Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 kwietnia 2018

Czekając na NIEMOŻLIWE

Znacie definicje szaleństwa? To robić cały czas to samo, oczekując innego efektu. Co sprawia, że zaczynam zastanawiać się czy z moją głową na pewno jest wszystko w porządku.

Piszę z Nim od ponad roku czasu. Z początku było to bardzo sporadyczne i praktycznie o niczym. Nasze rozmowy polegały na ty, iż ja zadawałam pytania, a On odpowiadał na nie. Czasem również o coś zapytał, ale o nic znaczącego, coś w stylu " Co u Ciebie słychać?" wtedy, kiedy nie gadaliśmy przez dłuższy okres czasu.

Zastanawiałam się nad tym czemu w ogóle ze mną pisał. Pierwsza rzecz, która przychodziła mi do głowy to fakt, że jest po prostu kulturalny i ułożony, nie potrafi mnie delikatnie spławić, więc odpisuje rzadko licząc na to, iż w końcu załapię aluzję.

Lecz, jeśli w ogóle nie chciałby utrzymywać ze mną kontaktu to przecież nie wysyłałby snappów. Tak sądziłam. Dlatego byłam uparta i konsekwencje odzywałam się do Niego od czasu do czasu, tak tylko, aby podtrzymać znajomość. Najczęściej odnosiłam się do zdjęć, które mi wysysał, wtedy jak głupia sądząc, iż robi to specjalnie. Nie ma odwagi pierwszy napisać, lecz zostawia mi pewną furtkę, dzięki czemu mam pretekst, aby się odezwać.

Po jakimś czasie i to złudzenie odeszło w zapomnienie, kiedy parę razy odwołałam się do tego co mi wysłał, a w odpowiedzi zwrotnej usłyszałam, że nawet nie pamiętał o tym, iż mi to wysłał i najczęściej nie wiedział nawet o co mi chodzi.

Kiedy w wakacje odważyłam się zaproponować spotkanie (po pół roku "znajomości") z początku się na nie zgodził, po czym stwierdził, że jednak nie da rady, ponieważ zadzwonili do Niego z pracy. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Go nie znam, lecz nie wydaje mi się, aby był etatowym kłamcą. Rozumienie, po prostu intuicja podpowiada mi, że nie jest takim typem człowieka. Do tej pory, gdy jej słuchałam, nigdy tego nie żałowałam, więc postanowiłam trzymać się tej tezy.

Skoro wyjaśnił mi tą sytuacje, a ja czy naiwnie czy nie uwierzyłam Mu sprawa ze spotkaniem dosyć szybko odeszła w zapomnienie. Wróciłam do punktu wyjścia, w którym to ja musiałam ZAWSZE odezwać się pierwsza, aby wyciągnąć od Niego cokolwiek.

Nadeszły ciężkie dla mnie chwile. Pod koniec wakacji miałam wrażenie, że całe moje życie rozpada się, niczym domek z kart, a ja stoją na krawędzi przepaści patrząc w nicość, kiedy wystarczy delikatny podmuch, bym spadła na dno. Choć wiem, iż brzmi to bardzo dramatycznie to wbrew temu co mogła pomyśleć sobie większość z Was nie miałam myśli samobójczych.

Od czasów gimnazjalnych stałam się bardziej ambitna, niż do tamtego czasu, więc pójście na studia po ukończeniu liceum było dość oczywistym wyborem. Kiedy po maturze dowiedziałam się, iż mogę nie dostać się na tą uczelnię o której marzyłam przez lata byłam załamana, tym bardziej, iż nie miałam żadnego planu B.

Mało tego nie miałam wtedy najlepszych relacji z przyjaciółmi. To nie tak, że się pokłóciliśmy czy coś. Po prostu każdy zajął się swoim życiem. Oni w przeciwieństwie do mnie mieli się czym zająć. Na domiar złego były moje urodziny, a pan x, o którym jest ten post nie złożył mi nawet głupich życzeń urodzinowych. Oczywiście ta racjonalna część mojego mózgu zdawała sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie nawet o nich nie wiedział. Przecież nigdy nie gadaliśmy na ten temat, a na fb , gdzie pojawiło się powiadomienie mogło Go nie być tego dnia. Lecz wtedy to nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Taka błahostka przechyliła czarę, a ja postanowiłam napisać panu niedostępnemu co sądzę na temat Jego zachowania.

Po wysłaniu rzecz jasna nie zbyt miłego sms'a, w którym zawarłam całą swoją gorycz i żal nie otrzymałam odpowiedzi zwrotnej, prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi. Nie pamiętam dokładnych słów, ale sens wiadomości owszem. Napisałam Mu, że takie pisanie raz na tydzień nie ma sensu oraz, że jeśli będzie miał czas i ochotę się spotkać i pogadać twarzą w twarz to jestem chętna. Wiem, trochę to pokrętne. Z jednej strony kazałam Mu spadać, a z drugiej proponuje spotkanie. Nawet nie chcę wiedzieć co pomyślał, kiedy to przeczytał.

Od tamtego momentu myślałam o Nim od czasu do czasu, ale coraz rzadziej się to zdarzało i był nawet moment w którym sądziłam, iż mi przeszło. Byłam pewna, iż zamknęłam ten rozdział, lecz kiedy przeczytałam któregoś dnia informacje o Jego urodzinach postanowiłam wysłać życzenia. Jasne, że w głębi serca miałam cichą nadzieję na to, iż odpisze cokolwiek i tak też się stało.

Z tym, że odnosiłam wrażenie, że nasze rozmowy od tamtego czasu wyglądały inaczej. Nie polegały dłużej na tym, że ja zadaję pytanie, a On odpowiada. To znacznie bardziej przypominało normalną konwersację, tym bardziej, iż parę razy udało mi się zastać Go dostępnego na fb i zamieniliśmy kilka zdań w przeciągu kilku minut. Nie musiałam znów czego całego dnia lub nawet dłużej, aż łaskawie mi odpisze, co było wygodne. Tym bardziej, że odnosiłam wrażenie, iż ja się zmieniłam. Od tamtej pory pisałam dokładnie to co myślałam, bez ciągłego zastanawiania się nad tym czy wypada, czy nie. Sądzę, że to miało związek z tym, że również tak samo jak On zostałam studentkom. I choć to może wydawać się głupie czułam, że od teraz jestem na Jego poziomie. Co sprawiło, że trochę się wyluzowałam i z tego co mi się wydaję On również.

W każdym razie od tamtego momentu pisaliśmy częściej, niż dotychczas, choć zdarzały się "ciche dni" nie jeden raz. Wiele razy powtarzałam sobie, że tym razem koniec. Nie mam zamiaru nadal tego ciągnąć. Mam tego dosyć. Chcę wreszcie ruszyć naprzód, bo od ponad roku czasu żyję w impasie. Rozmawiałam z kilkoma osobami na ten temat i wszyscy sądzili, iż powinnam być bardziej szczera zarówno z samą sobą jak i Nim. Nie powinnam dłużej czekać na to, aż On zaproponuje spotkanie, tylko po raz kolejny wyjść z inicjatywą. I najlepiej pogodzić się z myślą, że jeśli będę chciała mieć z Nim jakiekolwiek relacje to powinnam przywyknąć do tego, że tak będzie zawsze. Za Ich namową po raz kolejny zaproponowałam spotkanie. Tym razem byłam bardziej bezpośrednia, a On się zgodził.

Rzecz jasna kiedy to przeczytałam mało co nie posiadałam się z radości. Spytał kiedy mi pasuje, więc zaproponowałam dość bliski termin twierdząc, że i tak czekałam na to już tak długi czas, że najlepiej będzie jeśli załatwię to jak najszybciej i chociaż ma to być radosne wydarzenie zaczęłam go traktować zupełnie jak wizytę u dentysty. "Im szybciej, tym lepiej" Aby mieć to już za sobą, bo nie ukrywam faktu, że na samą myśl strasznie się denerwuje. Obawiam się przede wszystkim tego czy podczas takiego spotkania na żywo będą potrafiła być sobą? Normalnie z Nim rozmawiać, a nie zachowywać się niezręcznie, jak to mam w zwyczaju, gdy polubię płeć przeciwną,.

Zdaję sobie sprawę z tego, że z całej tej notki wyniki, iż zależy mi na Nim bardziej, niż na zwykłym koledze i w pewnym sensie tak jest, ale nie do końca. Bo w rzeczywistości ja Go nie znam. Pragnę tego spotkania właśnie po to, aby móc Go poznać. Dowiedzieć się czy ta wyimaginowana prze ze mnie osoba jest choć po części podobna do tej prawdziwej. Tak to się już dzieje, gdy przez długi czas o kimś myślimy. Zaczynamy sobie wyobrażać jak mogłyby wyglądać nasze konwersacje, co dana osoba odpowiedziałaby na nasze pytanie i w pewien sposób zaczynamy wierzyć w prawdziwość odpowiedzi jaką sami sobie udzieliliśmy.

Podczas trwania całej tej "znajomości" odbierałam różnie sygnały dotyczące Jego osoby. Aktualnie odnoszę wrażenie, iż jest trochę pogubiony i jeśli tylko by mi na to pozwolił z chęcią wskazałabym Mu drogę. Wbrew temu co zapewne sądzicie droga ta nie koniecznie musiałaby być związana ze mną. Zaczynam zastanawiać się czy W jego przypadku nie jest tak samo jak było w przypadku mojego ex. Z początku, gdy jedynie z Nim pisałam wydawał mi się być wręcz idealny. Facet z poczuciem humoru, z którym mogłam rozmawiać przez godziny i nigdy mi się to nie nudziło. To również była zwyczajna rozmowa, a nie flirtowanie. Grał wtedy przede mną całkowitego optymistę, a ja złapałam się na tę pozę. Kiedy zaproponował spotkanie, też nie byłam z początku pewna tego czy to była czy nie była randka. Dopiero po jakimś czasie napisał mi w sms. że Mu się podobam, ale nie powiedział mi tego wprost.

Ale jak zwykle odbiegam od tematu, więc najlepiej od razu przejdę do meritum. Otóż mam na myśli to, że na początku miałam Go za zupełnie innego człowieka. Dopiero kiedy poprosiłam Go by przestał przede mną udawać. Upewniłam, że przy mnie może być w 100% sobą zorientowałam się jak bardzo ten człowiek był zraniony, zagubiony i zakompleksiony. I pomimo tego, że na początku byłam Nim wręcz oczarowana, w tym momencie cała magia zniknęła jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Co prawda pojawiły się jeszcze inne kwestie, które z czasem zdecydowały o naszym rozstaniu, ale pominę to.

Pewnie już wiecie do czego zmierzam. Chodzi mi o to, że ja pana x jak na razie widzę tak ja chcę widzieć. Równie dobrze może okazać się zupełnie innym człowiekiem, niż mi się wydaje i wtedy ta chemia, którą do tej pory czułam przerodzi się bardziej w chęć pomocy drugiej osobie. Po tym jak kiedyś mi się zwierzył, że nie ma zaufania do ludzi, ponieważ w którymś momencie życia wszyscy Go opuścili ja nie chcę być kolejną taką osobą, nie potrafiłabym nią być, nie po tym czego się dowiedziałam. Po za tym uważam, że to nie byłoby w porządku z mojej strony nakłonić Go do tego, aby mi zaufał, po czym gdy On to zrobi odwrócić się od Niego tak jak kiedyś inni. Nie chcę w tym momencie przeceniać swojej roli w być może przyszłej relacji, ale wydaje mi się, iż jeśli On faktycznie z czasem nabrałby do mnie zaufania to gdybym zostawiła Go tak jak pozostali mogłoby być Mu ciężko podnieść się po takim ciosie.

Tu sprawa się komplikuje jeszcze bardziej. Zakładając, że kiedykolwiek dojdzie do naszego prawdziwego spotkania, a z czasem posiadanie jakichkolwiek relacji. Ja widzę dwa scenariusze. Pierwszy to ten mało prawdopodobny, bo ze szczęśliwym zakończeniem dla Nas obojga- poznajemy się na początku na stopie koleżeńskiej, ale jednak z czasem dostrzegamy, że jest między nami chemia i nić porozumienia. Z czasem On nabiera do mnie zaufania, a w międzyczasie uświadamia sobie, że zaczęło Mu na Mnie zależeć bardziej, niż na zwykłej koleżance. Moje uczucia względem Niego potęgują się podczas coraz lepszego poznawania Go i zaczynamy się ze sobą spotykać. Co byłoby dalej o tym nawet nie śmiałam marzyć, więc zostawiłabym to, aby toczyło się własnym rytmem.

Drugi scenariusz, ten łzawy, w którym Nika po spełnieniu swojej roli nie jest dłużej potrzebna, pomimo tego, że Jej uczucia wzrosły to nie zostały odwzajemnione, więc kończy ze złamanym sercem i rozterkami moralnymi. Otóż, zanim się zorientowała przesadziła ze swoją "przyjacielską" stroną i wylądowała we friendzone. Pan x zaczął widzieć w Niej genialną przyjaciółkę, lecz nikogo więcej, w międzyczasie zaczął oglądać się za inną dziewczyną, prosząc biedaczkę o porady w kwestii spraw sercowych nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak to na Nią wpływa. Ona nie potrafiąc Mu wyznać co czuje bojąc się odrzucenia i kompromitacji udaje, że wszystko jest w porządku, pomaga Mu cierpiąc w milczeniu. Z czasem Jej rady zaczynają skutkować. On zaczyna spotykać się z tą inną dziewczyną, a Ona się temu przygląda z pewnej odległości. Nie potrafi ruszyć na przód ze swoim życiem, bo to znów oznaczałoby zostawienie kogoś, kto przecież nabrał do Niej zaufania, a w końcu nie mogłaby podać Mu prawdziwych powodów dla których chce, a raczej potrzebuje zakończyć tę znajomość.

No to są właśnie rozterki młodej studentki. Zamiast skupić się na egzaminach i zbliżającej się sesji ona zapisuje wszystko na blogu licząc, że choć trochę Jej dzięki temu ulży i przestanie o tym w kółko myśleć i się zastanawiać co powinna zrobić.

Bo tym razem okazuje się, że może coś zrobić. Przechodzę do punktu kulminacyjnego, czyli właściwie sedna sprawy oraz powodu dla którego ta kolejna epopeja w ogóle się tu pojawiła.

Byliśmy umówieni na wczoraj po południu. Po tym jak poprzednim razem olał moją wiadomość z propozycją daty spotkania ( akapit 15) wysłał mi przeprosiny. Powiedział, że miał bardzo ciężki okres w życiu i nie miał ochoty się z nikim widzieć. Oczywiście jak to ja nie zapytałam czemu nie oznajmił mi tego wcześniej, zbyt uradowana tym, iż jednak nie wystawił mnie z premedytacją. Po za tym sama nie tak dawno miałam niezłego doła, więc potrafię wczuć się w Jego sytuację i w pewien sposób to zrozumieć. Po za tym mało tego, że odezwał się pierwszy to jeszcze sam wyszedł z inicjatywą spotkania i zaproponował wczorajsze po południe. Stwierdził też, że dokładniejszą godzinę ustalimy później. Często to robię, gdy się z kimś umawiam, więc nie miałam nic przeciwko.

Od czasu tamtej wiadomości pozostaliśmy w dość bliskim kontakcie. Cały dzień w pracy myślałam o tym, jak i następny (wczorajszy) dzień od kiedy tylko otworzyłam oczy. Czekałam aż napiszę mi miejsce i godzinę spotkania. Miejsce ustaliliśmy, lecz godziny nie, a On znowu był niedostępny przez kilka godzin.

Nie potrafiłam się skupić na nauce anatomii (zupełnie tak ja dzisiaj), więc słuchałam muzyki i przygotowywałam się do wyjścia nie mogąc przestać o tym myśleć. Postanowiłam ubrać się ładnie i schludnie, ale tak jak na co dzień. Mój wygląd miał świadczyć o tym, że traktuje to jako normalne spotkanie zapoznawcze, czym po części miało być. W życiu przecież nie ubrałabym sukienki czy spódniczki, co jednak w pewien sposób mogłoby świadczyć o randce.

Kiedy straciłam cierpliwość czekając, aż się odezwie zapytałam na, którą godzinę się ustawiamy, po czym czekałam. Po kilku godzinach bezsensownych prób skupienia się na czymkolwiek innym, nastało późne po południe, a On odpisał, że sprząta z tatą samochód, bo mają zamiar go sprzedać. W weekend idzie na koncert, więc nie będzie miał kiedy tego zrobić. Że na ten moment jest to "priorytet" i że nie wie czy się wyrobi. A jeśli nie to być może możemy spotkać się w piątek, jeśli mi pasuje, bo CHYBA będzie miał wolne, ale jeszcze da znać.

W tym momencie miałam ochotę rzucić telefonem, kazać Mu spadać i dać Mu jasno do zrozumienia, że spieprzył mi kolejny dzień i że jeśli się z kimś człowiek umawia to powinien wziąć pod uwagę takie rzeczy i uprzedzić wcześniej, a nie!

Kiedy nieco się uspokoiłam rozważałam napisanie OK. Nie bacząc na to czy odbierze to jako zapewnienie, że będę czekać, aż odezwie się co do piątku, czy zwyczaje przyjecie do wiadomości tego co napisał. Ostatecznie nie odpisałam nic i zastanawiam się czy On jeszcze napisze cokolwiek apropo tego piątku czy nie.

A ja zachodzę w głowie jak wiele razy muszę jeszcze dostać po głowie, aby uświadomić sobie, że podczas, gdy ja poświęcam Mu tak wiele myśli, czasu i energii, On wciąż ma mnie za zwyczajną znajomą, z którą może, ale nie musi się spotkać i nawet nie pomyśli o tym, że może tej znajomej rozwalić cały dzień z powodu swojego niezdecydowania oraz braku przewidywalności. Za pewne sądzi, że podchodzę do całej tej sprawy tak samo lekko jak On, o ile w ogóle zadał sobie trud by zastanowić się choć przez chwilę na tym co ja myślę, w co wątpię.

Intuicja podpowiada mi, że sprawa ze sprzątaniem samochodu nie jest głupią wymówką, aby wykręcić się ze spotkania i jak to ja potrafię zrozumieć, że skoro mają zamiar go sprzedać jest to ważna sprawa, którą musiał się zając, bo być może Jego tata wkrótce wyjedzie  z powrotem do Wawy i nie może zrobić tego w innym terminie. To co mnie wkurza to fakt, że mi o tym nie powiedział, ale najzwyczajniej w świecie nie czuł się zobligowany, by poinformować mnie o zmianach planów. Albo sądził, że się wyrobią, kto Go tam wie.

Ciekawi mnie czy traktuje w ten sam sposób wszystkich swoich znajomych czy tylko ja mam to "szczęście". Czy najzwyczajniej w świecie jest takim typem człowieka, który nawet nie wpadnie na pomysł, aby pomyśleć jak widzą to inni? Jest tak cholernie nieodpowiedzialny, pomimo tego, że ja mam Go za dojrzałego? W innych okolicznościach. Kiedy bylibyśmy już znajomymi, którzy widują się od czasu do czasu, bez względu na to ja jakiej stopie nie omieszkałabym Mu powiedzieć co tak naprawdę myślę na ten temat. Ale na ten moment wciąż za bardzo obawiam się tego co sobie pomyśli, gdy w ten sposób na Niego naskoczę. Może się zorientować, że mam Go za kogoś więcej, niż kolegę (przynajmniej tak to widzę na ten moment) przez co będę spalona już na starcie. Bo może mnie wtedy uznać za idiotkę, która od czasów podst. nie nauczyła się niczego i znów wzdycha do chłopaka, który ledwie wie o jej istnieniu, którą jestem. Ale On nie musi o tym wiedzieć. Lecz jeśli kiedyś będziemy kolegami, to na pewno Mu o tym powiem. Sądzę, że takie rzeczy lepiej jest załatwiać osobiście, niż za pomocą wiadomości tekstowych.

Próbuje dowiedzieć się kiedy skończy się mój limit ciągłego usprawiedliwiania Go. Czy nadejdzie taki dzień w którym wkurzy mnie tak bardzo, że wszystko cokolwiek bym do Niego nie czuła wyparuje? Gdzie jest moja granica? Muszę przyznać, że to byłoby wyjątkowo wygodne. Wyleczyć się z tej chorej fascynacji poprzez gniew. Uświadomić sobie, że jest egoistom, który nie myśli o uczuciach innych i dać sobie z Nim spokój, DEFINITYWNIE. Ehh...ja wiele razy ja to sobie powtarzałam. Jak wiele razy postanawiałam, iż więcej się do Niego nie odezwę. Zawsze pękałam i odzywałam się jako pierwsza, ale nie teraz. Nie ostatnimi czasy, co sprawia, że jestem z siebie odrobinę dumna. A byłabym jeszcze bardziej, gdybym teraz nie wahała się nad tym czy coś Mu napisać, czy czekać aż sam się odezwie.

Ale biorąc pod uwagę to, że telefon leży jakieś 10 cm. odległości od mojej ręki, a mimo to jeszcze do niego nie sięgnęłam, mam mój mały sukces. Nie wiem czy On planuje się w końce ze mną spotkać w piątek czy też nie, ani czy choć przez ułamek sekundy przemknie Mu to przez myśl.

Cały czas wmawiam sobie, że teraz traktuje mnie w ten sposób, bo faktycznie jestem jedynie zwyczajną znajomą z internetu, nikim więcej. Ale, że gdybyśmy się spotkali i pogadali tak normalnie to mam szansę awansować. Jeśli mnie pozna to mnie polubi i przestanie traktować w taki sposób. Taką mam nadzieję.

Gosia i Maniek twierdzą, że do mnie można nabrać zaufania i mnie polubić, kiedy bliżej się mnie pozna. A On mało tego, że myśli w ten sposób uważa również, że jeśli się mi zaufa, to jak On to określił? Już się wpadło po uszy w tą znajomość i nie będzie się chciało jej kończyć. Co sprawia, że zastanawiam się czy w przypadku pana x byłoby podobnie. W końcu nie tylko Maniek tak twierdzi. Serek i Michael też z czasem nabrali do mnie zaufania i wcale tego nie żałują, bo jestem go godna.

Mało tego Maniek twierdzi, że żaden facet w tym wieku nie pisze z dziewczyną, jeśli chce się z Nią jedynie przyjaźnić. Ale pan niedostępny zachowuje się właśnie tak, jak by nie oczekiwał niczego innego, przez co mam mętlik w głowie. To się nie skleja. Jedna rzecz, którą myślę, że wiem nie pasuje do drugiej, co sprawia, że koniec końców dochodzę do wniosku, że nie wiem absolutnie nic.

Po tym jak zostałam przez Niego wystawiona ZNOWU, postanowiłam zadzwonić do jedynej osoby, na którą zawsze mogę liczyć- do Mańka. I choć zawsze uważałam dziewczyny, które pocieszają się towarzystwem innego faceta, ponieważ zostały zranione przez tego pierwszego za idiotki. To postąpiłam w ten sam sposób. Z tym, że ja oczywiście nie rzuciłam się mojemu przyjacielowi na szyję i nie zaczęłam Go namiętnie całować tylko po to, aby pocieszyć się po kolejnym upokorzeniu. Potrzebowałam pobyć z osobą, dla której wiem, że jestem ważna, której na mnie zależy. Nawet jeśli w bratersko- siostrzany sposób. Dzięki temu przekonałam się, że to nie ze mną jest coś nie tak. Przecież są na świecie ludzie, którzy mnie lubią i akceptują taką jaką jestem, a co za tym idzie. Nie mogę być znowu taka najgorsza. A jeśli ten palant tego nie widzi, i nie ma zamiaru dostrzec to Jego strata.

I choć bardzo chciałabym nazwać Go palantem i odpuścić to już pogodziłam się z tym, że tego nie zrobię. Przeszłam tak wiele i czekałam tak długo, że zasłużyłam na to jedno, cholerne spotkanie, po którym sądzę, że dowiem się wszystkiego co nie daje mi spokoju. Czuje, że po tych wszystkich zakrętasach jestem na ostatniej prostej i biegnę do mety. Rzecz jasna to może być jedynie moje odczucie, mogę się mylić. Ale jeśli nie, to wytrwam choćby nie wiem co.

Na jutro jestem umówiona na 12 z Justyną na piknik, ale jeśli będzie lało, tak samo jak dzisiaj to nic z tego nie wyjdzie. Biorąc jednak pod uwagę to jak długo się nie widziałyśmy i chęci naszej dwójki, aby się spotkać to zapewne wymyślimy z tej sytuacji co innego (szkoda, że nie z każdym sytuacja wygląda tak prosto). A jeśli pan niedostępny jednak będzie chciał się jutro spotkać to i tak nie wiem ile zajmie Nam opowiedzenie sobie nawzajem z Tyską wydarzeń z całego roku. A przecież nie wystawię przyjaciółki (o ile nadal Nią jest) dla faceta, który już dwa razy wystawił mnie. Mowy nie ma!

Po za tym równie dobrze, jeśli ja nie napisze nawet głupiego ok On uzna, że piątek jest nieaktualny i nic nie napisze, a ja jedynie po raz kolejny utwierdzę się w przekonaniu jak bardzo obojętna Mu jestem. 

wtorek, 24 kwietnia 2018

Telepatia

Właśnie wczoraj kiedy myślałam o tym co słychać o Justyny wpadłam na Nią i Jej siostrę w pracy. Chwilę pogadałyśmy we 3, co nie bardzo spodobało się mojej szefowej. Ale ile to razy widziałam jak to One przyjmowały "gości". Uznałam, że skoro Im wolno przyjmować koleżanki to ja również mam do tego prawo.
Po powrocie do domu przeczytałam wiadomość od Justyny. Napisała, że brakowało Jej naszych rozmów i zaproponowała spotkanie. Ja do tej pory się do Niej nie odzywałam, bo prawdę mówiąc przywykłam już do tego, że teraz tak będą wyglądały nasze relacje. Zrzuciłam to na fakt, że obie bardzo się zmieniłyśmy. Czułam, iż powstał między Nami mur, którego nie dało się w żaden sposób zburzyć. Tym bardziej, że nie miałam pewności czy Ona woli go zostawić czy się go pozbyć.

Pamiętam jak bardzo na samym początku brakowało mi naszej przyjaźni. Odczuwałam to niemal jak utratę jakiejś części siebie, bo wtedy byłyśmy naprawdę ze sobą zżyte. Zaczęłam nawet pisać piosenkę, w której planowałam zawrzeć wszystkie emocje, ale ostatecznie z powodu braku czasu jej nie dokończyłam. Myślę, że w końcu dojrzałam do myśli, że przyjaźń to nie ciągłe spotykanie się ze sobą i gadanie o wszystkim i o niczym. To nie robienie sesji zdjęciowych i chodzenie na zakup. Ten etap dla Nas już się skończył. Trochę mi tego szkoda, no, ale cóż. Teraz zawsze można spotkać się w macu na jakiejś kawie czy też pójść na piwo.

Nie jestem pewna czy będziemy potrafiły gadać ze sobą tak normalnie tak jak kiedyś, to się dopiero okaże. Umówiłyśmy się na piknik. Jeśli pogoda dopisze to zrobimy kanapki i muffiny. Kupimy jakieś przekąski i będziemy wylegiwały się na słońcu cały czas gadając xd.

Nie wiem jak to się ułoży, ale na ten moment wiem tylko jedno. Choć to przykre to nie możemy dłużej nazywać siebie "przyjaciółkami", bo już od dawna nimi nie jesteśmy. Bo co to za przyjaciółki, które nie wiedzą co się dzieje w życiu tej drugiej i przez niemal rok czasu nie próbuje tego zmienić?

Kto wie? Wiem, że nie będzie tak jak kiedyś, ale może uda Nam się znaleźć sposób na utrzymywanie kontaktu bez tak częstych spotkań? 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Sposoby na poprawę nastroju :D

Jak to dobrze, że niektórzy ludzie nie odpowiedzą Ci " dobra, zadzwonię później", gdy powiesz Im, że masz doła. Ja wczoraj byłam w takiej sytuacji. Na szczęście Maniek mój przyjaciel nie uznał mojego kiepskiego humoru jako usprawiedliwienie do wykręcenia się ze spotkania.
Jedyne na co miałam wtedy ochotę to położyć się na łóżku i zatracić się w jakiejś książce albo filmie. Ale teraz już wiem, że gdybym tak zrobiła to popełniłabym błąd.
Już nie wspominając o tym, że nawet do głowy nie przyszłoby mi co bym wtedy straciła. To był naprawdę udany dzień właśnie dzięki Niemu :).

Najpierw poszliśmy na gokarty, co planowaliśmy już od naprawdę długiego czasu, ale nigdy się na to nie składało. W sumie to był to powód dla którego pozwoliłam się wyciągnąć ze swojej "skorupki". Cóż po 8- minutowej jeździe zrozumiałam dlaczego faceci nazywają kobiety piratami drogowymi xd (przynajmniej, niektóre z Nich). To naprawdę jest znacznie trudniejsze, niż na to wygląda. Wystarczy, że che się strzepnąć włosy, które Ci lecą na oczy i lekko popuścisz kierownicę a już zaczyna Tobą rzucać to w lewo, to w prawo. Co prawda później było coraz to lepiej, ale przyznaję, że poddałam w wątpliwość to czy nadaje się na kierowce xd. Chłopcy, którzy tam pracowali musieli mieć niezły ubaw :D.

Potem pojechaliśmy nad jezioro. Przypominało mi Bagry, z tym, że było nieco mniejsze, ale za to posiadało plaże. Od zawsze marzyłam o tym, aby mieszkać nad morzem właśnie z powodu możliwości kąpania się w piękną pogodę bez konieczności płacenia, jak i opalania się. Nie leżeliśmy jakoś długo na kocu, ponieważ Maniek stwierdził, że koniecznie chce mi coś pokazać. A poza tym zdążyliśmy już zgłodnieć.

Najpierw pokazał mi niedawno wybudowany most, przez, który przejeżdżają pociągi. Widok na rzekę i niezaludnione pola robiły wrażenie, zwłaszcza, że był akurat zachód słońca. Po zrobieniu kilku zdjęć pojechaliśmy na kebab do zaprzyjaźnionego lokalu.

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki był wypad nad Wisłę. Rozstawili wesołe miasteczko, o czym nie miałam zielonego pojęcia, w przeciwieństwie oczywiście do mojego towarzysza. Wybraliśmy atrakcję na której od zawsze chciałam się przejechać. A mianowicie "diabelski młyn". Widoki z tak wysokiego punktu zapierały dech w piersiach, tym bardziej, iż słońce właśnie chowało się za horyzontem .Zdjęcia wyszły świetne, a my mieliśmy kupę radochy :D.

Teraz już wiem, że nie zawsze kiedy masz ochotę zostać w domu powinieneś to zrobić. Czasem można tego później żałować. Gdy sobie pomyślę, że wdrożyłabym pierwotny plan w życie i nie przeżyła tego wszystkiego to tym bardziej cieszy mnie fakt, że mój przyjaciel jest uparty. 

wtorek, 28 listopada 2017

Skąd ja to wiem?!

Czy też tak czasami macie, że z jakiegoś powodu macie absolutną pewność co do tego, że Ktoś popełnia błąd pomimo tego, że sami nie przeżyliście czegoś podobnego? Ale może zacznę od początku. Moja koleżanka Doris ma chłopaka od 3 tygodni. Nie wiem co sądzicie na ten temat, ale ja uważam, że to nie jest długo. Przez jakieś przykre doświadczenia z przeszłości o których niewiele wiem jest bardzo, ale to bardzo nieufna w stosunku do Niego. Wydzwania do Niego i pisze. Dopytuje czy On przypadkiem nie ma kogoś na boku, dając Mu z ten sposób jasny komunikat, że Jej zależy. A jak wiadomo nie od dziś faceci z reguły wolą gonić króliczka, niż go złapać. Później ta "zdobycz", że się tak wyrażę przestaje być wyzwaniem innymi słowy przestaje być interesująca. A jawne okazywanie zazdrości jest poważnym błędem na tym etapie związku, tym bardziej, że facet Ją olewa. Nie przyjeżdża, pomimo tego, iż byli umówieni, nie odbiera i nie odpisuje. A Ona rzecz jasna szuka tego kontaktu mimo wszystko. Robi Mu wyrzuty itd. Zupełnie jak by nie wiedziała, iż to przyniesie zupełnie odwrotny skutek. Niemal każdy facet potrzebuje wolności, swobody (i nie tylko facet). Nie można Go zamykać jak w jakiejś klatce, odbierać Mu przestrzeni i wiecznie wyrzucać, że wszystko robi źle. Już nie wspomnę o tym, że według mnie to jest taki typowy typ kobieciarza, który będzie Ją przetrzymywał do momentu, aż Ona pęknie, a On wtedy dostanie to czego chce. Martwię się o Nią, ponieważ jak na tak krótką znajomość to dość mocno się zaangażowała. A sama mi powiedziała, że wie (nie wiem skąd), że był już taki okres, że miał kilka dziewczyn na boku. Ja znam ten typ. Nie odzywa się przez jakiś czas, przeczekując najgorsze, a potem wyskakuje jak filip z konopi. Zachowując się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale manipulant z Niego jest straszny, bo wie doskonale co Ona chce usłyszeć i to mówi. Przez co nie jeden raz już Mu się upiekło. I teraz nie jestem pewna co powinnam Jej powiedzieć, ponieważ jest bardzo wrażliwa. Jeśli powiem Jej wprost, że według mnie to jest po prostu taki typ i nie ma sensu zawracać sobie Nim głowy to będzie Jej przykro, ale z drugiej strony może oszczędzę Jej zawodu, jeśli tego nie zrobię to i tak nie trudno się domyślić, że gościu ewidentnie nie traktuje Jej poważnie i prędzej czy później Ją zrani. Prawdę mówiąc jestem trochę w kropce, gdyż nie bardzo potrafię siedzieć bezczynnie, ale z drugiej strony nie zawsze warto się wtrącać. Co Wy byście mi doradzili? Jak sądzicie czy Doris postępuje słusznie? A może to ja się mylę. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

niedziela, 10 września 2017

Przyjaźń bywa przereklamowana

Byliście kiedyś w sytuacji w której Wasz przyjaciel/przyjaciółka zachowywał się tak jakby już Was dłużej nie znał? Przez co Wy również zachodziliście w głowę jak bardzo On/Ona się zmieniła? Jeśli tak to zapewne rozumiecie co teraz przeżywam.

Przyjaźniłyśmy się od wielu lat, w tym roku będzie 8, może nawet 9. Jeśli chodzi o charaktery to mamy odmienne, lecz wspólne zainteresowania oraz podobny pogląd na wiele rzeczy zbliżyło Nas do siebie. Jasne, że nie we wszystkim zawsze się zgadzałyśmy. Zdarzało Nam się pokłócić. Zawsze szło o jakieś pierdoły jak to zwykle bywa. Zazwyczaj jednak udawało Nam się te problemy przeskoczyć i wrócić do tego co było. W okresie gimnazjalnym, kiedy chodziłyśmy do tej samej klasy sprzeczki trwały gdzieś góra tydzień. Później zaczynały być dłuższe, bo wiadomo, iż jeśli każdego dnia kogoś nie widujesz to nie myślisz non stop o tej osobie. Czas leci i dopiero kiedy pojawi się bodziec przypominający uświadamiasz sobie, że brakuje Ci tej osoby.

Z naszą relacją było tak, że bez względu na to jak długo się nie widziałyśmy, bądź nie pisałyśmy ze sobą zawsze potrafiłyśmy się dogadać. A już po paru minutach opowiadania o tym co nowego zdarzyło się w naszym życiu przez ten okres czasu zachowywałyśmy się tak jak by kontakt nigdy nie został urwany. To właśnie na więź pozwoliła Nam przetrwać tak długo, pomimo braku czasu, przeróżnych obowiązków i spraw, które nie pozwalały Nam się ze sobą skontaktować.

Im jednak jesteśmy starsze, tym częściej mamy "ciche dni". Mam wrażenie, że po pierwsze nie potrzebujemy już swojego towarzystwa tak bardzo jak kiedyś, a poza tym mamy również innych przyjaciół z którymi zawsze możemy się spotkać i pogadać. Z którymi może mamy teraz więcej wspólnych tematów, niż ze sobą nawzajem.

Jest również druga kwestia. Obie się zmieniłyśmy i wciąż się zmieniamy. To naturalne i oczywiste zjawisko. Powodują to ludzie którymi się otaczamy, różne wydarzenia, zmienianie zainteresowań i mogłabym tak wymieniać, ponieważ tych czynników jest naprawdę sporo.

Ostatnio jednak znowu coś się między Nami popsuło. Oczywiście poszło o głupotę. Nie będę się wdawać w szczegóły, ponieważ nie widzę sensu by to robić. Najważniejsze w tej całej "historii" jest to, że nie miałyśmy ze sobą kontaktu przez jakiś czas. Później na chwile go odzyskałyśmy i kiedy już sądziłam, że wszystko jest ok. Niespodzianka, jednak nie.

Wyjechała gdzieś z chłopakiem, mniejsza o to gdzie, w każdym razie wtedy napisałam do Niej. Odpisała, że da znać po powrocie i umówimy się na spotkanie. Przyjęłam to do wiadomości o przestałam myśleć o terminie Ich powrotu, tym bardziej, że od początku go nie znałam. Zamiast tego zajęłam się własnym życiem, tym bardziej, że przez tak krótki okres czasu wiele się wydarzyło.

Kilka dni temu widziałam się z naszą wspólną przyjaciółką. A od Niej powiedziałam się dwóch istotnych rzeczy: pierwsza w przeciwieństwie do Niej, ja nie dostałam pocztówki. Nie żebym jakoś strasznie nad tym ubolewała, tym bardziej, że i tak nie miałabym gdzie jej trzymać, dwa nadawała na mnie. A z jakiego powodu? Rzekomo kilka dni wstecz, kiedy była z mamą na zakupach widziała mnie z Paulą, moją przyjaciółką. Byłyśmy tak pogrążone w rozmowie, iż ja do tej pory nie mam zielonego pojęcia w którym momencie tamte dwie Nas mijały. Moja "przyjaciółka" stwierdziła jednak, iż celowo zignorowałam Ją i Jej rodzicielkę, niby to w formie zemsty.

Sami rozumiecie, że kiedy to usłyszałam to wybuchnęłam śmiechem. No bo kto normalny robi takie rzeczy, zwłaszcza będąc z naszym wieku? Być może Ona by tak właśnie postąpiła i dlatego zakłada, iż ja również? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i chyba go nie poznam, a przynajmniej nie prędko. Zapewne nie zaskoczy Wam, gdy powiem, iż oczywiście nie napisała do mnie, aby to wyjaśnić. Ale tego to się akurat mogłam spodziewać. Bo "królowej angielskiej" nawet do głowy nie przyjdzie, że faktycznie mogła nie zostać zauważona.

Z natury jest niestety osobą bardzo obrażalską. To nie jest żadna tajemnica. Wszyscy to wiemy. Jednak przyjaźń tak jak i związek polega na tym, aby akceptować drugą osobę nie tylko z Jej zaletami, ale przede wszystkim wadami. Tak więc robiłam. Przez lata powstrzymywałam się wielokrotnie przed powiedzeniem czegoś co mogłoby Ją urazić, pomimo tego, iż cisnęło mi się to na usta. Ja nie mam tego problemu, więc Ona mogła mówić szczerze co myśli na temat mojego zachowania, tego co powiedziałam itd. ja nie miałam tego przywileju, bo twierdziłam, że jeśli ma się to skończyć na tym, że Ona strzeli focha to mogę ugryźć się z język i siedzieć cicho. I robiłam to, wierzcie mi robiłam przez tak wiele lat.

Jednak ostatnimi czasy ja także się zmieniłam. Kto wie czy to zasługa spędzania więcej czasu z Paulą przy której mogę być szczera do bólu, a Ona nie pozostaje mi dłużna, czy jest to kwestia dojrzewania. Jednak po raz pierwszy podczas naszej poprzedniej kłótni powiedziałam coś co naprawdę myślałam. A mianowicie, że zachowuje się jak licealistka. Potraktowałam Ją i tak łagodnie, gdyż określenie gimnazjalista pasowałoby jeszcze lepiej. To nie będzie dla nikogo zaskoczeniem kiedy powiem, że oczywiście się obraziła. Ale to nie to jest tym o czym chciałam powiedzieć. Nie wyobrażacie sobie nawet tego jak bardzo zaskoczona była. Widocznie oszczędzałam Ją tak długi czas, iż to musiał być dla Niej prawdziwy szok, kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę i powiedziałam co tak naprawdę sądzę o Jej zachowaniu. Za nic się do tego nie przyzna, ale ja to widziałam.

Co prawda już po kilku minutach oczywiście przeze mnie przerwanej ciszy, aby udowodnić mi, że się mylę stwierdziła, iż jednak nie obraziła się na mnie (pomimo tego, że to zrobiła), po tym jak ja powiedziałam, iż się nie obraziłam, ale w moim przypadku to była prawda. To po prostu nie jest moja "rzecz" wiecie? Takie obrażanie się o byle co. Uważam, że to dziecinne, podobnie jak celowe zignorowanie kogoś znajomego. Nie bawię się w takie podchody, bo to żałosne jest według mnie i tyle.

Nie twierdzę jednak, że ja jestem idealna, bo wierzcie mi, iż nie ;p. Z wiekiem stałam się jeszcze bardziej uparta, oraz częściej się wściekam na ludzi, niż kiedyś. No właśnie i tu jest podstawowa różnica pomiędzy Nami. Ona nigdy nie powie co tak naprawdę myśli, bądź co czuje, bo po co? Dlaczego miałaby cokolwiek wyjaśniać skoro zawsze ja to robię? Poważnie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego jak wiele razy musiałam Ją przeprosić, (pomimo tego, że to nie ja zawiniłam) tylko po to, aby zachować zgodę. Ale wiecie co? Mam tego dość! Skończyłam z przepraszaniem tylko dlatego, iż ktoś inny nie zbierze się na odwagę, by to zrobić. Nie mam zamiaru więcej przepraszać nawet dla tzw. "większego dobra". Jeśli Ona nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, to proszę bardzo. Łaski bez. Mam innych przyjaciół na których mogę liczyć, a po za tym z powodu tego, iż zaczynam studia i pracę i tak zapewne nie będę miała tyle czasu dla znajomych jak dotychczas.

Powiedzenie "przyjaciel na zawsze" ma dla mnie duże znaczenie. Naprawdę nie jeden raz wyobrażałam sobie jak już jesteśmy dorosłe, mamy własne rodziny, dzieci i odwiedzamy siebie nawzajem w weekendy. Bo akurat tak się składa, że nasi mężowie dogadują się tak samo dobrze jak nasz dwójka, a dzieci też się przyjaźnią. Tak wiem, że to mało prawdopodobny scenariusz. Być może tak po prostu się nie da? To tylko fantazje? Jednak szkoda jest mi zaprzepaścić tak długą znajomość, tym bardziej, że jedną już kiedyś straciłam.

Zaczęłam wcześniej mówić o różnicach, pomiędzy Nami. Nie powiedziałam jednak do końca na czym one polegają. Jak już mówiłam Jej "system" to obrażanie się, ja natomiast zamiast tego wolę wyjaśnić sprawę. Zauważyłam ostatnio, iż coraz częściej potrafię mówić co tak naprawdę myślę, nawet gdy osobie, która tego wysłuchuje się to nie podoba. Kiedyś nie potrafiłam tego robić. Prawdą jest, iż muszę jeszcze dużo nad sobą pracować, aby być w stanie być NAPRAWDĘ sobą również przy ludziach obcych, lub tych których dopiero poznałam. Czasem mam wrażenie, iż mam dwie osobowości. Pierwsza to ta, którą pokazuje na co dzień: bardziej uległa i nie tak szczera, gdy mam powiedzieć coś co wiem, że nie spodoba się innym, i druga: ta, która mówi co myśli, wbrew opiniom innych. Ta druga ostatnimi czasy nieco ewoluowała i ukazuje się częściej, niż dotychczas. To właśnie z jej powodu postanowiłam przestać ukrywać to co naprawdę myślę i czuję, także przy Niej.

Na ten moment nie jestem pewna tego czy to w ogóle da się jeszcze poskładać. Możliwe, iż obie zmieniłyśmy się tak bardzo, że już nie potrafimy znaleźć wspólnego języka i stąd te kłótnie. Kto wie? Być może właśnie tak to wygląda? To jest jeden z powodów dla których odcina się F, ze zwrotu BFF? Zastanawiam się nad tym czy to jest nasz koniec, taki ostateczny, czy za jakiś czas się dogadamy tak jak dotychczas? Postanowiłam jednak jedną rzecz: nawet jeśli wrócimy do tego co było ja nie mam zamiaru więcej się powstrzymywać z obawy o to iż Ją to urazi. Jeśli więc postanowi jednak kontynuować tę znajomość będzie musiała przyzwyczaić się do tego, że nie mam zamiaru więcej się kryć z tym co myślę, nawet jeśli Jej się to nie będzie podobało. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej na tym etapie na którym teraz jest nie będzie w stanie tego zaakceptować, więc będziemy kłócić się jeszcze częściej, niż dotychczas. Ciekawe czy pozostali też Ją tak oszczędzają, by się nie obraziła. To dlatego jest do tego tak bardzo przyzwyczajona? Bo nikt nie mówi Jej nieprzyjemnych rzeczy z uwagi na Jej charakter?

Pomimo tego, że jak sami widzicie nie przedstawiłam Jej tutaj w najlepszym świetle, to w ogóle bym tego nie napisała, gdyby ta sytuacja mnie nie gryzła. A prawda jest taka, że jestem zła za tę Jej dziecinność, ale i tak mi Jej brakuje. Kiedy próbuje sobie wyobrazić, że tak już będzie zawsze robi mi się jakoś tak dziwnie. Brakuje mi Jej i trochę przeszkadza mi myśl, że prawdopodobnie pomimo całej tej "epopei" nie pochlebnych rzeczy,  którą napisałam zapewne tęsknie za Nią bardziej, niż Ona za mną. Możliwe, że Ją to w ogóle nie gryzie, ta sytuacja Jej nie przeszkadza, bo ma inne rzeczy na głowie i nawet o tym nie myśli. Jeśli faktycznie tak jest to oznacza, że wciąż potrzebuje Jej nieco bardziej, niż Ona mnie i dobrze zrobi mi ta rozłąka? A może jeśli będzie trwała dostatecznie długo to i Ona z czasem za mną zatęskni? Nadzieja umiera ostatnia jak to mówią ;).

Kiedyś podałam link do tego bloga kilku osobą w tym Jej. Choć wątpię w to, by jeszcze go miały, ponieważ sama porzuciłam go na bardzo długi okres czasu. Teraz jednak potrzebowałam przelać wszystko to co myślę i czuje w jedno miejsce, a okazuje się, iż wygadanie się dwójce przyjaciół i zapis w pamiętniku na niewiele się zdały. Mam nadzieję, że to pomoże. Na ten moment nie wiem czy ta "historia" będzie miała happy end czy nie, ale jeśli to czytacie, jeśli również pokłóciliście się ze swoim przyjacielem to być może ta notka uświadomi Wam, iż brakuje Wam tej osoby i w przeciwieństwie do mnie będziecie mniej uparci i zaraz sięgniecie po telefon. Życzę Wam tego.

- Całuje
- Lu- cham :*

niedziela, 17 stycznia 2016

Ferie rozpoczęte :D

Cześć Kochani a jak Wam mijają? Jeżeli już je zaczęliście. Macie jakieś plany, wyjeżdżacie gdzieś? Cóż no ja zostaję w domu i mówiąc szczerze to nie mam jakiś specjalnych planów. Może udałoby mi się spotkać z przyjaciółmi, pójść na łyżwy (gdyż uwielbiam na nich jeździć ;)) może też do kina z M(p) a także do klubu, jeśli uda Mu się mnie wyciągnąć. Wow w sumie to trochę się tego uzbierało, hehe może to jednak nie będzie tak nudny czas jak wydawało mi się na początku. Jeśli natomiast chodzi o moje podstawowe czynności to przyznam, że niewiele się zmieniło. Jestem w trakcie czytania "Miasta Zagubionych Dusz", książka ma ok 600 stron a ja przeważnie poświęcam jej czas rankiem i wieczorami, więc i tak nieźle mi idzie bo jestem na 400 którejś stronie. Ale w sumie nie specjalnie jest to ciekawa informacja nie ? ;) Jestem pewna, że tak jak i mnie także i Was bardziej interesuje fakt, że serial "Shadowhunters" nareszcie się pojawił, co prawda na razie jest jedynie 2 odcinki zamieszczone i nawet nie mam pewności tego czy są one po polsku, gdyż sama jeszcze nie zaczęła go oglądać (tak sama jestem zaskoczona ) Postanowiłam jednak, że najpierw skończę książkę. Słyszałam, że od serialu będzie się wręcz diametralnie różnić, a więc nawet dla czytelników okaże się czymś nowym. Może Nas zaskoczyć i to nie jeden raz, a jak dla mnie to brzmi nieźle ;)

Prawdą jest, że dawno tu nie zaglądałam, dlatego też nie dotrzymałam obietnicy danej pewnej koleżance, Ona kiedy bd to czytać szybko zorientuje się, że o Niej mowa ;). A tym bardziej jak ujrzy nasze facjaty, które mam zamiar tu zamieścić zgodnie z zapowiedzią ;p. To jednak nie jest jedyne co obiecałam. 2 części jednak jest mi trochę trudniej dotrzymać, gdyż nie przywykłam do tego, aby Kogoś opisywać, a przynajmniej nie jakoś skrupulatnie, ale że nie rzucam słów na wiatr to spróbuję złożyć coś składnego. Od czego by tu zacząć? Cóż może od tego, że pomimo tego, że znamy się prawie 4 lata to nie znam Jej za dobrze, mam nie odparte wrażenie, że wciąż coś ukrywa, ale to zupełnie nie chodzi o jakąś tajemnicę czy coś w ten deseń, lecz rzadko kiedy potrafi się całkowicie wyluzować, no a przynajmniej w moim towarzystwie (chociaż powoli zaczyna Jej to wychodzić;)) Z góry sorry, jeśli któraś część wypowiedzi Ci się nie spodoba, ale jak już mówiłam nie mam w tym wprawy i oczywiście w wielu kwestiach mogę się mylić, nie mówię nie.
Pamiętam jakie było moje pierwsze wrażenie, jak zobaczyłam Paulę. W pierwszej lo. Nie gadałyśmy wtedy ze sobą w ogóle, bo o ile mnie pamięć nie myli to ogólnie zaczęłyśmy się do siebie odzywać w 2 klasie, jak nie w 3. Nie pamiętam dokładnie tego momentu, bo to jakoś tak naturalnie wyszło od słowa do słowa. Hehe :D pamiętam jak by to było wczoraj, kiedy pierwszy raz dała mi posłuchać tego, co w tamtej chwili odtwarzała. No myślałam, że moje bębenki tego nie wytrzymają :P i nawet nie chodzi o to, że odtwarzacz był ustawiony na 10 co najmniej, ale o szok, który przeżyłam w tamtym momencie. Widzicie, na pewno zdajecie sobie sprawę z tego jakiego typu muzyki lubię słuchać, oraz to, że nie ma tam miejsca na metal, a tym bardziej heavy metal, którego wtedy byłam słuchaczem. Nasze zainteresowania różnią się pod wieloma względami, nie tylko pod względem muzyki, ale także i charakteru. Ona jet pewna siebie, wręcz posunęłabym się do stwierdzenia, że czasami arogancka ;P, ale w taki nie zbyt szkodliwy sposób, bardziej komiczny. A po za tym to przecież dobrze znać poczucie własnej wartości, nie?. Co jeszcze? Pod względem ripost przypomina mi trochę Młodego, ale nie tylko pod względem tego, że oboje z nich korzystają, a samego faktu, że uwielbiają za ich pomocą zaginać ludzi, i ta satysfakcja na Ich twarzach, kiedy już Im się uda, bezcenna ;). Kiedyś myślałam, że jest typową imprezowiczką i bez przerwy imprezuje w klubach wraz z resztą towarzystwa z tamtejszej klasy. Prawdę mówiąc był to dla mnie szok w momencie w którym dowiedziałam się, że nie dość, że na imprezy "dawała się wyciągnąć" to jeszcze do tego powiedziała, że nie zawsze bawiła się tak dobrze jak mogłoby się wydawać postronnemu słuchaczowi. Oprócz tego jest niesamowicie ambitna, zawsze dobrze się uczyła, czasem nawet zastanawiałam się nad tym czy tak dużo siedzi nad książkami, czy po prostu jest zdolna i łatwo Jej to przychodzi. Jako przyszłościowy zawód wybrała coś w obrębie medycyny, jak ja, ale nie zdradzę Wam dokładnie co to takiego, gdyż obiecałam :-x. W każdym bądź razie pomimo tego, że różnimy się to całkiem nieźle się dogadujemy, a przynajmniej teraz, kiedy ja jestem też bardziej wyluzowana no i nie ukrywajmy po prostu sobą. Wiem także, że nie lubi dzieci, chociaż wyjątek stanowi Jej chrześnica ( jak Ona miała na imię? heh zapomniałam). Jednak jest także parę rzeczy która Nas łączą np. fakt, że obie uwielbiamy czytać, do tego fantastykę. Cenimy szczerość i nie znosimy sztuczności i fałszywości. Co więcej, hm... naprawdę nie wiem, heh miał być cały rozdział, co? Niestety mam wrażenie, że na chwilę obecną straciłam wszystkie szare komórki i nic więcej nie wymyślę. Oczywiście mogłabym poopowiadać historię z liceum, ale jaki to ma sens skoro sama była tego świadkiem?  Po za tym jeśli od czasu do czasu znajdzie trochę czasu, aby się gdzieś przejść to z pewnością nie będzie to pierwsza notka poświęcona Jej osobie. Słyszałaś? ;) więc wszystko zależy od Cb ;p.



                 Sweet focia 1 od hehe zawsze ;) 

Życzę Wam wszystkim udanych ferii, tym którzy je zaczęli teraz jak ja a także tym, którzy zaczną odpoczynek, gdy ja już go skończę  :*.

czwartek, 24 grudnia 2015

Wigilia < 3

Dzisiaj Wigilia, ciekawa jestem jak Wy ją spędzacie. U mnie wygląda to tak, że mama pracuje, więc to my się wszystkim zajmujemy. Młody ubrał choinkę, ja obrałam jabłuszka na szarlotkę i buraczki na barszcz czerwony (to dobrze, że w tym roku będzie prawdziwy barszcz z prawdziwymi burakami, bo w zeszłym roku był jakiś taki z kartonu i nie za bardzo nam smakował ;/.). W końcu w zeszłym roku w tym świątecznym okresie my tak naprawdę od niedawna tutaj mieszkaliśmy, więc nic dziwnego, że święta były trochę do luftu. Już wczoraj z Rafem posprzątaliśmy cały dom więc na dzisiaj zostało tego mniej.  Po południu będziemy z mamą piekły ciasta: 2 z jabłkami i torcik makowy. Planowałam jeszcze upiec milk waya, ale postanowiłam zrobić to jednak po świętach, bo i tak jest sporo do roboty. Wieczerzę Wigilijną mamy zamiar spędzić w rodzinnym, ale małym gronie, tylko nasza czwórka. Jeżeli chodzi o 1 i 2 dzień świąt, to będą one wyglądały, jak co roku. 25 moi rodzice mają rocznicę ślubu, z resztą już 20, więc na pewno będą woleli zostać w domu, natomiast na 26 już zapowiedzieli się babcia z dziadkiem. może i druga babcia też przyjdzie. Jeśli natomiast chodzi o sylwka no to cóż, nie planuję niczego szczególnego. Dostałam zaproszenie od Moni, aby pójść  Nią i Adamem, oraz Jego kolegą na jakąś imprezę, ale niestety zmuszona jestem zrezygnować. Zeszłego sylwestra spędziłam z Tysią, ale w tym każda spędza go ze swoim chłopakiem i nic dziwnego, a że ja go nie mam to chyba spędzę go z przyjacielem. W końcu to też jest jakaś alternatywa :).Jeszcze duużo obowiązków przede mną, także żegnam się.

A Wam życzę wszystkiego najlepszego,
spełnienia marzeń i udanego Sylwestra!!! <3 :*
Całuję Was mocno i mam nadzieję, że się spotkamy w nowym roku :D.

sobota, 14 listopada 2015

Nowa przyjaciółka :D

Właśnie wróciłam ze spotkania z Sarą i jestem w tak wielkiej euforii,że postanowiłam się z Wami tym podzielić. No ale od początku. Sarę poznałam z jakieś nie całe 2 miesiące temu,ale jakoś tak wyjątkowo złapałyśmy kontakt od samego początku. Była pierwszą osobą jaką poznałam w grupie teatralnej i najbardziej Ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy jakoś specjalnie dużo,ale już po chyba z jakiś 2 spotkaniach dowiedziałam się,że mamy podobne wspomnienia i w ogóle jesteśmy podobne. W sumie tak dłużej pogadać udało Nam się przed zajęciami,kiedy to próba dla młodszej grupy się przeciągała. Wydaję mi się,że chyba tego samego dnia po zajęciach zaproponowała,że mnie podwiezie,gdy dowiedziała się,że mieszkami blisko siebie.Od tego dnia zaczęłam jeździć z Nią i Jej rodzicami oraz jeszcze jedną koleżanką,która też mieszka nieopodal. Ja tak z głupia zapytałam czy byśmy się nie spotkały w któryś weekend,żeby pogadać, pochodzić po sklepach itd, no wiecie takie typowe "dziewczyńskie" rzeczy. A Ona powiedziała,że to dobry pomysł i że kiedyś się umówimy. W sumie to już kiedyś miałyśmy się spotkać w weekend,ale tak się złożył,że ja akurat nie dałam rady i nic z tego nie wyszło. Parę dni temu dowiedziałam się,że nie będę mogła dłużej uczestniczyć w zajęciach teatr., a tak się złożyło,że Sara poprosiła mnie żebym dała Jej znać co będzie się działo na zaj. podczas Jej nieobecności. Bo tak się złożyła,że Ona razem z Karoliną (koleżanką z zaj.teatr.) pojechały na coś w rodzaju zielonej szkoły, a chciała wiedzieć, co wymyśli dla Nas Marlena. Napisałam Jej wszystko na fb,ale także powiedziałam,że niestety to jest pożegnanie,gdyż musiałam zrezygnować,ale napisałam także szczerze,że Ją polubiłam i nie chce stracić z Nią kontaktu, a Ona powiedziała,że także tego nie chce, więc umówiłyśmy się na dzisiaj. Kiedy wreszcie doszło do spotkania, to przyznaję,że trochę się na początku martwiłam, a może nie martwiłam,ale miałam pewne obawy,co do tego czy będziemy miały o czym gadać. Okazało się jednak,że nie było z tym najmniejszego problemu. Praktycznie buzie Nam się nie zamykały, tematy się mnożyły i mnożyły.Z czasem szybko wyszło na jaw,że lubimy to samo, bawi Nas to samo, mamy takie same zainteresowania i w ogóle jakoś tak świetnie się czujemy w swoim towarzystwie. Haha :D normalnie nie wierzę w takie rzeczy jak bratnie duszę czy coś,ale my jesteśmy jak siostry, no seryjnie. Już dzisiaj postanowiłyśmy zacząć się przyjaźnić.Sara przypomina mi Domi, nie mam pewności,czy już Wam o Niej opowiadałam (przyjaciółka w Anglii,a może powinnam powiedzieć ex-bff),bo jestem pewna,że pisałam już o Niej kiedyś,tyle,że nie mam pewności czy to było na tym blogu,czy na poprzednim,chyba jednak poprzednim, jeśli mi się uda to postaram się dokopać do tej notki.Wracając, nie wiem jak to ubrać w słowa. Chodzi mi o to,że dogaduję się z Nią tak dobrze jak z Domi,pomimo tego,że są zupełnie inne. Sara jest zabawna i taka wesoła i pełna życia, Dusia też była wesoła,ale jakoś tak w inny sposób.Oczywiście na pewno ma to związek z tym,że Domi miała wtedy 8,9 lat. W każdym bądź razie mogę powiedzieć wprost,że to jest chyba właśnie to czego potrzebuję w swoim życiu. Rozrywki i zabawy, kogoś Kto widzi świat w kolorowych barwach. Możecie być pewni,że to nie jest ostatnia notka o Niej, bo coś czuję,że będziemy się naprawdę dobrze bawić, zwłaszcza,że być może właśnie Ona poszłaby z Nami do klubu. Myślę,że dogadałyby się z moimi przyjaciółkami bez problemu. A przynajmniej mam taką nadzieję. przyjaźń to jest wspaniała rzecz i warto ją przeżyć i dbać o nią ;).

niedziela, 1 listopada 2015

Jak zrobić z chłopaka - przyjaciela? Oto jest pytanie ;-)

Cześć, dzisiaj trochę głębiej przyjrzę się relacjom międzyludzkim. Jeśli jesteś dziewczyną/ chłopakiem, w której/którym jest zadurzona/y przyjaciel/przyjaciółka to myślę,że dobrze trafiliście. Może razem uda Nam się rozwikłać ten problem ;-). Z M przyjaźnie się już chyba z jakieś 2 lata około. Jeśli można nazwać przyjaźnią relację w której jedna strona jest bardziej zaangażowana niż druga. Nasz znajomość jeste trochę bardziej skomplikowana,ponieważ zaczęliśmy się spotykać na innej stopie towarzyskiej w momencie poznawania. Nigdy nie byliśmy prawdziwą parą, ja bym to bardziej nazwała imitacją związku. Jak by nie patrzeć to zachowywaliśmy się jak para, no może nie taka tradycyjna,ale jednak. Muszę przyznać,że to był dla mnie wyjątkowo trudny okres w życiu ( rodzice prawie się rozwiedli, szkoła dawała mi w kość, nie tak dawno rozstałam się z chłopakiem,a na dodatek przyjaciele nie mieli czasu), dlatego też miło było mieć przy sobie kogoś bliskiego na kogo mogłam liczyć. Zdaję sobię sprawę z tego,że było to egoistyczne,ale wtedy nie potrafiłam inaczej, nie myślałam w ten sposób. Kiedy sytuacja w domu trochę się uspokoiła i wszystko zaczęło powoli wracać do normy uświadomiłam sobie co zrobiłam. Było mi bardzo źle z tego powodu, dlatego też jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z Nim na ten temat i wyjaśnić całą sprawę. Dałam Mu delikatnie do zrozumienia,że nie będzie Nas łączyło nic więcej po za przyjaźnią, oczywiście nie był tym pomysłem zachwycony. Wiedziałam o tym dlatego powiedziałam Mu,że jeśli nie chce być moim przyjacielem to to zrozumiem i że po prostu musimy się rozstać,każde pójść w swoją stronę. On zaprzeczył, powiedział,że nie chce stracić tej znajomości i że z czasem może coś więcej z Nami wyjdzie, a jeśli nie to po prostu nasze ralacje pozostaną takie jakie były. Czas mijał a M bardzo często wracał do tematu. Starałam się delikatnie wybić Mu ten pomysł z głowy,ale nie było to skuteczne,więc nie jeden raz kończyło się to kłótniami. Kiedy uświadomiłam sobie,że Jego sposób patrzenia na mnie chyba się nie zmieni,zdecydowałam,że lepiej będzie zakończyć tę znajomość. Nie chciałam,aby dłużej się męczył i cierpiał prze ze mnie więc, zachowałam się jak dziecko i przestałam się do Niego odzywać. Nie odpowiadałam na telefony,sms czy też wiadomości na fb. Po jakiś 2 dniach napisałam Mu jedynie,że lepiej będzie jeśli już nie będziemy się przyjaźnić,że jest mi przykro,ale nie mogę postąpić inaczej i że dziękuje Mu za wszystko. Oczywieście na nic się to nie zdało, gdyż ani wiadomości,ani telefony się nie skończyły. W dniu w którym moja wola była słabsza niż zazwyczaj,postanowiłam odebrać. Pamiętam,że gadaliśmy wtedy ponad godzinę. Opowiedział mi o tym,że poznał jakąś dziewczynę i zaczął się z Nią spotykać. Nie było to nic poważnego,bo nie znali się długo,ale randkowali. Po wysłuchaniu tego nadzieja odżyła we mnie na nowo. Pomyślałam „ co jeśli na serio Mu przeszło? Jeśli zainteresował się inną dziewczyną i widzi we mnie jedynie przyjaciółkę?” Upierał się,że rozumie i akceptuje moje uczucia wspominając,że może kiedyś coś będzie,ale nie będzie naciskał, oraz wspomniał,że każde z Nas pójdzie w swoją stronę i zacznie umawiać się z innymi,a my pozostaniemy przyjaciółmi. Wtedy właśnie gadanie o naszym „przyszłym związku” nazwałam tematem tabu, do którego miał więcej nie wracać. Ewentualnie wrócimy do niego,kiedy ja kiedyś tak zdecyduję. Rzecz jasna ja już wtedy wiedziałam,że nigdy do niego nie wrócę. Miałam nadzieję,że poszedł na przód i niewygodne rozmowy mamy już za sobą. Z ową dziewczyną nie spotykał się jednak zbyt długo. Dosyć szybko zaczął wracać do tematu tabu,a ja starałam się jakoś to znosić i puszczać mimo uszu bądź zmieniać temat. Obudziłam w sobie nawet moje elter-ego, (które uwierzcie mi nie zawsze jest miłe ;-)) , aby jakoś Go do siebie zniechęcić. Jak na złość metoda ta kompletnie się nie sprawdziła (może też z tego względu,że nie potafię być naprawdę wredna, to po prostu nie w moim stylu), zamiast tego zaczął dostrzegać rzeczy,które Nas łączą np. oglądanie filmów, gotowanie,słuchanie muzyki itd. W praktycznie we wszystkim co Mu powiedziałam dostrzegał z Nas bratnie dusze. Miesiące mijały,każde z Nas miało swoje życie, a biorąc pod uwagę fakt,że mieszkamy kawałek od siebie to nasze relacje zaczęły się zmieniać,powoli zanikać. Po jakiś paru miesiącach,kiedy znów odzyskaliśmy kontakt oboje byliśmy już na innym etapie. Tzn, zarówno On, jak i ja się z kimś spotykaliśmy. Nie były to wtedy jeszcze związki,ale randkowanie, w obydwu przypadkach. Również w obu przypadkach znajomości te wyglądały dosyć specyficznie,ponieważ Jej były wciąż nie dawał Jej spokoju, narzucał się, wydzwaniał,a czasami nawet śledził, a więc nie chciała się wiązać, jakoś tak poważnie. Cały czas powtarzała Mu,że potrzebuje czasu,że nie chce go stracić i potrzebuje kogoś bliskiego,a On był cierpliwy i czekał,aż zmieni zdanie. W moim przypadku natomiast było tak,że chłopak z którym zaczęłam się spotykać wciąż miał złamane serce przez jakąś zołzę ( nigdy jej nie poznałam,ale nie wyobrażam sobie co takiego Mu zrobiła,że zostawiła Go w takim kiepskim stanie psychicznym). Od ich rozstania minął już rok,ale wciąż ją rozpamiętywał (sądzę nawet,że nadal to robi). Nie jestem pewna czemu,ale czułam jakąś taką wewnętrzną potrzebę,aby Mu pomóc. Być lekiem na Jego złamane serce. No wiecie wyobrażałam sobie,że będzie jak na filmach.Ona pomagając Mu zakochuję się w Nim, a z czasem On również zaczyna kochać Ją, bo zauważa,że na serio Jej na Nim zależy itd. Naiwne nie? No w każdym bądź razie oczywiście ni było, tak ja ja sobie to wymarzyłam. Zamiast tego mój nowy chłopak zaczął porównywać mnie do swojej ex oraz próbować mnie w nią zmienić. Nie było to miłe,ale przez jakiś czas to znosiłam. Dosyć szybko okazało się jednak,że miałam być tylko kimś w zastępstwie,by miał kogoś bliskiego, a tak naprawdę to chyba nigdy Mu na mnie nie zależało. Naprawdę życzę Mu tego,żeby poznał dziewczynę,której uda się jakoś poskładać serce, no ja nie podołałam temu zadaniu,ale patrząc na to z tej perspektywy to nigdy tak naprawdę do siebie nie pasowaliśmy. Może z jakiś tydzień po rozstaniu odezwał się do mnie M. Pamiętam,że było już późno i właśnie miałam kłaść się spać kiedy zadzwonił. Chciał się mnie poradzić,co powinien zrobić ze swoją wybranką,która wciąż trzymała Go na dystans. Niby byli razem,ale nie oficjalnie (pomimo tego,że wszyscy od dawno o Nich wiedzieli ;-)). Ciągle powtarzała,że boi się przedstawić Go rodzicom jako swojego oficjalnego chłopaka, pomimi tego,że M przyjeżdżał do Niej do domu co weekend, czasem w tygodniu również. Nie dość,że Jej rodzice Go znali to jeszcze uwielbiali. Jako dziewczyna wiedziałam,że Ona w ten sposób odwleka wszystko w czasie. Uświadomiłam sobie również,że sama postępowałam całkiem podobnie w stosunku do Niego i nie poprawiło to rzecz jasna mojej samo oceny, wręcz przeciwnie czułam się jeszcze gorzej. Po paru tego typu rozmowach poleciłam Mu,aby pogadał z Nią szczerze i kazał się zdecydować. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób. Dawał Jej czas. Muszę przyznać,że ten facet ma naprawdę mnóstwo cierpliwości. Koniec końców z jakieś 2 tygodnie temu z Nią zerwał. Kazał się Jej zdecydować, naprawdę zdecydować, kiedy tego nie zrobiła powiedział,że między Nimi koniec. Znowu jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił,że zostaliśmy singlami w prawie tym samym czasie i najwyraźniej uznał,że to chyba jakiś znak,gdyż kontynuował temat tabu. Muszę przyznać,że już nie tak natarczywie,ale wciąż. Zaprasza mnie do kina,co dla mnie jest przyjacielskim wypadem,a dla Niego prawdopodobnie randką. Kiedy pisaliśmy sms to nazwał mnie parę razy kochanie. Kiedy zwróciłam Mu uwagę wytłumaczył,że to taka pomyłka, bo tak mu zostało z pisanie ze swoją byłą. Udałam,że w to wierzę i tak jest do tej pory. Wiem ( na całe szczęście), że On mnie nie kocha,ani nic w ten sposób,dlatego też przyjaźń ze mną nie rani Go tak bardzo jak na początku myślałam. On po prostu uważa,że jestem jedyną normalną dziewczyną jaką zna i dlatego wciąż się łudzi,że się ugnę. Ostatnio stwierdził,że nie potrafi być sam i potrzebuje kogoś bliskiego. To jest powód dla którego jestem obiektem Jego westchnień. Ja nie mam nic przeciwko temu,żebyśmy byli takimi prawdziwymi przyjaciółmi, no wiecie takimi co są na serio blisko i przytulają się od czasu do czasu,mogą na siebie liczyć itd. Boję się jednak o to, czy takiego każdo razowego gestu nie interpretowałby w zły sposób. Poprosiłam Go nawet dzisiaj,żeby postarał się widzieć we mnie kogoś w rodzaju kuzynki,bądź młodszej siostry. Nie wiem na ile ta metoda się sprawdzi. Oprócz tego poprosił mnie abym go zeswatała z jakąś koleżanką. Pech chce,że akurat w tym momencie nie mam Nikogo takiego. Moje przyjaciółki są zajęte, koleżanka z nowej szkoły również, większość w sumie to już ma nawet narzeczonych. Mam jedną nową przyjaciółkę,która wiem,że jest wolna no i może nawet podam Jej Jego numer, Tak chociaż,żeby popisali trochę i się lepiej poznali. Wiem,że nic na siłę,ale może jednak zaiskrzy między Nimi?  ;-) 
Wczoraj po z jakiejś miesięcznej przerwie widziałam się z Monią. Byłyśmy na rynku, pospacerowałyśmy, pogadałyśmy i się pośmiałyśmy tak jak zawsze :D. Dobrze się bawiłam, a brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jednak nie ma to jak Monia na serio, zawsze świetnie się dogadywałyśmy, byłyśmy naprawdę sobą w swoim towarzystwie, a i zawsze miałyśmy o czym gadać. Bardzo się cieszę razem z Nią, ponieważ po 3-miesięcznej rozłące Jej chłopak Adam przyjeżdża jutro z Francji, na dodatek na stałe,więc rzecz jasna jest bardzo podekscytowana. Dawno Jej takiej nie widziała, uśmiech od ucha do ucha, oczy się świeciły jak choinka na Boże Narodzenie ;-). Nic dziwnego, to była długa rozłąka. Na dodatek od przyszłego roku On planuje się przeprowadzić do Krakowa,więc mieliby jeszcze lepiej. Haha mam tylko nadzieję,że od czasu do czasu dla mnie też go trochę znajdzie ;-). Ale w tej kwestii staram się myśleć pozytywnie, bo Ona po prostu nie jest taka,nigdy nie była. Po za tym,wiem,że tak jak mi zależy na przyjaźni z Nią,jej zależy na przyjaźnieniu się ze mną 
J.  A mam teraz jakiś taki czas,że na serio potrzebuje przyjaciółki, wyrwać się z domu,zabawić itd. Może też dlatego,że nie dogaduję się z Martą tak dobrze jak mi się wydawało,że będziemy. Jednak jesteśmy bardziej różne niż myślałam na początku, a inna koleżanka studiuje na AWF i prawie wcale Jej nie widuję w szkole.  Z tego też względu chciałabym pójść do klubu. Nigdy nie byłam,a jestem ciekawa tego nocnego,studenckiego życia. Monia była parę razy,bo w tej nowej szkole poznała taką dziewczyną typową imprezowiczke,która ciągle Ją gdzieś wyciąga. Monia powiedziła,że tańczyła z ponad 10 chłopcami w ciągu jednej nocy haha :D niezły wynik,nie? Nie wiem,czy w moim przypadku byłoby tak samo,ale nie zaszkodzi spróbować. Nie wiem czy udałoby mi się poznać kogoś fajnego na imprezie,ale do flirtu, tańczenia i zabawy nocny klub wydaję się wręcz idealny,prawda? ;-) Zawsze powtarzałam,że to nie jest dla mnie itd,ale tak na serio to skoro nie byłam, to nie mam prawa się wypowiadać,nie? ;-). Może zechcielibyście podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tego typu imprez w komentarzach? Chętnie poczytam. A jeśli wiecie,jak zrobić z chłopka,przyjaciela to też dajcie znać. Na razie pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję do zobaczenia w następnym poście :-*. 

poniedziałek, 26 października 2015

Przestać szukać miłości na siłę !!!

To jest postanowienie, którego próbuje dotrzymywać już od dłuższego czasu,ale mi się nie udaję :(. Zdaję sobie sprawę z tego jakie to głupie i bezsensowne, ale nie mogę nic poradzić na to uczucie,że coś ważnego mi umyka. Że coś tracę, jakieś cenne doświadczenie. Dobra jestem jeszcze młoda,ale nie jedna osoba w moim wieku może powiedzieć,że albo była, albo jest w poważnym związku. Zwrot "poważny związek" wcale nie znaczy dla mnie to samo co "ten na całe życie", tylko ktoś kogo się kocha i kto kocha ciebie. Aby poczuć, dowiedzieć się co to za uczucie. Wiem,że pewnie brzmię na zdesperowaną,ale w sumie piszę to tylko po to,żeby się wygadać, w formie terapii ;). Przeważnie mi to pomaga, co prawda tylko na jakiś czas,ale dobre i to. Nie wiem czy to dzisiaj mam taki dzień i już. Bo mam wyjątkowego doła. Aleogólnie to mój problem polega na tym,że cały czas myślę o związku i poznaniu chłopaka i to naprawdę nie jest zależne ode mnie. Staram się przestać,ale nie potrafię. Grr...to jest takie głupie, wręcz idiotyczne, ale moja głupia podświadomość najwyraźniej nie ma zamiaru mnie słuchać. Mam na myśli to,że gdziekolwiek bym nie poszła to jedna z pierwszych myśli która pojawia się w mojej głowie to to czy kogoś poznam? Czy to nie jest kretyńskie? Owszem, znam odpowiedź. Ale prawdę mówiąc to chciałabym poznać odpowiedź na pytanie"jak przestać?". Ni chce myśleć o tym,że może znajdę kogoś w szkole lub na zaj.teatralnych albo nie wiem na dyskotece, gdziekolwiek. To jest coś co nie daję mi spokoju. Czasami naprawdę myślę,że jestem jakaś wybrakowana, pechowa lub,że nie zasłużyłam na przeżycie takiego uczucia jak miłość. A może sęk w tym,że i tak bym się zawiodła? Czytając książki, oglądając seriale ciągle napotykam się na miłość i to nie byle jaką. Wiem o tym, lub przynajmniej wydaję mi się,że wiem iż to w prawdziwym życiu nie wygląda w ten sposób i wcale nie jest tak kolorowo, a przynajmniej nie przez cały czas,ale mimo wszystko chciałabym tego doświadczyć. Od jakiegoś czasu marzę o tym,aby poznać kogoś z kim będę się poznawać stopniowo i zakochiwać stopniowo, ja w Nim, a On we mnie, potem razem zamieszkamy i ogólnie będziemy razem dojrzewać,zmieniać się razem itd. Nie chciałabym sytuacji w której jestem w takim wieku,że pasuje już wychodzić za mąż i zakładać rodzinę. Mam wrażenie,że stoję w miejscu i nie potrafię ruszyć na przód. Nigdy w życiu nie byłam zakochana ( tak naprawdę z wzajemnością) i nie mówię już nawet o tym,że wszystkie moje przyjaciółki są w szczęśliwych związkach bo to przecież nie o to chodzi. Nie chcę z Nimi w żaden sposób rywalizować,ani z nikim innym również. Chce iść swoim tempem,ale faktycznie iść. To jest w sumie chyba pierwszy raz,kiedy żaden dosłownie żaden chłopak mi się nie podoba, ani w szkole ani nigdzie indziej. Cieszy mnie to, bo bez sensu jest się w kimś podkochiwać z odległości bez wzajemności,gdy obiekt twoich westchnień ledwie wie o twoim istnieniu. Z resztą staram się,aby taki stan rzeczy pozostał,gdyż zauważyłam,że tak już u mnie jest,że gdy zaczynam za dużo myśleć o jakimś chłopaku to nagle mnie TO dopada, a potem już nie ma zmiłuj. Wzdycham do najczęściej jakiegoś kompletnego kretyna ( i nie mówię tak o nich ze względu na to,że nie odwzajemnili moich uczuć, ale ze względu na to,że poważnie było z Nimi coś nie tak,lecz wtedy ja tego nie widziałam), który ledwo zwraca na mnie uwagę. Dlatego teraz staram się stopować tego typu niepotrzebne myśli. Jak na razie z powodzeniem ;). Wszyscy ciągle powtarzają,że miłość cie znajdzie,gdy przestaniesz jej szukać. Dlatego też ja chcę przestać,ale na serio przestać,a nie tylko tak sobie wmawiać, jak dotychczas.Próbuję,więc myśleć o sobie i robić wszystko dla siebie. Ciągle czymś się zajmować,ale jak tak dalej pójdzie to znienawidzę wszystkich romansów z jakimi mam do czynienia w literaturze ze względu na swoją sytuację (pomimo tego,że serio je uwielbiam).
Myślę,że jakiś związek może mieć z tym to,że ostatnio wszystko się sypie. Mam 5 kolokwium w tym tygodniu,a nie mogę się skupić na nauce, w sumie to na dosłownie niczym nie mogę się skupić, tak jakby wszystko mnie nudzi i mnie dołuje. Jeśli chodzi o to co do tej pory było pewną trwałą w moim życiu też się sypię. Zawsze wiedziałam,że utrzymywanie przyjaźni na całe życie nie należy do prostych rzeczy,ale do tej pory się udawało, pomimo tego,że byłyśmy w różnych szkołach,miałyśmy nowych znajomych i nowe zajęcia,ale teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Zaczynam się zastanawiać czy tak naprawdę my kiedykolwiek na serio się przyjaźniłyśmy? A może tylko to sobie wmawiałyśmy, bo tak było wygodnie? Wiem,że każda z Nas ma swoje życie, swojego chłopaka, szkołę,zajęcia, szkołę,nowych znajomych itd. tak jak i ja,ale do tej pory udawało Nam się być ponad to,a teraz jest jakoś tak dziwnie. Zastanawiam się,czy tylko ja to odczuwam,że nasze stosunki się ochłodziły i jest jakoś tak sztywno. Czy wszystkie zmieniłyśmy się tak bardzo,że nie dostrzegamy niczego po za czubkiem własnego nosa ? W takim sytuacjach nigdy nie miałam oporów by po prostu zadzwonić lub napisać i to naprawić,ale teraz, sama nie wiem czy to jest dobry pomysł, czy One tego chcą? A może lepiej byłoby odpuścić, nie trzymać się siebie na siłę? Tylko,że ja z 2 strony już wolę żebyśmy :trzymały się na siłę" pod warunkiem,że nie jestem jedyną osobą,która tak myśli. A mam nadzieję,że nie jestem. Nie wiem czy którakolwiek z Nich to przeczyta,ale jeśli tak to odpowiedzcie na moje pytanie. Szczerze, czy chcecie abyśmy dalej trzymały się razem,paczką,przyjaźniły się,czy nie? Sama zadałabym Wam to pytanie wprost,ale jakoś tak mi głupio i w sumie sama nie wiem czemu.
Natomiast jeśli chodzi o zaj, teatr. to muszę przyznać,że jest zupełnie inaczej niż wydawało mi się na początku. Znowu odnoszę wrażenie,że jestem jakaś felerna " czarna owca", która o dziwo ciągle jest spięta ( pomimo,że wydaję mi się,że tak nie jest), która nie potrafi okazywać tak prawdziwie emocji, oddychać przeponą itd. Zaczynam się zastanawiać,czy teatr faktycznie jest dla mnie? Może to może być tylko coś w rodzaju rozrywki,ale to chyba jednak nie jest moje miejsce. Staram się jak mogę,a i tak mi nie wychodzi o wkurzam się z tego powodu,że tylko ja jestem upominana,że ciągle robię coś źle. Mam tego dość. Jak jakaś głupia i naiwna miałam w sobie na tyle pychy iż myślałam,że będę jedna z najlepszych,a może,że nawet będę najlepsza, haha ,że będę jakąś cholerną "gwiazdą", która poradzi sobie zarówno z tremą, jak i wszystkimi innymi przeszkodami. Pewnie to dlatego dostałam nauczkę.
Przepraszam,że dzisiaj cała notka jest taka depresyjna,ale jakoś tak mnie naszło ;).

piątek, 7 sierpnia 2015

Oficjalny chłopak ?

Tak, to jest pytanie, które zadaje sobie od wczoraj. Otóż byłam z M w zoo,nareszcie ;). Przekładaliśmy to parę razy,ale w końcu się udało. Porobiliśmy parę zdjęć zwierzakom, haha udało mi się nawet jedno zdjęcie zrobić Jemu, to pierwsze, które Mu zrobiłam, więc mimo,że nie jest idealne(ponieważ aparat mi się spóźnił i nie złapał Jego pięknego uśmiechu) to i tak jest wyjątkowe. Nie wiem, dlaczego (mam nadzieję,że nie jednorazowo ;) ), ale poczułam,że ten lęk, który wcześniej odczuwałam w Jego towarzystwie jakoś zniknął. Zaczęliśmy się zachowywać w sumie jak prawdziwa para. Po raz pierwszy trzymaliśmy się za ręce i udawało mi się utrzymywać kontakt wzrokowy, rany On ma takie ładne oczy, ale wracając do tematu hehe to biorąc pod uwagę fakt,że przez 32 przystanki leżałam na Jego ramieniu, tak sobie drzemiąc, to ludzie w autobusie na pewno wzięli Nas za parę. Nawet słyszałam parę komentarzy,ale jak przez mgłę. Przed wyjazdem wypiłam wodę mineralną, którą kupiłam w sklepiku koło zoo, na serio zastanawiam się, czy czegoś do niej nie dodali ;) ponieważ byłam tak senna, jak po aviomarinie, no chyba,że to jego ramię, tak na mnie działało heh. Ale tak na poważnie to jeszcze na niczyim ramieniu nie leżało mi się tak wygodnie, jak na Jego. Otóż mój ex to była straszna chudzinka i miał wystające kości, no seryjnie zawsze, gdy się tak opierałam o jego ramię to Jego obojczyk wbijał mi się z głowę ;/. Od wczoraj po za Jego sms pt. "słodkich snów", nie rozmawialiśmy, więc właśnie nie wiem, czy jesteśmy już oficjalnie razem, czy nie? Myślicie,że pasuje mi zapytać Go o to wprost? Teraz w niedziele jedzie to Ustki z rodziną, ale obiecał,że zadzwoni. Cóż nie ukrywam,że wolałabym,żeby miał mnie za swoją dziewczynę, gdyby tak miał poznać kogoś na tym wyjeździe ;). Haha nie no mam nadzieje,że nie, po za tym przynajmniej nie wydaję mi się,żeby był jednym z tych, co flirtują z każdą napotkaną dziewczyną, lecz wiecie jak to mówią? Pozory mylą (czasami...chyba). Ale mam zamiar być dobrej myśli. Teoretycznie no to nawet pocałowaliśmy się na pożegnanie, co prawda nie był to nasz pierwszy pocałunek, gdyż tak się składa,że już po pierwszej randce Go pocałowałam, lecz ten pocałunek był jakiś inny, tylko nie wiem właśnie czy się różnił, być może faktem,że zarówno On, jak i ja tego chcieliśmy, a także oboje o tym wiedzieliśmy. Nie był on tak namiętny i bez zapamiętania, jakbym chciała, ale kto wie? Może to wszystko jeszcze przed Nami? Mam jednak mały dylemat, co do tego,jak mam się z Nim przywitać na przyszłość. Podejrzewam,że na pewno Go przytulę,gdyż nie będziemy się widzieli przez tydzień z powodu Jego wyjazdu, ale czy mam Go pocałować na przywitanie, czy przywitać się tak jak zawsze, czyli cmoknąć Go w policzek. Jak na razie, przynajmniej muszę przyznać,że nie czuję tego,żeby On miał być tym jedynym na całe życie, ale być może to się zmieni, zobaczymy. Z jednej strony cieszy mnie fakt,że przestałam szaleć na Jego punkcie, no przynajmniej mogę zachowywać się bardziej naturalnie, kiedy się nie denerwuje i to jest dobre,lecz zastanawiam się, czy to dlatego,że przyzwyczaiłam się do Jego towarzystwa, czy też dlatego,że nie czuję do Niego togo co przedtem. Serce nie waliło mi jak młotem,ani kiedy leżałam na Jego ramieniu, ani wtedy, kiedy się przytulaliśmy. Ciekawa jestem czy będzie za mną tęsknił, a ja za Nim i czy jeśli nawet będzie to czy się do tego przyzna, czy będę zmuszona wyciągnąć to z Niego siłą hehe ;). Dobrze chociaż,że Monia wraca 10 i obiecała mi,że się spotkamy. Dobrze,że przynajmniej jedno z moich przyjaciół wraca, bo obawiałam się togo,że wszyscy wyjadą w tym samym terminie. Biedna Monia, podobno teraz nie będą się widzieli z Adamem przez 4 miesiące, a trzeba przyznać,że w tym wieku, co my jesteśmy to długo. Ja i M znamy się tyle i teraz wydaje mi się to, no kawałek czasu. Jako dobra przyjaciółko postaram się Ją wspierać i być przy Niej, jako takie małe zastępstwo ;) Wiadomo,że ukochanego Jej nie zastąpię, ale sądzę,że w towarzystwie przyjaciółki takie rzeczy znosi się łatwiej, a Ona chyba po za mną, Tysią i Gosią nie ma żadnej innej przyjaciółki, a przecież Ona wyjeżdżają. Ale jakoś damy sobie radę we 2, w końcu w gim. byłyśmy bardzo zżyte.
Wczoraj gadałam z M(p), wyobraźnie sobie,że zrobić mi wyrzuty za to,że się nie odzywałam, podczas, gdy On sam ani razy nie zadzwonił, czy napisał. Mówiąc szczerze to nawet nie dawno o Nim myślałam, zastanawiałam się nad tym, czy dalej chce się ze mną przyjaźnić. To do Niego nie podobne,żeby tak długo się nie odzywać. Możliwe,że ma jakieś problemy i ma potrzebę się wygadać,więc umówiliśmy się na przyszły tydzień. Właśnie uświadomiłam sobie,że wczoraj przy M czułam się tak samo,że tak powiem "na luzie", jak przy M(p). To świetnie :D. Dobrze na razie kończę, bye :*