Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2016

Casting :)

Hej już od dłuższego czasu myślałam nad tym czy nie pójść na casting, tak aby chociaż być w tzw. "banku twarzy". Moja mama była tam zarejestrowana przez jakiś czas i  sumie dostawała całkiem sporo propozycji. Sama też postanowiłam spróbować swoich sił. Zebrałam się na odwagę i pojechałam tam dzisiaj, oczywiście jak to ja trochę pobłądziłam, gdyż kompletnie nie znam tamtych rejonów, ale w końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Muszę przyznać, że inaczej to sobie wyobrażałam, myślałam, że recepcja będzie wyglądać tak jak np w hotelu. Stoi pani za ladą i rozdaje arkusze. Była to dla mnie niezła zaskoczka, kiedy weszłam do środka, a tam masa ludzi siedzi z tekstami. Sądziłam, że kandydaci siedzą na jakiejś poczekalni, czy coś w tym rodzaju, a jednak nie. Weszłam do środka i dostałam umowę do wypełnienia, niektóre pytania były zupełnie bez sensu jak np; rozmiar kołnierza, czy też długość nogawki spodni haha :-D przez chwile się poczułam, tak jakbym przyszła do krawcowej ;P. Po wypełnieniu umowy dostałam kartkę z tekstem do nauczenia. Pani w rejestracji powiedziała, że nie mam się go uczyć na pamięć, tylko czytać z kartki, natomiast kiedy weszłam do środka reżyser powiedziała zupełnie co innego. Zacznijmy od początku. Kiedy tam weszłam dostałam plakietkę z numerkiem, a potem zostałam sfotografowana z przodu i profilu. Następnie miałam się przedstawić i opowiedzieć o sobie do kamery, a na koniec odegrać scenkę. Problem polegał na tym, że pani reżyser kazała mi nie patrzeć na kartkę, lecz na nią. Kartką miałam się jedynie posiłkować, a resztę tekstu miałam mówić z głowy, pomyślałam no to pięknie wygląda na to, że pani z rejestracji wprowadziła mnie w błąd. Odegrałam to tak średnio, przynajmniej według mnie. Wiem,że gdybym dostała 2 szansę poszłoby mi lepiej, gdyż stać mnie było na więcej. Szczerze to wątpie czy coś z tego wyjdzie skoro nie pozwolili mi nawet dokończyć mówić tekstu, jak na złość właśnie tych 2 zdań, gdzie było apogeum emocji, które zamierzałam przedstawić. Dlatego nie liczę na to, że prędko zadzwonią. Tym bardziej, że może i faktycznie osoby w moim wieku są potrzebne, ale jest tak wiele chętnych, że mogą nieźle przebierać w kandydatach, a ja nie rzucam się jakoś specjalnie w oczy. Cóż, pożyjemy, zobaczymy. 



A tutaj mamy scenkę na, którą czekałam od dawna, co prawda zaledwie jakieś 10 odc. około, ale nie wiem jak Wam mi się one strasznie dłużyły, jeśli chodziło o Haleb. Ale w finale doczekałam się, więc warto było czekać, teraz tylko pytanie co stanie się z Hanną? Czy będą razem ? Czy Spencer dowie się o zdradzie? Co prawda ja nigdy nie jestem za zdradą. Uważam, że to po prostu podłe i tyle, ale przyznaje, że dla nich zrobiłam wyjątek, ale może to dlatego, że związek Caleba i Spencer opierał się praktycznie tylko i wyłącznie na scenach łóżkowych. Nie było uczucia, no może Spence faktycznie coś tam do niego poczuła, nie zapominajmy o scenie, która mogła wszystko zmienić, gdyby nie wyznanie Hanny. Czy Spencer i Caleb dalej będą razem?  Wszystko to dopiero z 7 sezonie, czyli bodajże w czerwcu.






środa, 16 marca 2016

Pretty Little Liars- podsumowAnie

Cześć, zdaję sobie sprawę z tego, że blogów na temat tego serialu jest mnóstwo, ale jakoś tak mnie naszło, żeby samej napisać coś podobnego. Chciałabym żeby to było miejsce wspomnień par takich jak: Ezria, Paily Haleba i Spoby. Osoby obecnie oglądające wiedzą, że obecnie wszystko się popsuło, ale być może tak jak i ja mają nadzieje na powrót ;-). 



 1.Ezria- jest to dość skomplikowany i ryzykowny związek biorąc pod uwagę fakt, że powinny ich obowiązywać tylko i wyłącznie relacje uczeń-nauczyciel. Jak dobrze wiemy tak się nie dzieje, natomiast A ma dzięki temu wiele sposobów na szantażowanie tej dwójki. A wszystko zaczyna się już w 1 odc. kiedy to Aria wraca do domu. W momencie w którym się poznają nie mają pojęcia co później ich czeka. Oczywiście ukrywają swój związek długo przed wszystkimi. Z czasem dziewczyny również zostają w to wtajemniczone. Kiedy ta wiadomość dociera do rodziców Arii, a później dyrektora, sprawa zaczyna się jeszcze bardziej komplikować. Na swojej drodze mają kilka rozstań i powrotów i parę naprawdę fajnych momentów ;-). Co Wy na to abyśmy razem sobie przypomnieli jak wszystko się zaczęło? 







2. Paily- to muszę przyznać nie jest moje ulubione połączenie, ale nie ma to żadnego związku z tym, że obie są dziewczynami (gdyby tak Ktoś pomyślał ;)).  Po prostu to początkowe dokuczanie Em, nie przepadam za tym momentem. Ale potem, kiedy ich związek ewouluje zaczynam lubić je coraz bardziej. Zacznijmy od tego, że pierwszą prawdziwą miłością Emily była Maya, lecz długo się sobą nie nacieszyły. Paige i Em na początku  rywalizują, gdyż obie są pływaczkami. Dopiero po pewnym czasie wychodzi na jaw, że Paige podkochuje się w Emily. Szczerze to nie pamiętam już kim są jej rodzice, lecz wiem, że wiadomość o tym, że ich córka jest lesbijką nie była mile słyszana w ich domu.  Wydaje mi się, że jest to jedyna dziewczyna, która szczerze kochała Em. Nie jeden raz narażała się dla niej na niebezpieczeństwo, taj jak pozostali chłopcy dla swoich dziewczyn.












3. Haleb- zdecydowanie moja ulubiona para. To jak sobie pomagają, jak nikt inny, jak się dla siebie narażają, jak dla mnie to jest właśnie prawdziwa miłość. Ale zacznijmy od początku. Caleb pojawia się w ich szkole, a Hann poznaje go właściwie dlatego, że prosi go o przysługę w związku z telefonem Emily. Na początku trochę sobie dogryzają, zdecydowanie nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia ;p. Pierwszym krokiem ku polepszeniu ich relacji było to, jak Caleb zatrzymał mamę Arii, kiedy Hanna nie mogła tego zrobić, gdyż siedziała w kozie.  Później, gdy okazuje się, że Calen śpi w szkole, gdyż nie ma gdzie się podziać Hanna proponuje mu nocleg u siebie w domu. Trwa to przez jakiś czas, dopóki mama Hann się nie dowiaduje. Hanna naprawdę bardzo mu pomogła, bardziej niż ktokolwiek inny. Nic więc dziwnego, że szybko zakochuje się w niej bez pamięci. Z czasem również dzięki Hannie Caleb poznaje swojego ojca, a później matkę. Wiele jej zawdzięcza, ale nie tylko on jej. Jest niezliczona ilość razy, kiedy to Caleb pomaga Hannie, raz nawet prawie ląduje za to w więzieniu ;p. Razem z dziewczynami walczy z A i zawsze jest wsparciem dla Hann. Scena w której Hanna prosi go, aby zaopiekował się Mirandą jest jednym z moich ulubionych. Bo, która dziewczyna ma tak wielkie zaufanie do chłopaka, by zrobić coś takiego?













4. Spoby- Tak jak w sytuacji powyżej ich relacje rozwijały się powoli i stopniowo. Spence nie ufała Tobiemu na początku, podejżewała go nawet o powiązania z A. Jednak w momencie w którym zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu zaczęło iskrzyć między nimi. W momencie w którym Toby współpracuje z A, by pomóc dziewczynom oddalają się od siebie, a kiedy Spencer dowiaduje się o tym, że Toby jest A a potem myśli, że umarł załamuje się całkowicie i ląduje w psychiatryku. Jednak Spence nie odpuszcza w końcu dowiaduje się prawdy. W późniejszych sezonach zostaje policjantem właśnie po to by chronić ukochaną. Zarówno Spence jak i reszta zawsze może na niego liczyć.











Czy po tym wszystkim przez co przeszli Wy też sądzicie, że nie zasługują na Happy Ending?  A teraz zobaczmy, jak to wygląda obecnie.











A tu mamy zwiastun finału sezonu. Ciekawe o czym Hanna chce powiedzieć Calebowi? Ręka, która dotknęła Ali należy zdecydowanie do faceta, więc tym razem A to chyba faktycznie facet.



Lecz, czy faktycznie wszystko się, między nimi skończyło? Zobaczmy sami.





Siedzi z nią w szpitalu i czyta jej jakieś magazyny, przy czym zmywa się, kiedy wchodzi Liam. Jak dla mnie wciąż coś jest między nimi.



Widzieliście minę Caleba, kiedy Hanna tak dość brytalnie trzeba przyznać spytała go o to co on tak robił? Dowiedział się co sie stało i jego "odruch bezwarunkowy" zadziałał. Spójrzmy prawdzie w oczy przyszedł bo się o nią martwił, w momencie w którym pyta czy wszystko w porządku, zatrzymuje sie w pół kroku i przyfryza wargę, w ten sposób powstrzymując się od typowego zachowania, a mianowicie przytulenie jej. W dodatku zdanie "Zawsze możesz na mnie liczyć" jest dla nich nie tylko typowe, ale i prawdziwe.



Wygląda na to, że z powodu pracy spędzali ze sobą mało czasu, dlatego wszystko się rozpadło.


Jak nie kochać tej chemii między nimi? Oraz faktu, że Caleb nie wyglądał na zachwyconego po gratulacjach Hanny z powodu nowego związku.




Nie dziwi mnie, że Spence się wkurzyła. No dosłownie to wyglądało na jakiś spisek. Na dodatek ludzi, którzy kiedyś byli razem.


Zawsze możesz do mnie przyjść. Na dodatek Hanna wydaje się zazdrosna.


Gratuluję zaręczyn haha :D tak, większego "entuzjazmu" to już dawno nie widziałam. A fakt, że Hann zachowała ich wspólny stół z Nowego Yorku, słodkie.



Ufam Calebowi, czy tylko mi się wydaję, że można to uznać jako pokazanie Spence, że Haleb wciąż są połączeni?


Pierwsze spotkanie po latach. W sumie to atmosfera jest w miarę naturalna do momentu poruszenia sprawy budowy domu.


A tu mamy czarno na białym powód ich rozstania, lecz wydaje mi się, że po prostu się nie zrozumieli. Spencer chciała być z Tobym, ale bycie matką w tym wieku ją przerosło, z resztą nic dziwnego. Toby od razu zrozumiał to jako to, że ona nie chce w przyszłości zakładać z nim rodziny, smutne.

Mam nadzieje, że moje małe podsumowanie Wam się podoba, a Wy jak sądzicie? Powinni do siebie wrócić, czy nie?



sobota, 19 grudnia 2015

Hiszpańskie piosenki

Część Kochani, zauważyłam, że ostatnio jakoś zaczęły mi się podobać, właśnie piosenki hiszpańskie nawet bardziej niż angielskie, które również po prostu uwielbiam. Ogólnie jestem w jakimś takim romantycznym nastroju, wszędzie widzę miłość. Może to dlatego, że nadchodzą święta, a ja niedawno obejrzałam "Listy do M" i tak jakoś mi się teraz kojarzą święta. Albo może to też mieć związek w tym, że w końcu "pozwoliłam sobie", na rozpoczęcie czytania 6 części mojej ukochanej serii książek "Dary Anioła", o czym jednak doskonale wiecie, bo już nie jeden raz pisałam na ten temat ;). Jeżeli ciekawi Was co to takiego to zapraszam na moje konto na chomikuj, tak zamieszczam wszystkie książki, które czytam, gdyż sądzę, że są warte polecenia innym. Nie za bardzo lubię się powtarzać, więc jeśli jesteście ciekawi to wysyłam Was do notki http://mysecretdiarymd.blogspot.com/2015/12/do-czytelnikow.html . Tam wyjaśniłam w jaki sposób mogę Wam pomóc pobrać te dzieła ;).
 Ostatnio tak jakoś też mnie naszło, aby wrócić do serii "Szeptem". Przeczytałam wszystkie jakiś rok, albo 2 lata temu, lubię ją, ale mam wrażenie, że nie udało mi się zagłębić wystarczająco w tą historię, dlatego też zdecydowałam się na drugie podejście. Czytałam ją, gdy byłam chora, pamiętam, że pierwszą część "wchłonęłam" bardzo szybko, drugą nawet też w miarę, ale już bez takiego entuzjazmu. Natomiast do przeczytania 3 i 4 praktycznie się zmusiłam ze względu na zakończenie, a po za tym nie chciałam porzucać tej serii tak po prostu. Jak już zaczęłam to chciałam skończyć i dopiero wtedy wydać werdykt. Jeśli jednak chodzi o serię "Dom Nocy" to sama muszę przyznać,że mało prawdopodobnie, że przeczytam resztę części, a skończyłam chyba na 7, albo 8, a jest 10 albo 12 coś takiego, nie jestem pewna. Jednak Paula powiedziała mi zakończenie, a ja nawet nie specjalnie byłam zainteresowania słuchaniem go. Hehe :D właśnie spojrzałam na tytuł posta i zdałam sobie sprawę z tego, że pisze kompletnie nie na temat, heh rozważałam nawet zmianę tytuły, ale cóż, ja po prostu tak już mam, że przeważnie rozpisuję się na tematy inne niż początkowo miały zostać poruszone ;).
Wracając jednak to pierwotnego tematu, jestem ciekawa waszej opinii na temat tej piosenki, którą za chwilkę zamieszczę. W hiszpańskich i włoskich piosenkach podoba mi się to, że słuchając ich tak jakby nie wiem jak to określić słyszę emocję i uczucia, które dany artysta próbuje przekazać. Oni zawsze tak bardzo się wczuwają w każdą piosenkę, tak jakby "śpiewają sercem", a to bardzo mnie porusza i dzięki temu jakoś bardziej do mnie dociera (oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu tłumaczenia ;), mój hiszpański nie jest jeszcze na tyle biegły, abym potrafiła zrozumieć tekst samodzielnie). Mam nadzieję, że Wam także się spodoba, jeśli nie "przemówi" do Was za pierwszym razem to dajcie jej szansę, tak jak ja książką ;), bo może mile Was zaskoczyć :*.


niedziela, 1 listopada 2015

Jak zrobić z chłopaka - przyjaciela? Oto jest pytanie ;-)

Cześć, dzisiaj trochę głębiej przyjrzę się relacjom międzyludzkim. Jeśli jesteś dziewczyną/ chłopakiem, w której/którym jest zadurzona/y przyjaciel/przyjaciółka to myślę,że dobrze trafiliście. Może razem uda Nam się rozwikłać ten problem ;-). Z M przyjaźnie się już chyba z jakieś 2 lata około. Jeśli można nazwać przyjaźnią relację w której jedna strona jest bardziej zaangażowana niż druga. Nasz znajomość jeste trochę bardziej skomplikowana,ponieważ zaczęliśmy się spotykać na innej stopie towarzyskiej w momencie poznawania. Nigdy nie byliśmy prawdziwą parą, ja bym to bardziej nazwała imitacją związku. Jak by nie patrzeć to zachowywaliśmy się jak para, no może nie taka tradycyjna,ale jednak. Muszę przyznać,że to był dla mnie wyjątkowo trudny okres w życiu ( rodzice prawie się rozwiedli, szkoła dawała mi w kość, nie tak dawno rozstałam się z chłopakiem,a na dodatek przyjaciele nie mieli czasu), dlatego też miło było mieć przy sobie kogoś bliskiego na kogo mogłam liczyć. Zdaję sobię sprawę z tego,że było to egoistyczne,ale wtedy nie potrafiłam inaczej, nie myślałam w ten sposób. Kiedy sytuacja w domu trochę się uspokoiła i wszystko zaczęło powoli wracać do normy uświadomiłam sobie co zrobiłam. Było mi bardzo źle z tego powodu, dlatego też jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z Nim na ten temat i wyjaśnić całą sprawę. Dałam Mu delikatnie do zrozumienia,że nie będzie Nas łączyło nic więcej po za przyjaźnią, oczywiście nie był tym pomysłem zachwycony. Wiedziałam o tym dlatego powiedziałam Mu,że jeśli nie chce być moim przyjacielem to to zrozumiem i że po prostu musimy się rozstać,każde pójść w swoją stronę. On zaprzeczył, powiedział,że nie chce stracić tej znajomości i że z czasem może coś więcej z Nami wyjdzie, a jeśli nie to po prostu nasze ralacje pozostaną takie jakie były. Czas mijał a M bardzo często wracał do tematu. Starałam się delikatnie wybić Mu ten pomysł z głowy,ale nie było to skuteczne,więc nie jeden raz kończyło się to kłótniami. Kiedy uświadomiłam sobie,że Jego sposób patrzenia na mnie chyba się nie zmieni,zdecydowałam,że lepiej będzie zakończyć tę znajomość. Nie chciałam,aby dłużej się męczył i cierpiał prze ze mnie więc, zachowałam się jak dziecko i przestałam się do Niego odzywać. Nie odpowiadałam na telefony,sms czy też wiadomości na fb. Po jakiś 2 dniach napisałam Mu jedynie,że lepiej będzie jeśli już nie będziemy się przyjaźnić,że jest mi przykro,ale nie mogę postąpić inaczej i że dziękuje Mu za wszystko. Oczywieście na nic się to nie zdało, gdyż ani wiadomości,ani telefony się nie skończyły. W dniu w którym moja wola była słabsza niż zazwyczaj,postanowiłam odebrać. Pamiętam,że gadaliśmy wtedy ponad godzinę. Opowiedział mi o tym,że poznał jakąś dziewczynę i zaczął się z Nią spotykać. Nie było to nic poważnego,bo nie znali się długo,ale randkowali. Po wysłuchaniu tego nadzieja odżyła we mnie na nowo. Pomyślałam „ co jeśli na serio Mu przeszło? Jeśli zainteresował się inną dziewczyną i widzi we mnie jedynie przyjaciółkę?” Upierał się,że rozumie i akceptuje moje uczucia wspominając,że może kiedyś coś będzie,ale nie będzie naciskał, oraz wspomniał,że każde z Nas pójdzie w swoją stronę i zacznie umawiać się z innymi,a my pozostaniemy przyjaciółmi. Wtedy właśnie gadanie o naszym „przyszłym związku” nazwałam tematem tabu, do którego miał więcej nie wracać. Ewentualnie wrócimy do niego,kiedy ja kiedyś tak zdecyduję. Rzecz jasna ja już wtedy wiedziałam,że nigdy do niego nie wrócę. Miałam nadzieję,że poszedł na przód i niewygodne rozmowy mamy już za sobą. Z ową dziewczyną nie spotykał się jednak zbyt długo. Dosyć szybko zaczął wracać do tematu tabu,a ja starałam się jakoś to znosić i puszczać mimo uszu bądź zmieniać temat. Obudziłam w sobie nawet moje elter-ego, (które uwierzcie mi nie zawsze jest miłe ;-)) , aby jakoś Go do siebie zniechęcić. Jak na złość metoda ta kompletnie się nie sprawdziła (może też z tego względu,że nie potafię być naprawdę wredna, to po prostu nie w moim stylu), zamiast tego zaczął dostrzegać rzeczy,które Nas łączą np. oglądanie filmów, gotowanie,słuchanie muzyki itd. W praktycznie we wszystkim co Mu powiedziałam dostrzegał z Nas bratnie dusze. Miesiące mijały,każde z Nas miało swoje życie, a biorąc pod uwagę fakt,że mieszkamy kawałek od siebie to nasze relacje zaczęły się zmieniać,powoli zanikać. Po jakiś paru miesiącach,kiedy znów odzyskaliśmy kontakt oboje byliśmy już na innym etapie. Tzn, zarówno On, jak i ja się z kimś spotykaliśmy. Nie były to wtedy jeszcze związki,ale randkowanie, w obydwu przypadkach. Również w obu przypadkach znajomości te wyglądały dosyć specyficznie,ponieważ Jej były wciąż nie dawał Jej spokoju, narzucał się, wydzwaniał,a czasami nawet śledził, a więc nie chciała się wiązać, jakoś tak poważnie. Cały czas powtarzała Mu,że potrzebuje czasu,że nie chce go stracić i potrzebuje kogoś bliskiego,a On był cierpliwy i czekał,aż zmieni zdanie. W moim przypadku natomiast było tak,że chłopak z którym zaczęłam się spotykać wciąż miał złamane serce przez jakąś zołzę ( nigdy jej nie poznałam,ale nie wyobrażam sobie co takiego Mu zrobiła,że zostawiła Go w takim kiepskim stanie psychicznym). Od ich rozstania minął już rok,ale wciąż ją rozpamiętywał (sądzę nawet,że nadal to robi). Nie jestem pewna czemu,ale czułam jakąś taką wewnętrzną potrzebę,aby Mu pomóc. Być lekiem na Jego złamane serce. No wiecie wyobrażałam sobie,że będzie jak na filmach.Ona pomagając Mu zakochuję się w Nim, a z czasem On również zaczyna kochać Ją, bo zauważa,że na serio Jej na Nim zależy itd. Naiwne nie? No w każdym bądź razie oczywiście ni było, tak ja ja sobie to wymarzyłam. Zamiast tego mój nowy chłopak zaczął porównywać mnie do swojej ex oraz próbować mnie w nią zmienić. Nie było to miłe,ale przez jakiś czas to znosiłam. Dosyć szybko okazało się jednak,że miałam być tylko kimś w zastępstwie,by miał kogoś bliskiego, a tak naprawdę to chyba nigdy Mu na mnie nie zależało. Naprawdę życzę Mu tego,żeby poznał dziewczynę,której uda się jakoś poskładać serce, no ja nie podołałam temu zadaniu,ale patrząc na to z tej perspektywy to nigdy tak naprawdę do siebie nie pasowaliśmy. Może z jakiś tydzień po rozstaniu odezwał się do mnie M. Pamiętam,że było już późno i właśnie miałam kłaść się spać kiedy zadzwonił. Chciał się mnie poradzić,co powinien zrobić ze swoją wybranką,która wciąż trzymała Go na dystans. Niby byli razem,ale nie oficjalnie (pomimo tego,że wszyscy od dawno o Nich wiedzieli ;-)). Ciągle powtarzała,że boi się przedstawić Go rodzicom jako swojego oficjalnego chłopaka, pomimi tego,że M przyjeżdżał do Niej do domu co weekend, czasem w tygodniu również. Nie dość,że Jej rodzice Go znali to jeszcze uwielbiali. Jako dziewczyna wiedziałam,że Ona w ten sposób odwleka wszystko w czasie. Uświadomiłam sobie również,że sama postępowałam całkiem podobnie w stosunku do Niego i nie poprawiło to rzecz jasna mojej samo oceny, wręcz przeciwnie czułam się jeszcze gorzej. Po paru tego typu rozmowach poleciłam Mu,aby pogadał z Nią szczerze i kazał się zdecydować. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób. Dawał Jej czas. Muszę przyznać,że ten facet ma naprawdę mnóstwo cierpliwości. Koniec końców z jakieś 2 tygodnie temu z Nią zerwał. Kazał się Jej zdecydować, naprawdę zdecydować, kiedy tego nie zrobiła powiedział,że między Nimi koniec. Znowu jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił,że zostaliśmy singlami w prawie tym samym czasie i najwyraźniej uznał,że to chyba jakiś znak,gdyż kontynuował temat tabu. Muszę przyznać,że już nie tak natarczywie,ale wciąż. Zaprasza mnie do kina,co dla mnie jest przyjacielskim wypadem,a dla Niego prawdopodobnie randką. Kiedy pisaliśmy sms to nazwał mnie parę razy kochanie. Kiedy zwróciłam Mu uwagę wytłumaczył,że to taka pomyłka, bo tak mu zostało z pisanie ze swoją byłą. Udałam,że w to wierzę i tak jest do tej pory. Wiem ( na całe szczęście), że On mnie nie kocha,ani nic w ten sposób,dlatego też przyjaźń ze mną nie rani Go tak bardzo jak na początku myślałam. On po prostu uważa,że jestem jedyną normalną dziewczyną jaką zna i dlatego wciąż się łudzi,że się ugnę. Ostatnio stwierdził,że nie potrafi być sam i potrzebuje kogoś bliskiego. To jest powód dla którego jestem obiektem Jego westchnień. Ja nie mam nic przeciwko temu,żebyśmy byli takimi prawdziwymi przyjaciółmi, no wiecie takimi co są na serio blisko i przytulają się od czasu do czasu,mogą na siebie liczyć itd. Boję się jednak o to, czy takiego każdo razowego gestu nie interpretowałby w zły sposób. Poprosiłam Go nawet dzisiaj,żeby postarał się widzieć we mnie kogoś w rodzaju kuzynki,bądź młodszej siostry. Nie wiem na ile ta metoda się sprawdzi. Oprócz tego poprosił mnie abym go zeswatała z jakąś koleżanką. Pech chce,że akurat w tym momencie nie mam Nikogo takiego. Moje przyjaciółki są zajęte, koleżanka z nowej szkoły również, większość w sumie to już ma nawet narzeczonych. Mam jedną nową przyjaciółkę,która wiem,że jest wolna no i może nawet podam Jej Jego numer, Tak chociaż,żeby popisali trochę i się lepiej poznali. Wiem,że nic na siłę,ale może jednak zaiskrzy między Nimi?  ;-) 
Wczoraj po z jakiejś miesięcznej przerwie widziałam się z Monią. Byłyśmy na rynku, pospacerowałyśmy, pogadałyśmy i się pośmiałyśmy tak jak zawsze :D. Dobrze się bawiłam, a brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jednak nie ma to jak Monia na serio, zawsze świetnie się dogadywałyśmy, byłyśmy naprawdę sobą w swoim towarzystwie, a i zawsze miałyśmy o czym gadać. Bardzo się cieszę razem z Nią, ponieważ po 3-miesięcznej rozłące Jej chłopak Adam przyjeżdża jutro z Francji, na dodatek na stałe,więc rzecz jasna jest bardzo podekscytowana. Dawno Jej takiej nie widziała, uśmiech od ucha do ucha, oczy się świeciły jak choinka na Boże Narodzenie ;-). Nic dziwnego, to była długa rozłąka. Na dodatek od przyszłego roku On planuje się przeprowadzić do Krakowa,więc mieliby jeszcze lepiej. Haha mam tylko nadzieję,że od czasu do czasu dla mnie też go trochę znajdzie ;-). Ale w tej kwestii staram się myśleć pozytywnie, bo Ona po prostu nie jest taka,nigdy nie była. Po za tym,wiem,że tak jak mi zależy na przyjaźni z Nią,jej zależy na przyjaźnieniu się ze mną 
J.  A mam teraz jakiś taki czas,że na serio potrzebuje przyjaciółki, wyrwać się z domu,zabawić itd. Może też dlatego,że nie dogaduję się z Martą tak dobrze jak mi się wydawało,że będziemy. Jednak jesteśmy bardziej różne niż myślałam na początku, a inna koleżanka studiuje na AWF i prawie wcale Jej nie widuję w szkole.  Z tego też względu chciałabym pójść do klubu. Nigdy nie byłam,a jestem ciekawa tego nocnego,studenckiego życia. Monia była parę razy,bo w tej nowej szkole poznała taką dziewczyną typową imprezowiczke,która ciągle Ją gdzieś wyciąga. Monia powiedziła,że tańczyła z ponad 10 chłopcami w ciągu jednej nocy haha :D niezły wynik,nie? Nie wiem,czy w moim przypadku byłoby tak samo,ale nie zaszkodzi spróbować. Nie wiem czy udałoby mi się poznać kogoś fajnego na imprezie,ale do flirtu, tańczenia i zabawy nocny klub wydaję się wręcz idealny,prawda? ;-) Zawsze powtarzałam,że to nie jest dla mnie itd,ale tak na serio to skoro nie byłam, to nie mam prawa się wypowiadać,nie? ;-). Może zechcielibyście podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tego typu imprez w komentarzach? Chętnie poczytam. A jeśli wiecie,jak zrobić z chłopka,przyjaciela to też dajcie znać. Na razie pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję do zobaczenia w następnym poście :-*. 

poniedziałek, 26 października 2015

Przestać szukać miłości na siłę !!!

To jest postanowienie, którego próbuje dotrzymywać już od dłuższego czasu,ale mi się nie udaję :(. Zdaję sobie sprawę z tego jakie to głupie i bezsensowne, ale nie mogę nic poradzić na to uczucie,że coś ważnego mi umyka. Że coś tracę, jakieś cenne doświadczenie. Dobra jestem jeszcze młoda,ale nie jedna osoba w moim wieku może powiedzieć,że albo była, albo jest w poważnym związku. Zwrot "poważny związek" wcale nie znaczy dla mnie to samo co "ten na całe życie", tylko ktoś kogo się kocha i kto kocha ciebie. Aby poczuć, dowiedzieć się co to za uczucie. Wiem,że pewnie brzmię na zdesperowaną,ale w sumie piszę to tylko po to,żeby się wygadać, w formie terapii ;). Przeważnie mi to pomaga, co prawda tylko na jakiś czas,ale dobre i to. Nie wiem czy to dzisiaj mam taki dzień i już. Bo mam wyjątkowego doła. Aleogólnie to mój problem polega na tym,że cały czas myślę o związku i poznaniu chłopaka i to naprawdę nie jest zależne ode mnie. Staram się przestać,ale nie potrafię. Grr...to jest takie głupie, wręcz idiotyczne, ale moja głupia podświadomość najwyraźniej nie ma zamiaru mnie słuchać. Mam na myśli to,że gdziekolwiek bym nie poszła to jedna z pierwszych myśli która pojawia się w mojej głowie to to czy kogoś poznam? Czy to nie jest kretyńskie? Owszem, znam odpowiedź. Ale prawdę mówiąc to chciałabym poznać odpowiedź na pytanie"jak przestać?". Ni chce myśleć o tym,że może znajdę kogoś w szkole lub na zaj.teatralnych albo nie wiem na dyskotece, gdziekolwiek. To jest coś co nie daję mi spokoju. Czasami naprawdę myślę,że jestem jakaś wybrakowana, pechowa lub,że nie zasłużyłam na przeżycie takiego uczucia jak miłość. A może sęk w tym,że i tak bym się zawiodła? Czytając książki, oglądając seriale ciągle napotykam się na miłość i to nie byle jaką. Wiem o tym, lub przynajmniej wydaję mi się,że wiem iż to w prawdziwym życiu nie wygląda w ten sposób i wcale nie jest tak kolorowo, a przynajmniej nie przez cały czas,ale mimo wszystko chciałabym tego doświadczyć. Od jakiegoś czasu marzę o tym,aby poznać kogoś z kim będę się poznawać stopniowo i zakochiwać stopniowo, ja w Nim, a On we mnie, potem razem zamieszkamy i ogólnie będziemy razem dojrzewać,zmieniać się razem itd. Nie chciałabym sytuacji w której jestem w takim wieku,że pasuje już wychodzić za mąż i zakładać rodzinę. Mam wrażenie,że stoję w miejscu i nie potrafię ruszyć na przód. Nigdy w życiu nie byłam zakochana ( tak naprawdę z wzajemnością) i nie mówię już nawet o tym,że wszystkie moje przyjaciółki są w szczęśliwych związkach bo to przecież nie o to chodzi. Nie chcę z Nimi w żaden sposób rywalizować,ani z nikim innym również. Chce iść swoim tempem,ale faktycznie iść. To jest w sumie chyba pierwszy raz,kiedy żaden dosłownie żaden chłopak mi się nie podoba, ani w szkole ani nigdzie indziej. Cieszy mnie to, bo bez sensu jest się w kimś podkochiwać z odległości bez wzajemności,gdy obiekt twoich westchnień ledwie wie o twoim istnieniu. Z resztą staram się,aby taki stan rzeczy pozostał,gdyż zauważyłam,że tak już u mnie jest,że gdy zaczynam za dużo myśleć o jakimś chłopaku to nagle mnie TO dopada, a potem już nie ma zmiłuj. Wzdycham do najczęściej jakiegoś kompletnego kretyna ( i nie mówię tak o nich ze względu na to,że nie odwzajemnili moich uczuć, ale ze względu na to,że poważnie było z Nimi coś nie tak,lecz wtedy ja tego nie widziałam), który ledwo zwraca na mnie uwagę. Dlatego teraz staram się stopować tego typu niepotrzebne myśli. Jak na razie z powodzeniem ;). Wszyscy ciągle powtarzają,że miłość cie znajdzie,gdy przestaniesz jej szukać. Dlatego też ja chcę przestać,ale na serio przestać,a nie tylko tak sobie wmawiać, jak dotychczas.Próbuję,więc myśleć o sobie i robić wszystko dla siebie. Ciągle czymś się zajmować,ale jak tak dalej pójdzie to znienawidzę wszystkich romansów z jakimi mam do czynienia w literaturze ze względu na swoją sytuację (pomimo tego,że serio je uwielbiam).
Myślę,że jakiś związek może mieć z tym to,że ostatnio wszystko się sypie. Mam 5 kolokwium w tym tygodniu,a nie mogę się skupić na nauce, w sumie to na dosłownie niczym nie mogę się skupić, tak jakby wszystko mnie nudzi i mnie dołuje. Jeśli chodzi o to co do tej pory było pewną trwałą w moim życiu też się sypię. Zawsze wiedziałam,że utrzymywanie przyjaźni na całe życie nie należy do prostych rzeczy,ale do tej pory się udawało, pomimo tego,że byłyśmy w różnych szkołach,miałyśmy nowych znajomych i nowe zajęcia,ale teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Zaczynam się zastanawiać czy tak naprawdę my kiedykolwiek na serio się przyjaźniłyśmy? A może tylko to sobie wmawiałyśmy, bo tak było wygodnie? Wiem,że każda z Nas ma swoje życie, swojego chłopaka, szkołę,zajęcia, szkołę,nowych znajomych itd. tak jak i ja,ale do tej pory udawało Nam się być ponad to,a teraz jest jakoś tak dziwnie. Zastanawiam się,czy tylko ja to odczuwam,że nasze stosunki się ochłodziły i jest jakoś tak sztywno. Czy wszystkie zmieniłyśmy się tak bardzo,że nie dostrzegamy niczego po za czubkiem własnego nosa ? W takim sytuacjach nigdy nie miałam oporów by po prostu zadzwonić lub napisać i to naprawić,ale teraz, sama nie wiem czy to jest dobry pomysł, czy One tego chcą? A może lepiej byłoby odpuścić, nie trzymać się siebie na siłę? Tylko,że ja z 2 strony już wolę żebyśmy :trzymały się na siłę" pod warunkiem,że nie jestem jedyną osobą,która tak myśli. A mam nadzieję,że nie jestem. Nie wiem czy którakolwiek z Nich to przeczyta,ale jeśli tak to odpowiedzcie na moje pytanie. Szczerze, czy chcecie abyśmy dalej trzymały się razem,paczką,przyjaźniły się,czy nie? Sama zadałabym Wam to pytanie wprost,ale jakoś tak mi głupio i w sumie sama nie wiem czemu.
Natomiast jeśli chodzi o zaj, teatr. to muszę przyznać,że jest zupełnie inaczej niż wydawało mi się na początku. Znowu odnoszę wrażenie,że jestem jakaś felerna " czarna owca", która o dziwo ciągle jest spięta ( pomimo,że wydaję mi się,że tak nie jest), która nie potrafi okazywać tak prawdziwie emocji, oddychać przeponą itd. Zaczynam się zastanawiać,czy teatr faktycznie jest dla mnie? Może to może być tylko coś w rodzaju rozrywki,ale to chyba jednak nie jest moje miejsce. Staram się jak mogę,a i tak mi nie wychodzi o wkurzam się z tego powodu,że tylko ja jestem upominana,że ciągle robię coś źle. Mam tego dość. Jak jakaś głupia i naiwna miałam w sobie na tyle pychy iż myślałam,że będę jedna z najlepszych,a może,że nawet będę najlepsza, haha ,że będę jakąś cholerną "gwiazdą", która poradzi sobie zarówno z tremą, jak i wszystkimi innymi przeszkodami. Pewnie to dlatego dostałam nauczkę.
Przepraszam,że dzisiaj cała notka jest taka depresyjna,ale jakoś tak mnie naszło ;).

piątek, 25 września 2015

Serce w całości < 3

Po raz kolejny udało mi się uniknąć złamanego serca. W tym momencie cieszę się z tego, bo podejrzewam,że nie jest to nic przyjemnego. Z M nam nie wyszło,więc postanowiliśmy się rozstać. Tym razem jednak na szczęście było trochę inaczej niż zazwyczaj. Oboje doszliśmy do tego samego wniosku, praktycznie w tym samym czasie. Z tego co zdążyłam zauważyć to zarówno On jak i ja nie czuliśmy się tak jakbyśmy byli w związku. On oglądał się za innymi dziewczynami, a ja wciąż byłam zainteresowana innymi chłopcami. Uniknęliśmy na szczęście kłótni i głupiej sprzeczki,która tylko by popsuła wszystkich humor Zastanawiam się nad tym czy to dlatego,że pomimo iż sądze,że jestem gotowa na związek to czy o jest prawda? Wiem o tym,że nie ma co na siłę szukać sobie chłopaka, bo to jest wyjątkowo żałosne i dłużej bym się jeszcze nad tym porozwodziła,ale za chwilę muszę wychodzić do szkoły ;).Ja na serio nie chce patrzeć na męską część społeczeństwa (oczywiście nie całą ;p) jak na jakiś cel,który mam sobie obrać. Myślę,że to ma związek z tym,że praktycznie wszyscy z mojej otoczenia połączyli się już w pary. Niektóre to już nawet takie poważne całe życie. Pod tym względem mam rażenie jakbym próbowała ich dogonić,ale nie potrafię. Na serio chciałabym móc się zatrzymać i żeby przestało mi na tym zależeć,ale nie mogę.Wiem,że przeważnie miłość. taka prawdziwa, przychodzi wtedy,gdy nikt się jej nie spodziewa. A jak ma,że tak powiem "odnaleźć" mnie? Jeśli ja gdziekolwiek bym nie poszła to już układam sobie w głowie to jak mogłoby być. A później oczywiście wyobrażenia znacznie przerasta rzeczywistość, a ja jestem zawiedziona. Dałam już sobie spokój z szukaniem "miłości" w necie. Stwierdziłam,że to chyba jednak nie dla mnie.Może i innym to odpowiada, ale mnie jakoś nie specjalnie. Na każdym takim spotkaniu strasznie się denerwuję i nie jestem sobą. Wolałabym więc po prostu kogoś poznać gdzieś tak normalnie naturalnie w realu. Spotykać się z tą osobą przypadkowo przez jakiś czas. Po prostu,żeby nasz znajomość zakwitłą naturalnie, a nie na siłę.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Spotkanie po 2-tygodniowej rozłące :D

Wczoraj Tyśka z Matim wrócili, więc postanowiłyśmy się dzisiaj spotkać. Muszę przyznać,że tęskniłam za Nią ;), po za tym pogadałyśmy jak to mamy w zwyczaju i porobiłyśmy parę fotek haha :D szkoda tylko,że praktycznie żadna nie nadaje się do publikacji :P. To zdecydowanie nie był dzień sweet foci. Potem oglądałyśmy horror "Lustra", nie udało Nam się obejrzeć do końca, więc dokończymy następnym razem ;). Monia Nam go polecała, więc warto będzie go dokończyć. Sama nie wiem, czy to z tego powodu,że ostatnimi czasy oglądam ich sporo, ale jakoś całkowicie przestałam się ich bać, haha :D, a z reguły siedziałam w pozycji embrionalnej i wzdrygałam co chwilę. Nawet jam byłam z M w kinie na " Naznaczonym rozdział 3" to bardziej się bałam. A przed to,że On ogląda ich dużo i to te najstraszniejsze to śmiał się ze mnie przez prawie cały seans.
Jutro rozpoczęcie roku szkolnego w nowej szkole. Nie mam tego strachu, co zazwyczaj, bo po raz pierwszy idę z koleżanką, jednak i tak chciałabym, aby udało mi się tam z kimś zaprzyjaźnić. Przyjaciół nigdy za wiele ;) , albo przynajmniej dogadywać się jakoś w miarę.
Aha no tak miałam opowiedzieć Wam jeszcze jak to było,że M i ja jesteśmy razem. Raz zapytał mnie oto, czy zostanę jego dziewczyną przez sms( tym bardziej,że mój ex poprosił mnie na fb :/, zero romantyzmu ;))  ale powiedziałam Mu szczerze,że wolę usłyszeć to na żywo, dlatego też, kiedy już się źegnaliśmy to mnie o to zapytał. Wtedy zgasło światło i zrobiło się romantycznie. Ja odpowiedziałam,a potem padliśmy sobie w ramiona i się pocałowaliśmy, haha :D zupełnie jak na filmach .










niedziela, 23 sierpnia 2015

Warto spróbować?

Hej :) wakacje się kończą,niestety :/, został ostatni tydzień. Ale to nie o tym chciałam napisać. Ogólnie to ten post tyczy mojego znajomego M. Pisałam już o Nim nie jeden raz,więc jeśli czytacie mojego bloga to wiecie kim jest ;). Jednak dla jasności przypomnę. On i ja znamy się ze 4 miesiące około. Na początku kiedy Go poznałam to strasznie się w Niego wkręciła. Byłam zauroczona,wszystko mi się w Nim podobało.Mówiąc prosto wszystko idealizowałam,widziałam przez różowe okulary. Jednak był taki czas,kiedy sądziłam,że nic z tego nie wyjdzie,gdyż nie wiedziałam co On o mnie myślał. Jakoś wcześniej nie mieliśmy okazji pogadać na ten temat. Teraz postanowiliśmy,że jesteśmy dla siebie kimś więcej,niż zwyczajnymi znajomymi. Byliśmy nawet na pierwszej "prawdziwej" randce. Dużo rozmawialiśmy na ten temat,za kogo się uważamy i czy warto by było spróbować zostać parą. Dzisiaj natomiast M poprosił mnie o chodzenie, tzn. może nie do końca poprosił. Powiedział jednak,żebyśmy spróbowali być razem. Powiedział także,że jeśli Nam nie wyjdzie to trudno,ale,że w sumie nie mamy nic do stracenia. Czyli doszedł do tych samych wniosków,co ja wcześniej. Mam jednak wątpliwości co do tego,czy to wyjdzie i jak mamy się zachowywać w stosunku do siebie. Czy dzięki temu On stanie się odważniejszy i pewniejszy siebie w stosunku do mnie? Właśnie tego ni wiem. Planuję się zgodzić i faktycznie zobaczyć jak będzie.Chciałabym się w Nim naprawdę zakochać,ale chyba już nie potrafię. Nie chciałabym,żeby któregokolwiek z Nas się zawiodło lub miało złamane serce. A Wy co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach,chętnie przeczytam Wasze opinie :). Może mieliście podobną sytuacje, a nawet jeśli nie, to chciałabym poznać Wasze zdanie ;)