niedziela, 1 listopada 2015

Jak zrobić z chłopaka - przyjaciela? Oto jest pytanie ;-)

Cześć, dzisiaj trochę głębiej przyjrzę się relacjom międzyludzkim. Jeśli jesteś dziewczyną/ chłopakiem, w której/którym jest zadurzona/y przyjaciel/przyjaciółka to myślę,że dobrze trafiliście. Może razem uda Nam się rozwikłać ten problem ;-). Z M przyjaźnie się już chyba z jakieś 2 lata około. Jeśli można nazwać przyjaźnią relację w której jedna strona jest bardziej zaangażowana niż druga. Nasz znajomość jeste trochę bardziej skomplikowana,ponieważ zaczęliśmy się spotykać na innej stopie towarzyskiej w momencie poznawania. Nigdy nie byliśmy prawdziwą parą, ja bym to bardziej nazwała imitacją związku. Jak by nie patrzeć to zachowywaliśmy się jak para, no może nie taka tradycyjna,ale jednak. Muszę przyznać,że to był dla mnie wyjątkowo trudny okres w życiu ( rodzice prawie się rozwiedli, szkoła dawała mi w kość, nie tak dawno rozstałam się z chłopakiem,a na dodatek przyjaciele nie mieli czasu), dlatego też miło było mieć przy sobie kogoś bliskiego na kogo mogłam liczyć. Zdaję sobię sprawę z tego,że było to egoistyczne,ale wtedy nie potrafiłam inaczej, nie myślałam w ten sposób. Kiedy sytuacja w domu trochę się uspokoiła i wszystko zaczęło powoli wracać do normy uświadomiłam sobie co zrobiłam. Było mi bardzo źle z tego powodu, dlatego też jak najszybciej postanowiłam porozmawiać z Nim na ten temat i wyjaśnić całą sprawę. Dałam Mu delikatnie do zrozumienia,że nie będzie Nas łączyło nic więcej po za przyjaźnią, oczywiście nie był tym pomysłem zachwycony. Wiedziałam o tym dlatego powiedziałam Mu,że jeśli nie chce być moim przyjacielem to to zrozumiem i że po prostu musimy się rozstać,każde pójść w swoją stronę. On zaprzeczył, powiedział,że nie chce stracić tej znajomości i że z czasem może coś więcej z Nami wyjdzie, a jeśli nie to po prostu nasze ralacje pozostaną takie jakie były. Czas mijał a M bardzo często wracał do tematu. Starałam się delikatnie wybić Mu ten pomysł z głowy,ale nie było to skuteczne,więc nie jeden raz kończyło się to kłótniami. Kiedy uświadomiłam sobie,że Jego sposób patrzenia na mnie chyba się nie zmieni,zdecydowałam,że lepiej będzie zakończyć tę znajomość. Nie chciałam,aby dłużej się męczył i cierpiał prze ze mnie więc, zachowałam się jak dziecko i przestałam się do Niego odzywać. Nie odpowiadałam na telefony,sms czy też wiadomości na fb. Po jakiś 2 dniach napisałam Mu jedynie,że lepiej będzie jeśli już nie będziemy się przyjaźnić,że jest mi przykro,ale nie mogę postąpić inaczej i że dziękuje Mu za wszystko. Oczywieście na nic się to nie zdało, gdyż ani wiadomości,ani telefony się nie skończyły. W dniu w którym moja wola była słabsza niż zazwyczaj,postanowiłam odebrać. Pamiętam,że gadaliśmy wtedy ponad godzinę. Opowiedział mi o tym,że poznał jakąś dziewczynę i zaczął się z Nią spotykać. Nie było to nic poważnego,bo nie znali się długo,ale randkowali. Po wysłuchaniu tego nadzieja odżyła we mnie na nowo. Pomyślałam „ co jeśli na serio Mu przeszło? Jeśli zainteresował się inną dziewczyną i widzi we mnie jedynie przyjaciółkę?” Upierał się,że rozumie i akceptuje moje uczucia wspominając,że może kiedyś coś będzie,ale nie będzie naciskał, oraz wspomniał,że każde z Nas pójdzie w swoją stronę i zacznie umawiać się z innymi,a my pozostaniemy przyjaciółmi. Wtedy właśnie gadanie o naszym „przyszłym związku” nazwałam tematem tabu, do którego miał więcej nie wracać. Ewentualnie wrócimy do niego,kiedy ja kiedyś tak zdecyduję. Rzecz jasna ja już wtedy wiedziałam,że nigdy do niego nie wrócę. Miałam nadzieję,że poszedł na przód i niewygodne rozmowy mamy już za sobą. Z ową dziewczyną nie spotykał się jednak zbyt długo. Dosyć szybko zaczął wracać do tematu tabu,a ja starałam się jakoś to znosić i puszczać mimo uszu bądź zmieniać temat. Obudziłam w sobie nawet moje elter-ego, (które uwierzcie mi nie zawsze jest miłe ;-)) , aby jakoś Go do siebie zniechęcić. Jak na złość metoda ta kompletnie się nie sprawdziła (może też z tego względu,że nie potafię być naprawdę wredna, to po prostu nie w moim stylu), zamiast tego zaczął dostrzegać rzeczy,które Nas łączą np. oglądanie filmów, gotowanie,słuchanie muzyki itd. W praktycznie we wszystkim co Mu powiedziałam dostrzegał z Nas bratnie dusze. Miesiące mijały,każde z Nas miało swoje życie, a biorąc pod uwagę fakt,że mieszkamy kawałek od siebie to nasze relacje zaczęły się zmieniać,powoli zanikać. Po jakiś paru miesiącach,kiedy znów odzyskaliśmy kontakt oboje byliśmy już na innym etapie. Tzn, zarówno On, jak i ja się z kimś spotykaliśmy. Nie były to wtedy jeszcze związki,ale randkowanie, w obydwu przypadkach. Również w obu przypadkach znajomości te wyglądały dosyć specyficznie,ponieważ Jej były wciąż nie dawał Jej spokoju, narzucał się, wydzwaniał,a czasami nawet śledził, a więc nie chciała się wiązać, jakoś tak poważnie. Cały czas powtarzała Mu,że potrzebuje czasu,że nie chce go stracić i potrzebuje kogoś bliskiego,a On był cierpliwy i czekał,aż zmieni zdanie. W moim przypadku natomiast było tak,że chłopak z którym zaczęłam się spotykać wciąż miał złamane serce przez jakąś zołzę ( nigdy jej nie poznałam,ale nie wyobrażam sobie co takiego Mu zrobiła,że zostawiła Go w takim kiepskim stanie psychicznym). Od ich rozstania minął już rok,ale wciąż ją rozpamiętywał (sądzę nawet,że nadal to robi). Nie jestem pewna czemu,ale czułam jakąś taką wewnętrzną potrzebę,aby Mu pomóc. Być lekiem na Jego złamane serce. No wiecie wyobrażałam sobie,że będzie jak na filmach.Ona pomagając Mu zakochuję się w Nim, a z czasem On również zaczyna kochać Ją, bo zauważa,że na serio Jej na Nim zależy itd. Naiwne nie? No w każdym bądź razie oczywiście ni było, tak ja ja sobie to wymarzyłam. Zamiast tego mój nowy chłopak zaczął porównywać mnie do swojej ex oraz próbować mnie w nią zmienić. Nie było to miłe,ale przez jakiś czas to znosiłam. Dosyć szybko okazało się jednak,że miałam być tylko kimś w zastępstwie,by miał kogoś bliskiego, a tak naprawdę to chyba nigdy Mu na mnie nie zależało. Naprawdę życzę Mu tego,żeby poznał dziewczynę,której uda się jakoś poskładać serce, no ja nie podołałam temu zadaniu,ale patrząc na to z tej perspektywy to nigdy tak naprawdę do siebie nie pasowaliśmy. Może z jakiś tydzień po rozstaniu odezwał się do mnie M. Pamiętam,że było już późno i właśnie miałam kłaść się spać kiedy zadzwonił. Chciał się mnie poradzić,co powinien zrobić ze swoją wybranką,która wciąż trzymała Go na dystans. Niby byli razem,ale nie oficjalnie (pomimo tego,że wszyscy od dawno o Nich wiedzieli ;-)). Ciągle powtarzała,że boi się przedstawić Go rodzicom jako swojego oficjalnego chłopaka, pomimi tego,że M przyjeżdżał do Niej do domu co weekend, czasem w tygodniu również. Nie dość,że Jej rodzice Go znali to jeszcze uwielbiali. Jako dziewczyna wiedziałam,że Ona w ten sposób odwleka wszystko w czasie. Uświadomiłam sobie również,że sama postępowałam całkiem podobnie w stosunku do Niego i nie poprawiło to rzecz jasna mojej samo oceny, wręcz przeciwnie czułam się jeszcze gorzej. Po paru tego typu rozmowach poleciłam Mu,aby pogadał z Nią szczerze i kazał się zdecydować. Za każdym razem kończyło się to w ten sam sposób. Dawał Jej czas. Muszę przyznać,że ten facet ma naprawdę mnóstwo cierpliwości. Koniec końców z jakieś 2 tygodnie temu z Nią zerwał. Kazał się Jej zdecydować, naprawdę zdecydować, kiedy tego nie zrobiła powiedział,że między Nimi koniec. Znowu jakiś dziwny zbieg okoliczności sprawił,że zostaliśmy singlami w prawie tym samym czasie i najwyraźniej uznał,że to chyba jakiś znak,gdyż kontynuował temat tabu. Muszę przyznać,że już nie tak natarczywie,ale wciąż. Zaprasza mnie do kina,co dla mnie jest przyjacielskim wypadem,a dla Niego prawdopodobnie randką. Kiedy pisaliśmy sms to nazwał mnie parę razy kochanie. Kiedy zwróciłam Mu uwagę wytłumaczył,że to taka pomyłka, bo tak mu zostało z pisanie ze swoją byłą. Udałam,że w to wierzę i tak jest do tej pory. Wiem ( na całe szczęście), że On mnie nie kocha,ani nic w ten sposób,dlatego też przyjaźń ze mną nie rani Go tak bardzo jak na początku myślałam. On po prostu uważa,że jestem jedyną normalną dziewczyną jaką zna i dlatego wciąż się łudzi,że się ugnę. Ostatnio stwierdził,że nie potrafi być sam i potrzebuje kogoś bliskiego. To jest powód dla którego jestem obiektem Jego westchnień. Ja nie mam nic przeciwko temu,żebyśmy byli takimi prawdziwymi przyjaciółmi, no wiecie takimi co są na serio blisko i przytulają się od czasu do czasu,mogą na siebie liczyć itd. Boję się jednak o to, czy takiego każdo razowego gestu nie interpretowałby w zły sposób. Poprosiłam Go nawet dzisiaj,żeby postarał się widzieć we mnie kogoś w rodzaju kuzynki,bądź młodszej siostry. Nie wiem na ile ta metoda się sprawdzi. Oprócz tego poprosił mnie abym go zeswatała z jakąś koleżanką. Pech chce,że akurat w tym momencie nie mam Nikogo takiego. Moje przyjaciółki są zajęte, koleżanka z nowej szkoły również, większość w sumie to już ma nawet narzeczonych. Mam jedną nową przyjaciółkę,która wiem,że jest wolna no i może nawet podam Jej Jego numer, Tak chociaż,żeby popisali trochę i się lepiej poznali. Wiem,że nic na siłę,ale może jednak zaiskrzy między Nimi?  ;-) 
Wczoraj po z jakiejś miesięcznej przerwie widziałam się z Monią. Byłyśmy na rynku, pospacerowałyśmy, pogadałyśmy i się pośmiałyśmy tak jak zawsze :D. Dobrze się bawiłam, a brakowało mi tego od dłuższego czasu. Jednak nie ma to jak Monia na serio, zawsze świetnie się dogadywałyśmy, byłyśmy naprawdę sobą w swoim towarzystwie, a i zawsze miałyśmy o czym gadać. Bardzo się cieszę razem z Nią, ponieważ po 3-miesięcznej rozłące Jej chłopak Adam przyjeżdża jutro z Francji, na dodatek na stałe,więc rzecz jasna jest bardzo podekscytowana. Dawno Jej takiej nie widziała, uśmiech od ucha do ucha, oczy się świeciły jak choinka na Boże Narodzenie ;-). Nic dziwnego, to była długa rozłąka. Na dodatek od przyszłego roku On planuje się przeprowadzić do Krakowa,więc mieliby jeszcze lepiej. Haha mam tylko nadzieję,że od czasu do czasu dla mnie też go trochę znajdzie ;-). Ale w tej kwestii staram się myśleć pozytywnie, bo Ona po prostu nie jest taka,nigdy nie była. Po za tym,wiem,że tak jak mi zależy na przyjaźni z Nią,jej zależy na przyjaźnieniu się ze mną 
J.  A mam teraz jakiś taki czas,że na serio potrzebuje przyjaciółki, wyrwać się z domu,zabawić itd. Może też dlatego,że nie dogaduję się z Martą tak dobrze jak mi się wydawało,że będziemy. Jednak jesteśmy bardziej różne niż myślałam na początku, a inna koleżanka studiuje na AWF i prawie wcale Jej nie widuję w szkole.  Z tego też względu chciałabym pójść do klubu. Nigdy nie byłam,a jestem ciekawa tego nocnego,studenckiego życia. Monia była parę razy,bo w tej nowej szkole poznała taką dziewczyną typową imprezowiczke,która ciągle Ją gdzieś wyciąga. Monia powiedziła,że tańczyła z ponad 10 chłopcami w ciągu jednej nocy haha :D niezły wynik,nie? Nie wiem,czy w moim przypadku byłoby tak samo,ale nie zaszkodzi spróbować. Nie wiem czy udałoby mi się poznać kogoś fajnego na imprezie,ale do flirtu, tańczenia i zabawy nocny klub wydaję się wręcz idealny,prawda? ;-) Zawsze powtarzałam,że to nie jest dla mnie itd,ale tak na serio to skoro nie byłam, to nie mam prawa się wypowiadać,nie? ;-). Może zechcielibyście podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami w tego typu imprez w komentarzach? Chętnie poczytam. A jeśli wiecie,jak zrobić z chłopka,przyjaciela to też dajcie znać. Na razie pozdrawiam Was cieplutko i mam nadzieję do zobaczenia w następnym poście :-*. 

poniedziałek, 26 października 2015

Przestać szukać miłości na siłę !!!

To jest postanowienie, którego próbuje dotrzymywać już od dłuższego czasu,ale mi się nie udaję :(. Zdaję sobie sprawę z tego jakie to głupie i bezsensowne, ale nie mogę nic poradzić na to uczucie,że coś ważnego mi umyka. Że coś tracę, jakieś cenne doświadczenie. Dobra jestem jeszcze młoda,ale nie jedna osoba w moim wieku może powiedzieć,że albo była, albo jest w poważnym związku. Zwrot "poważny związek" wcale nie znaczy dla mnie to samo co "ten na całe życie", tylko ktoś kogo się kocha i kto kocha ciebie. Aby poczuć, dowiedzieć się co to za uczucie. Wiem,że pewnie brzmię na zdesperowaną,ale w sumie piszę to tylko po to,żeby się wygadać, w formie terapii ;). Przeważnie mi to pomaga, co prawda tylko na jakiś czas,ale dobre i to. Nie wiem czy to dzisiaj mam taki dzień i już. Bo mam wyjątkowego doła. Aleogólnie to mój problem polega na tym,że cały czas myślę o związku i poznaniu chłopaka i to naprawdę nie jest zależne ode mnie. Staram się przestać,ale nie potrafię. Grr...to jest takie głupie, wręcz idiotyczne, ale moja głupia podświadomość najwyraźniej nie ma zamiaru mnie słuchać. Mam na myśli to,że gdziekolwiek bym nie poszła to jedna z pierwszych myśli która pojawia się w mojej głowie to to czy kogoś poznam? Czy to nie jest kretyńskie? Owszem, znam odpowiedź. Ale prawdę mówiąc to chciałabym poznać odpowiedź na pytanie"jak przestać?". Ni chce myśleć o tym,że może znajdę kogoś w szkole lub na zaj.teatralnych albo nie wiem na dyskotece, gdziekolwiek. To jest coś co nie daję mi spokoju. Czasami naprawdę myślę,że jestem jakaś wybrakowana, pechowa lub,że nie zasłużyłam na przeżycie takiego uczucia jak miłość. A może sęk w tym,że i tak bym się zawiodła? Czytając książki, oglądając seriale ciągle napotykam się na miłość i to nie byle jaką. Wiem o tym, lub przynajmniej wydaję mi się,że wiem iż to w prawdziwym życiu nie wygląda w ten sposób i wcale nie jest tak kolorowo, a przynajmniej nie przez cały czas,ale mimo wszystko chciałabym tego doświadczyć. Od jakiegoś czasu marzę o tym,aby poznać kogoś z kim będę się poznawać stopniowo i zakochiwać stopniowo, ja w Nim, a On we mnie, potem razem zamieszkamy i ogólnie będziemy razem dojrzewać,zmieniać się razem itd. Nie chciałabym sytuacji w której jestem w takim wieku,że pasuje już wychodzić za mąż i zakładać rodzinę. Mam wrażenie,że stoję w miejscu i nie potrafię ruszyć na przód. Nigdy w życiu nie byłam zakochana ( tak naprawdę z wzajemnością) i nie mówię już nawet o tym,że wszystkie moje przyjaciółki są w szczęśliwych związkach bo to przecież nie o to chodzi. Nie chcę z Nimi w żaden sposób rywalizować,ani z nikim innym również. Chce iść swoim tempem,ale faktycznie iść. To jest w sumie chyba pierwszy raz,kiedy żaden dosłownie żaden chłopak mi się nie podoba, ani w szkole ani nigdzie indziej. Cieszy mnie to, bo bez sensu jest się w kimś podkochiwać z odległości bez wzajemności,gdy obiekt twoich westchnień ledwie wie o twoim istnieniu. Z resztą staram się,aby taki stan rzeczy pozostał,gdyż zauważyłam,że tak już u mnie jest,że gdy zaczynam za dużo myśleć o jakimś chłopaku to nagle mnie TO dopada, a potem już nie ma zmiłuj. Wzdycham do najczęściej jakiegoś kompletnego kretyna ( i nie mówię tak o nich ze względu na to,że nie odwzajemnili moich uczuć, ale ze względu na to,że poważnie było z Nimi coś nie tak,lecz wtedy ja tego nie widziałam), który ledwo zwraca na mnie uwagę. Dlatego teraz staram się stopować tego typu niepotrzebne myśli. Jak na razie z powodzeniem ;). Wszyscy ciągle powtarzają,że miłość cie znajdzie,gdy przestaniesz jej szukać. Dlatego też ja chcę przestać,ale na serio przestać,a nie tylko tak sobie wmawiać, jak dotychczas.Próbuję,więc myśleć o sobie i robić wszystko dla siebie. Ciągle czymś się zajmować,ale jak tak dalej pójdzie to znienawidzę wszystkich romansów z jakimi mam do czynienia w literaturze ze względu na swoją sytuację (pomimo tego,że serio je uwielbiam).
Myślę,że jakiś związek może mieć z tym to,że ostatnio wszystko się sypie. Mam 5 kolokwium w tym tygodniu,a nie mogę się skupić na nauce, w sumie to na dosłownie niczym nie mogę się skupić, tak jakby wszystko mnie nudzi i mnie dołuje. Jeśli chodzi o to co do tej pory było pewną trwałą w moim życiu też się sypię. Zawsze wiedziałam,że utrzymywanie przyjaźni na całe życie nie należy do prostych rzeczy,ale do tej pory się udawało, pomimo tego,że byłyśmy w różnych szkołach,miałyśmy nowych znajomych i nowe zajęcia,ale teraz jest gorzej niż kiedykolwiek. Zaczynam się zastanawiać czy tak naprawdę my kiedykolwiek na serio się przyjaźniłyśmy? A może tylko to sobie wmawiałyśmy, bo tak było wygodnie? Wiem,że każda z Nas ma swoje życie, swojego chłopaka, szkołę,zajęcia, szkołę,nowych znajomych itd. tak jak i ja,ale do tej pory udawało Nam się być ponad to,a teraz jest jakoś tak dziwnie. Zastanawiam się,czy tylko ja to odczuwam,że nasze stosunki się ochłodziły i jest jakoś tak sztywno. Czy wszystkie zmieniłyśmy się tak bardzo,że nie dostrzegamy niczego po za czubkiem własnego nosa ? W takim sytuacjach nigdy nie miałam oporów by po prostu zadzwonić lub napisać i to naprawić,ale teraz, sama nie wiem czy to jest dobry pomysł, czy One tego chcą? A może lepiej byłoby odpuścić, nie trzymać się siebie na siłę? Tylko,że ja z 2 strony już wolę żebyśmy :trzymały się na siłę" pod warunkiem,że nie jestem jedyną osobą,która tak myśli. A mam nadzieję,że nie jestem. Nie wiem czy którakolwiek z Nich to przeczyta,ale jeśli tak to odpowiedzcie na moje pytanie. Szczerze, czy chcecie abyśmy dalej trzymały się razem,paczką,przyjaźniły się,czy nie? Sama zadałabym Wam to pytanie wprost,ale jakoś tak mi głupio i w sumie sama nie wiem czemu.
Natomiast jeśli chodzi o zaj, teatr. to muszę przyznać,że jest zupełnie inaczej niż wydawało mi się na początku. Znowu odnoszę wrażenie,że jestem jakaś felerna " czarna owca", która o dziwo ciągle jest spięta ( pomimo,że wydaję mi się,że tak nie jest), która nie potrafi okazywać tak prawdziwie emocji, oddychać przeponą itd. Zaczynam się zastanawiać,czy teatr faktycznie jest dla mnie? Może to może być tylko coś w rodzaju rozrywki,ale to chyba jednak nie jest moje miejsce. Staram się jak mogę,a i tak mi nie wychodzi o wkurzam się z tego powodu,że tylko ja jestem upominana,że ciągle robię coś źle. Mam tego dość. Jak jakaś głupia i naiwna miałam w sobie na tyle pychy iż myślałam,że będę jedna z najlepszych,a może,że nawet będę najlepsza, haha ,że będę jakąś cholerną "gwiazdą", która poradzi sobie zarówno z tremą, jak i wszystkimi innymi przeszkodami. Pewnie to dlatego dostałam nauczkę.
Przepraszam,że dzisiaj cała notka jest taka depresyjna,ale jakoś tak mnie naszło ;).

piątek, 16 października 2015

Im Nas więcej,tym weselej?

Cześć, mam szczerą nadzieję,że tak jest,bo na zaj.teatr. na które chodzę zrobiło się całkiem tłoczno ;). Miało Nas być góra 10. Na początku była to grupa 8-osoba, a teraz jet chyba z jakieś 14 osób i podobno jeszcze ma Ktoś dołączyć. Z jednej strony to fajnie bo będzie jeszcze bardziej zabawnie, a po za tym sztuki jakie mielibyśmy rozegrać też powinny wyjść lepiej. Z drugiej jednak strony wychodzi na to,że na każdych kolejnych zaj. poznajemy Kogoś nowego, a ja z jednej strony czuje się z tym dobrze, a z 2 nie jestem już tak zrelaksowana, jak dawniej. Tym bardziej,że ostatnio Marlena daje nam niezły wycisk fizyczny( w życiu się tak nie męczyłam na żadnym szkolnym w-fie), a po za tym martwi mnie to,że z ćwiczeń na dykcje i dosłownie-krzyczenie, nie idzie mi najlepiej :(. Na dodatek jako jedynej. Cały czas brzmi to tak, jakbym połknęła żabę( jak Ona to mówi), a ja się na serio staram i nie mam pojęci czemu mi nie wychodzi. W domu jakoś wszystko jest ok i czysto, to chyba jednak wina tremy, której nie miałam przy 4 osobach, a teraz się obudziła, by mnie męczyć. Nie chce być czarną owcą w tej grupie ( tak jak i nigdzie innej), ale zwłaszcza tam. Sądziłam,że to moje miejsce na świecie. Przez pierwsze 2 zaj. czułam się naprawdę swobodnie, a teraz już tak nie jest. Podoba mi się to, więc nie chcę tak łatwo rezygnować, ale kiedy usłyszałam o prawie codziennych próbach do późna do spektaklu, nerwach, złych emocjach, braku czasu na cokolwiek innego, to przyznaję,że nie jest to zbyt kusząca perspektywa. Chodzę do szkoły i muszę się uczyć, nie ma zmiłuj. Nie mogę i nie mam zamiaru zaniedbać edukacji z powodu zaj,które sama sobie wymyśliłam. Owszem będę się na nich starać jak tylko mogę,ale nie kosztem obecnej szkoły.

czwartek, 8 października 2015

Zaczynają się trudności :/

Byłam wczoraj na zaj. teatr. Dołączyło na Nas wczoraj aż 3 nowe osoby, muszę jednak przyznać,że im więcej Nas jest, tym mniej pewnie ja się czuję. Na początku, kiedy była Nas zaledwie garstka to dawałam sobie radę bez żadnych przeszkód. Byłam sobą i nawet byłam z tego powodu dumna i zadowolona. Myślałam,że będę traktować te zajęcia jako rozrywkę po szkole, miejsce z ludźmi, którzy interesują się tym samym co ja, nie sądziłam,że może być tak ciężko :/. Wiem bardzo dobrze o tym,że mam słabą kondycje, ale to co robiliśmy w pon. przechodzi ludzkie pojęcie. Wcielenie się w role generała i to takiego typowego-kosę nie było proste,gdy wszyscy w około się z ciebie śmiali haha :D, ale dla mnie najtrudniejszą rolą była rola żołnierza. To nawet nie z tego powodu,że nie potrafiłam być poważna i wczuć się. Niestety to co kazał Nam robić generał było istnym koszmarem dla moich mięśni. Jest czwartek, a ja nadal jestem tak obolała,ze ledwo daję radę chodzić i to dosłownie. Gdyby chociaż na tym się skończyło,ale to jeszcze nie wszystko. Widzicie zawsze wydawało mi się,że okazywanie emocji dla mnie byłoby bardzo proste. Okazało się jednak wczoraj,że wcale tak nie jest. Zdecydowanie będę musiała popracować nad emocjami. Problemem jest dla mnie wściec się na zawołanie i tak naprawdę,żeby przekonać o tym publiczność. Wczoraj stałam na środku, wszyscy na mnie patrzyli, a ja czułam się totalnie skołowana, bo choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to nie chciało mi to wychodzić. Jeszcze rozumiem gdybyśmy mieli z tą furią powiedzieć coś w stylu "spadaj" lub "przestań", ale przedstawić się? To może tak prosto brzmieć,ale możesz dawać z siebie wszystko, a to i tak nie będzie wystarczające. Opiekunka jest mega wymagająca. Wiem,że to strasznie pyszne, ale wyobrażałam sobie,że będę w tym dobra, nawet jedna z najlepszych,a okazuję się,że to nie jest jakaś" kaszka z mleczkiem ", tak jak sądziłam na początku. Nie mam oczywiście zamiaru rezygnować, bo po pierwsze prawdopodobnie już za to zapłaciłam,a po 2 na prawdę mi się to podoba. Będę musiała więcej z siebie dawać i myślę,że z czasem może lepiej by mi to wyszło, a przynajmniej mam taką nadzieję.

czwartek, 1 października 2015

Moja pasja

Niedawno zapisałam się na zajęcia teatralne. Na początku miały to być zajęcia muzyczne, ze śpiewu. Niestety w tej placówce nie prowadzą takich zajęć grupowych, tylko indywidualne. A jaki ens jest siedzenie z jednym nauczycielem nawet jeśli chodzi o śpiew? No dla mnie to nie jest spełnienie marzeń,więc wybrałam zaj, teatr.z tego powodu,że tam będziemy grupą. Poznałam już parę ludzi,którzy są ze mną w grupie. Sarę, Karolinę, które nie pierwszy rok uczestniczą w zajęciach, Ole, która tydzień temu była p raz pierwszy, jest początkująca, jak i ja, Asię, z którą nie rozmawiałam na tyle długo,żeby dowiedzieć się, jak długo bierze udział w tym przedsięwzięciu,oraz Michała, tego co jak na razie zauważyłam, jedyny chłopak w grupie. Sara, Karolina i Michał są ode mnie młodsi o rok, więc,że tak powiem granica nie jest na szczęście tak duża żeby się zacierać Po za tym jakoś tak w głębi duszy sama tego nie rozumiem,ale czuję,że to jest moje miejsce na świecie. Scena itd. czuję jak bym znała tych ludzi całe życie, a nie widziała Ich 2 razy w życiu. Całkowicie się przed Nimi otworzyłam i jestem sobą. . Żałuje tego,że akurat teraz musiałam zachorować i straciłam już 2 zaj. nie licząc oczywiście prawie tygodniowej nieobecności w szkole :(. W poniedziałek na dodatek miałam mieć kolokwium z praktyk masażu i mnie to ominęło ( oczywiście nie na zawsze ;) ), problem w tym,że osoby zdające wtedy miały na tyle ulgi,że nie dość, że mogły sobie wybrać osobę do masowania to jeszcze wybierały sobie jaką część ciała będą masować,a to było bardzo wygodne. 
W sobotę byłam z mamą u wujka G. Miałyśmy zająć się dziećmi podczas,gdy Oni pojadą gdzieś z okazji rocznicy ślubu. Jak na złość niestety ciocia się rozchorowała, więc koniec końców nigdzie nie pojechali. Co prawda to moja mama miała robić za nianię,ale to ja bawiłam się z dzieciakami. Wow, ile te dzieci mają energii, sama bym tak chciała ;). Przynajmniej miałam okazję zobaczyć kuzynostwo. Natka bardzo się zmieniła,urosła i w ogóle, ale to Stasia nie widziałam z jakieś 1,5 roku ok. Wiem,że mi nie wypada, bo to moja rodzina, haha ale jest naprawdę ślicznym dzieckiem. Ma oliwkową karnację, jak na razie to takie ciemny bląd włoski i do tego jeszcze te ciemno brązowe ciekawe świata oczka. Po prostu cute <3. Zamieściłabym nawet parę zdjęć tych dzieciaków,ale niestety wujek ma można powiedzieć nie zbyt pochlebne zdanie o dodawaniu Ich zdjęć w necie. Po raz pierwszy od lat jednak udało mi się normalnie pogadać z wujaszkiem. Co prawda ma teraz małego bzika na punkcie jagi ( kryzys wieku średniego, jak sam to ujął), ale zrobił się taki bardziej towarzyski bym powiedziała. Cieszy mnie to, bo w końcu jest moim chrzestnym, a miałam wrażenie, jakbyśmy mieli kosę os wielu lat. Możliwe,że byłam za młoda, by tak normalnie z Nim pogadać,a teraz przez to,że jestem no powiedzmy dorosła, granica trochę się zatarła? Z resztą to nie ma znaczenia, ważnie jest to,ze teraz jest między Nami ok :D.
Ostatnio mam hopla z przerzutką na punkcie pewnej serii książek " Dary Anioła" , nie wiem czy kojarzycie, ale jak najbardziej polecam, ponieważ są no po prostu świetne. Aktualnie jestem przy 5, a jest ich 6.Ostatnia jeszcze nie zostałam jednak przekonwertowana na pdf, więc zastanawiam się czy nie poczekać,aż to zrobią. O ile oczywiście miałabym na tyle cierpliwości ;P.Obejrzałam także film do pierwszej części.Przed zobaczeniem go zastanawiałam się dlaczego ma tak kiepskie opinie, ale teraz zrozumiałam. W porównaniu do książki charakterystyka postaci została zminimalizowana niemal do zera.Kiedy czytamy książkę wczuwamy się z emocje i uczucia postaci (przynajmniej ja tak mam). Film został natomiast tak spłycony, wyssany z wszelkich emocji. Tak naprawdę jedyne co im wyszło to scena pocałunku i to by było na tyle,poważnie.To moja opinia i niektórzy mogą się z nią nie zgodzić oczywiście,ale sądzę,że nie jestem odosobniona w tej opinii. A szkoda, na serio wielka bo gdyby 1 część nie okazała się totalnym niewypałem to może nakręciliby inne części. Czytałam na necie,że podobno mają na podstawie książek nakręcić serial i bardzo podoba mi się ten pomysł. Czekam na niego z niecierpliwością,jednak nie mam pojęcia czy to tylko plotki. Chętnie zobaczyłabym jak to "wygląda". W serialu przynajmniej nie musieli by tak lecieć z akcją jak w filmie. Zdaję sobie sprawę,że książka jest długa i trudno jest uchwycić wszystkie momenty w filmie,który trwa z jakieś 2 godz ok. To na prawdę trudne zadanie, któremu reżyser nie podołał. Wycięli mnóstwo scen, a na dodatek dodali własne, przyznaję scena z bramą całkiem mi się podobała, ale wielu innych mi zabrakło, na dodatek tak pozmieniali kolejność,że niektóre rzeczy kompletnie straciły sens. Mam wielką nadzieję,ze serial powstanie i że nad nim więcej popracują, bo jak by na to nie patrzeć serial, gdyby był dobra to na 100 miałby wielu widzów. A to piosenka, która ostatnio nie "daje mi spokoju " po obejrzeniu filmu. Sama nie wiem czemu ale bardzo do mnie przemawia, z resztą posłuchajcie sami :) 





A tą piosenką znalazłam wczoraj i też mi się bardzo podoba. Wykonanie jest genialne, moim zdaniem nawet lepsze od oryginału, z resztą posłuchajcie sami.