosiak jest szczęśliwy :). W sumie to zdałam sobie sprawę z tego, że jednak trochę odstaje od tej grupy :/. W końcu wszystkie są szczęśliwie zakochane w szczęśliwych związkach,  co mnie bardzo cieszy, bo chce dla Nich jak najlepiej.  Ale jakby nie patrzeć byłam wczoraj jedyną singielka siedząca przy tamtym stole. Nie czułam się wyobcowana, bo wśród Nich to niemożliwe ;), ale zauważyłam, że trochę mnie wyprzedziły. Jakby nie patrzeć to nawet,gdy byłam w związku to nie byłam zakochana. Bardzo ciekawi mnie, co to jest za uczucie, ale jakoś nie mam szczęścia tego doświadczyć. Jedyny chłopak jaki zaczął mi się podobać,  nie wyraził się jasno kim dla Niego jestem?  Dlatego też intuicyjnie wycofałam się z tego trochę,  aby się nie zawieść.  Jednak muszę przyznać sama przed sobą, że dosyć często o Nim myślę. Nawet napisałam 2 piosenki o uczuciach do Niego, jedną z nich zamieściłam, więc jeżeli jesteście ciekawi to zapraszam do notki o tytule- piosenka. Tyle razy już chciałam z Nim na ten temat pogadać,  ale za każdym razem kiedy już spotkamy się twarzą w twarz jakoś zapominam języka w gębie. Jestem wściekła na samą siebie za to że nie mam tyle odwagi,  ile bym chciała,  a biorąc pod uwagę fakt, że On chyba też nie bardzo to stoimy w miejscu od jakiś 3 miesięcy,  no może odliczajac ze 2 tygodnie podczas których poznawalismy się jedynie na gg. Ok to ja kończę właśnie spojrzałam na zegarek i nie podoba mi się to, co widzę. Jest naprawdę późno, a ja nie jadłam jeszcze śniadania, więc żegnam się z Wami i do zobaczenia w kolejnym poście, mam nadzieję ;).

czwartek, 16 lipca 2015

Historia z happy endem ;-)

Hej, ja to czasami serio jestem nieźle roztargniona ;-) , wyobraźcie sobie,że kiedy w poprzednim tygodniu byłam w pracy to zostawiłam w niej dokumenty po, które dzisiaj musiałam wrócić. Na szczęście zostawiłam je na recepcji pracowniczej, więc czekały na mnie. Głupi ma zawsze szczęście nie? Haha :-D . Zmieniając jednak temat to chyba w końcu udało mi się odzyskać kontakt z resztą przyjaciółek, nie tylko z Tysią, ponieważ jutro we 3 wybieramy się na piwo, gdzieś na rynek, pojęcia nie mam gdzie, bo jeszcze nigdy tam nie byłam, a potem możliwe,że pojedziemy do mnie, bo w sumie ostatnio siedziałyśmy u Tyśki, a u Gosiaka bawiłyśmy się już nie jeden raz zarówno na urodzinach, grillu, czy też sylwestrze. W sobotę natomiast mamy zobaczyć się we 4, całą paczką razem z Monią po tylu latach. Haha jakby na to nie patrzeć to ostatnio się to udało w gimnazjum. Co prawda widziałyśmy się też w 1lo, ale we 3, bo Gosia nie dała wtedy rady się z nami spotkać. Ale mam nadzieję,że tym razem będzie inaczej. Spotkamy się i będziemy się świetnie razem bawić, tak jak za starych dobrych czasów.W sumie to jeszcze nie wiemy gdzie pójdziemy, ani, co będziemy robić, ale za to po powrocie może udałoby się coś obejrzeć na moim laptopie. Filmy z internetu się zacinają, gdy procesor się nagrzeje. Dziewczyny mają pobrać jakieś filmy, zobaczymy,może akurat będzie się dało obejrzeć.
Rozmawiałam dzisiaj z M, okazało się,że jednak złożył mi życzenia urodzinowe, sama nie wiem dlaczego ich nie zauważyłam wcześniej, ale ważnie,że pamiętał. Próbowałam Go tak delikatnie podejść, by zbliżyć się do tematu Nas, ale wyjątkowo umiejętnie wybrnął i zmienił temat, a ja nie miałam,jak tego drążyć. W sumie to dzisiaj mija 3 tydzień od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, lecz tym razem nie z mojej winy. Proponowałam Mu spotkania kilka razy, ale jakoś tak nigdy się nie złożyło :/. Cóż tak bywa. Z resztą wciąż nie wiem, czy nasze spotkania to randki, czy też nie..ehh, ciekawe kiedy się dowiem.
Czuje się, jak w czasie trzęsienia ziemi, tata z młodym wiercą w ścianie obok, bo podobno montują jakiś sprzęt treningowy. Kilka dni temu posprzeczałam się z Nim, w sensie z ojcem ( na słowa "tata" nie zasłużył swoim zachowaniem), cały czas traktuje mnie, jak dziecko,którym już przecież nie jestem. Narzeka na brak szacunku, kiedy tylko zacznę Mu mówić na "ty" ( a ja nie robię tego specjalnie, po prostu mam taki zwyczaj i już, powiem tato raz a potem jadę dalej, nie będę przecież powtarzać tego słowa co parę sekund, bo nie mam 5 lat), a dla Niego oznacza to brak szacunku. Ma jakiś kompleks na tym punkcie. Jego duma nie pozwoliła Mu nawet na złożenie mi życzeń urodzinowych (czyż to nie jest typowo gówniarskie zachowanie ? ), mimo,że ja nie dość,że zawsze pamiętam to jeszcze składam Mu życzenia z okazji nie tylko urodzin, ale także imienin i dnia ojca. Na serio wydaję mi się,że nie zasłużyłam sobie na to. Teraz znowu rozpieszcza synka, bo uświadomił sobie,że tylko On mu pozostał, Mówię poważnie, czuję jakbym straciła tatę, a On stracił córkę. Nie wiem na jak długo, ale zawsze ja muszę odpuszczać i Go przepraszać,żeby między Nami była zgoda. Za bardzo się do tego przyzwyczaił i teraz właśnie tego oczekuje. Lecz tym razem nie mam zamiaru Go przeprosić, przynajmniej pierwsza nie wyciągnę ręki, ponieważ trudno mi się do tego przyznać, ale naprawdę mnie zawiódł, tak jak jeszcze nigdy przedtem. Nie wiem, co robić, źle się z tym czuje, ale postanowiłam,że tym razem nie odpuszczę. Jeszcze będzie tego żałował, bo jestem Jego jedyną córką, może nie typową "córeczką tatusia", ale zawsze mieliśmy dobry kontakt, aż do teraz. Jak na razie minęły ze 4 dni od, kiedy nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego słowa, kiedy jednak ta kłótnia przejdzie chociaż trochę i zaczniemy się normalnie komunikować to zamierzam mówić Mu "ojcze", aż Mu się odechce "szacunku". Po za tym sądzę,że na słowo "tato" trzeba sobie zasłużyć. Jak On może wymaga c ode mnie szacunku, jeśli nie ma go do mnie? Ahh... nawet nie chcę mi się dalej drążyć tematu, bo automatycznie psuje mi się humor. Muszę postarać się skupić na pozytywach ( mimo, że z natury do optymistek nie należę). Jutro spotkam się z przyjaciółkami i w sobotę także. Mimo,że nie mamy jasno określonego układu to w końcu rozmawiam z naprawdę fajnym chłopakiem. Haha...rozpisałam się bardziej, niż planowałam na początku, ale to dobrze, bo oznacza,że wracam do formy ;-) . Pozdrawiam :*.