poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Sposoby na poprawę nastroju :D

Jak to dobrze, że niektórzy ludzie nie odpowiedzą Ci " dobra, zadzwonię później", gdy powiesz Im, że masz doła. Ja wczoraj byłam w takiej sytuacji. Na szczęście Maniek mój przyjaciel nie uznał mojego kiepskiego humoru jako usprawiedliwienie do wykręcenia się ze spotkania.
Jedyne na co miałam wtedy ochotę to położyć się na łóżku i zatracić się w jakiejś książce albo filmie. Ale teraz już wiem, że gdybym tak zrobiła to popełniłabym błąd.
Już nie wspominając o tym, że nawet do głowy nie przyszłoby mi co bym wtedy straciła. To był naprawdę udany dzień właśnie dzięki Niemu :).

Najpierw poszliśmy na gokarty, co planowaliśmy już od naprawdę długiego czasu, ale nigdy się na to nie składało. W sumie to był to powód dla którego pozwoliłam się wyciągnąć ze swojej "skorupki". Cóż po 8- minutowej jeździe zrozumiałam dlaczego faceci nazywają kobiety piratami drogowymi xd (przynajmniej, niektóre z Nich). To naprawdę jest znacznie trudniejsze, niż na to wygląda. Wystarczy, że che się strzepnąć włosy, które Ci lecą na oczy i lekko popuścisz kierownicę a już zaczyna Tobą rzucać to w lewo, to w prawo. Co prawda później było coraz to lepiej, ale przyznaję, że poddałam w wątpliwość to czy nadaje się na kierowce xd. Chłopcy, którzy tam pracowali musieli mieć niezły ubaw :D.

Potem pojechaliśmy nad jezioro. Przypominało mi Bagry, z tym, że było nieco mniejsze, ale za to posiadało plaże. Od zawsze marzyłam o tym, aby mieszkać nad morzem właśnie z powodu możliwości kąpania się w piękną pogodę bez konieczności płacenia, jak i opalania się. Nie leżeliśmy jakoś długo na kocu, ponieważ Maniek stwierdził, że koniecznie chce mi coś pokazać. A poza tym zdążyliśmy już zgłodnieć.

Najpierw pokazał mi niedawno wybudowany most, przez, który przejeżdżają pociągi. Widok na rzekę i niezaludnione pola robiły wrażenie, zwłaszcza, że był akurat zachód słońca. Po zrobieniu kilku zdjęć pojechaliśmy na kebab do zaprzyjaźnionego lokalu.

Ostatnim przystankiem naszej wycieczki był wypad nad Wisłę. Rozstawili wesołe miasteczko, o czym nie miałam zielonego pojęcia, w przeciwieństwie oczywiście do mojego towarzysza. Wybraliśmy atrakcję na której od zawsze chciałam się przejechać. A mianowicie "diabelski młyn". Widoki z tak wysokiego punktu zapierały dech w piersiach, tym bardziej, iż słońce właśnie chowało się za horyzontem .Zdjęcia wyszły świetne, a my mieliśmy kupę radochy :D.

Teraz już wiem, że nie zawsze kiedy masz ochotę zostać w domu powinieneś to zrobić. Czasem można tego później żałować. Gdy sobie pomyślę, że wdrożyłabym pierwotny plan w życie i nie przeżyła tego wszystkiego to tym bardziej cieszy mnie fakt, że mój przyjaciel jest uparty. 

niedziela, 22 kwietnia 2018

Życie ciągle rzuca Nam kłody pod nogi :/

Dlaczego kiedy psuje się jedna rzecz to od razu za jej przykładem idą pozostałe? Później okazuje się, że z jednego problemu tworzy się całe domino kłopotów, które ciągną za sobą coraz to nowe. A człowiek zastanawia się od czego zacząć, aby wszystko naprawić. Ale od początku.
Jestem na pierwszym roku studiów fizjoterapii i od niedawna zaczęłam chodzić na praktyki. Wiecie, sądziłam, że poza teorią, którą obrzucają Nas wykładowcy ze wszystkich stron zdobędę trochę doświadczenia w zawodzie. Zobaczę na własne oczy jak wyglądają zabiegi fizjoterapeutyczne, jak bardzo są skuteczne i w ogóle jak się je stosuje i w jakich schorzeniach.
Zaczęło się bardzo ciekawie. Byłam pełna entuzjazmu, każdego dnia dowiadywałam się czegoś nowego i coraz bardziej mi się to podobało. Kiedy usłyszałam od koleżanki z roku, iż również rozpoczęła swoje praktyki i już od pierwszego dnia wykonywała zabiegi nie mogłam się doczekać kiedy nadejdzie moja kolej. Czekałam, więc cierpliwie chłonąc jak najwięcej z obserwacji starszych kolegów, pomagałam Im w takim zakresie jakim byłam w stanie.
Jednak kiedy usłyszałam jak mój opiekun praktyk rozmawiał ze swoją pacjentką w mojej obecności jak to kształcenie się w moim zawodzie jest bezsensowne to mój entuzjazm nieco zmalał. Jasne, że to było przyjemnie tego słuchać, lecz sądziłam wtedy, iż być może On mnie w ten sposób sprawdza? Chce sprawdzić czy faktycznie się nadaje do tego zawodu, czy tak łatwo się nie poddam? Oczywiście nie dałam na wygraną. Postanowiłam, że nie dam się zniechęcić, ani przez Niego, ani nikogo innego.
Jednak im dłużej tam chodziłam zaczęłam dostrzegać, iż mój opiekun w ogólnie nie ma zamiaru dopuścić mnie do pacjentów. Za każdym razem, gdy proponowałam wykonanie jakiegoś zabiegu wymyślał jakiś powód dla którego "musiał" zrobić to On.
Wkrótce nadszedł ten dzień w którym straciłam cierpliwość. Zapewne domyślacie się jak się to dla mnie skończyło. Teraz muszę znaleźć inne miejsce w którym dokończę praktyki. Najgorsze jest to, iż nie rozstaliśmy się w przyjaźni, a ten facet bywa strasznie mściwy. Obawiam się o to, czy w ogóle zaliczy mi te godziny, które odbyłam. 

wtorek, 17 kwietnia 2018

Start over !

Ciężko uwierzyć w to ile może zmienić obejrzenie jednego serialu. To właśnie serial "Awkward" , a dokładniej jego główna bohaterka ciągle opisująca swoje rozsterki na blogu. Z tego wszystkiego jakoś zaczęło mi tego brakować.

Zmiana wyglądu o adresu to jedynie początek. Wcześniej zapisywałam posty w formie pamiętnika. Myślę, że teraz będzie wyglądało to podobnie z tym, że będę wyraźniej zaznaczać swoje stanowisko w przemyśleniach. Koniec z "bezpiecznym" pisaniem jak i zachowaniem. Takim, które sprawi, że nikomu się nie narazimy. To nie skutkuje. Próbowałam w ten sposób radzić sobie z własnym życiem to nie skończyło się to najlepiej. Znów zabrakło mi odwagi, aby pozostać sobą.

Okazuje się, że wbrew temu co sądziłam studia są takie same jak liceum, tylko książki są droższe, zaliczenia trudniejsze, a nauki jest dużo więcej. Sądziłam, iż dorośli ludzie nie zachowują się jak dzieciaki. Nie obgadują pozostałych. Nie wyśmiewają ich. Widocznie się pomyliłam.

Liczę na to, że szczerość tutaj pozwoli mi nauczyć się jak postępować tak samo w rzeczywistości. 

piątek, 12 stycznia 2018

Love, Rosie

Właśnie obejrzałam genialny film opowiadający o dwójce najlepszych przyjaciół, którzy tak naprawdę przez całe życie byli w sobie zakochani. Ehh...szkoda, że to tylko film. Z drugiej strony nic dziwnego, że ludzie nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. Sama zaczęłam w nią wątpić po obejrzeniu tego. A może inni mają rację i coś takiego, taki twór nie istnieje? Dobrze wiem o tym czego chciałby Maniek, tak naprawdę. Nie mogę teraz stwierdzić czy jest we mnie zakochany, wydaję mi się, że nie, bo powtarzałam Mu tak wiele razy, że z tego nic nie będzie, iż po prostu nie ma najmniejszych nadziei na to. Za to jestem pewna tego, iz gdybym sama wyskoczyła z pomysłem abyśmy jednak spróbowali czegoś więcej to On by się na to zgodził, bo wgłębi serca cały czas na to liczy. Wiem, że to brzmi jakbym była próżna, czasami, tak jak teraz wydaję mi się, że jestem. Przynajmniej w niektórych aspektach. Wiem, że Maniek chciałby być ze mną, gdybym i ja tego chciała, tak samo wiem, iż Łukasz też by tego chciał. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś dogłębniej wcześniej, ale obejrzenie tego filmu sprawiło, iż doszłam do takich konkluzji.
Kiedy byliśmy na tej imprezie z Jego znajomymi, a On wypił trochę za dużo widziałam jak reagował, kiedy mówiłam Mu o tym, że Jego koleżanka usiłuje Nas zeswatać, jak również jaką miał minę, kiedy ja opowiadałam Mu o Matim. Wiem, że nie powinnam była tego robić. To było okrutne z mojej strony, ale prawda jest taka, iż z nikim innym nie mogę pogadać na ten temat. Lubię Doris, ale z tego co zauważyłam Ona bardzoej traktuje mnie jak swojego słuchacza. Nie pozwala mi dojść do głosu. Kiedy usiłowałam Jej powiedzieć cokolwiek o moich rozsterkkach od razu mi przerywała i zaczynała mówić o sobie, więc szybko się poddałam.
Ale wracając do Łukasza. Wiedziałam co robię, ale zważywszy na to, iż nie chcę by sobie pomyślał coś więcej, ponieważ wiem, że tego nie odwzajemnie wolałam Go skutecznie do tego zniechęcić. W sumie to wydaję mi się, iż się udało. Ale przed samą sobą nie mogę udawać, że nie widziałam jak na mnie patrzył i co potem mówił. Widziałam jak liczył na to, że zaprzeczę, że coś powiem, Cokolwiek, aby Go jakoś pocieszyć, a ja nic nie powiedziałam. Odjęło mi mowę. Nie chciałam by to zabrzmiało sztucznie, a nic odpowiedniego nie przychodziło mi do głowy, więc milczałam. A po moim ciągłym paplaniu na temat Matiego skutecznie Go zniechęciłam do kontynuowania poprzedniej rozmowy. W sumie taki był tego cel, ale i tak mam jednak małe wyrzuty sumienia, kiedy o tym pomyślę. Nie zasłużył na to. W każdym razie następnym razem będę odpowiednio przygotowana ta tego typu rozmowy. Nie zabraknie mi słów tak jak ostatnio i tym razem powiem Mu coś co jakoś podniesie Go na duchu. Powiem Mu, że kiedyś spotka kogoś odpowiedniego. Czyli dokładnie to samo w co sama usiłuje wierzyć, choć jest to coraz trudniejsze.
Teraz kiedy jestem zafascynowana Matim, wiem, że nie będę brała nikogo innego na poważnie, ani w ogóle pod uwagę. Sesja skończy się dopiero za 2 miesiące, oby pomyślnie, a i tak szansa na to spotkanie jest tak minimalna. Zupełnie tak jak by nie mogło do mnie dotrzeć to, iż Jemu na tym nie zależy, w ogóle. Ma mnie za zwyczajna koleżankę, której owszem usprawiedliwia się z nieodzywania, ale to wszystko. Kiedy ja myślę o Nim tak często, piszę, wyobrażam sobie różne rzeczy, a nawet starałam się napisać piosenkę On ma to gdzieś. Nie zdaje sobie sprawy z moich uczuć, a ja i tak Mu o tym nigdy nie powiem wiedząc, iż ich nie odwzajemnia.
Wiedziałam, byłam pewna, iż kiedyś nadejdzie taki moment, że to ja się zaangażuje bez odwzajemniania, w ramach kary za to jak wielu chłopców sama zraniłam i jak okropnie Ich traktowałam, jak się wywyższałam, nadal to robię. Być może to ma być dla mnie jakaś nauczka? Jeśli nawet to wciąż nie dotarła i nic nie dała.
Jedyny plus jest taki, iż wiem, że potrafię się zaangażować. Przez bardzo długi czas moje serce było całkowicie zamknięte, a Jemu udało się do mnie dotrzeć w sposób jaki jeszcze nikomu się to nie udało. A nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Śmieszne. Jak tak o tym teraz myślę to wróciłam do punktu wyjścia. Mam 21 lat a zachowuje się dokładnie tak samo kiedy bujałam się w Kubie mając 11 lat. Czyż to nie jest żałosne? Czy to nie jest szczyt żenady?
A nawet gdybym chciała się komuś wygadać to mogę jedynie to zapisać tutaj, bądź w pamiętniku. Nie chcę tym dłużej obarczać Łukasza, a jak powiem Mańkowi t potem znów będę sobie wyrzucać, iż przez to, że Mu powiedziałam nic z tego nie wyszło. Chociaż spójrzmy prawdzie o oczy. I tak nie wyjdzie. Z resztą kiedyś już Mu o Nim mówiłam. Pamiętam. To było w wakacje nad Wisłą. Pamiętam do dziś co mówił. Próbował mi Go wybić z głowy. Powiedział, że to nie ma sensu i pomimo tego, iż miał rację to nieprzyjemnie się tego słuchało. Z resztą zawsze powtarza mi, iż życzy mi abym poznała kogoś z kim będę szczęśliwa, a jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż wcale mi tego nie życzy, Tak tylko mówi, ponieważ to ładnie brzmi. Może gdyby udało mi się w końcu napisać piosenkę i przelać w nią wszystkie swoje uczucia zapieczętowałabym je na kartce papieru tak jak to zrobiłam z Michałem? Warto spróbować. Z tym, że to nie jest takie proste!

Komedie romantyczne

Uwielbiam je oglądać, ale zawsze mnie przygnębiają. Co jeśli ja nigdy nie przeżyję czegoś podobnego? Co jeśli PRAWDZIWA miłość po prostu nie istnieje? Jest tylko albo udawana, albo nieodwzajemniona czego miłością nazwać nie można. Na filmach, w książkach to wszystko jest tak banalnie proste. Dwoje ludzi rozumie się doskonale, lubi spędzać ze sobą czas, chociażby tylko rozmawiając, gdyż te rozmowy są interesujące. A w prawdziwym nawet jeśli już poznasz kogoś kim się zainteresujesz to On nie będzie odpisywał, albo będzie się wykręcał tym, że jest zajęty i ciągle pracuje, aby się z Tobą nie spotkać. Grr...z jednej strony chce wybić Go sobie z głowy, a z drugiej od czasu do czasu wciąż mam tą głupią nadzieje. Po za tym ta "fascynacja" jest mi na rękę z jednego powodu. Dzięki temu nie oglądam się za innymi chłopcami, nawet o Nich nie myślę. Jest więc, znikoma szansa na to, że znowu zadurzę się w jakimś kretynie chociażby na studiach i zrobię z siebie idiotkę, znowu. Ale zdecydowanie zbyt często o Nim myślę. W pracy, w domu, jak jestem z Mańkiem, czy Łukaszem. Och dlaczego och dlaczego nie możemy chociaż raz się spotkać? Czy naprawdę proszę o tak wiele? Jedno, głupie, pierniczone spotkanie dzięki któremu przekonam się na własnej skórze, że z tego nic nie będzie. Że osoba, którą sobie wymyśliłam tak naprawdę nie istnieje. Ja powinnam się o tym dowiedzieć, dzięki czemu sądzę, iż mogłabym ruszyć naprzód. Już wiem, ponieważ się zorientowałam. W sumie to nie było trudno, że On jest typem nieśmiałęgo faceta. To jest powód dla którego to ja ZAWSZE muszę zaczynać rozmowę pierwsza. A także ja musiałam zaproponować spotkanie pół roku temu, jak i teraz, a i tak pewnie wyjdą z tego nici. Ale nawet, gdy jest się nieśmiałym, a chce się z kimś gadać, czy spotkać to człowiek jest w stanie się przemóc. No chyba, że On tak naprawdę nie chce i znów odwleka to w czasie, abym zapomniała i dała Mu spokój? Teraz znowu nie wiem czy ja powinnam napisać czy czekać, aż jednak sam coś odpiszę na moją jakże mądrą wiadomość. Szlag mnie trafia na miejscu w takich sytuacjach. Tym bardziej, że o ile chociażby czasami o mnie myśli to zapewne jak o koleżance albo zwyczajnej znajomej z wirtualnego  świata. Dobra. Mam ciekawsze rzeczy do roboty, no może nie ciekawsze, ale dużo ważniejsze, niż opisywanie swoich przeżyć związanych z tchórzem. Tak dokładnie tak. Od teraz tak właśnie zamierzam Go nazywać. Wiem, że to nie jest miłe i nawet nie jest sprawiedliwe, bo nie powinnam mieć do Niego pretensji. W końcu NIC mi nie obiecywał, a to, że się wkręciłam w tą relacje również nie jest Jego winą. A mimo to, mimo, że wiem, iż nie mam do tego prawda czuję do Niego żal. Bo sądzę, że na jednym pieprzonym spotkaniu nic by nie stracił. A może by i zyskał, chociażby "sprzymierzeńca"? Chociaż z drugiej strony teraz, gdy ja już się tak bardzo wkręciłam, a okazałoby się, iż miałby mnie co najwyżej za przyjaciółkę to trudno byłoby mi się z tego potem wykręcić nie łamiąc danego słowa, że może mi zaufać, które na pewno bym Mu dała.