czwartek, 16 lipca 2015

Historia z happy endem ;-)

Hej, ja to czasami serio jestem nieźle roztargniona ;-) , wyobraźcie sobie,że kiedy w poprzednim tygodniu byłam w pracy to zostawiłam w niej dokumenty po, które dzisiaj musiałam wrócić. Na szczęście zostawiłam je na recepcji pracowniczej, więc czekały na mnie. Głupi ma zawsze szczęście nie? Haha :-D . Zmieniając jednak temat to chyba w końcu udało mi się odzyskać kontakt z resztą przyjaciółek, nie tylko z Tysią, ponieważ jutro we 3 wybieramy się na piwo, gdzieś na rynek, pojęcia nie mam gdzie, bo jeszcze nigdy tam nie byłam, a potem możliwe,że pojedziemy do mnie, bo w sumie ostatnio siedziałyśmy u Tyśki, a u Gosiaka bawiłyśmy się już nie jeden raz zarówno na urodzinach, grillu, czy też sylwestrze. W sobotę natomiast mamy zobaczyć się we 4, całą paczką razem z Monią po tylu latach. Haha jakby na to nie patrzeć to ostatnio się to udało w gimnazjum. Co prawda widziałyśmy się też w 1lo, ale we 3, bo Gosia nie dała wtedy rady się z nami spotkać. Ale mam nadzieję,że tym razem będzie inaczej. Spotkamy się i będziemy się świetnie razem bawić, tak jak za starych dobrych czasów.W sumie to jeszcze nie wiemy gdzie pójdziemy, ani, co będziemy robić, ale za to po powrocie może udałoby się coś obejrzeć na moim laptopie. Filmy z internetu się zacinają, gdy procesor się nagrzeje. Dziewczyny mają pobrać jakieś filmy, zobaczymy,może akurat będzie się dało obejrzeć.
Rozmawiałam dzisiaj z M, okazało się,że jednak złożył mi życzenia urodzinowe, sama nie wiem dlaczego ich nie zauważyłam wcześniej, ale ważnie,że pamiętał. Próbowałam Go tak delikatnie podejść, by zbliżyć się do tematu Nas, ale wyjątkowo umiejętnie wybrnął i zmienił temat, a ja nie miałam,jak tego drążyć. W sumie to dzisiaj mija 3 tydzień od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, lecz tym razem nie z mojej winy. Proponowałam Mu spotkania kilka razy, ale jakoś tak nigdy się nie złożyło :/. Cóż tak bywa. Z resztą wciąż nie wiem, czy nasze spotkania to randki, czy też nie..ehh, ciekawe kiedy się dowiem.
Czuje się, jak w czasie trzęsienia ziemi, tata z młodym wiercą w ścianie obok, bo podobno montują jakiś sprzęt treningowy. Kilka dni temu posprzeczałam się z Nim, w sensie z ojcem ( na słowa "tata" nie zasłużył swoim zachowaniem), cały czas traktuje mnie, jak dziecko,którym już przecież nie jestem. Narzeka na brak szacunku, kiedy tylko zacznę Mu mówić na "ty" ( a ja nie robię tego specjalnie, po prostu mam taki zwyczaj i już, powiem tato raz a potem jadę dalej, nie będę przecież powtarzać tego słowa co parę sekund, bo nie mam 5 lat), a dla Niego oznacza to brak szacunku. Ma jakiś kompleks na tym punkcie. Jego duma nie pozwoliła Mu nawet na złożenie mi życzeń urodzinowych (czyż to nie jest typowo gówniarskie zachowanie ? ), mimo,że ja nie dość,że zawsze pamiętam to jeszcze składam Mu życzenia z okazji nie tylko urodzin, ale także imienin i dnia ojca. Na serio wydaję mi się,że nie zasłużyłam sobie na to. Teraz znowu rozpieszcza synka, bo uświadomił sobie,że tylko On mu pozostał, Mówię poważnie, czuję jakbym straciła tatę, a On stracił córkę. Nie wiem na jak długo, ale zawsze ja muszę odpuszczać i Go przepraszać,żeby między Nami była zgoda. Za bardzo się do tego przyzwyczaił i teraz właśnie tego oczekuje. Lecz tym razem nie mam zamiaru Go przeprosić, przynajmniej pierwsza nie wyciągnę ręki, ponieważ trudno mi się do tego przyznać, ale naprawdę mnie zawiódł, tak jak jeszcze nigdy przedtem. Nie wiem, co robić, źle się z tym czuje, ale postanowiłam,że tym razem nie odpuszczę. Jeszcze będzie tego żałował, bo jestem Jego jedyną córką, może nie typową "córeczką tatusia", ale zawsze mieliśmy dobry kontakt, aż do teraz. Jak na razie minęły ze 4 dni od, kiedy nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego słowa, kiedy jednak ta kłótnia przejdzie chociaż trochę i zaczniemy się normalnie komunikować to zamierzam mówić Mu "ojcze", aż Mu się odechce "szacunku". Po za tym sądzę,że na słowo "tato" trzeba sobie zasłużyć. Jak On może wymaga c ode mnie szacunku, jeśli nie ma go do mnie? Ahh... nawet nie chcę mi się dalej drążyć tematu, bo automatycznie psuje mi się humor. Muszę postarać się skupić na pozytywach ( mimo, że z natury do optymistek nie należę). Jutro spotkam się z przyjaciółkami i w sobotę także. Mimo,że nie mamy jasno określonego układu to w końcu rozmawiam z naprawdę fajnym chłopakiem. Haha...rozpisałam się bardziej, niż planowałam na początku, ale to dobrze, bo oznacza,że wracam do formy ;-) . Pozdrawiam :*.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jakie jest Twoje zdanie?