wtorek, 28 listopada 2017
Skąd ja to wiem?!
Czy też tak czasami macie, że z jakiegoś powodu macie absolutną pewność co do tego, że Ktoś popełnia błąd pomimo tego, że sami nie przeżyliście czegoś podobnego? Ale może zacznę od początku. Moja koleżanka Doris ma chłopaka od 3 tygodni. Nie wiem co sądzicie na ten temat, ale ja uważam, że to nie jest długo. Przez jakieś przykre doświadczenia z przeszłości o których niewiele wiem jest bardzo, ale to bardzo nieufna w stosunku do Niego. Wydzwania do Niego i pisze. Dopytuje czy On przypadkiem nie ma kogoś na boku, dając Mu z ten sposób jasny komunikat, że Jej zależy. A jak wiadomo nie od dziś faceci z reguły wolą gonić króliczka, niż go złapać. Później ta "zdobycz", że się tak wyrażę przestaje być wyzwaniem innymi słowy przestaje być interesująca. A jawne okazywanie zazdrości jest poważnym błędem na tym etapie związku, tym bardziej, że facet Ją olewa. Nie przyjeżdża, pomimo tego, iż byli umówieni, nie odbiera i nie odpisuje. A Ona rzecz jasna szuka tego kontaktu mimo wszystko. Robi Mu wyrzuty itd. Zupełnie jak by nie wiedziała, iż to przyniesie zupełnie odwrotny skutek. Niemal każdy facet potrzebuje wolności, swobody (i nie tylko facet). Nie można Go zamykać jak w jakiejś klatce, odbierać Mu przestrzeni i wiecznie wyrzucać, że wszystko robi źle. Już nie wspomnę o tym, że według mnie to jest taki typowy typ kobieciarza, który będzie Ją przetrzymywał do momentu, aż Ona pęknie, a On wtedy dostanie to czego chce. Martwię się o Nią, ponieważ jak na tak krótką znajomość to dość mocno się zaangażowała. A sama mi powiedziała, że wie (nie wiem skąd), że był już taki okres, że miał kilka dziewczyn na boku. Ja znam ten typ. Nie odzywa się przez jakiś czas, przeczekując najgorsze, a potem wyskakuje jak filip z konopi. Zachowując się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale manipulant z Niego jest straszny, bo wie doskonale co Ona chce usłyszeć i to mówi. Przez co nie jeden raz już Mu się upiekło. I teraz nie jestem pewna co powinnam Jej powiedzieć, ponieważ jest bardzo wrażliwa. Jeśli powiem Jej wprost, że według mnie to jest po prostu taki typ i nie ma sensu zawracać sobie Nim głowy to będzie Jej przykro, ale z drugiej strony może oszczędzę Jej zawodu, jeśli tego nie zrobię to i tak nie trudno się domyślić, że gościu ewidentnie nie traktuje Jej poważnie i prędzej czy później Ją zrani. Prawdę mówiąc jestem trochę w kropce, gdyż nie bardzo potrafię siedzieć bezczynnie, ale z drugiej strony nie zawsze warto się wtrącać. Co Wy byście mi doradzili? Jak sądzicie czy Doris postępuje słusznie? A może to ja się mylę. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
niedziela, 10 września 2017
Przyjaźń bywa przereklamowana
Byliście kiedyś w sytuacji w której Wasz przyjaciel/przyjaciółka zachowywał się tak jakby już Was dłużej nie znał? Przez co Wy również zachodziliście w głowę jak bardzo On/Ona się zmieniła? Jeśli tak to zapewne rozumiecie co teraz przeżywam.
Przyjaźniłyśmy się od wielu lat, w tym roku będzie 8, może nawet 9. Jeśli chodzi o charaktery to mamy odmienne, lecz wspólne zainteresowania oraz podobny pogląd na wiele rzeczy zbliżyło Nas do siebie. Jasne, że nie we wszystkim zawsze się zgadzałyśmy. Zdarzało Nam się pokłócić. Zawsze szło o jakieś pierdoły jak to zwykle bywa. Zazwyczaj jednak udawało Nam się te problemy przeskoczyć i wrócić do tego co było. W okresie gimnazjalnym, kiedy chodziłyśmy do tej samej klasy sprzeczki trwały gdzieś góra tydzień. Później zaczynały być dłuższe, bo wiadomo, iż jeśli każdego dnia kogoś nie widujesz to nie myślisz non stop o tej osobie. Czas leci i dopiero kiedy pojawi się bodziec przypominający uświadamiasz sobie, że brakuje Ci tej osoby.
Z naszą relacją było tak, że bez względu na to jak długo się nie widziałyśmy, bądź nie pisałyśmy ze sobą zawsze potrafiłyśmy się dogadać. A już po paru minutach opowiadania o tym co nowego zdarzyło się w naszym życiu przez ten okres czasu zachowywałyśmy się tak jak by kontakt nigdy nie został urwany. To właśnie na więź pozwoliła Nam przetrwać tak długo, pomimo braku czasu, przeróżnych obowiązków i spraw, które nie pozwalały Nam się ze sobą skontaktować.
Im jednak jesteśmy starsze, tym częściej mamy "ciche dni". Mam wrażenie, że po pierwsze nie potrzebujemy już swojego towarzystwa tak bardzo jak kiedyś, a poza tym mamy również innych przyjaciół z którymi zawsze możemy się spotkać i pogadać. Z którymi może mamy teraz więcej wspólnych tematów, niż ze sobą nawzajem.
Jest również druga kwestia. Obie się zmieniłyśmy i wciąż się zmieniamy. To naturalne i oczywiste zjawisko. Powodują to ludzie którymi się otaczamy, różne wydarzenia, zmienianie zainteresowań i mogłabym tak wymieniać, ponieważ tych czynników jest naprawdę sporo.
Ostatnio jednak znowu coś się między Nami popsuło. Oczywiście poszło o głupotę. Nie będę się wdawać w szczegóły, ponieważ nie widzę sensu by to robić. Najważniejsze w tej całej "historii" jest to, że nie miałyśmy ze sobą kontaktu przez jakiś czas. Później na chwile go odzyskałyśmy i kiedy już sądziłam, że wszystko jest ok. Niespodzianka, jednak nie.
Wyjechała gdzieś z chłopakiem, mniejsza o to gdzie, w każdym razie wtedy napisałam do Niej. Odpisała, że da znać po powrocie i umówimy się na spotkanie. Przyjęłam to do wiadomości o przestałam myśleć o terminie Ich powrotu, tym bardziej, że od początku go nie znałam. Zamiast tego zajęłam się własnym życiem, tym bardziej, że przez tak krótki okres czasu wiele się wydarzyło.
Kilka dni temu widziałam się z naszą wspólną przyjaciółką. A od Niej powiedziałam się dwóch istotnych rzeczy: pierwsza w przeciwieństwie do Niej, ja nie dostałam pocztówki. Nie żebym jakoś strasznie nad tym ubolewała, tym bardziej, że i tak nie miałabym gdzie jej trzymać, dwa nadawała na mnie. A z jakiego powodu? Rzekomo kilka dni wstecz, kiedy była z mamą na zakupach widziała mnie z Paulą, moją przyjaciółką. Byłyśmy tak pogrążone w rozmowie, iż ja do tej pory nie mam zielonego pojęcia w którym momencie tamte dwie Nas mijały. Moja "przyjaciółka" stwierdziła jednak, iż celowo zignorowałam Ją i Jej rodzicielkę, niby to w formie zemsty.
Sami rozumiecie, że kiedy to usłyszałam to wybuchnęłam śmiechem. No bo kto normalny robi takie rzeczy, zwłaszcza będąc z naszym wieku? Być może Ona by tak właśnie postąpiła i dlatego zakłada, iż ja również? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i chyba go nie poznam, a przynajmniej nie prędko. Zapewne nie zaskoczy Wam, gdy powiem, iż oczywiście nie napisała do mnie, aby to wyjaśnić. Ale tego to się akurat mogłam spodziewać. Bo "królowej angielskiej" nawet do głowy nie przyjdzie, że faktycznie mogła nie zostać zauważona.
Z natury jest niestety osobą bardzo obrażalską. To nie jest żadna tajemnica. Wszyscy to wiemy. Jednak przyjaźń tak jak i związek polega na tym, aby akceptować drugą osobę nie tylko z Jej zaletami, ale przede wszystkim wadami. Tak więc robiłam. Przez lata powstrzymywałam się wielokrotnie przed powiedzeniem czegoś co mogłoby Ją urazić, pomimo tego, iż cisnęło mi się to na usta. Ja nie mam tego problemu, więc Ona mogła mówić szczerze co myśli na temat mojego zachowania, tego co powiedziałam itd. ja nie miałam tego przywileju, bo twierdziłam, że jeśli ma się to skończyć na tym, że Ona strzeli focha to mogę ugryźć się z język i siedzieć cicho. I robiłam to, wierzcie mi robiłam przez tak wiele lat.
Jednak ostatnimi czasy ja także się zmieniłam. Kto wie czy to zasługa spędzania więcej czasu z Paulą przy której mogę być szczera do bólu, a Ona nie pozostaje mi dłużna, czy jest to kwestia dojrzewania. Jednak po raz pierwszy podczas naszej poprzedniej kłótni powiedziałam coś co naprawdę myślałam. A mianowicie, że zachowuje się jak licealistka. Potraktowałam Ją i tak łagodnie, gdyż określenie gimnazjalista pasowałoby jeszcze lepiej. To nie będzie dla nikogo zaskoczeniem kiedy powiem, że oczywiście się obraziła. Ale to nie to jest tym o czym chciałam powiedzieć. Nie wyobrażacie sobie nawet tego jak bardzo zaskoczona była. Widocznie oszczędzałam Ją tak długi czas, iż to musiał być dla Niej prawdziwy szok, kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę i powiedziałam co tak naprawdę sądzę o Jej zachowaniu. Za nic się do tego nie przyzna, ale ja to widziałam.
Co prawda już po kilku minutach oczywiście przeze mnie przerwanej ciszy, aby udowodnić mi, że się mylę stwierdziła, iż jednak nie obraziła się na mnie (pomimo tego, że to zrobiła), po tym jak ja powiedziałam, iż się nie obraziłam, ale w moim przypadku to była prawda. To po prostu nie jest moja "rzecz" wiecie? Takie obrażanie się o byle co. Uważam, że to dziecinne, podobnie jak celowe zignorowanie kogoś znajomego. Nie bawię się w takie podchody, bo to żałosne jest według mnie i tyle.
Nie twierdzę jednak, że ja jestem idealna, bo wierzcie mi, iż nie ;p. Z wiekiem stałam się jeszcze bardziej uparta, oraz częściej się wściekam na ludzi, niż kiedyś. No właśnie i tu jest podstawowa różnica pomiędzy Nami. Ona nigdy nie powie co tak naprawdę myśli, bądź co czuje, bo po co? Dlaczego miałaby cokolwiek wyjaśniać skoro zawsze ja to robię? Poważnie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego jak wiele razy musiałam Ją przeprosić, (pomimo tego, że to nie ja zawiniłam) tylko po to, aby zachować zgodę. Ale wiecie co? Mam tego dość! Skończyłam z przepraszaniem tylko dlatego, iż ktoś inny nie zbierze się na odwagę, by to zrobić. Nie mam zamiaru więcej przepraszać nawet dla tzw. "większego dobra". Jeśli Ona nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, to proszę bardzo. Łaski bez. Mam innych przyjaciół na których mogę liczyć, a po za tym z powodu tego, iż zaczynam studia i pracę i tak zapewne nie będę miała tyle czasu dla znajomych jak dotychczas.
Powiedzenie "przyjaciel na zawsze" ma dla mnie duże znaczenie. Naprawdę nie jeden raz wyobrażałam sobie jak już jesteśmy dorosłe, mamy własne rodziny, dzieci i odwiedzamy siebie nawzajem w weekendy. Bo akurat tak się składa, że nasi mężowie dogadują się tak samo dobrze jak nasz dwójka, a dzieci też się przyjaźnią. Tak wiem, że to mało prawdopodobny scenariusz. Być może tak po prostu się nie da? To tylko fantazje? Jednak szkoda jest mi zaprzepaścić tak długą znajomość, tym bardziej, że jedną już kiedyś straciłam.
Zaczęłam wcześniej mówić o różnicach, pomiędzy Nami. Nie powiedziałam jednak do końca na czym one polegają. Jak już mówiłam Jej "system" to obrażanie się, ja natomiast zamiast tego wolę wyjaśnić sprawę. Zauważyłam ostatnio, iż coraz częściej potrafię mówić co tak naprawdę myślę, nawet gdy osobie, która tego wysłuchuje się to nie podoba. Kiedyś nie potrafiłam tego robić. Prawdą jest, iż muszę jeszcze dużo nad sobą pracować, aby być w stanie być NAPRAWDĘ sobą również przy ludziach obcych, lub tych których dopiero poznałam. Czasem mam wrażenie, iż mam dwie osobowości. Pierwsza to ta, którą pokazuje na co dzień: bardziej uległa i nie tak szczera, gdy mam powiedzieć coś co wiem, że nie spodoba się innym, i druga: ta, która mówi co myśli, wbrew opiniom innych. Ta druga ostatnimi czasy nieco ewoluowała i ukazuje się częściej, niż dotychczas. To właśnie z jej powodu postanowiłam przestać ukrywać to co naprawdę myślę i czuję, także przy Niej.
Na ten moment nie jestem pewna tego czy to w ogóle da się jeszcze poskładać. Możliwe, iż obie zmieniłyśmy się tak bardzo, że już nie potrafimy znaleźć wspólnego języka i stąd te kłótnie. Kto wie? Być może właśnie tak to wygląda? To jest jeden z powodów dla których odcina się F, ze zwrotu BFF? Zastanawiam się nad tym czy to jest nasz koniec, taki ostateczny, czy za jakiś czas się dogadamy tak jak dotychczas? Postanowiłam jednak jedną rzecz: nawet jeśli wrócimy do tego co było ja nie mam zamiaru więcej się powstrzymywać z obawy o to iż Ją to urazi. Jeśli więc postanowi jednak kontynuować tę znajomość będzie musiała przyzwyczaić się do tego, że nie mam zamiaru więcej się kryć z tym co myślę, nawet jeśli Jej się to nie będzie podobało. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej na tym etapie na którym teraz jest nie będzie w stanie tego zaakceptować, więc będziemy kłócić się jeszcze częściej, niż dotychczas. Ciekawe czy pozostali też Ją tak oszczędzają, by się nie obraziła. To dlatego jest do tego tak bardzo przyzwyczajona? Bo nikt nie mówi Jej nieprzyjemnych rzeczy z uwagi na Jej charakter?
Pomimo tego, że jak sami widzicie nie przedstawiłam Jej tutaj w najlepszym świetle, to w ogóle bym tego nie napisała, gdyby ta sytuacja mnie nie gryzła. A prawda jest taka, że jestem zła za tę Jej dziecinność, ale i tak mi Jej brakuje. Kiedy próbuje sobie wyobrazić, że tak już będzie zawsze robi mi się jakoś tak dziwnie. Brakuje mi Jej i trochę przeszkadza mi myśl, że prawdopodobnie pomimo całej tej "epopei" nie pochlebnych rzeczy, którą napisałam zapewne tęsknie za Nią bardziej, niż Ona za mną. Możliwe, że Ją to w ogóle nie gryzie, ta sytuacja Jej nie przeszkadza, bo ma inne rzeczy na głowie i nawet o tym nie myśli. Jeśli faktycznie tak jest to oznacza, że wciąż potrzebuje Jej nieco bardziej, niż Ona mnie i dobrze zrobi mi ta rozłąka? A może jeśli będzie trwała dostatecznie długo to i Ona z czasem za mną zatęskni? Nadzieja umiera ostatnia jak to mówią ;).
Kiedyś podałam link do tego bloga kilku osobą w tym Jej. Choć wątpię w to, by jeszcze go miały, ponieważ sama porzuciłam go na bardzo długi okres czasu. Teraz jednak potrzebowałam przelać wszystko to co myślę i czuje w jedno miejsce, a okazuje się, iż wygadanie się dwójce przyjaciół i zapis w pamiętniku na niewiele się zdały. Mam nadzieję, że to pomoże. Na ten moment nie wiem czy ta "historia" będzie miała happy end czy nie, ale jeśli to czytacie, jeśli również pokłóciliście się ze swoim przyjacielem to być może ta notka uświadomi Wam, iż brakuje Wam tej osoby i w przeciwieństwie do mnie będziecie mniej uparci i zaraz sięgniecie po telefon. Życzę Wam tego.
- Całuje
- Lu- cham :*
Przyjaźniłyśmy się od wielu lat, w tym roku będzie 8, może nawet 9. Jeśli chodzi o charaktery to mamy odmienne, lecz wspólne zainteresowania oraz podobny pogląd na wiele rzeczy zbliżyło Nas do siebie. Jasne, że nie we wszystkim zawsze się zgadzałyśmy. Zdarzało Nam się pokłócić. Zawsze szło o jakieś pierdoły jak to zwykle bywa. Zazwyczaj jednak udawało Nam się te problemy przeskoczyć i wrócić do tego co było. W okresie gimnazjalnym, kiedy chodziłyśmy do tej samej klasy sprzeczki trwały gdzieś góra tydzień. Później zaczynały być dłuższe, bo wiadomo, iż jeśli każdego dnia kogoś nie widujesz to nie myślisz non stop o tej osobie. Czas leci i dopiero kiedy pojawi się bodziec przypominający uświadamiasz sobie, że brakuje Ci tej osoby.
Z naszą relacją było tak, że bez względu na to jak długo się nie widziałyśmy, bądź nie pisałyśmy ze sobą zawsze potrafiłyśmy się dogadać. A już po paru minutach opowiadania o tym co nowego zdarzyło się w naszym życiu przez ten okres czasu zachowywałyśmy się tak jak by kontakt nigdy nie został urwany. To właśnie na więź pozwoliła Nam przetrwać tak długo, pomimo braku czasu, przeróżnych obowiązków i spraw, które nie pozwalały Nam się ze sobą skontaktować.
Im jednak jesteśmy starsze, tym częściej mamy "ciche dni". Mam wrażenie, że po pierwsze nie potrzebujemy już swojego towarzystwa tak bardzo jak kiedyś, a poza tym mamy również innych przyjaciół z którymi zawsze możemy się spotkać i pogadać. Z którymi może mamy teraz więcej wspólnych tematów, niż ze sobą nawzajem.
Jest również druga kwestia. Obie się zmieniłyśmy i wciąż się zmieniamy. To naturalne i oczywiste zjawisko. Powodują to ludzie którymi się otaczamy, różne wydarzenia, zmienianie zainteresowań i mogłabym tak wymieniać, ponieważ tych czynników jest naprawdę sporo.
Ostatnio jednak znowu coś się między Nami popsuło. Oczywiście poszło o głupotę. Nie będę się wdawać w szczegóły, ponieważ nie widzę sensu by to robić. Najważniejsze w tej całej "historii" jest to, że nie miałyśmy ze sobą kontaktu przez jakiś czas. Później na chwile go odzyskałyśmy i kiedy już sądziłam, że wszystko jest ok. Niespodzianka, jednak nie.
Wyjechała gdzieś z chłopakiem, mniejsza o to gdzie, w każdym razie wtedy napisałam do Niej. Odpisała, że da znać po powrocie i umówimy się na spotkanie. Przyjęłam to do wiadomości o przestałam myśleć o terminie Ich powrotu, tym bardziej, że od początku go nie znałam. Zamiast tego zajęłam się własnym życiem, tym bardziej, że przez tak krótki okres czasu wiele się wydarzyło.
Kilka dni temu widziałam się z naszą wspólną przyjaciółką. A od Niej powiedziałam się dwóch istotnych rzeczy: pierwsza w przeciwieństwie do Niej, ja nie dostałam pocztówki. Nie żebym jakoś strasznie nad tym ubolewała, tym bardziej, że i tak nie miałabym gdzie jej trzymać, dwa nadawała na mnie. A z jakiego powodu? Rzekomo kilka dni wstecz, kiedy była z mamą na zakupach widziała mnie z Paulą, moją przyjaciółką. Byłyśmy tak pogrążone w rozmowie, iż ja do tej pory nie mam zielonego pojęcia w którym momencie tamte dwie Nas mijały. Moja "przyjaciółka" stwierdziła jednak, iż celowo zignorowałam Ją i Jej rodzicielkę, niby to w formie zemsty.
Sami rozumiecie, że kiedy to usłyszałam to wybuchnęłam śmiechem. No bo kto normalny robi takie rzeczy, zwłaszcza będąc z naszym wieku? Być może Ona by tak właśnie postąpiła i dlatego zakłada, iż ja również? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i chyba go nie poznam, a przynajmniej nie prędko. Zapewne nie zaskoczy Wam, gdy powiem, iż oczywiście nie napisała do mnie, aby to wyjaśnić. Ale tego to się akurat mogłam spodziewać. Bo "królowej angielskiej" nawet do głowy nie przyjdzie, że faktycznie mogła nie zostać zauważona.
Z natury jest niestety osobą bardzo obrażalską. To nie jest żadna tajemnica. Wszyscy to wiemy. Jednak przyjaźń tak jak i związek polega na tym, aby akceptować drugą osobę nie tylko z Jej zaletami, ale przede wszystkim wadami. Tak więc robiłam. Przez lata powstrzymywałam się wielokrotnie przed powiedzeniem czegoś co mogłoby Ją urazić, pomimo tego, iż cisnęło mi się to na usta. Ja nie mam tego problemu, więc Ona mogła mówić szczerze co myśli na temat mojego zachowania, tego co powiedziałam itd. ja nie miałam tego przywileju, bo twierdziłam, że jeśli ma się to skończyć na tym, że Ona strzeli focha to mogę ugryźć się z język i siedzieć cicho. I robiłam to, wierzcie mi robiłam przez tak wiele lat.
Jednak ostatnimi czasy ja także się zmieniłam. Kto wie czy to zasługa spędzania więcej czasu z Paulą przy której mogę być szczera do bólu, a Ona nie pozostaje mi dłużna, czy jest to kwestia dojrzewania. Jednak po raz pierwszy podczas naszej poprzedniej kłótni powiedziałam coś co naprawdę myślałam. A mianowicie, że zachowuje się jak licealistka. Potraktowałam Ją i tak łagodnie, gdyż określenie gimnazjalista pasowałoby jeszcze lepiej. To nie będzie dla nikogo zaskoczeniem kiedy powiem, że oczywiście się obraziła. Ale to nie to jest tym o czym chciałam powiedzieć. Nie wyobrażacie sobie nawet tego jak bardzo zaskoczona była. Widocznie oszczędzałam Ją tak długi czas, iż to musiał być dla Niej prawdziwy szok, kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę i powiedziałam co tak naprawdę sądzę o Jej zachowaniu. Za nic się do tego nie przyzna, ale ja to widziałam.
Co prawda już po kilku minutach oczywiście przeze mnie przerwanej ciszy, aby udowodnić mi, że się mylę stwierdziła, iż jednak nie obraziła się na mnie (pomimo tego, że to zrobiła), po tym jak ja powiedziałam, iż się nie obraziłam, ale w moim przypadku to była prawda. To po prostu nie jest moja "rzecz" wiecie? Takie obrażanie się o byle co. Uważam, że to dziecinne, podobnie jak celowe zignorowanie kogoś znajomego. Nie bawię się w takie podchody, bo to żałosne jest według mnie i tyle.
Nie twierdzę jednak, że ja jestem idealna, bo wierzcie mi, iż nie ;p. Z wiekiem stałam się jeszcze bardziej uparta, oraz częściej się wściekam na ludzi, niż kiedyś. No właśnie i tu jest podstawowa różnica pomiędzy Nami. Ona nigdy nie powie co tak naprawdę myśli, bądź co czuje, bo po co? Dlaczego miałaby cokolwiek wyjaśniać skoro zawsze ja to robię? Poważnie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego jak wiele razy musiałam Ją przeprosić, (pomimo tego, że to nie ja zawiniłam) tylko po to, aby zachować zgodę. Ale wiecie co? Mam tego dość! Skończyłam z przepraszaniem tylko dlatego, iż ktoś inny nie zbierze się na odwagę, by to zrobić. Nie mam zamiaru więcej przepraszać nawet dla tzw. "większego dobra". Jeśli Ona nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, to proszę bardzo. Łaski bez. Mam innych przyjaciół na których mogę liczyć, a po za tym z powodu tego, iż zaczynam studia i pracę i tak zapewne nie będę miała tyle czasu dla znajomych jak dotychczas.
Powiedzenie "przyjaciel na zawsze" ma dla mnie duże znaczenie. Naprawdę nie jeden raz wyobrażałam sobie jak już jesteśmy dorosłe, mamy własne rodziny, dzieci i odwiedzamy siebie nawzajem w weekendy. Bo akurat tak się składa, że nasi mężowie dogadują się tak samo dobrze jak nasz dwójka, a dzieci też się przyjaźnią. Tak wiem, że to mało prawdopodobny scenariusz. Być może tak po prostu się nie da? To tylko fantazje? Jednak szkoda jest mi zaprzepaścić tak długą znajomość, tym bardziej, że jedną już kiedyś straciłam.
Zaczęłam wcześniej mówić o różnicach, pomiędzy Nami. Nie powiedziałam jednak do końca na czym one polegają. Jak już mówiłam Jej "system" to obrażanie się, ja natomiast zamiast tego wolę wyjaśnić sprawę. Zauważyłam ostatnio, iż coraz częściej potrafię mówić co tak naprawdę myślę, nawet gdy osobie, która tego wysłuchuje się to nie podoba. Kiedyś nie potrafiłam tego robić. Prawdą jest, iż muszę jeszcze dużo nad sobą pracować, aby być w stanie być NAPRAWDĘ sobą również przy ludziach obcych, lub tych których dopiero poznałam. Czasem mam wrażenie, iż mam dwie osobowości. Pierwsza to ta, którą pokazuje na co dzień: bardziej uległa i nie tak szczera, gdy mam powiedzieć coś co wiem, że nie spodoba się innym, i druga: ta, która mówi co myśli, wbrew opiniom innych. Ta druga ostatnimi czasy nieco ewoluowała i ukazuje się częściej, niż dotychczas. To właśnie z jej powodu postanowiłam przestać ukrywać to co naprawdę myślę i czuję, także przy Niej.
Na ten moment nie jestem pewna tego czy to w ogóle da się jeszcze poskładać. Możliwe, iż obie zmieniłyśmy się tak bardzo, że już nie potrafimy znaleźć wspólnego języka i stąd te kłótnie. Kto wie? Być może właśnie tak to wygląda? To jest jeden z powodów dla których odcina się F, ze zwrotu BFF? Zastanawiam się nad tym czy to jest nasz koniec, taki ostateczny, czy za jakiś czas się dogadamy tak jak dotychczas? Postanowiłam jednak jedną rzecz: nawet jeśli wrócimy do tego co było ja nie mam zamiaru więcej się powstrzymywać z obawy o to iż Ją to urazi. Jeśli więc postanowi jednak kontynuować tę znajomość będzie musiała przyzwyczaić się do tego, że nie mam zamiaru więcej się kryć z tym co myślę, nawet jeśli Jej się to nie będzie podobało. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej na tym etapie na którym teraz jest nie będzie w stanie tego zaakceptować, więc będziemy kłócić się jeszcze częściej, niż dotychczas. Ciekawe czy pozostali też Ją tak oszczędzają, by się nie obraziła. To dlatego jest do tego tak bardzo przyzwyczajona? Bo nikt nie mówi Jej nieprzyjemnych rzeczy z uwagi na Jej charakter?
Pomimo tego, że jak sami widzicie nie przedstawiłam Jej tutaj w najlepszym świetle, to w ogóle bym tego nie napisała, gdyby ta sytuacja mnie nie gryzła. A prawda jest taka, że jestem zła za tę Jej dziecinność, ale i tak mi Jej brakuje. Kiedy próbuje sobie wyobrazić, że tak już będzie zawsze robi mi się jakoś tak dziwnie. Brakuje mi Jej i trochę przeszkadza mi myśl, że prawdopodobnie pomimo całej tej "epopei" nie pochlebnych rzeczy, którą napisałam zapewne tęsknie za Nią bardziej, niż Ona za mną. Możliwe, że Ją to w ogóle nie gryzie, ta sytuacja Jej nie przeszkadza, bo ma inne rzeczy na głowie i nawet o tym nie myśli. Jeśli faktycznie tak jest to oznacza, że wciąż potrzebuje Jej nieco bardziej, niż Ona mnie i dobrze zrobi mi ta rozłąka? A może jeśli będzie trwała dostatecznie długo to i Ona z czasem za mną zatęskni? Nadzieja umiera ostatnia jak to mówią ;).
Kiedyś podałam link do tego bloga kilku osobą w tym Jej. Choć wątpię w to, by jeszcze go miały, ponieważ sama porzuciłam go na bardzo długi okres czasu. Teraz jednak potrzebowałam przelać wszystko to co myślę i czuje w jedno miejsce, a okazuje się, iż wygadanie się dwójce przyjaciół i zapis w pamiętniku na niewiele się zdały. Mam nadzieję, że to pomoże. Na ten moment nie wiem czy ta "historia" będzie miała happy end czy nie, ale jeśli to czytacie, jeśli również pokłóciliście się ze swoim przyjacielem to być może ta notka uświadomi Wam, iż brakuje Wam tej osoby i w przeciwieństwie do mnie będziecie mniej uparci i zaraz sięgniecie po telefon. Życzę Wam tego.
- Całuje
- Lu- cham :*
niedziela, 3 kwietnia 2016
Pierwszy dzień na planie :D
Hej Kochani, wczoraj byłam pierwszy raz na planie filmowym. Statystowałam w 2 serialach. Jak już wiecie na castingu byłam całkiem niedawno, więc nie spodziewałam się, że zadzwonią tak szybko ( albo, że w ogóle zadzwonią), ale w czwartek dostałam pytanie czy 2 jestem dostępna. Kiedy się zgodziłam zostałam poinformowana, że dzień filmowy obejmuje od 7:30-19:30, mimo to siedzieliśmy do po 20:00, gdyż można powiedzieć, że są dobrze zabezpieczeni w takich sytuacjach ;). W piątek pojechałam razem z Tysią podpisać umowę. Nie wiem kto je pisze, ale ostrzegam, że trzeba je bardzo uważnie i dokładnie przeczytać, zanim się podpisze, gdyż jest tam mnóstwo punktów o których nie mielibyście nawet pojęcia.
Ucieszyłam się, że pierwszy dzień wypadł mi na weekend, gdyż przynajmniej nie straciłam zajęć. Chociaż muszę przyznać, że trochę ciężko się wstawało o 5:45 w weekend, zupełnie jak by był to normalny dzień w tygodniu. Z samego rana rzeczywiście się trochę stresowałam. Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, jak ma to wyglądać. Przyjechałam na miejsce na czas, ale musiałam poczekać na recepcji, aż Ktoś po mnie przyjdzie. W momencie w którym weszłam na plan filmowy poczułam się, jakbym na serio tam była. Rozglądałam się po wszystkich salach, patrzyłam na kamery, które były dosłownie wszędzie. A potem weszłam do pomieszczenia, które można by nazwać poczekalnią, gdzie czekali inni statyści. Wiadomo, że z początku czułam się trochę niekomfortowo Nikogo nie znając, ale na szczęście później udało mi się nawiązać konwersacje z paroma osobami, potem jeszcze z kilkoma i w ciągu jednego dnia zamieniłam po przynajmniej 1 zdaniu chyba praktycznie z Każdym :). Atmosfera była bardziej przyjazna, niż się spodziewałam, więc byłam mile zaskoczona. Wczoraj byłam na planie 2 seriali, więc sądziłam, że będę statystować może ze 2 razy w ciągu całego dnia, oczywiście + duble. Szybko okazało się jednak, że wyszło tego znacznie więcej, chyba z 5 lub 6 "scen" w jednym i ze 2 w drugim. Charakteryzacje miałam całkiem nieźle zrobioną, więc praktycznie za każdym razem "grałam" Kogoś innego. Kiedy ciągle się coś robi to czas mija całkiem szybko. Najgorzej jest, kiedy powiedzmy sceny w którym nie uczestniczysz są wiele razy powtarzane. Kiedy siedzisz na poczekalni, każdy w okół ciebie pisze sms,a tobie jak na złość rozładował się telefon, no to już jest mniej ciekawie ;). Także osobą, które chciałyby się tym zajmować zdecydowanie polecam zabrać ze sobą ładowarkę ;).
Po całym dniu byłam zadowolona, że Maniek po mnie przyjechał, tym bardziej, że dojazd mam po prostu fatalny, zwłaszcza w sobotę, kiedy jeżdżą 2 autobusy na godzinę. Nie wiem czy jeszcze kiedyś do mnie zadzwonią, chciałabym, żeby tak się stało. To jasne, że chciałabym chociaż spróbować zagrać coś bardziej ambitnego, ale wątpię, czy kiedykolwiek dostanę na to szansę. Z tego co za razie się zorientowałam to aktorzy zostali wybrani zaraz po castingu, nie musieli wspinać się po szczeblach kariery. Co prawda nie mam też pewności, czy tak było w przypadku wszystkich, ale wydaję mi się, że w większości. Mam wrażenie, że jak wybierają Cie na statystę, to znaczy, że jesteś w odpowiednim wieku i tylko dlatego Cie potrzebują. Najprawdopodobniej, więc już tak po prosu zostanie, ale pomimo tego chyba całkiem fajnie będzie zobaczyć siebie w telewizji, nawet jeśli to tylko urywki. Kiedy oglądasz jakiś serial, czy to 30, czy 40 -minutowy to wydaje Ci się, że to wszystko jest takie proste. Myślisz sobie " co to za problem nauczyć się na pamięć paru dialogów, a potem je powiedzieć?" Szczerze mówiąc to też tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam jak to naprawdę wygląda. Wszyscy na planie filmowym począwszy od aktorów, reżyserów, scenarzystów, a kończąc na kamerzystach wkładają w to wszystko naprawdę masę pracy i wysiłku. Wiadomo, że czasami mylą się w tekstach, gdyż w końcu są tylko ludźmi i każdemu może się to zdarzyć. Wystarczy, że jedna nawet mała rzecz pójdzie nie tak, a już trzeba zaczynać od nowa. Największy problem jest z tymi scenami, które są najdłuższe, a nie da ich się tak po prostu "uciąć" na pół. Po za tym niektóre zachowania czy to aktorów, czy statystów, a także scenografia zmienia się z sekundy na sekundę, w zależności od tego, co spodoba się np: reżyserowi. Teraz już wiem, że aktorzy mają naprawdę ciężką pracę, wbrew temu co Nam się wydaję wkładają w to masę wysiłku i czasu. Wielu ludzi musi się napracować nad tym abyśmy mogli po południami usiąść przed telewizorem i obejrzeć chociażby jeden pół- godzinny odcinek serialu. Może jeszcze kiedyś uda mi się załapać, zobaczymy, jeśli tak to chętnie podzielę się swoimi wrażeniami z Wami, na razie jednak musimy się pożegnać, do zobaczenia w kolejnym poście :*
Ucieszyłam się, że pierwszy dzień wypadł mi na weekend, gdyż przynajmniej nie straciłam zajęć. Chociaż muszę przyznać, że trochę ciężko się wstawało o 5:45 w weekend, zupełnie jak by był to normalny dzień w tygodniu. Z samego rana rzeczywiście się trochę stresowałam. Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, jak ma to wyglądać. Przyjechałam na miejsce na czas, ale musiałam poczekać na recepcji, aż Ktoś po mnie przyjdzie. W momencie w którym weszłam na plan filmowy poczułam się, jakbym na serio tam była. Rozglądałam się po wszystkich salach, patrzyłam na kamery, które były dosłownie wszędzie. A potem weszłam do pomieszczenia, które można by nazwać poczekalnią, gdzie czekali inni statyści. Wiadomo, że z początku czułam się trochę niekomfortowo Nikogo nie znając, ale na szczęście później udało mi się nawiązać konwersacje z paroma osobami, potem jeszcze z kilkoma i w ciągu jednego dnia zamieniłam po przynajmniej 1 zdaniu chyba praktycznie z Każdym :). Atmosfera była bardziej przyjazna, niż się spodziewałam, więc byłam mile zaskoczona. Wczoraj byłam na planie 2 seriali, więc sądziłam, że będę statystować może ze 2 razy w ciągu całego dnia, oczywiście + duble. Szybko okazało się jednak, że wyszło tego znacznie więcej, chyba z 5 lub 6 "scen" w jednym i ze 2 w drugim. Charakteryzacje miałam całkiem nieźle zrobioną, więc praktycznie za każdym razem "grałam" Kogoś innego. Kiedy ciągle się coś robi to czas mija całkiem szybko. Najgorzej jest, kiedy powiedzmy sceny w którym nie uczestniczysz są wiele razy powtarzane. Kiedy siedzisz na poczekalni, każdy w okół ciebie pisze sms,a tobie jak na złość rozładował się telefon, no to już jest mniej ciekawie ;). Także osobą, które chciałyby się tym zajmować zdecydowanie polecam zabrać ze sobą ładowarkę ;).
Po całym dniu byłam zadowolona, że Maniek po mnie przyjechał, tym bardziej, że dojazd mam po prostu fatalny, zwłaszcza w sobotę, kiedy jeżdżą 2 autobusy na godzinę. Nie wiem czy jeszcze kiedyś do mnie zadzwonią, chciałabym, żeby tak się stało. To jasne, że chciałabym chociaż spróbować zagrać coś bardziej ambitnego, ale wątpię, czy kiedykolwiek dostanę na to szansę. Z tego co za razie się zorientowałam to aktorzy zostali wybrani zaraz po castingu, nie musieli wspinać się po szczeblach kariery. Co prawda nie mam też pewności, czy tak było w przypadku wszystkich, ale wydaję mi się, że w większości. Mam wrażenie, że jak wybierają Cie na statystę, to znaczy, że jesteś w odpowiednim wieku i tylko dlatego Cie potrzebują. Najprawdopodobniej, więc już tak po prosu zostanie, ale pomimo tego chyba całkiem fajnie będzie zobaczyć siebie w telewizji, nawet jeśli to tylko urywki. Kiedy oglądasz jakiś serial, czy to 30, czy 40 -minutowy to wydaje Ci się, że to wszystko jest takie proste. Myślisz sobie " co to za problem nauczyć się na pamięć paru dialogów, a potem je powiedzieć?" Szczerze mówiąc to też tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam jak to naprawdę wygląda. Wszyscy na planie filmowym począwszy od aktorów, reżyserów, scenarzystów, a kończąc na kamerzystach wkładają w to wszystko naprawdę masę pracy i wysiłku. Wiadomo, że czasami mylą się w tekstach, gdyż w końcu są tylko ludźmi i każdemu może się to zdarzyć. Wystarczy, że jedna nawet mała rzecz pójdzie nie tak, a już trzeba zaczynać od nowa. Największy problem jest z tymi scenami, które są najdłuższe, a nie da ich się tak po prostu "uciąć" na pół. Po za tym niektóre zachowania czy to aktorów, czy statystów, a także scenografia zmienia się z sekundy na sekundę, w zależności od tego, co spodoba się np: reżyserowi. Teraz już wiem, że aktorzy mają naprawdę ciężką pracę, wbrew temu co Nam się wydaję wkładają w to masę wysiłku i czasu. Wielu ludzi musi się napracować nad tym abyśmy mogli po południami usiąść przed telewizorem i obejrzeć chociażby jeden pół- godzinny odcinek serialu. Może jeszcze kiedyś uda mi się załapać, zobaczymy, jeśli tak to chętnie podzielę się swoimi wrażeniami z Wami, na razie jednak musimy się pożegnać, do zobaczenia w kolejnym poście :*
środa, 23 marca 2016
Casting :)
Hej już od dłuższego czasu myślałam nad tym czy nie pójść na casting, tak aby chociaż być w tzw. "banku twarzy". Moja mama była tam zarejestrowana przez jakiś czas i sumie dostawała całkiem sporo propozycji. Sama też postanowiłam spróbować swoich sił. Zebrałam się na odwagę i pojechałam tam dzisiaj, oczywiście jak to ja trochę pobłądziłam, gdyż kompletnie nie znam tamtych rejonów, ale w końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Muszę przyznać, że inaczej to sobie wyobrażałam, myślałam, że recepcja będzie wyglądać tak jak np w hotelu. Stoi pani za ladą i rozdaje arkusze. Była to dla mnie niezła zaskoczka, kiedy weszłam do środka, a tam masa ludzi siedzi z tekstami. Sądziłam, że kandydaci siedzą na jakiejś poczekalni, czy coś w tym rodzaju, a jednak nie. Weszłam do środka i dostałam umowę do wypełnienia, niektóre pytania były zupełnie bez sensu jak np; rozmiar kołnierza, czy też długość nogawki spodni haha :-D przez chwile się poczułam, tak jakbym przyszła do krawcowej ;P. Po wypełnieniu umowy dostałam kartkę z tekstem do nauczenia. Pani w rejestracji powiedziała, że nie mam się go uczyć na pamięć, tylko czytać z kartki, natomiast kiedy weszłam do środka reżyser powiedziała zupełnie co innego. Zacznijmy od początku. Kiedy tam weszłam dostałam plakietkę z numerkiem, a potem zostałam sfotografowana z przodu i profilu. Następnie miałam się przedstawić i opowiedzieć o sobie do kamery, a na koniec odegrać scenkę. Problem polegał na tym, że pani reżyser kazała mi nie patrzeć na kartkę, lecz na nią. Kartką miałam się jedynie posiłkować, a resztę tekstu miałam mówić z głowy, pomyślałam no to pięknie wygląda na to, że pani z rejestracji wprowadziła mnie w błąd. Odegrałam to tak średnio, przynajmniej według mnie. Wiem,że gdybym dostała 2 szansę poszłoby mi lepiej, gdyż stać mnie było na więcej. Szczerze to wątpie czy coś z tego wyjdzie skoro nie pozwolili mi nawet dokończyć mówić tekstu, jak na złość właśnie tych 2 zdań, gdzie było apogeum emocji, które zamierzałam przedstawić. Dlatego nie liczę na to, że prędko zadzwonią. Tym bardziej, że może i faktycznie osoby w moim wieku są potrzebne, ale jest tak wiele chętnych, że mogą nieźle przebierać w kandydatach, a ja nie rzucam się jakoś specjalnie w oczy. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.
A tutaj mamy scenkę na, którą czekałam od dawna, co prawda zaledwie jakieś 10 odc. około, ale nie wiem jak Wam mi się one strasznie dłużyły, jeśli chodziło o Haleb. Ale w finale doczekałam się, więc warto było czekać, teraz tylko pytanie co stanie się z Hanną? Czy będą razem ? Czy Spencer dowie się o zdradzie? Co prawda ja nigdy nie jestem za zdradą. Uważam, że to po prostu podłe i tyle, ale przyznaje, że dla nich zrobiłam wyjątek, ale może to dlatego, że związek Caleba i Spencer opierał się praktycznie tylko i wyłącznie na scenach łóżkowych. Nie było uczucia, no może Spence faktycznie coś tam do niego poczuła, nie zapominajmy o scenie, która mogła wszystko zmienić, gdyby nie wyznanie Hanny. Czy Spencer i Caleb dalej będą razem? Wszystko to dopiero z 7 sezonie, czyli bodajże w czerwcu.
Etykiety:
aktorstwo,
casting,
filmy,
final,
haleb,
kiss scene,
miłość,
nowe doświadczenie,
nowe wyzwanie,
pretty little liars,
przygoda,
seriale,
zdrada,
związki
środa, 16 marca 2016
Pretty Little Liars- podsumowAnie
Cześć, zdaję sobie sprawę z tego, że blogów na temat tego serialu jest mnóstwo, ale jakoś tak mnie naszło, żeby samej napisać coś podobnego. Chciałabym żeby to było miejsce wspomnień par takich jak: Ezria, Paily Haleba i Spoby. Osoby obecnie oglądające wiedzą, że obecnie wszystko się popsuło, ale być może tak jak i ja mają nadzieje na powrót ;-).
1.Ezria- jest to dość skomplikowany i ryzykowny związek biorąc pod uwagę fakt, że powinny ich obowiązywać tylko i wyłącznie relacje uczeń-nauczyciel. Jak dobrze wiemy tak się nie dzieje, natomiast A ma dzięki temu wiele sposobów na szantażowanie tej dwójki. A wszystko zaczyna się już w 1 odc. kiedy to Aria wraca do domu. W momencie w którym się poznają nie mają pojęcia co później ich czeka. Oczywiście ukrywają swój związek długo przed wszystkimi. Z czasem dziewczyny również zostają w to wtajemniczone. Kiedy ta wiadomość dociera do rodziców Arii, a później dyrektora, sprawa zaczyna się jeszcze bardziej komplikować. Na swojej drodze mają kilka rozstań i powrotów i parę naprawdę fajnych momentów ;-). Co Wy na to abyśmy razem sobie przypomnieli jak wszystko się zaczęło?
1.Ezria- jest to dość skomplikowany i ryzykowny związek biorąc pod uwagę fakt, że powinny ich obowiązywać tylko i wyłącznie relacje uczeń-nauczyciel. Jak dobrze wiemy tak się nie dzieje, natomiast A ma dzięki temu wiele sposobów na szantażowanie tej dwójki. A wszystko zaczyna się już w 1 odc. kiedy to Aria wraca do domu. W momencie w którym się poznają nie mają pojęcia co później ich czeka. Oczywiście ukrywają swój związek długo przed wszystkimi. Z czasem dziewczyny również zostają w to wtajemniczone. Kiedy ta wiadomość dociera do rodziców Arii, a później dyrektora, sprawa zaczyna się jeszcze bardziej komplikować. Na swojej drodze mają kilka rozstań i powrotów i parę naprawdę fajnych momentów ;-). Co Wy na to abyśmy razem sobie przypomnieli jak wszystko się zaczęło?
2. Paily- to muszę przyznać nie jest moje ulubione połączenie, ale nie ma to żadnego związku z tym, że obie są dziewczynami (gdyby tak Ktoś pomyślał ;)). Po prostu to początkowe dokuczanie Em, nie przepadam za tym momentem. Ale potem, kiedy ich związek ewouluje zaczynam lubić je coraz bardziej. Zacznijmy od tego, że pierwszą prawdziwą miłością Emily była Maya, lecz długo się sobą nie nacieszyły. Paige i Em na początku rywalizują, gdyż obie są pływaczkami. Dopiero po pewnym czasie wychodzi na jaw, że Paige podkochuje się w Emily. Szczerze to nie pamiętam już kim są jej rodzice, lecz wiem, że wiadomość o tym, że ich córka jest lesbijką nie była mile słyszana w ich domu. Wydaje mi się, że jest to jedyna dziewczyna, która szczerze kochała Em. Nie jeden raz narażała się dla niej na niebezpieczeństwo, taj jak pozostali chłopcy dla swoich dziewczyn.
3. Haleb- zdecydowanie moja ulubiona para. To jak sobie pomagają, jak nikt inny, jak się dla siebie narażają, jak dla mnie to jest właśnie prawdziwa miłość. Ale zacznijmy od początku. Caleb pojawia się w ich szkole, a Hann poznaje go właściwie dlatego, że prosi go o przysługę w związku z telefonem Emily. Na początku trochę sobie dogryzają, zdecydowanie nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia ;p. Pierwszym krokiem ku polepszeniu ich relacji było to, jak Caleb zatrzymał mamę Arii, kiedy Hanna nie mogła tego zrobić, gdyż siedziała w kozie. Później, gdy okazuje się, że Calen śpi w szkole, gdyż nie ma gdzie się podziać Hanna proponuje mu nocleg u siebie w domu. Trwa to przez jakiś czas, dopóki mama Hann się nie dowiaduje. Hanna naprawdę bardzo mu pomogła, bardziej niż ktokolwiek inny. Nic więc dziwnego, że szybko zakochuje się w niej bez pamięci. Z czasem również dzięki Hannie Caleb poznaje swojego ojca, a później matkę. Wiele jej zawdzięcza, ale nie tylko on jej. Jest niezliczona ilość razy, kiedy to Caleb pomaga Hannie, raz nawet prawie ląduje za to w więzieniu ;p. Razem z dziewczynami walczy z A i zawsze jest wsparciem dla Hann. Scena w której Hanna prosi go, aby zaopiekował się Mirandą jest jednym z moich ulubionych. Bo, która dziewczyna ma tak wielkie zaufanie do chłopaka, by zrobić coś takiego?
4. Spoby- Tak jak w sytuacji powyżej ich relacje rozwijały się powoli i stopniowo. Spence nie ufała Tobiemu na początku, podejżewała go nawet o powiązania z A. Jednak w momencie w którym zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu zaczęło iskrzyć między nimi. W momencie w którym Toby współpracuje z A, by pomóc dziewczynom oddalają się od siebie, a kiedy Spencer dowiaduje się o tym, że Toby jest A a potem myśli, że umarł załamuje się całkowicie i ląduje w psychiatryku. Jednak Spence nie odpuszcza w końcu dowiaduje się prawdy. W późniejszych sezonach zostaje policjantem właśnie po to by chronić ukochaną. Zarówno Spence jak i reszta zawsze może na niego liczyć.
Czy po tym wszystkim przez co przeszli Wy też sądzicie, że nie zasługują na Happy Ending? A teraz zobaczmy, jak to wygląda obecnie.
A tu mamy zwiastun finału sezonu. Ciekawe o czym Hanna chce powiedzieć Calebowi? Ręka, która dotknęła Ali należy zdecydowanie do faceta, więc tym razem A to chyba faktycznie facet.
Lecz, czy faktycznie wszystko się, między nimi skończyło? Zobaczmy sami.
Siedzi z nią w szpitalu i czyta jej jakieś magazyny, przy czym zmywa się, kiedy wchodzi Liam. Jak dla mnie wciąż coś jest między nimi.
Widzieliście minę Caleba, kiedy Hanna tak dość brytalnie trzeba przyznać spytała go o to co on tak robił? Dowiedział się co sie stało i jego "odruch bezwarunkowy" zadziałał. Spójrzmy prawdzie w oczy przyszedł bo się o nią martwił, w momencie w którym pyta czy wszystko w porządku, zatrzymuje sie w pół kroku i przyfryza wargę, w ten sposób powstrzymując się od typowego zachowania, a mianowicie przytulenie jej. W dodatku zdanie "Zawsze możesz na mnie liczyć" jest dla nich nie tylko typowe, ale i prawdziwe.
Wygląda na to, że z powodu pracy spędzali ze sobą mało czasu, dlatego wszystko się rozpadło.
Jak nie kochać tej chemii między nimi? Oraz faktu, że Caleb nie wyglądał na zachwyconego po gratulacjach Hanny z powodu nowego związku.
Nie dziwi mnie, że Spence się wkurzyła. No dosłownie to wyglądało na jakiś spisek. Na dodatek ludzi, którzy kiedyś byli razem.
Zawsze możesz do mnie przyjść. Na dodatek Hanna wydaje się zazdrosna.
Gratuluję zaręczyn haha :D tak, większego "entuzjazmu" to już dawno nie widziałam. A fakt, że Hann zachowała ich wspólny stół z Nowego Yorku, słodkie.
Ufam Calebowi, czy tylko mi się wydaję, że można to uznać jako pokazanie Spence, że Haleb wciąż są połączeni?
Pierwsze spotkanie po latach. W sumie to atmosfera jest w miarę naturalna do momentu poruszenia sprawy budowy domu.
A tu mamy czarno na białym powód ich rozstania, lecz wydaje mi się, że po prostu się nie zrozumieli. Spencer chciała być z Tobym, ale bycie matką w tym wieku ją przerosło, z resztą nic dziwnego. Toby od razu zrozumiał to jako to, że ona nie chce w przyszłości zakładać z nim rodziny, smutne.
Mam nadzieje, że moje małe podsumowanie Wam się podoba, a Wy jak sądzicie? Powinni do siebie wrócić, czy nie?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)