Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2016

20 Tyśki :D

Muszę przyznać, że trochę obawiałam się tej imprezy. Wszystkie nie widziałyśmy, tak długo czas, iż myślałam, że w ogóle nie będziemy miały o czym gadać. Na szczęście moje obawy zniknęły bardzo szybko, gdyż było tak jakbyśmy nigdy się nie rozdzieliły, czyli tak jak zawsze to co tak kocham w tej grupie, naszej grupie. To nie ma najmniejszego znaczenia czy nie widziałyśmy się i nie gadałyśmy przez miesiące, kiedy przyjdzie do spotkania żadna już o tym nie pamięta, a upływ czasu sprawia, że mamy mnóstwo tematów do rozmowy. Po za naszą 4, tym razem była także Kami, która także rozkręcała całe towarzystwo. Ogólnie porobiłyśmy masę zdjęć, może nawet wrzucę kilka tutaj. Piłyśmy całkiem sporo, ale wydaje mi się, że żadna nie odczuwa dzisiaj przykrych konsekwencji tego ;)










Trochę szkoda, że moje kuzynostwo było chore, więc mama swoje urodziny przeniosła właśnie na wczoraj. Natka jednak przyszła i trochę głupio mi z tego powodu, że Ją zawiodłam. W sumie to chciałam się z Nią spotkać, co prawda robienie za nianię, zwłaszcza przy tym dziecku jest dosyć wyczerpującą pracą, ale od czasu do czasu mogę obie na to pozwolić Podczas mojej nieobecności zrobiła mi niezłe przemeblowanie w pokoju, podobno nawet przymierzała moje ciuchy hehe już wyobrażam sobie, jak moja bluzka musiała wyglądać na 7-letniej dziewczynce.

Wiadomość z ostatniej chwili, w sumie to nie tak ostatniej ;), ale że od dłuższego czasu jakoś w ogóle nie miałam ochoty nic pisać (taki czas) to nie powiedziałam Wam o tym, że w końcu dostałam mój wymarzony keyboard. Co prawda jeszcze nie udało mi się niczego skomponować, na razie uczę się nut, zamierzam zabrać się do tego trochę bardziej profesjonalnie i naprawdę nauczyć się grać, tak bym mogła zagrać wszystko, a nie tylko parę melodii ze słuchu, bądź z pamięci. Jak na razie potrafię zagrać "Happy birthsday", które zagrałam mamie na urodziny, "Hallelujah", " My heart will go on", pewną melodię z "Darów Anioła- Miasto Kości" (jakoś tak mi się spodobała) oraz melodię z "Piraci z karaibów", ale jeszcze nie do końca. Byłoby tego więcej może, ale Młody odkrył pasję muzyczną zaraz po przywiezieniu instrumentu i w ogóle nie chciał mnie do niego dopuścić. Teraz znalazł pracę, więc nie ma tyle czasu, aby brzdąkać, więc ja mogłam się tym zająć wczoraj.






sobota, 14 listopada 2015

Nowa przyjaciółka :D

Właśnie wróciłam ze spotkania z Sarą i jestem w tak wielkiej euforii,że postanowiłam się z Wami tym podzielić. No ale od początku. Sarę poznałam z jakieś nie całe 2 miesiące temu,ale jakoś tak wyjątkowo złapałyśmy kontakt od samego początku. Była pierwszą osobą jaką poznałam w grupie teatralnej i najbardziej Ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy jakoś specjalnie dużo,ale już po chyba z jakiś 2 spotkaniach dowiedziałam się,że mamy podobne wspomnienia i w ogóle jesteśmy podobne. W sumie tak dłużej pogadać udało Nam się przed zajęciami,kiedy to próba dla młodszej grupy się przeciągała. Wydaję mi się,że chyba tego samego dnia po zajęciach zaproponowała,że mnie podwiezie,gdy dowiedziała się,że mieszkami blisko siebie.Od tego dnia zaczęłam jeździć z Nią i Jej rodzicami oraz jeszcze jedną koleżanką,która też mieszka nieopodal. Ja tak z głupia zapytałam czy byśmy się nie spotkały w któryś weekend,żeby pogadać, pochodzić po sklepach itd, no wiecie takie typowe "dziewczyńskie" rzeczy. A Ona powiedziała,że to dobry pomysł i że kiedyś się umówimy. W sumie to już kiedyś miałyśmy się spotkać w weekend,ale tak się złożył,że ja akurat nie dałam rady i nic z tego nie wyszło. Parę dni temu dowiedziałam się,że nie będę mogła dłużej uczestniczyć w zajęciach teatr., a tak się złożyło,że Sara poprosiła mnie żebym dała Jej znać co będzie się działo na zaj. podczas Jej nieobecności. Bo tak się złożyła,że Ona razem z Karoliną (koleżanką z zaj.teatr.) pojechały na coś w rodzaju zielonej szkoły, a chciała wiedzieć, co wymyśli dla Nas Marlena. Napisałam Jej wszystko na fb,ale także powiedziałam,że niestety to jest pożegnanie,gdyż musiałam zrezygnować,ale napisałam także szczerze,że Ją polubiłam i nie chce stracić z Nią kontaktu, a Ona powiedziała,że także tego nie chce, więc umówiłyśmy się na dzisiaj. Kiedy wreszcie doszło do spotkania, to przyznaję,że trochę się na początku martwiłam, a może nie martwiłam,ale miałam pewne obawy,co do tego czy będziemy miały o czym gadać. Okazało się jednak,że nie było z tym najmniejszego problemu. Praktycznie buzie Nam się nie zamykały, tematy się mnożyły i mnożyły.Z czasem szybko wyszło na jaw,że lubimy to samo, bawi Nas to samo, mamy takie same zainteresowania i w ogóle jakoś tak świetnie się czujemy w swoim towarzystwie. Haha :D normalnie nie wierzę w takie rzeczy jak bratnie duszę czy coś,ale my jesteśmy jak siostry, no seryjnie. Już dzisiaj postanowiłyśmy zacząć się przyjaźnić.Sara przypomina mi Domi, nie mam pewności,czy już Wam o Niej opowiadałam (przyjaciółka w Anglii,a może powinnam powiedzieć ex-bff),bo jestem pewna,że pisałam już o Niej kiedyś,tyle,że nie mam pewności czy to było na tym blogu,czy na poprzednim,chyba jednak poprzednim, jeśli mi się uda to postaram się dokopać do tej notki.Wracając, nie wiem jak to ubrać w słowa. Chodzi mi o to,że dogaduję się z Nią tak dobrze jak z Domi,pomimo tego,że są zupełnie inne. Sara jest zabawna i taka wesoła i pełna życia, Dusia też była wesoła,ale jakoś tak w inny sposób.Oczywiście na pewno ma to związek z tym,że Domi miała wtedy 8,9 lat. W każdym bądź razie mogę powiedzieć wprost,że to jest chyba właśnie to czego potrzebuję w swoim życiu. Rozrywki i zabawy, kogoś Kto widzi świat w kolorowych barwach. Możecie być pewni,że to nie jest ostatnia notka o Niej, bo coś czuję,że będziemy się naprawdę dobrze bawić, zwłaszcza,że być może właśnie Ona poszłaby z Nami do klubu. Myślę,że dogadałyby się z moimi przyjaciółkami bez problemu. A przynajmniej mam taką nadzieję. przyjaźń to jest wspaniała rzecz i warto ją przeżyć i dbać o nią ;).

niedziela, 1 listopada 2015

Jak zrobić z chłopaka - przyjaciela? Oto jest pytanie ;-)

Cześć, dzisiaj trochę głębiej przyjrzę się relacjom międzyludzkim. Jeśli jesteś dziewczyną/ chłopakiem, w której/którym jest zadurzona/y przyjaciel/przyjaciółka to myślę,że dobrze trafiliście. Może razem uda Nam się rozwikłać ten problem ;-). Z M przyjaźnie się już chyba z jakieś 2 lata około. Jeśli można nazwać przyjaźnią relację w której jedna strona jest bardziej zaangażowana niż druga. Nasz znajomość jeste trochę bardziej skomplikowana,ponieważ zaczęliśmy się spotykać na innej stopie towarzyskiej w momencie poznawania. Nigdy nie byliśmy prawdziwą parą, ja bym to bardziej nazwała imitacją związku. Jak by nie patrzeć to zachowywaliśmy się jak para, no może nie taka tradycyjna,ale jednak. Muszę przyznać,że to był dla mnie wyjątkowo trudny okres w życiu ( rodzice prawie się rozwiedli, szkoła dawała mi w kość, nie tak dawno rozstałam się z chłopakiem,a na dodatek przyjaciele nie mieli czasu), dlatego też miło było mieć przy sobie kogoś bliskiego na kogo mogłam liczyć. Zdaję sobię sprawę z tego,że było to egoistyczne,ale wtedy nie potrafiłam inaczej, nie myślałam w ten sposób. Kiedy sytuacja w domu trochę się uspokoiła i wszystko zaczęło powoli wracać do normy uświadomiłam sobie co zrobiłam. Było mi bardzo źle z tego powodu, dlatego też jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z Nim na ten temat i wyjaśnić całą sprawę. Dałam Mu delikatnie do zrozumienia,że nie będzie Nas łączyło nic więcej po za przyjaźnią, oczywiście nie był tym pomysłem zachwycony. Wiedziałam o tym dlatego powiedziałam Mu,że jeśli nie chce być moim przyjacielem to to zrozumiem i że po prostu musimy się rozstać,każde pójść w swoją stronę. On zaprzeczył, powiedział,że nie chce stracić tej znajomości i że z czasem może coś więcej z Nami wyjdzie, a jeśli nie to po prostu nasze ralacje pozostaną takie jakie były. Czas mijał a M bardzo często wracał do tematu. Starałam się delikatnie wybić Mu ten pomysł z głowy,ale nie było to skuteczne,więc nie jeden raz kończyło się to kłótniami. Kiedy uświadomiłam sobie,że Jego sposób patrzenia na mnie chyba się nie zmieni,zdecydowałam,że lepiej będzie zakończyć tę znajomość. Nie chciałam,aby dłużej się męczył i cierpiał prze ze mnie więc, zachowałam się jak dziecko i przestałam się do Niego odzywać. Nie odpowiadałam na telefony,sms czy też wiadomości na fb. Po jakiś 2 dniach napisałam Mu jedynie,że lepiej będzie jeśli już nie będziemy się przyjaźnić,że jest mi przykro,ale nie mogę postąpić inaczej i że dziękuje Mu za wszystko. Oczywieście na nic się to nie zdało, gdyż ani wiadomości,ani telefony się nie skończyły. W dniu w którym moja wola była słabsza niż zazwyczaj,postanowiłam odebrać. Pamiętam,że gadaliśmy wtedy ponad godzinę. Opowiedział mi o tym,że poznał jakąś dziewczynę i zaczął się z Nią spotykać. Nie było to nic poważnego,bo nie znali się długo,ale randkowali. Po wysłuchaniu tego nadzieja odżyła we mnie na nowo. Pomyślałam „ co jeśli na serio Mu przeszło? Jeśli zainteresował się inną dziewczyną i widzi we mnie jedynie przyjaciółkę?” Upierał się,że rozumie i akceptuje moje uczucia wspominając,że może kiedyś coś będzie,ale nie będzie naciskał, oraz wspomniał,że każde z Nas pójdzie w swoją stronę i zacznie umawiać się z innymi,a my pozostaniemy przyjaciółmi. Wtedy właśnie gadanie o naszym „przyszłym związku” nazwałam tematem tabu, do którego miał więcej nie wracać. Ewentualnie wrócimy do niego,kiedy ja kiedyś tak zdecyduję. Rzecz jasna ja już wtedy wiedziałam,że nigdy do niego nie wrócę. Miałam nadzieję,że poszedł na przód i niewygodne rozmowy mamy już za sobą. Z ową dziewczyną nie spotykał się jednak zbyt długo. Dosyć szybko zaczął wracać do tematu tabu,a ja starałam się jakoś to znosić i puszczać mimo uszu bądź zmieniać temat. Obudziłam w sobie nawet moje elter-ego, (które uwierzcie mi nie zawsze jest miłe ;-)) , aby jakoś Go do siebie zniechęcić. Jak na złość metoda ta kompletnie się nie sprawdziła (może też z tego względu,że nie potafię być naprawdę wredna, to po prostu nie w moim stylu), zamiast tego zaczął dostrzegać rzeczy,które Nas łączą np. oglądanie filmów, gotowanie,słuchanie muzyki itd. W praktycznie we wszystkim co Mu powiedziałam dostrzegał z Nas bratnie dusze. Miesiące mijały,każde z Nas miało swoje życie, a biorąc pod uwagę fakt,że mieszkamy kawałek od siebie to nasze relacje zaczęły się zmieniać,powoli zanikać. Po jakiś paru miesiącach,kiedy znów odzyskaliśmy kontakt oboje byliśmy już na innym etapie. Tzn, zarówno On, jak i ja się z kimś spotykaliśmy. Nie były to wtedy jeszcze związki,ale randkowanie, w obydwu przypadkach. Również w obu przypadkach znajomości te wyglądały dosyć specyficznie,ponieważ Jej były wciąż nie dawał Jej spokoju, narzucał się, wydzwaniał,a czasami nawet śledził, a więc nie chciała się wiązać, jakoś tak poważnie. Cały czas powtarzała Mu,że potrzebuje czasu,że nie chce go stracić i potrzebuje kogoś bliskiego,a On był cierpliwy i czekał,aż zmieni zdanie. W moim przypadku natomiast było tak,że chłopak z którym zaczęłam się spotykać wciąż miał złamane serce przez jakąś zołzę ( nigdy jej nie poznałam,ale nie wyobrażam sobie co takiego Mu zrobiła,że zostawiła Go w takim kiepskim stanie psychicznym). Od ich rozstania minął już rok,ale wciąż ją rozpamiętywał (sądzę nawet,że nadal to robi). Nie jestem pewna czemu,ale czułam jakąś taką wewnętrzną potrzebę,aby Mu pomóc. Być lekiem na Jego złamane serce. No wiecie wyobrażałam sobie,że będzie jak na filmach.Ona pomagając Mu zakochuję się w Nim, a z czasem On również zaczyna kochać Ją, bo zauważa,że na serio Jej na Nim zależy itd. Naiwne nie? No w każdym bądź razie oczywiście ni było, tak ja ja sobie to wymarzyłam. Zamiast tego mój nowy chłopak zaczął porównywać mnie do swojej ex oraz próbować mnie w nią zmienić. Nie było to miłe,ale przez jakiś czas to znosiłam. Dosyć szybko okazało się jednak,że miałam być tylko kimś w zastępstwie,by miał kogoś bliskiego, a tak naprawdę to chyba nigdy Mu na mnie nie zależało. Naprawdę życzę Mu tego,żeby poznał dziewczynę,której uda się jakoś poskładać serce, no ja nie podołałam temu zadaniu,ale patrząc na to z tej perspektywy to nigdy tak naprawdę do siebie nie pasowaliśmy. Może z jakiś tydzień po rozstaniu odezwał się do mnie M. Pamiętam,że było już późno i właśnie miałam kłaść się spać kiedy zadzwonił. Chciał się mnie poradzić,co powinien zrobić ze swoją wybranką,która wciąż trzymała Go na dystans. Niby byli razem,ale nie oficjalnie (pomimo tego,że wszyscy od dawno o Nich wiedzieli ;-)). Ciągle powtarzała,że boi się przedstawić Go rodzicom jako swojego oficjalnego chłopaka, pomimi tego,że M przyjeżdżał do Niej do domu co weekend, czasem w tygodniu również. Nie dość,że Jej rodzice Go znali to jeszcze uwielbiali. Jako dziewczyna wiedziałam,że Ona w ten sposób odwleka wszystko w czasie. Uświadomiłam sobie również,że sama postępowałam całkiem podobnie w stosunku do Niego i nie poprawiło to rzecz jasna mojej samo oceny, wręcz przeciwnie czułam się jeszcze gorzej. Po paru tego typu rozmowach poleciłam Mu,aby pogadał z Nią szczerze i kazał się zdecydować. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób. Dawał Jej czas. Muszę przyznać,że ten facet ma naprawdę mnóstwo cierpliwości. Koniec końców z jakieś 2 tygodnie temu z Nią zerwał. Kazał się Jej zdecydować, naprawdę zdecydować, kiedy tego nie zrobiła powiedział,że między Nimi koniec. Znowu jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił,że zostaliśmy singlami w prawie tym samym czasie i najwyraźniej uznał,że to chyba jakiś znak,gdyż kontynuował temat tabu. Muszę przyznać,że już nie tak natarczywie,ale wciąż. Zaprasza mnie do kina,co dla mnie jest przyjacielskim wypadem,a dla Niego prawdopodobnie randką. Kiedy pisaliśmy sms to nazwał mnie parę razy kochanie. Kiedy zwróciłam Mu uwagę wytłumaczył,że to taka pomyłka, bo tak mu zostało z pisanie ze swoją byłą. Udałam,że w to wierzę i tak jest do tej pory. Wiem ( na całe szczęście), że On mnie nie kocha,ani nic w ten sposób,dlatego też przyjaźń ze mną nie rani Go tak bardzo jak na początku myślałam. On po prostu uważa,że jestem jedyną normalną dziewczyną jaką zna i dlatego wciąż się łudzi,że się ugnę. Ostatnio stwierdził,że nie potrafi być sam i potrzebuje kogoś bliskiego. To jest powód dla którego jestem obiektem Jego westchnień. Ja nie mam nic przeciwko temu,żebyśmy byli takimi prawdziwymi przyjaciółmi, no wiecie takimi co są na serio blisko i przytulają się od czasu do czasu,mogą na siebie liczyć itd. Boję się jednak o to, czy takiego każdo razowego gestu nie interpretowałby w zły sposób. Poprosiłam Go nawet dzisiaj,żeby postarał się widzieć we mnie kogoś w rodzaju kuzynki,bądź młodszej siostry. Nie wiem na ile ta metoda się sprawdzi. Oprócz tego poprosił mnie abym go zeswatała z jakąś koleżanką. Pech chce,że akurat w tym momencie nie mam Nikogo takiego. Moje przyjaciółki są zajęte, koleżanka z nowej szkoły również, większość w sumie to już ma nawet narzeczonych. Mam jedną nową przyjaciółkę,która wiem,że jest wolna no i może nawet podam Jej Jego numer, Tak chociaż,żeby popisali trochę i się lepiej poznali. Wiem,że nic na siłę,ale może jednak zaiskrzy między Nimi?  ;-) 
Wczoraj po z jakiejś miesięcznej przerwie widziałam się z Monią. Byłyśmy na rynku, pospacerowałyśmy, pogadałyśmy i się pośmiałyśmy tak jak zawsze :D. Dobrze się bawiłam, a brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jednak nie ma to jak Monia na serio, zawsze świetnie się dogadywałyśmy, byłyśmy naprawdę sobą w swoim towarzystwie, a i zawsze miałyśmy o czym gadać. Bardzo się cieszę razem z Nią, ponieważ po 3-miesięcznej rozłące Jej chłopak Adam przyjeżdża jutro z Francji, na dodatek na stałe,więc rzecz jasna jest bardzo podekscytowana. Dawno Jej takiej nie widziała, uśmiech od ucha do ucha, oczy się świeciły jak choinka na Boże Narodzenie ;-). Nic dziwnego, to była długa rozłąka. Na dodatek od przyszłego roku On planuje się przeprowadzić do Krakowa,więc mieliby jeszcze lepiej. Haha mam tylko nadzieję,że od czasu do czasu dla mnie też go trochę znajdzie ;-). Ale w tej kwestii staram się myśleć pozytywnie, bo Ona po prostu nie jest taka,nigdy nie była. Po za tym,wiem,że tak jak mi zależy na przyjaźni z Nią,jej zależy na przyjaźnieniu się ze mną 
J.  A mam teraz jakiś taki czas,że na serio potrzebuje przyjaciółki, wyrwać się z domu,zabawić itd. Może też dlatego,że nie dogaduję się z Martą tak dobrze jak mi się wydawało,że będziemy. Jednak jesteśmy bardziej różne niż myślałam na początku, a inna koleżanka studiuje na AWF i prawie wcale Jej nie widuję w szkole.  Z tego też względu chciałabym pójść do klubu. Nigdy nie byłam,a jestem ciekawa tego nocnego,studenckiego życia. Monia była parę razy,bo w tej nowej szkole poznała taką dziewczyną typową imprezowiczke,która ciągle Ją gdzieś wyciąga. Monia powiedziła,że tańczyła z ponad 10 chłopcami w ciągu jednej nocy haha :D niezły wynik,nie? Nie wiem,czy w moim przypadku byłoby tak samo,ale nie zaszkodzi spróbować. Nie wiem czy udałoby mi się poznać kogoś fajnego na imprezie,ale do flirtu, tańczenia i zabawy nocny klub wydaję się wręcz idealny,prawda? ;-) Zawsze powtarzałam,że to nie jest dla mnie itd,ale tak na serio to skoro nie byłam, to nie mam prawa się wypowiadać,nie? ;-). Może zechcielibyście podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tego typu imprez w komentarzach? Chętnie poczytam. A jeśli wiecie,jak zrobić z chłopka,przyjaciela to też dajcie znać. Na razie pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję do zobaczenia w następnym poście :-*.