piątek, 25 września 2015
Serce w całości < 3
Po raz kolejny udało mi się uniknąć złamanego serca. W tym momencie cieszę się z tego, bo podejrzewam,że nie jest to nic przyjemnego. Z M nam nie wyszło,więc postanowiliśmy się rozstać. Tym razem jednak na szczęście było trochę inaczej niż zazwyczaj. Oboje doszliśmy do tego samego wniosku, praktycznie w tym samym czasie. Z tego co zdążyłam zauważyć to zarówno On jak i ja nie czuliśmy się tak jakbyśmy byli w związku. On oglądał się za innymi dziewczynami, a ja wciąż byłam zainteresowana innymi chłopcami. Uniknęliśmy na szczęście kłótni i głupiej sprzeczki,która tylko by popsuła wszystkich humor Zastanawiam się nad tym czy to dlatego,że pomimo iż sądze,że jestem gotowa na związek to czy o jest prawda? Wiem o tym,że nie ma co na siłę szukać sobie chłopaka, bo to jest wyjątkowo żałosne i dłużej bym się jeszcze nad tym porozwodziła,ale za chwilę muszę wychodzić do szkoły ;).Ja na serio nie chce patrzeć na męską część społeczeństwa (oczywiście nie całą ;p) jak na jakiś cel,który mam sobie obrać. Myślę,że to ma związek z tym,że praktycznie wszyscy z mojej otoczenia połączyli się już w pary. Niektóre to już nawet takie poważne całe życie. Pod tym względem mam rażenie jakbym próbowała ich dogonić,ale nie potrafię. Na serio chciałabym móc się zatrzymać i żeby przestało mi na tym zależeć,ale nie mogę.Wiem,że przeważnie miłość. taka prawdziwa, przychodzi wtedy,gdy nikt się jej nie spodziewa. A jak ma,że tak powiem "odnaleźć" mnie? Jeśli ja gdziekolwiek bym nie poszła to już układam sobie w głowie to jak mogłoby być. A później oczywiście wyobrażenia znacznie przerasta rzeczywistość, a ja jestem zawiedziona. Dałam już sobie spokój z szukaniem "miłości" w necie. Stwierdziłam,że to chyba jednak nie dla mnie.Może i innym to odpowiada, ale mnie jakoś nie specjalnie. Na każdym takim spotkaniu strasznie się denerwuję i nie jestem sobą. Wolałabym więc po prostu kogoś poznać gdzieś tak normalnie naturalnie w realu. Spotykać się z tą osobą przypadkowo przez jakiś czas. Po prostu,żeby nasz znajomość zakwitłą naturalnie, a nie na siłę.
środa, 16 września 2015
Magiczne miejsce :)
Dzisiaj znowu (ponieważ ostatnio dość często mi się zdarza ;)) miałam awarie tramwaju, kiedy jechałam do szkoły. Byłam spóźniona na pierwsze zajęcia i to całkiem sporo, więc postanowiłam trochę pozwiedzać. Rzadko mam okazje,by pospacerować uliczkami Krakowa, więc postanowiłam wykorzystać tę szansę. Zależało mi na tym,aby znaleźć park. Bardzo lubię to,że są tam i kwiaty i przeważnie uśmiechnięci ludzie, pieski sobie biegają po trawce itd. Musiałam przejść spory kawałek,ale w końcu udało mi się znaleźć miejsce,które mi odpowiadało. Nie wiem czy to dlatego,że rzadko mam okazję je oglądać, ale bardzo spodobał mi się ten w którym dzisiaj byłam. Chyba czytam ostatnio za dużo fantastyki ;), bo jak słowo daję czułam w tym miejscu magię haha :D. Promienie słońca delikatnie opadały na zbiornik wodny, a woda miała tak wiele kolorów. Na środku było coś w rodzaju wysepki, na której rosło drzewo. Słońce nie raziło mnie w oczy, ponieważ drzewa rzucały lekki cień. Ogólnie z tego wglądu,że pogoda była ładna, to widok był niesamowity, aż zapierał dech w piersiach. Usiadłam nad wodą i przyglądałam się.Z dołu słyszałam kwakanie głodnych kaczek, udało mi się je trochę nakarmić drożdżówką,którą kupiłam wcześniej. Potem sama nie wiem co mnie naszło,ale znalazłam w torebce grosik.Po czym wrzuciłam go do wody, wypowiadając życzenie. Nie mogę powiedzieć jakie, bo w tego na pewno się nie spełni ;), ale podejrzewam,że stali czytelnicy mogą się domyślić o co chodziło. W każdym bądź razie, myślę,że jeszcze tam wrócę.To miejsce w jakiś dziwny sposób mnie przyciąga, więc jeśli będę w pobliżu na pewno jeszcze tam zajrzę.
poniedziałek, 7 września 2015
Jednak w jednej klasie :D
Cześć, przed chwilą dowiedziałam się,że dzwonili ze szkoły do Marty i powiedzieli Jej,że została przepisana do mojej klasy, mało tego do mojej grupy, więc już dzisiaj jedziemy razem na 11:30 i mamy zaj. praktyczne. Bardzo się cieszę, bo w sumie to już zaczynałam przestawać w to wierzyć,że uda się Ją do mnie przepisać. Teraz postaram się jakoś zapoznać Martę z Ewą i zrobić wszystko byśmy siedziały razem, mam nadzieję,że mi się to uda, bo nie chce żadnej zostawić na lodzie. Na serio polubiłam Ewę, od początku zaczęłyśmy się trzymać razem i podejrzewa,że teraz mogłaby mieć problem z wpasowaniem się do jakiejś innej podgrupki. Po za tym chciałabym dalej się z Nią zadawać. Mam nadzieję,że dziewczyny się dogadają i od teraz będziemy się trzymać we 3. Byłoby super, gdyby udało mi się zrealizować ten plan, a więc postaram się. Sama dobrze wiem, co to znaczy "zostać na lodzie", więc nie chcę zrobić tego nikomu innemu.
niedziela, 6 września 2015
Gwiazd naszych wina
Hej :), być może znacie ten tytuł. To film,który obejrzałam dzisiaj z M. Muszę przyznać,że się wzruszyłam,ale i tak myślałam,że będę bardziej płakać, sądząc po komentarzach. Nie będę opowiadała filmu, bo to by było bez sensu. Jego zakończenie jednak jest inne niż przewidywałam. To był pierwszy raz,kiedy zaprosiłam M do siebie do domu. Nie poznał mojej rodziny,ponieważ uznałam,że to za wcześnie i poprosiłam,by się nie pokazywali. Na szczęście mnie posłuchali ;). Na początku byłam spięta, jak zawsze przy Nim,ale potem mnie przytulił i przestałam się denerwować. W Jego ramionach było mi tak dobrze i ciepło. Mieliśmy nawet moment, w którym zrobiło się naprawdę gorąco ;). Tak bardzo,że musiałam ściągnąć bluzę zaraz po Jego wyjściu.
Jutro zaczyna się 2 tydzień mojej nowej szkoły. Niestety Marta i ja raczej nie będziemy w jednej klasie i to jest strasznie nie fair :(. Byłyśmy już parę razy u sekretarki,ale Ona cały czas mówiła tylko,że to nic pewnego itd. Moja klasa również już ułożyła się w grupki bądź pary. Zawsze tak jest. Miałam jednak nadzieję,że to nie liceum i zasady będą inne, byłam naiwna i myliłam się. Mam jednak nadzieję,że w ciągu września niektóre osoby zrezygnują (tak wiem,że to nie zbyt miłe z mojej strony,ale przecież zawsze tak jest) i dzięki temu w mojej klasie zrobi się miejsce właśnie dla Marty. Jaki sens jest chodzenia do tej samej szkoły,jeśli nie jesteśmy w jednej klasie? Kontakt w końcu się zerwie i to będzie na tyle. Zajęć praktycznych również nie możemy mieć razem. Dlaczego nauczyciele tak utrudniają? Przecież nawet gdyby klasy były nieparzyste to co o za problem wymieniać się po parę minut? Tak, aby każdy skorzystał, Ja tam nie widzę problemów, więc czemu Oni tak?
Jeśli chodzi o stan zdrowia dziadziusia ma się coś zmienić dopiero we wtorek, gdyż mają jakąś wizytę u lekarza. Niestety jak na razie najlepiej to nie wygląda. Wypuścili Go ze szpitala z arytmią ( czyż nie debile?) i za wysokim ciśnieniem,które po lekach spadło aż za bardzo. Bardzo się o Niego martwię. To mój jedyny dziadek od zawsze. Wiele wspomnień z dzieciństwa (tych najlepszych) zawdzięczam właśnie Jemu.
Jutro zaczyna się 2 tydzień mojej nowej szkoły. Niestety Marta i ja raczej nie będziemy w jednej klasie i to jest strasznie nie fair :(. Byłyśmy już parę razy u sekretarki,ale Ona cały czas mówiła tylko,że to nic pewnego itd. Moja klasa również już ułożyła się w grupki bądź pary. Zawsze tak jest. Miałam jednak nadzieję,że to nie liceum i zasady będą inne, byłam naiwna i myliłam się. Mam jednak nadzieję,że w ciągu września niektóre osoby zrezygnują (tak wiem,że to nie zbyt miłe z mojej strony,ale przecież zawsze tak jest) i dzięki temu w mojej klasie zrobi się miejsce właśnie dla Marty. Jaki sens jest chodzenia do tej samej szkoły,jeśli nie jesteśmy w jednej klasie? Kontakt w końcu się zerwie i to będzie na tyle. Zajęć praktycznych również nie możemy mieć razem. Dlaczego nauczyciele tak utrudniają? Przecież nawet gdyby klasy były nieparzyste to co o za problem wymieniać się po parę minut? Tak, aby każdy skorzystał, Ja tam nie widzę problemów, więc czemu Oni tak?
Jeśli chodzi o stan zdrowia dziadziusia ma się coś zmienić dopiero we wtorek, gdyż mają jakąś wizytę u lekarza. Niestety jak na razie najlepiej to nie wygląda. Wypuścili Go ze szpitala z arytmią ( czyż nie debile?) i za wysokim ciśnieniem,które po lekach spadło aż za bardzo. Bardzo się o Niego martwię. To mój jedyny dziadek od zawsze. Wiele wspomnień z dzieciństwa (tych najlepszych) zawdzięczam właśnie Jemu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)