piątek, 12 stycznia 2018

Love, Rosie

Właśnie obejrzałam genialny film opowiadający o dwójce najlepszych przyjaciół, którzy tak naprawdę przez całe życie byli w sobie zakochani. Ehh...szkoda, że to tylko film. Z drugiej strony nic dziwnego, że ludzie nie wierzą w przyjaźń damsko-męską. Sama zaczęłam w nią wątpić po obejrzeniu tego. A może inni mają rację i coś takiego, taki twór nie istnieje? Dobrze wiem o tym czego chciałby Maniek, tak naprawdę. Nie mogę teraz stwierdzić czy jest we mnie zakochany, wydaję mi się, że nie, bo powtarzałam Mu tak wiele razy, że z tego nic nie będzie, iż po prostu nie ma najmniejszych nadziei na to. Za to jestem pewna tego, iz gdybym sama wyskoczyła z pomysłem abyśmy jednak spróbowali czegoś więcej to On by się na to zgodził, bo wgłębi serca cały czas na to liczy. Wiem, że to brzmi jakbym była próżna, czasami, tak jak teraz wydaję mi się, że jestem. Przynajmniej w niektórych aspektach. Wiem, że Maniek chciałby być ze mną, gdybym i ja tego chciała, tak samo wiem, iż Łukasz też by tego chciał. Nie zastanawiałam się nad tym jakoś dogłębniej wcześniej, ale obejrzenie tego filmu sprawiło, iż doszłam do takich konkluzji.
Kiedy byliśmy na tej imprezie z Jego znajomymi, a On wypił trochę za dużo widziałam jak reagował, kiedy mówiłam Mu o tym, że Jego koleżanka usiłuje Nas zeswatać, jak również jaką miał minę, kiedy ja opowiadałam Mu o Matim. Wiem, że nie powinnam była tego robić. To było okrutne z mojej strony, ale prawda jest taka, iż z nikim innym nie mogę pogadać na ten temat. Lubię Doris, ale z tego co zauważyłam Ona bardzoej traktuje mnie jak swojego słuchacza. Nie pozwala mi dojść do głosu. Kiedy usiłowałam Jej powiedzieć cokolwiek o moich rozsterkkach od razu mi przerywała i zaczynała mówić o sobie, więc szybko się poddałam.
Ale wracając do Łukasza. Wiedziałam co robię, ale zważywszy na to, iż nie chcę by sobie pomyślał coś więcej, ponieważ wiem, że tego nie odwzajemnie wolałam Go skutecznie do tego zniechęcić. W sumie to wydaję mi się, iż się udało. Ale przed samą sobą nie mogę udawać, że nie widziałam jak na mnie patrzył i co potem mówił. Widziałam jak liczył na to, że zaprzeczę, że coś powiem, Cokolwiek, aby Go jakoś pocieszyć, a ja nic nie powiedziałam. Odjęło mi mowę. Nie chciałam by to zabrzmiało sztucznie, a nic odpowiedniego nie przychodziło mi do głowy, więc milczałam. A po moim ciągłym paplaniu na temat Matiego skutecznie Go zniechęciłam do kontynuowania poprzedniej rozmowy. W sumie taki był tego cel, ale i tak mam jednak małe wyrzuty sumienia, kiedy o tym pomyślę. Nie zasłużył na to. W każdym razie następnym razem będę odpowiednio przygotowana ta tego typu rozmowy. Nie zabraknie mi słów tak jak ostatnio i tym razem powiem Mu coś co jakoś podniesie Go na duchu. Powiem Mu, że kiedyś spotka kogoś odpowiedniego. Czyli dokładnie to samo w co sama usiłuje wierzyć, choć jest to coraz trudniejsze.
Teraz kiedy jestem zafascynowana Matim, wiem, że nie będę brała nikogo innego na poważnie, ani w ogóle pod uwagę. Sesja skończy się dopiero za 2 miesiące, oby pomyślnie, a i tak szansa na to spotkanie jest tak minimalna. Zupełnie tak jak by nie mogło do mnie dotrzeć to, iż Jemu na tym nie zależy, w ogóle. Ma mnie za zwyczajna koleżankę, której owszem usprawiedliwia się z nieodzywania, ale to wszystko. Kiedy ja myślę o Nim tak często, piszę, wyobrażam sobie różne rzeczy, a nawet starałam się napisać piosenkę On ma to gdzieś. Nie zdaje sobie sprawy z moich uczuć, a ja i tak Mu o tym nigdy nie powiem wiedząc, iż ich nie odwzajemnia.
Wiedziałam, byłam pewna, iż kiedyś nadejdzie taki moment, że to ja się zaangażuje bez odwzajemniania, w ramach kary za to jak wielu chłopców sama zraniłam i jak okropnie Ich traktowałam, jak się wywyższałam, nadal to robię. Być może to ma być dla mnie jakaś nauczka? Jeśli nawet to wciąż nie dotarła i nic nie dała.
Jedyny plus jest taki, iż wiem, że potrafię się zaangażować. Przez bardzo długi czas moje serce było całkowicie zamknięte, a Jemu udało się do mnie dotrzeć w sposób jaki jeszcze nikomu się to nie udało. A nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Śmieszne. Jak tak o tym teraz myślę to wróciłam do punktu wyjścia. Mam 21 lat a zachowuje się dokładnie tak samo kiedy bujałam się w Kubie mając 11 lat. Czyż to nie jest żałosne? Czy to nie jest szczyt żenady?
A nawet gdybym chciała się komuś wygadać to mogę jedynie to zapisać tutaj, bądź w pamiętniku. Nie chcę tym dłużej obarczać Łukasza, a jak powiem Mańkowi t potem znów będę sobie wyrzucać, iż przez to, że Mu powiedziałam nic z tego nie wyszło. Chociaż spójrzmy prawdzie o oczy. I tak nie wyjdzie. Z resztą kiedyś już Mu o Nim mówiłam. Pamiętam. To było w wakacje nad Wisłą. Pamiętam do dziś co mówił. Próbował mi Go wybić z głowy. Powiedział, że to nie ma sensu i pomimo tego, iż miał rację to nieprzyjemnie się tego słuchało. Z resztą zawsze powtarza mi, iż życzy mi abym poznała kogoś z kim będę szczęśliwa, a jednak zdaję sobie sprawę z tego, iż wcale mi tego nie życzy, Tak tylko mówi, ponieważ to ładnie brzmi. Może gdyby udało mi się w końcu napisać piosenkę i przelać w nią wszystkie swoje uczucia zapieczętowałabym je na kartce papieru tak jak to zrobiłam z Michałem? Warto spróbować. Z tym, że to nie jest takie proste!

Komedie romantyczne

Uwielbiam je oglądać, ale zawsze mnie przygnębiają. Co jeśli ja nigdy nie przeżyję czegoś podobnego? Co jeśli PRAWDZIWA miłość po prostu nie istnieje? Jest tylko albo udawana, albo nieodwzajemniona czego miłością nazwać nie można. Na filmach, w książkach to wszystko jest tak banalnie proste. Dwoje ludzi rozumie się doskonale, lubi spędzać ze sobą czas, chociażby tylko rozmawiając, gdyż te rozmowy są interesujące. A w prawdziwym nawet jeśli już poznasz kogoś kim się zainteresujesz to On nie będzie odpisywał, albo będzie się wykręcał tym, że jest zajęty i ciągle pracuje, aby się z Tobą nie spotkać. Grr...z jednej strony chce wybić Go sobie z głowy, a z drugiej od czasu do czasu wciąż mam tą głupią nadzieje. Po za tym ta "fascynacja" jest mi na rękę z jednego powodu. Dzięki temu nie oglądam się za innymi chłopcami, nawet o Nich nie myślę. Jest więc, znikoma szansa na to, że znowu zadurzę się w jakimś kretynie chociażby na studiach i zrobię z siebie idiotkę, znowu. Ale zdecydowanie zbyt często o Nim myślę. W pracy, w domu, jak jestem z Mańkiem, czy Łukaszem. Och dlaczego och dlaczego nie możemy chociaż raz się spotkać? Czy naprawdę proszę o tak wiele? Jedno, głupie, pierniczone spotkanie dzięki któremu przekonam się na własnej skórze, że z tego nic nie będzie. Że osoba, którą sobie wymyśliłam tak naprawdę nie istnieje. Ja powinnam się o tym dowiedzieć, dzięki czemu sądzę, iż mogłabym ruszyć naprzód. Już wiem, ponieważ się zorientowałam. W sumie to nie było trudno, że On jest typem nieśmiałęgo faceta. To jest powód dla którego to ja ZAWSZE muszę zaczynać rozmowę pierwsza. A także ja musiałam zaproponować spotkanie pół roku temu, jak i teraz, a i tak pewnie wyjdą z tego nici. Ale nawet, gdy jest się nieśmiałym, a chce się z kimś gadać, czy spotkać to człowiek jest w stanie się przemóc. No chyba, że On tak naprawdę nie chce i znów odwleka to w czasie, abym zapomniała i dała Mu spokój? Teraz znowu nie wiem czy ja powinnam napisać czy czekać, aż jednak sam coś odpiszę na moją jakże mądrą wiadomość. Szlag mnie trafia na miejscu w takich sytuacjach. Tym bardziej, że o ile chociażby czasami o mnie myśli to zapewne jak o koleżance albo zwyczajnej znajomej z wirtualnego  świata. Dobra. Mam ciekawsze rzeczy do roboty, no może nie ciekawsze, ale dużo ważniejsze, niż opisywanie swoich przeżyć związanych z tchórzem. Tak dokładnie tak. Od teraz tak właśnie zamierzam Go nazywać. Wiem, że to nie jest miłe i nawet nie jest sprawiedliwe, bo nie powinnam mieć do Niego pretensji. W końcu NIC mi nie obiecywał, a to, że się wkręciłam w tą relacje również nie jest Jego winą. A mimo to, mimo, że wiem, iż nie mam do tego prawda czuję do Niego żal. Bo sądzę, że na jednym pieprzonym spotkaniu nic by nie stracił. A może by i zyskał, chociażby "sprzymierzeńca"? Chociaż z drugiej strony teraz, gdy ja już się tak bardzo wkręciłam, a okazałoby się, iż miałby mnie co najwyżej za przyjaciółkę to trudno byłoby mi się z tego potem wykręcić nie łamiąc danego słowa, że może mi zaufać, które na pewno bym Mu dała.

wtorek, 28 listopada 2017

Skąd ja to wiem?!

Czy też tak czasami macie, że z jakiegoś powodu macie absolutną pewność co do tego, że Ktoś popełnia błąd pomimo tego, że sami nie przeżyliście czegoś podobnego? Ale może zacznę od początku. Moja koleżanka Doris ma chłopaka od 3 tygodni. Nie wiem co sądzicie na ten temat, ale ja uważam, że to nie jest długo. Przez jakieś przykre doświadczenia z przeszłości o których niewiele wiem jest bardzo, ale to bardzo nieufna w stosunku do Niego. Wydzwania do Niego i pisze. Dopytuje czy On przypadkiem nie ma kogoś na boku, dając Mu z ten sposób jasny komunikat, że Jej zależy. A jak wiadomo nie od dziś faceci z reguły wolą gonić króliczka, niż go złapać. Później ta "zdobycz", że się tak wyrażę przestaje być wyzwaniem innymi słowy przestaje być interesująca. A jawne okazywanie zazdrości jest poważnym błędem na tym etapie związku, tym bardziej, że facet Ją olewa. Nie przyjeżdża, pomimo tego, iż byli umówieni, nie odbiera i nie odpisuje. A Ona rzecz jasna szuka tego kontaktu mimo wszystko. Robi Mu wyrzuty itd. Zupełnie jak by nie wiedziała, iż to przyniesie zupełnie odwrotny skutek. Niemal każdy facet potrzebuje wolności, swobody (i nie tylko facet). Nie można Go zamykać jak w jakiejś klatce, odbierać Mu przestrzeni i wiecznie wyrzucać, że wszystko robi źle. Już nie wspomnę o tym, że według mnie to jest taki typowy typ kobieciarza, który będzie Ją przetrzymywał do momentu, aż Ona pęknie, a On wtedy dostanie to czego chce. Martwię się o Nią, ponieważ jak na tak krótką znajomość to dość mocno się zaangażowała. A sama mi powiedziała, że wie (nie wiem skąd), że był już taki okres, że miał kilka dziewczyn na boku. Ja znam ten typ. Nie odzywa się przez jakiś czas, przeczekując najgorsze, a potem wyskakuje jak filip z konopi. Zachowując się tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale manipulant z Niego jest straszny, bo wie doskonale co Ona chce usłyszeć i to mówi. Przez co nie jeden raz już Mu się upiekło. I teraz nie jestem pewna co powinnam Jej powiedzieć, ponieważ jest bardzo wrażliwa. Jeśli powiem Jej wprost, że według mnie to jest po prostu taki typ i nie ma sensu zawracać sobie Nim głowy to będzie Jej przykro, ale z drugiej strony może oszczędzę Jej zawodu, jeśli tego nie zrobię to i tak nie trudno się domyślić, że gościu ewidentnie nie traktuje Jej poważnie i prędzej czy później Ją zrani. Prawdę mówiąc jestem trochę w kropce, gdyż nie bardzo potrafię siedzieć bezczynnie, ale z drugiej strony nie zawsze warto się wtrącać. Co Wy byście mi doradzili? Jak sądzicie czy Doris postępuje słusznie? A może to ja się mylę. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

niedziela, 10 września 2017

Przyjaźń bywa przereklamowana

Byliście kiedyś w sytuacji w której Wasz przyjaciel/przyjaciółka zachowywał się tak jakby już Was dłużej nie znał? Przez co Wy również zachodziliście w głowę jak bardzo On/Ona się zmieniła? Jeśli tak to zapewne rozumiecie co teraz przeżywam.

Przyjaźniłyśmy się od wielu lat, w tym roku będzie 8, może nawet 9. Jeśli chodzi o charaktery to mamy odmienne, lecz wspólne zainteresowania oraz podobny pogląd na wiele rzeczy zbliżyło Nas do siebie. Jasne, że nie we wszystkim zawsze się zgadzałyśmy. Zdarzało Nam się pokłócić. Zawsze szło o jakieś pierdoły jak to zwykle bywa. Zazwyczaj jednak udawało Nam się te problemy przeskoczyć i wrócić do tego co było. W okresie gimnazjalnym, kiedy chodziłyśmy do tej samej klasy sprzeczki trwały gdzieś góra tydzień. Później zaczynały być dłuższe, bo wiadomo, iż jeśli każdego dnia kogoś nie widujesz to nie myślisz non stop o tej osobie. Czas leci i dopiero kiedy pojawi się bodziec przypominający uświadamiasz sobie, że brakuje Ci tej osoby.

Z naszą relacją było tak, że bez względu na to jak długo się nie widziałyśmy, bądź nie pisałyśmy ze sobą zawsze potrafiłyśmy się dogadać. A już po paru minutach opowiadania o tym co nowego zdarzyło się w naszym życiu przez ten okres czasu zachowywałyśmy się tak jak by kontakt nigdy nie został urwany. To właśnie na więź pozwoliła Nam przetrwać tak długo, pomimo braku czasu, przeróżnych obowiązków i spraw, które nie pozwalały Nam się ze sobą skontaktować.

Im jednak jesteśmy starsze, tym częściej mamy "ciche dni". Mam wrażenie, że po pierwsze nie potrzebujemy już swojego towarzystwa tak bardzo jak kiedyś, a poza tym mamy również innych przyjaciół z którymi zawsze możemy się spotkać i pogadać. Z którymi może mamy teraz więcej wspólnych tematów, niż ze sobą nawzajem.

Jest również druga kwestia. Obie się zmieniłyśmy i wciąż się zmieniamy. To naturalne i oczywiste zjawisko. Powodują to ludzie którymi się otaczamy, różne wydarzenia, zmienianie zainteresowań i mogłabym tak wymieniać, ponieważ tych czynników jest naprawdę sporo.

Ostatnio jednak znowu coś się między Nami popsuło. Oczywiście poszło o głupotę. Nie będę się wdawać w szczegóły, ponieważ nie widzę sensu by to robić. Najważniejsze w tej całej "historii" jest to, że nie miałyśmy ze sobą kontaktu przez jakiś czas. Później na chwile go odzyskałyśmy i kiedy już sądziłam, że wszystko jest ok. Niespodzianka, jednak nie.

Wyjechała gdzieś z chłopakiem, mniejsza o to gdzie, w każdym razie wtedy napisałam do Niej. Odpisała, że da znać po powrocie i umówimy się na spotkanie. Przyjęłam to do wiadomości o przestałam myśleć o terminie Ich powrotu, tym bardziej, że od początku go nie znałam. Zamiast tego zajęłam się własnym życiem, tym bardziej, że przez tak krótki okres czasu wiele się wydarzyło.

Kilka dni temu widziałam się z naszą wspólną przyjaciółką. A od Niej powiedziałam się dwóch istotnych rzeczy: pierwsza w przeciwieństwie do Niej, ja nie dostałam pocztówki. Nie żebym jakoś strasznie nad tym ubolewała, tym bardziej, że i tak nie miałabym gdzie jej trzymać, dwa nadawała na mnie. A z jakiego powodu? Rzekomo kilka dni wstecz, kiedy była z mamą na zakupach widziała mnie z Paulą, moją przyjaciółką. Byłyśmy tak pogrążone w rozmowie, iż ja do tej pory nie mam zielonego pojęcia w którym momencie tamte dwie Nas mijały. Moja "przyjaciółka" stwierdziła jednak, iż celowo zignorowałam Ją i Jej rodzicielkę, niby to w formie zemsty.

Sami rozumiecie, że kiedy to usłyszałam to wybuchnęłam śmiechem. No bo kto normalny robi takie rzeczy, zwłaszcza będąc z naszym wieku? Być może Ona by tak właśnie postąpiła i dlatego zakłada, iż ja również? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i chyba go nie poznam, a przynajmniej nie prędko. Zapewne nie zaskoczy Wam, gdy powiem, iż oczywiście nie napisała do mnie, aby to wyjaśnić. Ale tego to się akurat mogłam spodziewać. Bo "królowej angielskiej" nawet do głowy nie przyjdzie, że faktycznie mogła nie zostać zauważona.

Z natury jest niestety osobą bardzo obrażalską. To nie jest żadna tajemnica. Wszyscy to wiemy. Jednak przyjaźń tak jak i związek polega na tym, aby akceptować drugą osobę nie tylko z Jej zaletami, ale przede wszystkim wadami. Tak więc robiłam. Przez lata powstrzymywałam się wielokrotnie przed powiedzeniem czegoś co mogłoby Ją urazić, pomimo tego, iż cisnęło mi się to na usta. Ja nie mam tego problemu, więc Ona mogła mówić szczerze co myśli na temat mojego zachowania, tego co powiedziałam itd. ja nie miałam tego przywileju, bo twierdziłam, że jeśli ma się to skończyć na tym, że Ona strzeli focha to mogę ugryźć się z język i siedzieć cicho. I robiłam to, wierzcie mi robiłam przez tak wiele lat.

Jednak ostatnimi czasy ja także się zmieniłam. Kto wie czy to zasługa spędzania więcej czasu z Paulą przy której mogę być szczera do bólu, a Ona nie pozostaje mi dłużna, czy jest to kwestia dojrzewania. Jednak po raz pierwszy podczas naszej poprzedniej kłótni powiedziałam coś co naprawdę myślałam. A mianowicie, że zachowuje się jak licealistka. Potraktowałam Ją i tak łagodnie, gdyż określenie gimnazjalista pasowałoby jeszcze lepiej. To nie będzie dla nikogo zaskoczeniem kiedy powiem, że oczywiście się obraziła. Ale to nie to jest tym o czym chciałam powiedzieć. Nie wyobrażacie sobie nawet tego jak bardzo zaskoczona była. Widocznie oszczędzałam Ją tak długi czas, iż to musiał być dla Niej prawdziwy szok, kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę i powiedziałam co tak naprawdę sądzę o Jej zachowaniu. Za nic się do tego nie przyzna, ale ja to widziałam.

Co prawda już po kilku minutach oczywiście przeze mnie przerwanej ciszy, aby udowodnić mi, że się mylę stwierdziła, iż jednak nie obraziła się na mnie (pomimo tego, że to zrobiła), po tym jak ja powiedziałam, iż się nie obraziłam, ale w moim przypadku to była prawda. To po prostu nie jest moja "rzecz" wiecie? Takie obrażanie się o byle co. Uważam, że to dziecinne, podobnie jak celowe zignorowanie kogoś znajomego. Nie bawię się w takie podchody, bo to żałosne jest według mnie i tyle.

Nie twierdzę jednak, że ja jestem idealna, bo wierzcie mi, iż nie ;p. Z wiekiem stałam się jeszcze bardziej uparta, oraz częściej się wściekam na ludzi, niż kiedyś. No właśnie i tu jest podstawowa różnica pomiędzy Nami. Ona nigdy nie powie co tak naprawdę myśli, bądź co czuje, bo po co? Dlaczego miałaby cokolwiek wyjaśniać skoro zawsze ja to robię? Poważnie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego jak wiele razy musiałam Ją przeprosić, (pomimo tego, że to nie ja zawiniłam) tylko po to, aby zachować zgodę. Ale wiecie co? Mam tego dość! Skończyłam z przepraszaniem tylko dlatego, iż ktoś inny nie zbierze się na odwagę, by to zrobić. Nie mam zamiaru więcej przepraszać nawet dla tzw. "większego dobra". Jeśli Ona nie chce ze mną utrzymywać kontaktu, to proszę bardzo. Łaski bez. Mam innych przyjaciół na których mogę liczyć, a po za tym z powodu tego, iż zaczynam studia i pracę i tak zapewne nie będę miała tyle czasu dla znajomych jak dotychczas.

Powiedzenie "przyjaciel na zawsze" ma dla mnie duże znaczenie. Naprawdę nie jeden raz wyobrażałam sobie jak już jesteśmy dorosłe, mamy własne rodziny, dzieci i odwiedzamy siebie nawzajem w weekendy. Bo akurat tak się składa, że nasi mężowie dogadują się tak samo dobrze jak nasz dwójka, a dzieci też się przyjaźnią. Tak wiem, że to mało prawdopodobny scenariusz. Być może tak po prostu się nie da? To tylko fantazje? Jednak szkoda jest mi zaprzepaścić tak długą znajomość, tym bardziej, że jedną już kiedyś straciłam.

Zaczęłam wcześniej mówić o różnicach, pomiędzy Nami. Nie powiedziałam jednak do końca na czym one polegają. Jak już mówiłam Jej "system" to obrażanie się, ja natomiast zamiast tego wolę wyjaśnić sprawę. Zauważyłam ostatnio, iż coraz częściej potrafię mówić co tak naprawdę myślę, nawet gdy osobie, która tego wysłuchuje się to nie podoba. Kiedyś nie potrafiłam tego robić. Prawdą jest, iż muszę jeszcze dużo nad sobą pracować, aby być w stanie być NAPRAWDĘ sobą również przy ludziach obcych, lub tych których dopiero poznałam. Czasem mam wrażenie, iż mam dwie osobowości. Pierwsza to ta, którą pokazuje na co dzień: bardziej uległa i nie tak szczera, gdy mam powiedzieć coś co wiem, że nie spodoba się innym, i druga: ta, która mówi co myśli, wbrew opiniom innych. Ta druga ostatnimi czasy nieco ewoluowała i ukazuje się częściej, niż dotychczas. To właśnie z jej powodu postanowiłam przestać ukrywać to co naprawdę myślę i czuję, także przy Niej.

Na ten moment nie jestem pewna tego czy to w ogóle da się jeszcze poskładać. Możliwe, iż obie zmieniłyśmy się tak bardzo, że już nie potrafimy znaleźć wspólnego języka i stąd te kłótnie. Kto wie? Być może właśnie tak to wygląda? To jest jeden z powodów dla których odcina się F, ze zwrotu BFF? Zastanawiam się nad tym czy to jest nasz koniec, taki ostateczny, czy za jakiś czas się dogadamy tak jak dotychczas? Postanowiłam jednak jedną rzecz: nawet jeśli wrócimy do tego co było ja nie mam zamiaru więcej się powstrzymywać z obawy o to iż Ją to urazi. Jeśli więc postanowi jednak kontynuować tę znajomość będzie musiała przyzwyczaić się do tego, że nie mam zamiaru więcej się kryć z tym co myślę, nawet jeśli Jej się to nie będzie podobało. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej na tym etapie na którym teraz jest nie będzie w stanie tego zaakceptować, więc będziemy kłócić się jeszcze częściej, niż dotychczas. Ciekawe czy pozostali też Ją tak oszczędzają, by się nie obraziła. To dlatego jest do tego tak bardzo przyzwyczajona? Bo nikt nie mówi Jej nieprzyjemnych rzeczy z uwagi na Jej charakter?

Pomimo tego, że jak sami widzicie nie przedstawiłam Jej tutaj w najlepszym świetle, to w ogóle bym tego nie napisała, gdyby ta sytuacja mnie nie gryzła. A prawda jest taka, że jestem zła za tę Jej dziecinność, ale i tak mi Jej brakuje. Kiedy próbuje sobie wyobrazić, że tak już będzie zawsze robi mi się jakoś tak dziwnie. Brakuje mi Jej i trochę przeszkadza mi myśl, że prawdopodobnie pomimo całej tej "epopei" nie pochlebnych rzeczy,  którą napisałam zapewne tęsknie za Nią bardziej, niż Ona za mną. Możliwe, że Ją to w ogóle nie gryzie, ta sytuacja Jej nie przeszkadza, bo ma inne rzeczy na głowie i nawet o tym nie myśli. Jeśli faktycznie tak jest to oznacza, że wciąż potrzebuje Jej nieco bardziej, niż Ona mnie i dobrze zrobi mi ta rozłąka? A może jeśli będzie trwała dostatecznie długo to i Ona z czasem za mną zatęskni? Nadzieja umiera ostatnia jak to mówią ;).

Kiedyś podałam link do tego bloga kilku osobą w tym Jej. Choć wątpię w to, by jeszcze go miały, ponieważ sama porzuciłam go na bardzo długi okres czasu. Teraz jednak potrzebowałam przelać wszystko to co myślę i czuje w jedno miejsce, a okazuje się, iż wygadanie się dwójce przyjaciół i zapis w pamiętniku na niewiele się zdały. Mam nadzieję, że to pomoże. Na ten moment nie wiem czy ta "historia" będzie miała happy end czy nie, ale jeśli to czytacie, jeśli również pokłóciliście się ze swoim przyjacielem to być może ta notka uświadomi Wam, iż brakuje Wam tej osoby i w przeciwieństwie do mnie będziecie mniej uparci i zaraz sięgniecie po telefon. Życzę Wam tego.

- Całuje
- Lu- cham :*

niedziela, 3 kwietnia 2016

Pierwszy dzień na planie :D

Hej Kochani, wczoraj byłam pierwszy raz na planie filmowym. Statystowałam w 2 serialach. Jak już wiecie na castingu byłam całkiem niedawno, więc nie spodziewałam się, że zadzwonią tak szybko ( albo, że w ogóle zadzwonią), ale w czwartek dostałam pytanie czy 2 jestem dostępna. Kiedy się zgodziłam zostałam poinformowana, że dzień filmowy obejmuje od 7:30-19:30, mimo to siedzieliśmy do po 20:00, gdyż można powiedzieć, że są dobrze zabezpieczeni w takich sytuacjach ;). W piątek pojechałam razem z Tysią podpisać umowę. Nie wiem kto je pisze, ale ostrzegam, że trzeba je bardzo uważnie i dokładnie przeczytać, zanim się podpisze, gdyż jest tam mnóstwo punktów o których nie mielibyście nawet pojęcia.

Ucieszyłam się, że pierwszy dzień wypadł mi na weekend, gdyż przynajmniej nie straciłam zajęć. Chociaż muszę przyznać, że trochę ciężko się wstawało o 5:45 w weekend, zupełnie jak by był to normalny dzień w tygodniu. Z samego rana rzeczywiście się trochę stresowałam. Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, jak ma to wyglądać. Przyjechałam na miejsce na czas, ale musiałam poczekać na recepcji, aż Ktoś po mnie przyjdzie. W momencie w którym weszłam na plan filmowy poczułam się, jakbym na serio tam była. Rozglądałam się po wszystkich salach, patrzyłam na kamery, które były dosłownie wszędzie. A potem weszłam do pomieszczenia, które można by nazwać poczekalnią, gdzie czekali inni statyści. Wiadomo, że z początku czułam się trochę niekomfortowo Nikogo nie znając, ale na szczęście później udało mi się nawiązać konwersacje z paroma osobami, potem jeszcze z kilkoma i w ciągu jednego dnia zamieniłam po przynajmniej 1 zdaniu chyba praktycznie z Każdym :). Atmosfera była bardziej przyjazna, niż się spodziewałam, więc byłam mile zaskoczona. Wczoraj byłam na planie 2 seriali, więc sądziłam, że będę statystować może ze 2 razy w ciągu całego dnia, oczywiście + duble. Szybko okazało się jednak, że wyszło tego znacznie więcej, chyba z 5 lub 6 "scen" w jednym i ze 2 w drugim. Charakteryzacje miałam całkiem nieźle zrobioną, więc praktycznie za każdym razem "grałam" Kogoś innego. Kiedy ciągle się coś robi to czas mija całkiem szybko. Najgorzej jest, kiedy powiedzmy sceny w którym nie uczestniczysz są wiele razy powtarzane. Kiedy siedzisz na poczekalni, każdy w okół ciebie pisze sms,a tobie jak na złość rozładował się telefon, no to już jest mniej ciekawie ;). Także osobą, które chciałyby się tym zajmować zdecydowanie polecam zabrać ze sobą ładowarkę ;).
Po całym dniu byłam zadowolona, że Maniek po mnie przyjechał, tym bardziej, że dojazd mam po prostu fatalny, zwłaszcza w sobotę, kiedy jeżdżą 2 autobusy na godzinę.  Nie wiem czy jeszcze kiedyś do mnie zadzwonią, chciałabym, żeby tak się stało. To jasne, że chciałabym chociaż spróbować zagrać coś bardziej ambitnego, ale wątpię, czy kiedykolwiek dostanę na to szansę. Z tego co za razie się zorientowałam to aktorzy zostali wybrani zaraz po castingu, nie musieli wspinać się po szczeblach kariery. Co prawda nie mam też pewności, czy tak było w przypadku wszystkich, ale wydaję mi się, że w większości. Mam wrażenie, że jak wybierają Cie na statystę, to znaczy, że jesteś w odpowiednim wieku i tylko dlatego Cie potrzebują. Najprawdopodobniej, więc już tak po prosu zostanie, ale pomimo tego chyba całkiem fajnie będzie zobaczyć siebie w telewizji, nawet jeśli to tylko urywki. Kiedy oglądasz jakiś serial, czy to 30, czy 40 -minutowy to wydaje Ci się, że to wszystko jest takie proste. Myślisz sobie " co to za problem nauczyć się na pamięć paru dialogów, a potem je powiedzieć?" Szczerze mówiąc to też tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam jak to naprawdę wygląda. Wszyscy na planie filmowym począwszy od aktorów, reżyserów, scenarzystów, a kończąc na kamerzystach wkładają w to wszystko naprawdę masę pracy i wysiłku. Wiadomo, że czasami mylą się w tekstach, gdyż w końcu są tylko ludźmi i każdemu może się to zdarzyć. Wystarczy, że jedna nawet mała rzecz pójdzie nie tak, a już trzeba zaczynać od nowa. Największy problem jest z tymi scenami, które są najdłuższe, a nie da ich się tak po prostu "uciąć" na pół. Po za tym niektóre zachowania czy to aktorów, czy statystów, a także scenografia zmienia się z sekundy na sekundę, w zależności od tego, co spodoba się np: reżyserowi. Teraz już wiem, że aktorzy mają naprawdę ciężką pracę, wbrew temu co Nam się wydaję wkładają w to masę wysiłku i czasu. Wielu ludzi musi się napracować nad tym abyśmy mogli po południami usiąść przed telewizorem i obejrzeć chociażby jeden pół- godzinny odcinek serialu. Może jeszcze kiedyś uda mi się załapać, zobaczymy, jeśli tak to chętnie podzielę się swoimi wrażeniami z Wami, na razie jednak musimy się pożegnać, do zobaczenia w kolejnym poście :*