piątek, 12 stycznia 2018
Komedie romantyczne
Uwielbiam je oglądać, ale zawsze mnie przygnębiają. Co jeśli ja nigdy nie przeżyję czegoś podobnego? Co jeśli PRAWDZIWA miłość po prostu nie istnieje? Jest tylko albo udawana, albo nieodwzajemniona czego miłością nazwać nie można. Na filmach, w książkach to wszystko jest tak banalnie proste. Dwoje ludzi rozumie się doskonale, lubi spędzać ze sobą czas, chociażby tylko rozmawiając, gdyż te rozmowy są interesujące. A w prawdziwym nawet jeśli już poznasz kogoś kim się zainteresujesz to On nie będzie odpisywał, albo będzie się wykręcał tym, że jest zajęty i ciągle pracuje, aby się z Tobą nie spotkać. Grr...z jednej strony chce wybić Go sobie z głowy, a z drugiej od czasu do czasu wciąż mam tą głupią nadzieje. Po za tym ta "fascynacja" jest mi na rękę z jednego powodu. Dzięki temu nie oglądam się za innymi chłopcami, nawet o Nich nie myślę. Jest więc, znikoma szansa na to, że znowu zadurzę się w jakimś kretynie chociażby na studiach i zrobię z siebie idiotkę, znowu. Ale zdecydowanie zbyt często o Nim myślę. W pracy, w domu, jak jestem z Mańkiem, czy Łukaszem. Och dlaczego och dlaczego nie możemy chociaż raz się spotkać? Czy naprawdę proszę o tak wiele? Jedno, głupie, pierniczone spotkanie dzięki któremu przekonam się na własnej skórze, że z tego nic nie będzie. Że osoba, którą sobie wymyśliłam tak naprawdę nie istnieje. Ja powinnam się o tym dowiedzieć, dzięki czemu sądzę, iż mogłabym ruszyć naprzód. Już wiem, ponieważ się zorientowałam. W sumie to nie było trudno, że On jest typem nieśmiałęgo faceta. To jest powód dla którego to ja ZAWSZE muszę zaczynać rozmowę pierwsza. A także ja musiałam zaproponować spotkanie pół roku temu, jak i teraz, a i tak pewnie wyjdą z tego nici. Ale nawet, gdy jest się nieśmiałym, a chce się z kimś gadać, czy spotkać to człowiek jest w stanie się przemóc. No chyba, że On tak naprawdę nie chce i znów odwleka to w czasie, abym zapomniała i dała Mu spokój? Teraz znowu nie wiem czy ja powinnam napisać czy czekać, aż jednak sam coś odpiszę na moją jakże mądrą wiadomość. Szlag mnie trafia na miejscu w takich sytuacjach. Tym bardziej, że o ile chociażby czasami o mnie myśli to zapewne jak o koleżance albo zwyczajnej znajomej z wirtualnego świata. Dobra. Mam ciekawsze rzeczy do roboty, no może nie ciekawsze, ale dużo ważniejsze, niż opisywanie swoich przeżyć związanych z tchórzem. Tak dokładnie tak. Od teraz tak właśnie zamierzam Go nazywać. Wiem, że to nie jest miłe i nawet nie jest sprawiedliwe, bo nie powinnam mieć do Niego pretensji. W końcu NIC mi nie obiecywał, a to, że się wkręciłam w tą relacje również nie jest Jego winą. A mimo to, mimo, że wiem, iż nie mam do tego prawda czuję do Niego żal. Bo sądzę, że na jednym pieprzonym spotkaniu nic by nie stracił. A może by i zyskał, chociażby "sprzymierzeńca"? Chociaż z drugiej strony teraz, gdy ja już się tak bardzo wkręciłam, a okazałoby się, iż miałby mnie co najwyżej za przyjaciółkę to trudno byłoby mi się z tego potem wykręcić nie łamiąc danego słowa, że może mi zaufać, które na pewno bym Mu dała.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
A jakie jest Twoje zdanie?